Imagine
Pod bezstronną krytykę oddajemy trzeci międzyportalowy pojedynek IKAR vs Inkaustus. Pióra tym razem skrzyżowały Fraa i Sileana. Ich zadaniem było stworzenie tekstu do Lennonowskiego hasła "Imagine". Zapraszamy do czytania i komentowania!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Tekst I{/b}
{b}Pierwszy papieros po przebudzeniu{/b}
Pierwszy papieros po przebudzeniu. Wygrzebuje się z łóżka, syczy cicho, kiedy jej rozgrzane snem stopy plaskają po podłodze. Podchodząc do okna, po drodze wyciąga z torebki paczkę Marlboro i zapalniczkę. Siada na krześle i pozwala promieniom wschodzącego słońca otulić twarz. Mruczy z przyjemności, kiedy ciepło rozlewa się po całym ciele, choć w pewnym momencie rozkosz zagłusza myśl o zmarszczkach. Szybko jednak znika ona w chmurze aromatycznego dymu. Leniwym, zmysłowym ruchem poprawia opadające ramiączko kusej koszulki. Wie, że on ją obserwuje, dlatego każdy jej ruch jest dokładnie wykalkulowany, a mimo to sprawiający wrażenie lekkości i swobody. Nie jest jakąś pięknością, ale swoje atuty potrafi dobrze wykorzystać, ewentualnymi defektami urody zwyczajnie się nie przejmując i tym samym deprecjonując je w oczach wszystkich zainteresowanych. Zaciąga się ostatni raz i szczeniackim gestem pstryka petem gdzieś na ulicę. Przeciąga się jak kotka, mrużąc powieki uważnie przypatruje się mężczyźnie. Jest lekko zdezorientowany, jakby o czymś zapomniał, ale wciąż nie wiedział, o co chodzi. Mimo skupienia i bystrości wzroku, jego oczy nie mają w sobie żadnego błysku. Uśmiecha się do niej niepewnie, ale ona rzuca mu naręcze ubrań, nie pozostawiając mu żadnych wątpliwości. Już spełnił swoją rolę, nasyciła się nim, więcej nie był jej potrzebny. Idąc do łazienki, przez ramię informuje go sucho, żeby nie trzaskał drzwiami. Pod prysznicem nie poświęca mu już ani jednej myśli, układa tylko szczegółowo plan dnia. Wyjście do pracy jest dokładnie zaplanowane, by spotkać tego przystojnego sąsiada. Jak zwykle ledwo odburkuje na jej świergotliwe powitanie, ale ona cieszy się z postępu. Jeszcze niedawno patrzył się na nią jak na wariatkę i odwracał głowę w drugą stronę. Kilka dni później widzi w lustrze kilka nowych pęknięć w gładkiej masce twarzy. Zmarszczki przerażają ją, zwłaszcza w połączeniu z szarą cerą, głębokimi cieniami pod oczami i wątłą kondycją. Biegnie do torebki, wyszarpuje z niej papierosy i odpala jednego, z niemal histeryczną nabożnością zaciągając się dymem głęboko, aż do granicy bólu płuc. Oddycha szybko, jak po wyczerpującym biegu, jej myśli już płyną znanym sobie torem. Pod dobrze zrobionym makijażem znów będzie wyglądać świeżo, ma więc szansę na uratowanie się, zanim będzie za późno. Wychodząc do pracy promieniuje optymizmem, choć jej oczy wcale nie błyszczą zdrowo. Spotyka swojego sąsiada, rytualnie wita się, ale nie czeka na jego odpowiedź, spieszy się do auta. Nie chce, by on widział ją w takim stanie. Czas w pracy dłuży się niemiłosiernie, jakby wiedział, że dziś powinien płynąć jak najszybciej i złośliwie zwalnia. Ręce zaczynają się jej trząść z podniecenia, kiedy zostaje już tylko godzina do wyjścia. Odlicza minuty i sekundy jak ćpun czekający na swoją działkę. Kiedy na pół godziny przed jej wyjściem przychodzi jakiś klient, ma ochotę go rozszarpać. Stara się załatwić jego sprawę najprędzej, jak tylko to możliwe, z wymuszonym profesjonalnym uśmiechem. Stanowczo odprawia jego subtelne flirty, uprzejmie dając do zrozumienia, że nie jest zainteresowana. Zerka przy tym na zegarek, modląc się w duchu, by mężczyzna dał jej już spokój i pozwolił skończyć pracę. W domu zachowuje się jak niszczycielski huragan, wyrzucając z szaf większość rzeczy, biegając z niekompletnym makijażem i obłędem w oczach. Roztrzepanie ustępuje, kiedy pozwala sobie na chwilę wyciszenia, siadając na chwilę na podłodze pośród całego bałaganu i paląc