Wróć do katalogu

IN VINO VERITAS

Taka sobie historia. W pewnym sensie prawdziwa...

Brian, opublikowano , 30 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

IN VINO VERITAS

Pierwsza butelka

Schodzili krętymi schodami uliczki, która była tak wąska, że gdyby mężczyzna rozpostarł ramiona mógłby dotknąć obu ścian naraz. Mógł mieć równie dobrze 50, co 70 lat. Wyrzeźbiony w zmarszczkach półuśmiech podkreślały oczy patrzące na świat z nawykowym rozbawieniem. Szopa siwych włosów w nieładzie błyszczała w słońcu dystansując się od opalenizny człowieka, który spędza dużo czasu na powietrzu. Przy nodze mężczyzny, pół kroku w tyle szedł zupełnie czarny pies, gdyby nie liczyć lekko posiwiałego pyska. Był wielkości i kształtu sporego wilka. Czarne oczy patrzyły pewnie i z wyższością. Stawiał powoli łapę za łapą bez żadnych zbędnych ruchów, jak ktoś, kto doskonale wie, co robi. Wyglądałby na śmiertelnie znudzonego, gdyby nie układające się w rytm kroków sploty mięśni. - Jesteś starym głupcem, Paul. Mężczyzna podniósł wzrok, a oczy zwęziły się z rozbawieniem. Pies na powitanie kiwnął ogonem od niechcenia. Przy pomalowanym wiele lat temu na niebiesko płocie stał niewysoki mężczyzna o sylwetce świadczącej, że lubi dobrze zjeść. Mimo podeszłego wieku włosy miał kruczoczarne, a na opalonej twarzy kruczoczarne wąsy. W głosie mężczyzny brzmiała irytacja i zniecierpliwienie. - Witaj, stary przyjacielu – Paul uśmiechał się szeroko – też Cię bardzo lubię. Mężczyzna cmoknął i pokręcił głową ze zniecierpliwieniem. - Jesteś starym pierdolonym idiotą – nie dawał za wygraną - Czemu mi nie powiedziałeś? - Wejdź Nick, słońce już nisko, dobrze zrobi rozmowie butelka wina. Zbiory udały się w zeszłym roku wyjątkowo. Rzeczywiście słońce rozświetlając srebrzyście morze kilkaset metrów niżej nie grzało już tak, jak w południe. Zamiast morderczego skwaru zapanowało gorąco, które dało się znieść z litościwą pomocą bryzy od morza. W dole kilka kilometrów dalej wystawała z morza czarna skała wulkanu. Paul otworzył furtkę i puścił gościa przodem. Pies zignorował furtkę i przeskoczył jednym płynnym ruchem płot, po czym wrócił do znudzonej pozy. Wciągnął nosem okoliczne zapachy i uspokojony położył się w cieniu. - Jesteś głupszy niż twoje osły! - Nie mam osłów Nick, nie pamiętasz? Został mi już tylko stary Mefisto. – Paul uśmiechał się przez cały czas. - Chcę tylko powiedzieć, że… - Paul przerwał Nickowi kładąc palec na ustach. - Chętnie spędzę chwilę, a nawet cały wieczór na rozmowie z moim starym druhem Nicholaosem, ale najpierw pozwól mi zachować się jak przystoi gospodarzowi. – Paul położył dłoń na ramieniu Nicka i posadził na wypłowiałym na słońcu drewnianym krześle przy wypłowiałym drewnianym stoliku. - Rozsiądź się wygodnie, do rozmowy z przyjacielem dobrze napić się wina. – Paul skinął głową i zniknął za niebieskimi drzwiami. Farba łuszczyła się nie mniej, niż na płocie. Taras pokryty był białym marmurem. Od strony morza niewysoki pobielony mur dawał odrobinę cienia wielkim glinianym donicom, w których rosły bazylia, rozmaryn i mięta. W cieniu pobielonej ściany leżał pies i wyglądałby na śpiącego, gdyby nie sterczące uszy poruszające się nieznacznie w pogoni za odległymi dźwiękami. Nicholaos zapatrzył się w morze i jakby uspokoił nieco, co chwilę jednak kręcił nieznacznie głową ze zniecierpliwieniem.

