IMPREZOWICZ
Historia, jakich byea wiele w swiećie młodzieżowej zabawy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I Byłem normalnym nastolatkiem, jakich wiele jest na świecie i postępowałem zgodnie z ówczesnymi prądami czy modą. Chodziłem do liceum i miałem dwóch najlepszych kumpli z którymi często wychodziliśmy na imprezy. Była to normalna zabawa z przyjaciółmi na dyskotece. Jednym z naszej paczki był Jacek. Wysoki chudy ,zawsze ubierał się w jeansy i jakąś bluzkę w paski , a zima ubierał kurtkę z takim brązowym futerkiem na kapturze. Nie był zbyt inteligentny i uwielbiał podrywać, jak je nazywał, foczki. Prawie bez przerwy w jego uszach tkwiły słuchawki z muzyka modną w danym sezonie. Mieszkał nie daleko Patryka, w dużej starej kamienicy z sypiącym się tynkiem , ale mieszkanie miał odremontowane i pięknie umeblowane ponieważ jego ojciec pracował w Holandii w dużej mleczarni. Dlatego też Jacek miał pieniądze na wszystko bez większego wysiłku. Uczył się fatalnie ale nie był kontrolowany przez rodziców. Patryk mieszkał dwie ulice dalej w bloku dziesięciopiętrowym wybudowanym z betonowej płyty za komuny. Próbował zachowywać się jak blokers ale nie miał zbyt wielu przyjaciół na tym osiedlu, przez to też był trochę pobudliwy i lubił wszczynać bójki. Ciało miał dobrze umięśnione ponieważ ćwiczył każdego niemal dnia. Szkołę rzucił zaraz po gimnazjum, twierdząc przy tym że i tak nie ma to sensu. Chodził po ulicy w bluzie z kapturem i włączonym telefonem z którego leciała na głos jakąś hiphopowa piosenka. Z Patrykiem i Jackiem spotykaliśmy się często na ławce w parku zaraz przy głównej drodze. Można tam było dojść z pod domu Patryka praz rynek na którym stał kościół z dwiema wieżami i dachem pokrytym nowiuśką miedzianą blachą. Następnie szło się ulicą gdzie było zaparkowanych mnóstwo samochodów, że nawet roweru by tam się nie dało zaparkować. Idąc tą ulicą oglądaliśmy rozścielone wzdłużnie witryny sklepów z markowymi ciuchami i różnymi gadżetami , telefonami i zegarkami. Po dojściu do pasów trzeba było zawsze czekać na zielone światło. Jeszcze nigdy się nie trafiło żeby świeciło od razu. Po przejściu przez pasy podążaliśmy ulica, która jakby zatrzymała się w czasie. Jezdnia była brukowana, a po obu jej stronach stały dumnie przedwojenne , piękne, zdobione kamienice, nie zniszczone zębem czasu. Później wchodziliśmy już do parku, a do naszej ławki było już tylko kilka alejek. Siadaliśmy tam i dzióbiąc słonecznik, przy akompaniamencie muzyki z telefonu i dyskutowaliśmy o różnych sprawach. Czasem były ważnie, czasem nie. Czasem natury filozoficznej, a niekiedy były to żarty i śmiech. Pewnego wieczora zaczęliśmy rozmawiać o tym co będziemy robić w sobotę. Ja zaproponowałem wyjście do „Relaksu”, tam jest zawsze gruba impreza. Ale Jacek powiedział coś innego; -Ja to bym pojechał na jakąś większą balangę, tam jest całkiem inny klimat i przychodzi tam masa zarąbistego towaru -no ja tez mam ochotę na jakąś lepsza impre. Nasze, tutejsze lokale już zalatują nudą- powiedział Patryk z rozchylonymi kolanami, na których podparł łokcie i opuszczoną głową, na której miał zaciągnięty czarny kaptur - proponuje pojechać do „Morfeusza”, co wy na to?- wykrzyczał ochoczo Jacek. Chwilę siedzieliśmy cicho. Potem ja powiedziałem: - Możemy tam jechać. Złożymy się po dwie dychy na bajure do wozu, tylko jest jedno ale! Nie wiadomo czy twoja matka da nam samochód?- spojrzałem z zaniepokojeniem na Jacka. -Nic się nie bój, ja tak zbajeruje moją starszą, że na pewno się zgodzi. I tak dyskutowaliśmy na ten temat jeszcze przez pół godziny Az niebo zaczęło przechodzić transformacje z szarości do pomarańczy zimowego sklepienia. Podczas drogi do domu wypaliliśmy kilka szlug a ja kupiłem sobie na wieczór dwa mocne browary „Strong”. Wszedłem po kamiennych schodach na trzecie piętro kamienicy w której ja mieszkałem i cichaczem przemknąłem się do swojego pokoju. Siedziałem jeszcze przez chwilę przy komputerze , grając i popijając piwko. Czasem przy tym zerkałem przez okno prawie zupełnie nic nie widząc na nieoświetlonym podwórku. I tak gdy zmorzył mnie sen i położyłem się spać.
II Nadeszła sobota. Umówiliśmy się pod domem Jacka, ale w ostatniej chwili przysłał nam wiadomości że startujemy spod supermarketu, gdzie on będzie na nas czekał. Poszedłem więc po Patryka i razem udaliśmy się na miejsce spotkania. Maszerowaliśmy z jakieś piętnaście minut i z wielkim podekscytowaniem dyskutowaliśmy o klubie do którego się wybieramy. W końcu przed oczami ukazał nam się wielki parking zastawiony samochodami i na szczęście szybko wypatrzyliśmy Jacka stojącego przed ścianą ogromnego gmachu sklepu, opartego o niebieskiego forda jego matki. Ten samochód miał już chyba z 15 lat ale jeszcze całkiem dobrze się trzymał. Podeszliśmy do niego i wtedy ja powiedziałem; -No to kto prowadzi?- bo każdy z nas miał prawko. -w tę stronę ja pojadę do polowy, a mnie zmienisz na jakiejś stacji benzynowej- powiedział Jacek. -Ok., może być. A ile jest tam kilometrów?- zapytałem -A patrzyłem wczoraj na necie na dokładną trasę i pokazało 98 w jedna stronę, jest to prawie na samym końcu województwa- odpowiedział mi Jacek, gdy w tej samej chwili Patryk siedział już w aucie i wkładał nowo nagrana płytę na nasza podróż. Wsiedliśmy do samochodu i w końcu Jacek ruszył. Ja siedziałem na tylnym siedzeniu pokrytym welurową tapicerką w kolorze czerwono-brązowym. Podczas jazdy silnik huczał, a przy uszczelkach drzwi było słychać poświst wiatru. Wszystko to mieszało się z rytmem wybijanych dźwięków przez głośnik umieszczony tuz za moja głową. Samochód nie jechał zbyt szybko, bo było ślisko i ciemno. I tak jechaliśmy jakiś czas długą jak niekończąca się wstęga drogą zatrzymując się raz czy dwa za potrzebą i na stacji paliw na której ja podjąłem się prowadzenia niebieskiego wehikułu. Muzyka cały czas grała i wreszcie dojechaliśmy do ogromnego, masowego, najlepszego klubu „Morfeusz”. Byliśmy tam pierwszy raz i dlatego sam parking i budynek klubu z zewnątrz zrobił na nas piorunujące wrażenie. Po zaparkowaniu nie długo myśląc udaliśmy się od razu do kasy biletowej do której ciągła się długa jak pociąg towarowy kolejka, w której stali przeróżni ludzie. Największą uwagę przykuwały dziewczyny ubrane w krótkie spódniczki, bluzki z wielkim dekoltem i kozaki. Czasem widać było że niektóre z nich ubrały się tak na siłę, bo ten strój w ogóle do nich nie pasował. Byli tam też chłopcy w stylu Jacka, Patryka i napakowani mięśniacy. Przez cały czas oczekiwania do kasy z głębi budynku wydobywał się odgłos muzyki wymieszany z odgłosem ludzi. Czekaliśmy nie zbyt długo i kupiliśmy bilety na wszystkie sale, było ich pięć a na każdej z nich grano inny rodzaj muzyki. Sala która była pierwsza zaraz po holu i kasach biletowych była największa i na niej grali muzykę techno. Robiła duże wrażenie, była wielkości dwóch lub trzech sal gimnastycznych. Strop był podparty na kolumnach z płaskorzeźbami węży, które je oplatały. Wszystko było bardzo kolorowe, a efekt ten pooprawiały lasery i światła dyskotekowe. W rytm granych utworów falował tłum skaczących młodych ludzi, będących poza ogólnie rozumianą rzeczywistością. Przyglądaliśmy się chwile temu obrazowi aż ta nagle Jacek krzyknął; -Ja lecę!- i wbiegł w masę, zatapiając się w nią, i zaczął poruszać się równo z nią, po czym ja i Patryk zrobiliśmy podobnie. Tańczyliśmy, skakaliśmy w beztroskim amoku, z umysłami poza realnością. Kierował nami tylko rytm wybijany basowym głośnikiem aż do utrat sił. Po pewnym czasie straciliśmy się z oczu. Złapało mnie pragnienie i nie zastanawiałem się długo udałem się do baru. Wypiłem piwo i kupiłem sobie jeszcze drinka. Z głośników do moich uszu dobiegła moja ulubiona piosenka, która była obecnie bardzo popularna. Bawiłem się nie pamiętając o niczym, nawet o moich towarzyszach, których nie widziałem już od dłuższego czasu. Chodziłem po wszystkich salach okupując je przez chwilę, ale nie miałem szczęścia natknąć się na Patryka lub Jacka. I tak pochłonięty dyskotekowym szaleństwem skakałem w dymie i wśród świateł napędzany ognistym napojem.
III Noc juz była u swego szczytu, a ludność na salach imprezowych przerzedziła się i pozostali tylko najwytrwalsi. J również zaczynałem odczuwać zmęczenie i naszła mnie myśl o powrocie do domu. Wtedy też przypomniało mi się, że należy się skontaktować z chłopakami. Wysłałem więc do nich SMS-y: „chyba pora się zbierać na chatę, gdzie jesteście?” Jacek odpisał, że jest w kiblu, a Patryk, że na sali z disco-polo. Wtedy napisałem: „ to dawajcie zaraz na parking, koło naszego samochodu” I poszedłem tam, ponieważ obaj napisali mi, że zaraz tam będą. Czekałem tylko chwilę nagle, kątem oka ujrzałem dwie sylwetki wychodzące z klubu, trzymające się nawzajem. Był to Patryk i Jacek podążający w moją stronę chwiejnym krokiem. W tej chwili pomyślałem sobie, że mamy przerąbane, bo ja też mam jeszcze fazę w głowie i nie będzie miał kto kierować. Mogliśmy przed przystąpieniem do zajmującej zabawy ustalić kto nie pije. Chłopaki dotoczyli się do mnie, i Patryk wybełkotał; -Yyyy, ty, ty będziesz kieurował!! -Ja?- zapytałem- ja też piłem, teraz nie pojadę, mogliście mnie uprzedzić, że mam kierować -Aaale popatrz na nas!- krzyknął Jacek- ty jesteś z nas najtrzeźwiejszy, a do domu daleko. Musimy wracać. -A co z glinami? -Nie bój nic. O tej porze już nie jeżdżą.- odparł Jacek pomagając wejść Patrykowi do samochodu. Pomyślałem sobie, że może faktycznie to się uda i wsiałem do auta na miejsce kierowcy. Jacek podał mi kluczyki, które od razu umieściłem w stacyjce i odpaliłem silnik. Włączyłem głośno radio i ruszyliśmy w trasę. Czułem, że prowadzę ten samochód trochę niezdarnie, ale dopiero za miastem, gdy dodałem gazu droga zaczęła mi nieco falować przed oczami. Kierownicę trzymałem tak trochę niechętnie, a w głowie głębiły mi się wirujące myśli odrywające uwagę od drogi. Potęgowane to było przez wyjące radio które przenosiło mnie jakby w inny wymiar, w którym impreza wciąż trwała. Znaków drogowych nie widziałem w ogóle, a nierówności jezdni były pochłaniane przez moje ciało bez żadnego czucia. Dla tego też Niewinem jak szybko jechaliśmy. Zdawało mi się w niektórych momentach, że może to jest sen. Zbliżaliśmy się do zakrętu, łuku, który był słabo widoczny. Na jego zewnętrznej stronie widać było tylko rząd grubych pni. Miejsce to stawało się coraz bliższe i wtedy oceniłem, że jedziemy stanowczo za szybko. Automatycznie, bez wyczucia i odruchowo moja noga powędrowała na pedał hamulca. Wjeżdżając na łuk w tym samym momencie skręciłem lekko w lewo kierownicą co stało się przyczyna poślizgu. Samochód zamiast jechać po łuku, z dużą prędkością sunął bezwładnie prosto na ogromny pień. W jednej chwili ze strach wytrzeźwiałem i z pełną świadomością zginąłem wraz z moimi śpiącymi w tym czasie kolegami, słysząc zamiast muzyki, huk uderzenia i okropny odgłos gniecionej blachy i łamanych kości. Siedzą teraz czekając na sąd ostateczny nad jedną z najgorszych zbrodni i nie mam nic na swoją obronę.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil rafalilk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…