how u find me?
"(...)to że pójdziemy do łóżka nie będzie znaczyło nic poza tym, że poszliśmy do łóżka. Że uczucia to osobna sprawa. Że nie musi kłamać, słodzić, próbować – albo spodobał mi się od razu, albo nie. Te rzeczy są dla mnie niezmienne.(...)&quo
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie nazwałabym tego intuicją, ale jeśli potrafisz wsłuchać się w siebie i połączyć pewne ledwo dostrzegalne reakcje i zachowania, możesz śmiało stwierdzić, kiedy ktoś cię lubi, kiedy czuje do ciebie niechęć, boi się lub po prostu chciałby przelecieć. Widać to w ruchach. Widać to w oczach, w spojrzeniu, w reakcjach, gdy przypadkiem się dotkniecie. Każdy może to odczuć, po prostu nie każdy ufa, nie każdy potrafi zrozumieć własne, podświadome uczucia, nazwać odbierane bodźce. Ja należę do tych, którzy potrafią. Nie pomogło mi to w życiu, wręcz przeciwnie. Chętnie pozbyłabym się tej umiejętności, oddała za zdolności manualne, albo do nauki języków.
Siedzę w pracy, patrzę na zgraną ekipę stałych pracowników. Nie potrzebuję ich przyjaźni. Nie potrzebuję ich sympatii, ale nie lubię fałszu. Potrafię to wyczuć z daleka. Ludzie tego nie lubią. Nie rozumieją. - Uważaj, strącisz! – słyszę za plecami. Widzę tę niezadowoloną minę, niechęć, że musiał się ruszyć. Mógł powiedzieć wcześniej, żeby nie ruszać tej części. Ja nie wiem jak to działa, jego obowiązkiem było mi o tym powiedzieć, a nie mieć teraz pretensje. Patrzę mu w oczy. Czuję wyraźnie: uważa mnie za idiotkę. Nie mam co do tego wątpliwości. Ale jest w tym coś jeszcze. Nie umiem tego rozgryźć.
Stoję kończąc papierosa. Wychodzi na zewnątrz, staje po drugiej stronie bramy, nawet na mnie nie spojrzy. Jak jego dziewczyna może znosić jego wiecznie zły humor? To nie tylko moja obserwacja, wszyscy tak myślą.
- Ile razy prosiłem, żebyś nie robiła tego sama?! – to nie jest krzyk. To warczenie. Wkurzenie na mnie, choć nie słyszałam nigdy, że nie powinnam tego robić. Wręcz przeciwnie: kazano mi to zrobić. Ale nie mam zamiaru się nawet tłumaczyć, nie ma to sensu. I tak mnie nie wysłucha, i tak nie da dokończyć. Odchodzę, obserwując jak mamrocze pod nosem sprawdzając moją robotę.
- Mimo wszystko jesteśmy po twojej stronie… - koleżanka patrzy ze współczuciem. Mówi szczerze. - Ale co…? – nie rozumiem o co jej chodzi. - Nie słyszałaś…? – interesuje się druga. Patrzą na siebie. – Obgadywali cię. - Co mówili? – wzdycham. Wiem. Nigdy nie wątpiłam, że tak jest. - Nie będziemy powtarzać… - Aż tak źle? – to nigdy nie jest przyjemne. Ale niewiele mogą mi zrobić, poza psuciem atmosfery w pracy. - …generalnie powinni się wstydzić, ale nic nie poradzisz… - …za to M. cię bronił, znaczy powiedział, że… - no! Żeby przestali, bo chyba nie wiedzą o czym mówią, że gdyby spojrzeli na to z twojej perspektywy… - M. był zawsze miły. Dla wszystkich. Ale czułam też jakąś przychylność, coś w spojrzeniu, co mogło znaczyć więcej, niż jedynie sympatię.