Siedzieli trzymając w rękach kieliszki. Na wypłowiałym stole stała opróżniona do połowy butelka wina. Nick siedział opierając głowę na łokciach, a łokcie na wypłowiałym blacie. Paul siedział bokiem odchylony do tyłu z rękami nad głową zapatrzony w dal, z wyciągniętymi nogami trzymając bose stopy na nierównym pobielonym wapnem murku, za którym ziała przepaść, a w dali pół kilometra niżej szafir morza. - Przeczytałem twoją nową książkę – Nick czekał na jakiś komentarz, ale Paul nic nie powiedział. - Tę, w której… Tę o miłości. - Wszystkie powieści są w gruncie rzeczy o miłości… - Paul wyglądał na rozbawionego. - Nie zmieniaj tematu. Wiesz, co myślę? Myślę, że gdyby zamienić fontannę we Florencji na wiatrak w Oia, to wydaje się to trochę znajome, nie? Paul uśmiechnął się do swoich myśli – Historia, jak historia… mogłem wymyślić lepszą, ale mój wydawca upierał się przy takim zakończeniu. - Paul, ile lat się znamy? - Już siedemnaście – Paul pokiwał siwym łbem. - Kawał czasu, nie? - Taaa… - A po ilu latach dowiedziałem się, że piszesz powieści? - Jakieś trzy lata temu. - I to tylko dlatego, że twoja córka się wygadała. - Tak, ona w ogóle dużo gada… - Tak, ostatnio, gdy się spotkaliśmy, przez jeden dzień powiedziała więcej słów niż Ty przez rok… Roześmieli się obaj. - To była wigilia. Wtedy zwykle dużo się mówi. A poza tym jest kobietą przecież… - Paul. Nie odwracaj kota na lewą stronę. To twoja historia, prawda? Napisałeś swoją historię, tak? Paul nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. - Wiem, że tak. – Nick nie dawał za wygraną – dlaczego napisałeś ją dopiero teraz? Paul patrzył w morze. - Okey. Niech będzie. Opowiem Ci jak było naprawdę. Ale do tego będzie chyba konieczna druga butelka… Paul wstał i ruszył w kierunku niebieskiej plamy drzwi na tle białej ściany. Zatrzymał się jeszcze i odwrócił. - A książkę napisałem czternaście lat temu, tylko, że nikt jej wtedy nie chciał wydać. Wydawcy mówili, że nie jest wiarygodna…

Druga butelka

- Byliśmy zupełnie różni. Ona uwielbiała poznawać ludzi. Była bardzo ciekawa, potrafiła rozmawiać z nowo poznaną osobą bardzo długo i jej ciekawość była autentyczna. Ludzie to kupowali. A ja… - Znam Cię już trochę – Nicholaos uśmiechnął się szeroko – spędzasz życie w towarzystwie psa i osła. Psa i dwóch osłów, wliczając mnie.

- Ona ciągle podróżowała, a ja siedziałem w jednym miejscu. Jak mawiał mleczarz Tewje – ryba może pokochać ptaka, ale gdzie zbudują gniazdo?

- Czy były jeszcze jakieś inne przeszkody poza tym, że byliście różni i pędziliście zupełnie inne życia? - Były jeszcze dwa, ona miała męża, a ja miałem żonę. – Paul zapatrzył się w dal i po chwili dodał – była jeszcze jedna przeszkoda… bardzo kochałem swoją żonę…

- I co zrobiłeś? - Trwało to jakiś czas. Może rok. Postanowiłem powalczyć o miłość. Ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. I wylądowałem tutaj. - Może walczyłeś o nie o tę miłość? - Najwidoczniej – Paul uśmiechnął się – ale w końcu życie przywiodło mnie tutaj. Gdzie byłoby mi lepiej? - Zostałem tu jakiś czas. Bardzo mi pomogłeś, Nick. Nigdy Ci nie podziękowałem… - spojrzał na Nicka, ale ten machnął ręką ze zniecierpliwieniem. - Tylko mi się tu nie rozklejaj. Siedziałeś tu jakiś czas, a później wyjechałeś na rok… - Tak… Musiałem spróbować być ptakiem – Paul uśmiechnął się.

- Poznaliśmy się przez przypadek. Jeśli ktoś wierzy w przypadki, oczywiście. – Paul uśmiechnął się porozumiewawczo. - A właściwie nie poznaliśmy się, tylko zaczęliśmy do siebie pisywać. Ona zaczepiła mnie na jakimś forum przez pomyłkę. Zaczęliśmy pisać, najpierw o drobiazgach, potem jakoś tak poszło. Mijały dni, a ja spędzałem kilka godzin w tygodniu pisząc do kobiety, której nigdy nie widziałem. I kilka na czytaniu. Powstało między nami napięcie, chciałem wierzyć, że to coś wyjątkowego. Nie wysypiałem się, pisałem późnymi nocami. A potem zasypiałem myśląc o niej. Nasza korespondencja zmieniała się niepostrzeżenie. Zdania „co byłoby, gdyby” zmieniały się z czasem w „co byłoby, jeśli”, poprzez „co będzie, jeśli”, aż do „co będzie, kiedy”. W końcu stwierdziliśmy, że nie mamy wyjścia i musimy się spotkać, bo inaczej nasze wyobraźnie nas zabiją, a tak rozczarujemy się i trochę ochłoniemy. Bo to, że się rozczarujemy w zetknięciu z rzeczywistością było pewne. Każde z nas idealizowało drugie, ale byliśmy już na tyle kumaci, że to wiedzieliśmy…