papierosa. Porządkuje myśli, układa plan wieczoru i jakiś czas potem po jej szaleństwie nie ma śladu. Kiedy wychodzi, mieszkanie wygląda równie schludnie, co przedtem, a ona sama jest gotowa na wszystko, co przyniesie noc. Wygląda perfekcyjnie, wszelkie ślady zmęczenia znikły dzięki kilku sztuczkom kosmetycznym, czerwona sukienka także poprawia jej nastrój. Dziwnym trafem spotyka na klatce sąsiada, który najpierw gapi się na nią jak sroka w gnat, by później z własnej inicjatywy życzyć jej miłego wieczoru. Zaskakuje ją to, ale zniecierpliwienie pcha ją do przodu i nie zatrzymuje się nawet na krótką rozmowę. Siada przy barze, na wysokim stołku jej sukienka podsuwa się do góry, ukazując uda odrobinę za wysoko, ale ona nie zasłania ich z powrotem. Zamawia drinka i odpala papierosa. Przez smużki dymu przygląda się ludziom na parkiecie i poza nim. Jest niemal zahipnotyzowana ich widokiem – tańczących, śmiejących się, rozmawiających. Zamówienie ponawia właściwie automatycznie, zamknięta wokół swoich myśli. Jej skupienie na tłumie przerywa czyjś głos. Na początku jest trochę zirytowana, ale w końcu przypomina sobie, że nie przyszła tu przecież gapić się na innych. Na dodatek orientuje się, że nieświadomie obraca w palcach papierosa, którego zaofiarowano się odpalić. Mierzy spokojnym spojrzeniem mężczyznę, który do niej podszedł. Jest rozluźniona, bo tak naprawdę już go złapała. Zaskakujące, jak łatwo nawiązać z kimś kontakt dzięki zwykłym, trującym tutkom. Teraz wystarczy tylko dobrze rozwinąć rozmowę. Jest tak niecierpliwy, że ledwo udaje im się dojść w pełni ubranymi z auta do jej mieszkania. Kiedy tylko przekraczają próg, przyszpila ją do drzwi, przesuwając dłonią po gładkich nogach. Ona wie, że to tylko poza, bo gdyby poświęcili choćby chwilę na odetchnięcie, to cały czar runąłby, a na jego gruzach pojawiłoby się skrępowanie. I wtedy nici z cudownej nocy. Dlatego ochoczo podtrzymuje tempo, zrywając z niego koszulę i zębami drażniąc wrażliwą skórę na piersi. Przechodzą powoli w stronę jej sypialni, ale kiedy w którymś momencie potykają się, zostają już na podłodze. Są jak napaleni nastolatkowi, nieco niezdarni, ale pełni entuzjazmu.
{i}Wyciąga dłonie ku świetlistemu obrazowi, przyciąga go do siebie i ogląda jak najlepsze dzieło najsłynniejszego malarza. Barwy są tak wyraziste jak w rzeczywistości, czuje wszystkie zapachy i słyszy dźwięki. Upaja się rozkosznymi doznaniami, ale wciąż nie wczuwa się w nie całkowicie. Martwi ją to, ale tylko przez moment, potem nadchodzi przypływ, który pozwala jej wniknąć w wizję, przynosząc ukojenie. Unosi się na fali, nabierając sił i apetytu na więcej.{/i}
Dotarła w końcu na łóżko, padła na nie jak długa, a po chwili przygniotły ją ręka i noga mężczyzny. Oddycha ciężko, mięśnie drżą jeszcze, ale chłodny powiew koi gorącą, mokrą skórę. Obraca głowę, by móc bez przeszkód patrzeć na kochanka. Ma otwarte oczy i zachłannie wpatruje się w jej twarz. Gdyby nie robiła właśnie tego samego, uznałaby to za niepokojące. - Masz w sobie coś z drapieżnika. – Odzywa się, gładząc ją po brzuchu. - Czyżby? – Pyta kokieteryjnie, podnosząc się na łokciu. – Kontynuuj. Przesuwa paznokciem po jego torsie, kreśląc esy floresy. Podoba się jej to, w jaki sposób reaguje na jej dotyk. - Masz coś takiego w sobie, że… - Przerywa na chwilę odpowiedź, kiedy powietrze dławi go w gardle. - …że chce się wiać, byle dalej od ciebie. - Tak? – Niewinny wyraz twarzy psują jednak chochliki w oczach, kiedy przerzuca nogę przez jego uda. Kiedy zaczyna muskać go językiem, wszystkie myśli wyparowują z jego głowy. Jej dłonie nagle zmieniają się w tranzystory, palcami przewodząc prąd. - A czasem… chce się położyć na ołtarzu z tabliczką „Zjedz mnie” – Duka zakończenie, mocno wczepiony w prześcieradło. Unosi się nad nim w ciemności rozświetlonej wątłą poświatą ulicznych latarni wpadającą przed okno.