- Tak sobie pomyślałem… co robisz w sobotę po pracy…? – M. stoi przede mną. Stara się wyglądać na wyluzowanego, ale czuję jego zdenerwowanie. Co robię? Albo raczej czy chcę robić coś z nim? - Nie mam poważniejszych planów… - Pomyślałem… otworzyli konkurencyjną knajpę… Moglibyśmy się udać na przeszpiegi… - lekko się rozluźnia, widzę jak niepewnie się uśmiecha. Spotkać się na drinka zawsze możemy. To przecież jeszcze nic nie znaczy. - Jasne, trzeba poznać wroga… - uśmiecham się przyjaźnie. On również. Ustalamy godzinę. Odchodzi do swoich zajęć. Czuję ciepło w brzuchu, czuję radość. I widzę, jak patrzy z boku, z nieukrywaną pogardą, z chytrym uśmieszkiem. Zaczynam wątpić. Może M. zaprosił mnie tylko po to, by później móc im wszystko opowiedzieć…? Nie. On taki nie jest… A może…?
Nie chcę, ale muszę to zrobić. Poprosić go o pomoc. Wszyscy gdzieś poszli, zarażeni jego humorem, on spokojnie, ze swoją naturalną miną „wisi mi to”. - Mógłbyś… - westchnął, wstał, podszedł. Czułam tą samą nieprzyjemną oschłość co zawsze. Postawił pudło na ziemi, ja chciałam jak najszybciej odejść, złapałam podawane papiery, musnęłam jego palce. Odskoczył jak poparzony, oboje puściliśmy teczkę, wszystko wysypało się z niej na ziemię. Spojrzałam mu w oczy. Przez ułamek sekundy widziałam przerażenie, ale po chwili wrócił gniew. Wściekłość. Czułam łzy pchające się na policzki, z całych sił próbowałam je powstrzymać. Właśnie o to mu chodziło, żeby zobaczyć jak czuję się zgnębiona, poniżona. Mała. Szepnął wściekłe przekleństwo. Wychodzi. Zaczynam płakać, zbierając rozrzucone kartki. Chce mi się uciec, chce mi się wyć. Być gdzieś indziej.
M. cały czas się uśmiecha, popija piwo, opowiada. Ja też mówię. Sączę drinka. Patrzę na jego dłonie. Podobają mi się. Patrzę na jego usta. Jaki jest w łóżku wyobrażałam sobie miliony razy. Zawsze o tym myślę, kiedy na kogoś patrzę. W autobusie, na ulicy, w knajpach. Jacy są? Delikatni? Nieśmiali? Krzyczą, czy zmuszają się do seksu, bo wszyscy to lubią, więc oni muszą? Co lubią? M. musi być delikatny. Spokojny. Lubi długo patrzeć w oczy, czule się całować, przejmuje się towarzyszką. Tak myślę, na takiego właśnie wygląda. Zmieniamy lokal, niechcący (?) nasze dłonie spotykają się. Patrzy pytająco. Ja odwracam wzrok. Mam na niego ochotę, ale cenię go. Nie jestem pewna czy zrozumie. Czy pojmie, że to że pójdziemy do łóżka nie będzie znaczyło nic poza tym, że poszliśmy do łóżka. Że uczucia to osobna sprawa. Że nie musi kłamać, słodzić, próbować – albo spodobał mi się od razu, albo nie. Te rzeczy są dla mnie niezmienne. Wchodzimy gdzieś, gdzie jest duszno, dużo ludzi, głośna muzyka. Tańczymy. Schematycznie. - Zanim powiem to, co chcę powiedzieć… - patrzy marszcząc brwi. Nie rozumie. - …nie jestem taką dziewczyną, za jaką mnie bierzesz. – mówię spokojnie. Zrozumie za jakiś czas. Długi. Ja już teraz wiem, że nie jestem dziewczyną dla niego. Że on jest za dobry. Za prosty. – A teraz… chodźmy do mnie. Patrzy z niedowierzaniem. - Ale… to znaczy… - pośpiesznie opuszczamy lokal, idę w kierunku taksówek, ale zatrzymuje mnie, ściska rękę, patrzy badawczo w oczy. - …nie myśl, że ja… nie wiem… jak to powiedzieć, ja