- Wiesz, jak to jest. To trochę tak, jak z seksem. Kto chociaż raz się kochał, nigdy nie będzie już chciał uprawiać seksu. Poziom intuicyjnego porozumienia - a w każdym razie tak właśnie wtedy myślałem - wrażliwości i poczucia humoru sprawił, że moje dotychczasowe życie wydało się szare i nudne. A przecież było mi dobrze, jak było. Można powiedzieć nawet, że byłem szczęśliwy... A tu nagle to. Coś się we mnie poruszyło i stwierdziłem, że nie chcę już tak żyć. Ale też nie było nic zamiast. Tylko wyobraźnia. - A teraz już tak nie myślisz? - Jak? - Że poziom intuicyjnego porozumienia I te wszystkie tam… - Nie, oczywiście, że nie. Tak się tylko wydaje zawsze na początku – Paul uśmiechnął się uśmiechem typu „czy ja wyglądam na idiotę?”. - Przepraszam, że Ci przerwałem, dawaj dalej…

- Spotkaliśmy się raz. Tylko raz. Spędziliśmy ze sobą cztery dni, a właściwie trzy i pół. Spotkaliśmy się w Rzymie w małym hoteliku niedaleko schodów hiszpańskich. Ja leciałem z Polski, ona skąś-tam, przylecieliśmy na różne lotniska i spotkaliśmy się dopiero w hotelu. Jechałem taksówką przez ulice Rzymu i wtedy dopiero uświadomiłem sobie w pełni, gdzie właściwie jestem i co właściwie robię. I ogarnęła mnie panika. Przez moment. A potem ją zobaczyłem. Wszedłem do hotelu, a ona siedziała na sofie i uśmiechała się. Trochę nieśmiało, ale patrzyła mi w oczy i nie spuściła wzroku. Podszedłem do niej, postawiłem torbę na ziemi i tak staliśmy przez moment nie do końca wiedząc, jak się zachować. Wyciągnęła rękę, a ja podałem jej swoją, ale jednocześnie otworzyłem ramiona i przyciągnąłem ją do siebie. Wtuliła się bardzo mocno. Była silna. Wyglądała na drobną kobietę, ale była silna. Nie odezwaliśmy się ani słowem. Odebrałem w recepcji klucz do pokoju i poszliśmy na górę trzymając się za ręce. Bez słowa. Chciałem coś powiedzieć, ale nie miałem pojęcia, co. Już tyle wcześniej sobie powiedzieliśmy. Otworzyłem drzwi pokoju, rzuciliśmy nasze torby gdzieś i zaczęliśmy się całować. Delikatnie, ale namiętnie. Staliśmy w przedpokoju i całowaliśmy się długo i nie chciałem nic zmieniać. Smakowałem tę chwilę, wąchałem ją i napawałem się dotykiem. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do łóżka nie przestając całować. Kochaliśmy się, a potem zaczęliśmy się śmiać. W pewnym sensie sytuacja była zupełnie idiotyczna. Dopiero wtedy się odezwała po raz pierwszy.

- Siedzieliśmy w uroczej restauracyjce, gdzieś na Trastevere i gadaliśmy, gadaliśmy. Zjedliśmy coś, napiliśmy się wina, potem spacerowaliśmy i dalej gadaliśmy. Śmialiśmy się ze wszystkiego i z siebie nawzajem. Czy jest coś bardziej sexy niż złośliwe przekomarzanie się? W hotelu zlądowaliśmy nad ranem. Kochaliśmy się, ale bez pośpiechu już i leniwie, a potem zasnęliśmy. Najlepiej pamiętam moment, gdy się obudziłem. Spała wtulona we mnie całym ciałem w sposób, który zdawał się mi mówić „dobrze mi tu”. A ja leżałem i nie ruszałem się, żeby jej nie obudzić.

- Spacerowaliśmy po Rzymie trzymając się za ręce i opowiadaliśmy sobie różne głupstwa. I zaczynał rosnąć we mnie niepokój, bo zaczęło wykluwać się pytanie „i co dalej?” Pamiętam dużo namiętności, trochę seksu, ale znacznie więcej czułości. Jakbyśmy dobrze wiedzieli, że za chwilę się rozstaniemy na dobre i chcieliśmy jak najwięcej dać sobie nawzajem. Nie rozmawialiśmy o tym aż do ostatniego wieczoru…

Paul milczał przez chwilę, a potem uśmiechnął się i podniósł się z krzesła. -Skoro już się nad sobą poużalałem, czas coś zjeść. Nie na darmo wybrałem kulturę śródziemnomorską… Dla dobrego jedzenia i dobrego wina… Paul ruszył w stronę kuchni. - Są tu też południowe kobiety… - Zaczął Nick. Paul zatrzymał się na chwilę. Nie odwrócił się jednak i zniknął w kuchni.