{i}Podróż do jądra jego dwoistości nie zajmuje wiele czasu. Połączenie pozwala jej na zagłębienie się w nim, pławienie się w doznaniach, aż dociera do tej części, której tak pragnęła. Obrazy przepływają przez nią, a ona zagarnia je do siebie, mackami umysłu wykrada je, karmiąc się jego imaginacjami. Czuje zwiększającą się siłę odczuć, przez chwilę doznaje istnego katharsis, oczyszcza się z wszelkich blokad i zawłaszcza jego fantazje, możliwości tworzenia. Jest jak rwąca rzeka, zabiera ze sobą, co tylko wpadnie w nurt, pozostawiając wypolerowane kamienie. Otwiera się na wszystko, co oferuje jego umysł i dąży do splądrowania najbardziej strzeżonych zakamarków. Goni ją echo bólu wyrwanych emocji.{/i}
Pierwszy papieros po przebudzeniu. Cienkiej smużki prawie nie widać na tle szarych, deszczowych chmur. Jej skóra pokrywa się gęsią skórką, kiedy podmuch zimnego wiatru wpada przez okno. Nie odbiera to jednak wcale przyjemności wciągania do płuc smakującego wolnością dymu, wypuszczania go powoli i obserwowania wzorów rysujących się w powietrzu. Ramiączko koszulki znowu opada, ale tym razem nie poprawia go, a papierosa gasi w ozdobnej popielniczce. Wraca do łóżka, ciągle jeszcze rozgrzanego ciepłem jej snu i tuli do poduszki z radosnym uśmiechem. Wolny dzień niesie ze sobą mnóstwo możliwości, ale na razie chce wykorzystać jeszcze chwilę rozluźnienia. Dopóki któregoś dnia nie zobaczy w lustrze kilku zmarszczek.
{b}Tekst II{/b}
{b}OSTATNIA SESJA DOKTORA ETZELA – OPOWIEŚĆ GOTYCKA{/b}
{i}Na każdego czyha wymysł jego własnej wyobraźni.{/i} – sir Hugh Seymour Walpole
Deszcz nie dawał za wygraną od wielu dni i nocy. Ciężkie krople osuwały się po spadzistościach dachów wprost do rynien, z których w końcu wylewały się strumieniami, tworząc coraz głębsze kałuże na chodniku. Mokry bruk lśnił w świetle księżyca, ustawicznie obmywany przez wodę przemieszaną z błotem, a kontury domów zlewały się z kłębiącymi się chmurami. Tylko w szybach od czasu do czasu odbijał się mdły blask reflektorów przejeżdżającego automobilu.
Victor wybiegł spomiędzy budynków i podążył wzdłuż ulicy, jedną ręką przytrzymując kapelusz, a drugą kołnierz płaszcza. Minął rząd latarń, które ledwie tu i ówdzie rozjaśniały gęsty mrok, po czym wszedł do ciemnej klatki schodowej. Drewniane, wąskie schody skrzypiały pod jego krokami, a poręcz drżała, gdy mężczyzna nieco mocniej się na niej opierał.
Na drugim piętrze Victor zapukał do drzwi.
Otworzył starszy, przygarbiony jegomość w okrągłych binoklach.
– Ach, jesteś. Wchodź, wchodź – powiedział, wpuszczając gościa do wąskiego przedpokoju. – Paskudna pogoda, paskudna.
– Nie dostawałem telegramów. Co z nią? – zapytał Victor, odwiesił mokry płaszcz i poszedł za gospodarzem do saloniku w głębi mieszkania.
– Usiądź, chłopcze, usiądź – odparł uspokajającym tonem staruszek, poprawił okulary i sam zajął miejsce przy okrągłym stole przykrytym zieloną, poznaczoną plamami kawy i wina serwetą, na którym stała filiżanka zimnej herbaty. Gość posłusznie przycupnął na krześle i wbił wyczekujące spojrzenie w rozmówcę. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nigdy. – Gospodarz drżącą ręką podniósł do ust filiżankę i upił kilka łyków. – Anneliese cofnęła się jeszcze bardziej.
– Bardziej? – powtórzył nerwowo Victor. – Przecież była niemowlęciem...
– Bardziej.
***
{i}Tętni, bije, pulsuje.
Został jeszcze strach, trwoga, przerażenie. Trzeba się go pozbyć, uciec, pokonać. Drżąc pod dotykiem, dążyć do domu, choć droga długa i nieznana.
Na dnie, na dnie wszystkiego dławiąc się i drąc błony, do domu.
Nie znam drogi. Odnaleźć ją w tętnieniu, biciu, pulsowaniu.
Wrócę.{/i}
***
Kiedy Anneliese znalazła w gazecie ogłoszenie doktora Etzela o naborze do badań, natychmiast podjęła decyzję. Jeszcze tego samego dnia spotkała się z Victorem w księgarni, w której pracował, i powiedziała, kładąc dziennik na kontuarze:
– Wyjeżdżam. Musimy porozmawiać.
Młody subiekt ze zdumieniem spojrzał na gazetę, na narzeczoną, po czym zamknął drzwi sklepu na klucz i przekręcił tabliczkę napisem „ZAMKNIĘTE” w stronę ulicy.
– O co chodzi? – spytał, nerwowo splatając dłonie.
– Nie powiedziałam ci wszystkiego –
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil klub_IKAR_
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…