cię lubię… lubię bardzo… - czeka na pomoc z mojej strony, a ja czuję się coraz bardziej zła, coraz bardziej nieodpowiednia - …nie chcę tylko… - pochyla się szukając sprzeciwu, ale ja nadal stoję i patrzę. Czuję jego usta na moich. Delikatnie. Dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam. Jego dłonie obejmują moją twarz, czuję jak muska językiem moje wargi. Odwzajemniam jego pocałunek. Czuję narastające podniecenie, jeszcze chwila i siłą zaciągnę go do siebie. Wiem dobrze co chce powiedzieć. Nie musi tego mówić. Nie musi się tym przejmować. - Wiem… - szepczę, gdy na chwilę się od siebie odrywamy. – Nie chcesz mnie wykorzystać. – tak, dokładnie to miał na myśli. – I nie odbieram tego w ten sposób… - bo to prawda. – Ale cholernie na ciebie lecę i nie chcę już dłużej zwlekać… Widzę, że nie usłyszał tego nigdy. Od nikogo. Że wiele razy oglądał takie sceny w filmach i choć nikomu się do tego nie przyzna, marzył o przeżyciu takiej chwili. Wsiadamy do taksówki. On ciągle głaszcze moją dłoń, patrzy maślanymi oczami. Nienawidzę takiego wzroku. To nie jest pożądanie, przynajmniej – nie tylko. Otwieram drzwi, idziemy do pokoju. Rozmawiamy o zdjęciach, przyjaciołach, włączam muzykę, robię po drinku – bardziej dla niego, niż dla siebie, siadam na łóżku. Wymieniamy jeszcze parę zdań, ja rozpuszczam upięte włosy, patrzę na niego coraz bardziej pożądliwe.
Wszystko jest takie, jak sobie wyobrażałam. Długie pocałunki, w usta, w szyję, delikatne dłonie nieśmiało przesuwające się po nogach i talii, w końcu wsuwające się po bluzkę. Ja zamykam oczy. Zapamiętuję zapach, piosenkę, skupiam się na odczuwaniu. On nie ma idealnego ciała, ale podobają mi się jego ramiona, jego plecy. Ściągam jego t-shirt, widzę cień niepewności w jego oczach, gdy przyglądam się nagiemu torsowi. Podoba mi się, dotykam go w sposób, który nie pozostawia wątpliwości. On również ściąga moją bluzkę. Patrzy na koronkowy biustonosz, na moje piersi, które falują wraz z coraz szybszymi oddechami. Obejmuje je dłońmi. Zerka na moje oczy. Ja patrzę. Lubię patrzyć na mężczyznę, kiedy się ze mną kocha. Kiedy on patrzy na mnie, kiedy mnie dotyka. Kręci mnie ten widok. Zsuwa moje spodnie. Całuje mnie w usta, długo i trochę mniej delikatnie, ale nadal ostrożnie, czule. Sposób, by nie wyjść na zdesperowanego, napalonego prostaka. Znam to zbyt dobrze. Sięga do zapięcia stanika, uwalnia mnie z tej niewygodnej części garderoby, dotyka nagich piersi. Przyjemny dreszcz przebiega przez moje ciało, czuję mrowienie między nogami, czuję niesamowitą przyjemność gdy lekko przygryza, a później delikatnie ssie moje sutki. Oddycham płycej i szybciej, sięgam do jego paska i zapięcia spodni, pośpiesznie pomaga mi i zrzuca przedostatni element ubrania. Widzę i czuję wyraźniej jego podniecenie. Jeśli się nie pomyliłam, wielkość mnie nie rozczaruje. Czuję jak jego dłoń, przesuwając się wzdłuż talii, sięga między moje nogi. Na pewno czuje, jak jestem wilgotna. Na pewno czuje, jak unoszę biodra w niemym, błagalnym geście. Chcę już go poczuć w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil podniecona_zakonnica
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…