Po dwudziestu minutach Paul wrócił z wielką miską parujących muli i bagietką. Wokół rozniósł się zapach smażonego czosnku. Za drugim razem przyniósł jeszcze wielką michę zielonych sałat pachnących surowym tym razem czosnkiem, ser i kolejną butelkę wina. - Są też kobiety… - zaczął Nick – pamiętam jak kupiłeś sobie osły i woziłeś turystów po uliczkach Oia opowiadając im różne romantyczne historie. Wiele z nich sam wymyśliłeś… Paul uśmiechnął się do siebie. - Byłeś niezły w bajerowaniu, pewnie niejedną z nich zaciągnąłbyś do łóżka bez problemu. A kobiety z Santorini... Niejedna strzelała do Ciebie oczami. A mają temperament, oj mają. Wiem, co mówię, mieszkam tu już nawet dłużej niż ty… A potem, gdy sprzedałeś osły i został tylko stary Mefisto…

Trzecia butelka

- Pamiętam, pamiętam – Nick śmiał się szeroko – o mało obaj się nie zabiliśmy. Pomysł z balonem nie był zbyt dobry. Płynęliśmy do brzegu chyba z dwie godziny, zanim ktoś nas zauważył. W międzyczasie słońce zaszło i robiło się powoli ciemno, a na niebie pojawił się wielki żółty księżyc w pełni. Siedzieli już dobre dwie godziny, a druga butelka wina była już zupełnie pusta. Paul postawił ją na kamiennej podłodze pod murem obok pierwszej. - Nie przyszło mi do głowy, że gondola tonie – Paul śmiał się do łez otwierając kolejną butelkę. - Nie trzeba było kupować najtańszej dmuchawy, przecież to złom był. - Pomysł z awionetką był dużo lepszy, przyznaję. Mężczyźni śmiali się jak dzieci. Jedli mule palcami i oblizywali palce. Moczyli co jakiś czas ułamany kawałek bagietki w sosie i zagryzali sałatą. - Kiedyś zapytałem, dlaczego osiadłeś właśnie tutaj… - Mówiłem Ci, zakochałem się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Tu naprawdę wygląda, jak na zdjęciach Georgesa Meisa. Zresztą nie tylko ja się zakochałem w tym miejscu. Weź dowolny kalendarz w dowolnym miejscu świata nazwany „wyspy greckie”, albo jakoś podobnie, i założę się, że cztery do sześciu zdjęć z dwunastu będą zrobione tu – w Oia. - Tak, wiem, ale nie wspominasz, że jest kłopot ze słodką wodą i że zimą jest tu paskudnie. Ciągłe ulewy i przejmujący chłód. - Ale widoki są niezapomniane, przyznasz… - Myślę Paul, że zostałeś tu, bo czekasz na nią. Paul uśmiechnął się. - Siedemnaście lat? Może i jestem starym głupcem, ale nie aż takim.

- I co było dalej, Paul? Paul wyglądał, że nie zrozumiał. - Dalej? - Nie rozmawialiście do ostatniego wieczoru… - co było dalej? Paul milczał przez chwilę. Nalał wina do obu kieliszków. - Dalej… było gorzej…

- Ostatniego dnia siedzieliśmy w małej restauracyjce i jedliśmy w milczeniu. Piliśmy wino i coś jedliśmy. Nasze dłonie na stole delikatnie się tuliły, ale nie patrzyliśmy na siebie. Obiecaliśmy sobie wcześniej, że gdyby miało okazać się, że każde z nas będzie samo i będziemy jeszcze mieli na to ochotę, to spotkamy się w konkretnym miejscu o konkretnej porze. Być może któreś będzie czekało na drugie i… - W Oia w weekend wieczorem pod północnym wiatrakiem… - dodał Nicholaos. Paul nie odezwał się. - W miejscu ze zdjęcia… Obaj odwrócili głowy i spojrzeli na stojące na kominku zdjęcie Paula z plecakiem na tle wiatraka w Oia. Zrobione było dawno temu, o czym świadczyły czarne włosy Paula. - Znam Cię stary przyjacielu już siedemnaście lat. – zaczął Nick – w sobotę wieczorem zawsze przesiadujesz pod wiatrakiem. - W sobotę i w niedzielę o osiemnastej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych