Wróć do katalogu

Hooligans Life. Prolog

Prawdziwe życie, które toczy się w Łodzi. Chuligani, galerianki, zwykli ludzie, romanse, zdrady, mecze, ustawki. Początek historii, bo nie wszystko wydaje się być takie, jak powinno.

xMarcelinax, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„W latach 50-tych rozwinęła się subkultura Chuliganów . w przeciwieństwie do bikiniarzy wywodzili się głównie ze środowisk robotniczych, z rodzin o niskim statusie społecznym. Subkultura grup chuliganów opierała się na grupowej solidności, bezwzględnym posłuszeństwie wobec przyjętego sposobu postępowania wiążącego członków grupy oraz jej przywódcy. Grupa przyjmowała podział na „swoich” i „obcych”. Przy czym obcymi byli wszyscy spoza własnej grupy i spoza innych grup chuligańskich. Obcy zasługują na pogardę i brutalne potraktowanie. Subkultura chuliganów zanikła na początku lat 60-tych, natomiast przetrwał do dziś termin „chuligan” jako synonim dewiacyjnej postaci kultury młodzieżowej.”*

Początkowo artykuł z krzykliwym nagłówkiem „Subkultury! Nowa rzeczywistość” zainteresował go, jednak po przeczytaniu pierwszego akapitu Diabeł wyraźnie rozdrażniony zmiął gazetę i wyrzucił daleko od siebie w kąt, dodatkowo prychając przy tym głośno, akurat w tej samej chwili, gdy do kuchni weszła Kabza, która uniosła do góry brwi widząc chłopaka, który siedział z założonymi nogami położonymi na stole i niezbyt zadowoloną miną mimo wszystko. Fakt, ona też lubiła wygodę, jednak bez przesady, są pewne normy, a przynajmniej ona była takiego zdania a i na rozluźnienie atmosfery się coś przyda. - Nie za wygodnie ci przypadkiem? – zapytała z półuśmieszkiem, podchodząc do blatu, stając do chłopaka tyłem i włączając czajnik z wodą na poranną kawę, chociaż tak wcześnie to znowu nie było – godzina 13 stanowczo rana nie przypominała. Po takich akcjach jak wczorajsza zawsze odsypiała, chociaż zazwyczaj czuła dyskomfort, gdy nie spała u siebie, jednak kilka godzin temu nie było innego wyjścia jak zakończyć całą przygodę na mecie. „Dobrze, że chociaż Borowiec w tej całej ekipie używa mózgu i zostawił nam to mieszkanie” – pomyślała, zalewając sobie kawę, którą właśnie nasypała do pierwszego wyciągniętego z szafki kubka. Gdyby nie to, że każdy z nich ma zapasowe klucze do tego mieszkania, prawdopodobnie teraz siedzieliby w areszcie albo na jakimś przesłuchaniu. Nawet nie chciała o tym Myślec, głupi miał zawsze szczęście. - Chcesz też? – zapytała, przerywając swoje rozmyślania, nie odwracając się dalej i mieszając, jednak nie doczekała się odpowiedzi, więc odstawiła czajnik na swoje miejsce, odwróciła się i usiadła na jednym z dziesięciu wolnych krzeseł obok chłopaka. Diabeł co prawda zdjął już nogi ze stołu, ale dalej siedział zamyślony, co w jego przypadku nie oznaczało nic dobrego i dziewczyna doskonale o tym wiedziała, bo znali się od dzieciństwa, jednak miała świadomość, że nie może naciskać teraz i dopytywać się, o co chodzi, bo i tak jej nie powie, musiało to samo z niego wyjść, więc upiła łyk kawy, krzywiąc się lekko, kiedy gorąca ciecz swoją temperaturą podrażniła jej podniebienie. - Nie krzyw się tak, bo ci zostanie – rzucił nagle Marcel, uśmiechając się nieco złośliwie. Przeciągnął się i ziewnął – nikt nie był tego dnia raczej wyspany ani tym bardziej pełen wigoru i chęci do jakiegokolwiek działania, tym bardziej on. - Tymek podrzucił gazetę przed pracą, nawet nie wiesz, co za głupoty tam pisali – powiedział, wskazując podbródkiem zgnieciony kłęb papierów. – Według jakieś laski chuligani już dawno wyginęli jak dinozaury i zrobiła z nich synów roboli, którzy najwyraźniej nie mieli co robić, pracować im się nie chciało, więc tłuki się na prawo i lewo z każdym, kogo napotkali – powiedział, zaciskając coraz bardziej palce na stole. Brunetka już domyślała się, o co chodzi, ale nie chciała mu przerywać – nie często się zgadzali, ale w tej sprawie miał stanowczą rację. - Wkurza mnie to, że ludzie nic o nas nie wiedzą, a wydają opinię, bo zobaczyli jakiegoś dresa, który wyłudził 5zł od dzieciaka i od razu tylko chuligan, szalikowiec i Pan Bóg wie kto jeszcze. Jak już chcą pisać o tym, to powinni wiedzieć, jaka jest sprawa, a nie na podstawie ogólnej opinii. Ja się nie czuję jak syn roboli, nie mający co robić gówniarz szwendający się godzinami po ulicach miasta i czyhający tylko na jakieś młode dupy – dodał wzburzony, opuszczając ręce i wyciągając się na krześle. Chyba wszystkie emocje z niego już opadły, a przynajmniej tak mu się zdawało, jednak bolące mięśnie i poobijane żebra jednocześnie dały o sobie znać, więc dalej pozostał nachmurzony. Zazwyczaj nie czytał gazet i teraz żałował, że się o to pokusił. „Cholerne pismaki” – pomyślał, przeklinając wszystkich dziennikarzy w duszy. Zawsze tak było, po każdym meczu telewizja i gazety aż huczały od plotek na ich temat i, nie tylko ich – nie byli przecież jedyną taką grupą w Łodzi, tym bardziej w kraju czy na świecie, ale wszędzie mówiło się o nich tak samo. Fakt, może nie robili nic dobrego i nie wyglądało to tak, jak oni sami czuli, ale dla nich to było ważne i miało sens, a jeśli ktoś tego nie rozumie, nie czuje, to nie musi, nie jego interes. Myślami wrócił do wczorajszej nocy i mimowolnie się uśmiechnął. Gdyby nie przyjaciele nie wiedział, czy by tu siedział teraz beztrosko. Zawsze miał zdolność do pakowania się w największe kłopoty, a sam pomysł solówki z Simonem, największym kibolem Legii w Łodzi wydawał się być kiepski, ale Diabeł jak to on miał swoje zasady i przy nim żadna kobieta, która sobie na to nie zasłużyła nie będzie obrażana, a tym bardziej nikt nie podniesie na nią ręki. Mówi się kibol – ale miał od zawsze swoje zasady, w przeciwieństwie do innych. A kiedy umawiał się na solo, oznaczał to solo, a nie ściąganie bandy przykoksowanych kumpli ze sobą. Znowu napiął mięśnie, pomimo bólu. Gdyby nie to, że Anastazja miała jak to ona swoje „przeczucie” może teraz właśnie by umierał w szpitalu, pieprzeni Warszawiacy zawsze załatwiali sprawę do końca, nie przewidzieli jednak tego, że on też ma swoich braci, więc na ulicy, pomiędzy starymi kamienicami, z których tynk odpadał przynajmniej już od półwiecza rozegrała się dzika, kompletnie niekontrolowana ustawka. Wszystkie obrazy wracały do niego – podciął go, przez co zaliczył niemiłe spotkanie z twardym i mokrym od deszczu betonem ulicy. Była końcówka czerwca, ciepło, ale od czasu do czasu na ziemię spadała nagła ulewa, tak jak wtedy. Wiedział, że musi się podnieść, zanim tamten kompletnie go znokautuje, ale był zbyt blisko, dlatego pociągnął go za nogę, a potem szybko usiadł na nim, okładając go po twarzy. Czuł, jak pod jego uderzeniami pęka mu nos, ale się tym nie przejął do czasu, aż ktoś nie krzyknął, że psy jada. Wstał, spoglądając na Simona oczami pełnymi nienawiści, w których płonął jakiś dziwny, nieokrzesany ogień. - Ciota – warknął, spluwając mu przed twarz. Nie miał zwyczaju kopać leżącego, więc widząc, że wszyscy się zbierają wzrokiem odnalazł Grubego i resztę i zwiali na metę, gdzie przyjechał do nich Michał, stary, znajomy sanitariusz i ich opatrzył, a przynajmniej tych, których było trzeba. Marcel zazwyczaj nie chciał, żeby to robił, bo „co nas nie zabije, to nas wzmocni”, wychodził z takiego założenia. A potem.. -Marcel, nie odpływaj tylko zbyt daleko, bo nie wziąłeś kompasu – powiedziała Kabza, uderzając go lekko łokciem w bok, co podziałało natychmiastowo i Krzyżanowski wyrwał się z uścisku wspomnień, które go właśnie dopadły, sycząc z bólu i patrząc na nią z wyrzutem. - Głupia suczo, to bolało, daj mi lepiej ciasta – powiedział, masując się delikatnie po boku, w który go uderzyła. Wiedział, ze siniaki i opuchlizna nie zejdą przez najbliższy tydzień przynajmniej, chociaż mógł oberwać mocniej, tym razem przynajmniej nie miał napuchniętej twarzy. Makowiecka spojrzała na niego i pokiwała głową – wszyscy byli jak jedna rodzina, ale jego kochała szczególnie mocno, więc wiedziała, że musi go pilnować i dbać o niego. Bez żadnych pretensji podniosła się, szukając po kolei szafki ze sztućcami, a kiedy w końcu po trzech ślepakach trafiła, wyjęła jej nóż i spojrzała na niego jeszcze. - Z orzechami czy bez?

~~***~~

Kaja spojrzała za okno. Pomimo tego, że był czerwiec, dzisiejszy dzień był jakiś deszczowy, chociaż słońce coraz śmielej wychodziło zza chmur i miała tylko nadzieję, że do wieczora się rozpogodzi ostatecznie. Czuła, że jeśli przesiedzi kolejny dzień w domu to oszaleje, ale leżenie cały czas w łóżku z przerwami na jedzenie i obejrzenie jakiegoś filmu było bardzo kuszącym zajęciem, dlatego dwa dni temu wyłączyła telefon, chowając go głęboko pod poduszką, by nie kusiło jej z naciskaniem tego magicznego przycisku „włącz”, jednak teraz stwierdziła, że koniec z tym lenistwem, chociaż wiadomość, która nadeszła z drugiego pokoju wcale nie była taka, jakiej by się spodziewała i stanowczo nie miała ochoty tego usłyszeć. - Kaja idź do sklepu i kup mi rzeczy do ciasta, bo zrobimy zaraz jakieś z Mańką! „Super” – mruknęła blondynka pod nosem, podnosząc się z łóżka i zamykając laptopa. „Jakby nie mogła iść Zuzka, może wreszcie by dotleniła ten pusty mózg i jakaś wiedza by się w nim zaczęła zbierać” – pomyślała jeszcze, wychodząc z pokoju i idąc w kierunku kuchni. Nigdy nie była w zbyt bliskiej więzi z siostrą, sama nie wiedziała nawet, dlaczego tak się dzieje –

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych