Instynkt
Lekko pojechane...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
INSTYNKT
Przejeżdżający tramwaj powiększył, powoli już umierający uliczny zgiełk. Puste, czerwone siedzenia przemieszczały się na tle ciemnego parku. Gdzieniegdzie zajęte były przez przyklejone do okien postacie, chcące zabić nudę codziennej podróży oglądając kolorowe reklamy. Jedno z siedzeń zajęte było przez nieprzyzwoicie obściskującą się parę młodych ludzi. Oczy lekko zamknięte otwierały się co jakiś czas by jedynie zobaczyć zgorszenie na twarzy siedzącej obok młodej zakonnicy. Latali tek w uniesieniu czerpiąc rozkosz z fizycznej bliskości. - Nie ma to jak znaleźć wspólny język – powiedział z delikatnym uśmiechem chłopak, rozrywając na moment miłosny uścisk. Zakonnica wyraźnie zirytowana całą sytuacją wstała i przeszła cały wagon w kierunku ostatnich drzwi, czekając na następny przystanek. Dziewczyna spojrzała w jej kierunku i rzuciła złośliwy uśmiech. Tramwaj powoli zaczął zwalniać. Widząc kres swej miłosnej podróży młodzieniec wstał i ostatni raz tego wieczoru pocałował swą dziewczynę. Jej podrażnione przez zarost usta zacisnęły się na wardze swego kochanka nie chcąc ich wypuścić. Tramwaj zatrzymał się. Otworzyły się drzwi i po chwili w tramwaju pozostała jedynie dziewczyna. Był już późny listopadowy wieczór. Słońce już dawno zastąpione zostało przez osiedlowe latarnie i reflektory samochodów. Tomek, bo tak miał na imię chłopak przechodząc mijając zakonnicę powiedział : - Niech będzie pochwalony. Zakonnica pomimo szyderczego tonu pozdrowienia sucho odpowiedziała - Na wieki wieków. Po tej interesującej konwersacji każdy udał się w swoją stronę. Chłopak czując chłód założył kaptur i schował ręce do kieszeni kurtki. Wspominając tamtejszy wieczór kierował się w stronę domu. Wszedł w otoczoną przez przedwojenne kamienice ciemną, brukowaną uliczkę. Zły jedynie na zimne powietrze planował sobie następny dzień. Kiedy był w czasie planowania popołudnia, z bocznej uliczki wynurzyło się pięciu ubranych na sportowo młodzieńców. Widząc Tomka zaczęli biec w jego stronę, Tomek natychmiast zaczął uciekać. Na twarzy napastników widać było uczucie wielkości. Z ich ust wydobywała się para, pojawiająca się wraz z przekleństwami. Ich siła potęgowana była przez bezradność i słabość ofiary. Całe stado tryskało teraz przyjmowanym dożylnie testosteronem. Ich coraz bardziej czerwone z wysiłku i wściekłości mordy zaczął powoli zalewać pot. Wciąż czując jednak możliwość udanego polowania zmuszali do wysiłku swe przerośnięte ciała. Tomek mijał kolejne uliczki. Czuł na plecach oddech oprawców. Był on jednak coraz mniej odczuwalny i napięcie na jego twarzy było coraz mniejsze. Instynkt jednak wciąż nie pozwalał mu myśleć o czymś innym niż o ucieczce. Przebiegając na drugą stronę uliczki potknął się jednak nieszczęśliwie o krawężnik. Na moment zatrzymał się dla niego czas, za sobą widział wciąż czterech mięśniaków zbliżających się do niego. Będący kilkanaście metrów z tyłu napastnicy, którzy powoli mieli już dość, dostali nagły zastrzyk sił. Widok leżącej na ziemi ofiary wyzwolił jeszcze większe poczucie siły i przewagi. Widok ten nie trwał jednak długo. Chłopak szybko podniósł się z ziemi i zaczął uciekać z jeszcze większą prędkością. Wbiegł do ciemnego, niewielkiego parku. Powoli jednak słabł, nogi stawały się coraz cięższe i coraz wolniej się poruszały. Na szczęście dla niego w tym wyścigu zaczęli słabnąć też jego napastnicy. Dystans zwiększył się gdzieś do 30 metrów. Tomek zboczył na inną ścieżkę kierując się w stronę starego kościoła. Kiedy dobiegał do niego był zupełnie pozbawiony sił, która gdzieś nagle umknęła z jego organizmu. Miał nadzieje, że może biegnący za nim młodzieńcy uszanują świętość miejsca i uda mu się z tej sytuacji wyjść cało. Chwycił za klamkę. Niestety drzwi były zamknięte. Obrócił się i zauważył, że napastników nie było już widać. Nawet nie zauważył, kiedy ich zgubił. Powoli zaczynał się cieszyć poczuciem bezpieczeństwa. Próbując złapać oddech usłyszał jednak z oddali wołanie: - Gdzie on kurwa jest!!! - Pójdź sprawdzić z Widelcem koło kościoła, my poszukamy go tam- powiedział opryszek o imieniu Arni. Słysząc to, oddech Tomka znowu przyspieszył. Ręce znowu objęły klamkę i zaczęły mocno szarpać. Ku zdziwieniu chłopaka drzwi okazały się jednak być otwartymi i po chwili znalazł się on w środku świątyni. Przechodząc obok wody święconej Tomek instynktownie zanurzył w niej prawą dłoń i przeżegnał się. Na moment poczuł się znowu bezpiecznie. Naprzeciw niego, na końcu kościoła znajdował się zajmujący całą ścianę podświetlony krzyż. Wzbudził on w chłopaku dziwne uczucie. Zapomniał o całej dotychczasowej sytuacji. Dawno nie był w kościele i ta wizyta zaczęła wzbudzać w nim zupełnie inne emocje niż wcześniej. Schronienie, które znalazł we wnętrzu świątyni uczyniło go od niego zależnym. Zobaczył, że bez niego nie byłby w stanie wiele zrobić. Jednak wrażenie, że jest na jego łasce wydawało się być dla niego nawet przyjemne. Czuł siłę dzięki której miał poczucie bezpieczeństwa i tego że koniec jego życia nie nastąpi. Jego stan został przerwany przez odgłos zbliżających się kroków. Oddech Tomka po raz kolejny przyspieszył. Podbiegł w stronę drzwi i chwycił stojące obok krzesło. Klamka zaczęła opadać. Krzesło drżało w dłoniach chłopaka, który schowany w cieniu oczekiwał na napastników. Na ucieczkę nie było już szans, zacisnął więc mocno dłonie na zimnych stalowych nogach krzesła. W momencie, gdy drzwi się otworzyły i we wnętrzu pojawiła się ciemna postać, Tomek dał upust całej zgromadzonej w sobie od lat agresji. Widząc przez moment ofiarę przeobraził się w łowcę, nabierając siły i wielkości. Wziął zamach i przelał swój dotychczasowy strach na chęć odwetu. Krzesło uderzyło w postać cała siłą Tomka. Jego ofiara upadła na podłogę. Widok jaki ujrzał Tomek sprawił, że krzesło wypadło mu z rąk, rozbrzmiewając w całym kościele, niosąc wiadomość o wielkiej pomyłce. Posadzka powoli zalewana była przez krew. Tomek wciąż przerażony swym czynem patrzał na swą ofiarę, którą okazała się być zakonnica, którą spotkał w tramwaju. Leżała na brzuchu, jej habit dodawał irracjonalności całemu zdarzeniu. Z jej głowy sączyła się krew, która tworzyła obok jej twarzy małą kałużę. Oczy miała zamknięte, a ręce rozłożone tak, że jej cała sylwetka tworzyła znak krzyża. Tomek w przerażeniu uklęknął i chwycił ją w ramiona, po czym zaczął krzyczeć. Spojrzał w kierunku krzyża na którym jego wzrok utkwił na dobre i klęczał tak mając w objęciach brodzącą krwią zakonnicę. Kiedy siostra otworzyła oczy zobaczyła nad sobą płaczącego, przystojnego młodzieńca. Nie miała siły by się ruszyć. Na swoich plecach czuła jego dłonie, które mocno trzymały ją w uścisku. Bliskość ciała młodego mężczyzny wzbudziła w niej uczucie, którego dawno nie doznała, właściwie to pierwszy raz od czasu wstąpienia do zakonu. Sama nie wiedząc czy to efekt uderzenia czy drzemiących w niej instynktów obudziła się w niej kobieta. Było jej naprawdę dobrze, codzienne doświadczanie bliskości Boga było czymś zgoła innym od emocji, które przeszywało jej ciało w tamtej chwili. Zbliżyła swą głowę do piersi młodzieńca. Chłopak widząc ruch wśród osoby, o której sadził, że nie żyje podskoczył z wrażenia. Podnosząc się wypuścił zakonnicę z ramion w tak niefortunny sposób, że ta uderzyła głową w posadzkę ponownie tracąc przytomność. Chłopak nie był pewien czy zakonnica rzeczywiście się poruszyła. Zaczął się bać, że traci zmysły. Złapał się za czoło i znowu zaczął krzyczeć, sprawiając wrażenie obłąkanego. Wtedy otworzyły się po raz kolejny drzwi i ukazał się w nich Widelec. Widok zakrwawionej leżącej zakonnicy, i wrzeszczącego obok niej chłopaka był w stanie wydobyć z niego tylko trzy słowa: - O ja pierdolę! Widelec nie miał pojęcia co dalej robić. Sytuacja przerosła jego trzy lata zawodówki. Stał wryty w ziemię i patrzył się jak idiota. Tomek widząc Widelca w obawie o własne życie oprzytomniał i przestał krzyczeć. Spojrzał się na Widelca i spytał przerażony: - Co ty zrobiłeś? - To nie ja...!!! Boże, ty ją zabiłeś!!
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil vanel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…