Wróć do katalogu

Intimissimi Rozdział XV

Lubicie Prince'a?Przeczytajcie!

maurycy witkowiak, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

XV

Płomyki świec chyboczą w wieczornym powietrzu, które przez uchylone okno wpada do mojego pokoju. Przed chwilą obudziłem się, aby {o, cudowne uczucie!}, znowu zacząć pisać. Gdy tylko przetarłem oczy, i powróciła mi moja wybujała świadomość, sięgnąłem najpierw po papierosa, a potem po pióro. Następnie zapaliłem świecę, której miękki, kwiatowy zapach pomaga mi zdyscyplinować myśli. Potrzebne jest mi takie oderwanie się od nurtu życia, wysiadka z tego pociągu, spokojny postój na peronie{znowu kolejarskie metafory!}. Nie czytam gazet, nie wychodzę z domu, nie utrzymuję kontaktów z nikim, kto nie jest artystą, co oznacza, że nie utrzymuję kontaktów prawie z nikim. Śpię w dzień, budzę się wieczorem albo w nocy, jem tylko ciastka{czasem z pobliskiej kawiarni przynoszą mi rogaliki}, za to wypijam ogromne ilości egzotycznych herbat – i – piszę. Za oknem wszystko aż się klei z gorąca, chyba nawet słońce omdlewa z pragnienia.

Jestem strasznie wysubtelniony, jestem wysubtelniony potwornie, jestem wysubtelniony do granic wytrzymałości. Palce mam oblepione pierścionkami , a w moim uchu błyszczy kolczyk Może nie mając blisko ciała żadnej dziewczyny, staram je sobie zastąpić tymi błyskotkami? Nie. Patrzą na mnie Wilde, Huysmans, Baudelaire, Przybyszewski, Proust... To ich styl , ich poza , ich krew , i ich syn. To ich maniera. Cicho, cicho...

Nie ma Velvet. To dlatego łatwiej mi oddychać i pisać. Nie ma Velvet. To dlatego tak trudno pisać i oddychać. Jej kocie oczy towarzyszą mi jednak cały czas i spoglądają w głąb sadzawki mojego Ja. Jej pierścionek spoczywa na moim palcu, i ilekroć pomyślę o Velvet- zbliżam go do ust. Nocami, jakbym słyszał jej piękny, syreni głos, dobiegający zza morza...

Przeraża mnie każdy głośniejszy dźwięk, który rozbija harmonię. W majestatycznym skupieniu patrzę jak dym z papierosa zatacza kółka i niczym kadzidlana mgła płynie pod biały i matowy jak tafla wody sufit.

Moje ciało uległo niezmiernej apatii, stało się całkowicie odrealnione i bardzo, bardzo radosne. Zawsze tak jest, gdy piszę. Rozmawiam wtedy tylko z roślinami – i tymi prawdziwymi, i tymi ,które stworzyła moja wyobraźnia. Postaci tłoczą się w moim mózgu. Nieraz godzinami przyglądam się płomykowi świecy, aby właściwie oddać jakiś gest , wrażenie, odcień, czy odczucie. Czuję , jak odkrywam sobie samemu jakieś hieratyczne tajemnice, jak dowiaduję się o sobie coraz więcej. Zamykam w sobie cały świat. Zagłębiam się w siebie, czuję się jak hinduski mędrzec.

Nagle dzwonek do drzwi. Dźwięk domofonu w potworny sposób rozbija cały porządek artystycznego bytowania. Lekko zaniepokojony zbiegam po schodach. Gdy otwieram drzwi, przez chwilę ze wzruszenia i radości tracę oddech. Ależ to Książę! Ależ to Prince! Jego czekoladowa cera w panującym upale i przy pełnym blasku słońca wydaje się jaśniejsza, ale oczy cały czas mienią się tym samym, bezkompromisowym i demonicznym blaskiem. Wyszukanym gestem wyciąga do mnie ręce i mówi:

- Nie każdy decyduje się na takie poświęcenia dla Sztuki, jak ty. Witaj , M.

Mimo wszystko Prince wyciągający do mnie ręce staje się groteskowy, z tego względu, że jego kieszonkowy wzrost każdy wyrafinowany gest czyni gestem karła- błazna. Z drugiej strony Prince przypomina mi mroczne irlandzkie bóstwa zwane koboldami, które pędziły samotnych wędrowców na pustkowia i zostawiały ich tam.

- Bądź pozdrowiony – odpowiadam w biblijnej stylistyce. Bądź pozdrowiony i wejdź do środka.

Posadziłem go za największym stołem jaki mam w całym domu, zaparzyłem bananową herbatę, wyciągnąłem ajerkoniak, nastroiłem pianino. Prince , swoim zwyczajem, nie usiadł przy stole ,ale chodził po salonie, powoli i w skupieniu paląc orientalnego papierosa Djarum .

Przypomina mi się teraz moje pierwsze spotkanie z Princem. To było trzy lata temu. Prince otoczony egzotyką swego malajskiego pochodzenia, zanim otworzył swoje usta, już skupił wokół siebie gromadkę wielbicieli{a zwłaszcza wielbicielek!}.Jego wyszukane gesty, dziki sposób bycia, krążące o nim legendy nikogo nie mogły pozostawić obojętnym. O jego mieszkaniu, które o ile dobrze pamiętam mieściło się przy ulicy Działowej, opowiadano cuda. Podobno Prince zamiast psa czy kota trzymał w nim karakala z zębami w kształcie szabel, który był gotów rzucić się na każdego przybysza, opowiadano też o wężu djashmilth , który zamieszkiwał między roślinami, a nieraz i na balkonie. Jedyną, ale jakże dotkliwą skazą w tym mulacie z idealnie przyciętym zarostem był straszliwie niski wzrost, który wywoływał we mnie skrajne odczucia. Może dzięki temu, wybierając się gdziekolwiek z Księciem ,czułem się pewniej? Naprawdę jestem bardzo próżny i zazdrosny, jeśli chodzi o triumfy innych mężczyzn. Ale mniejsza z tym. Zatem, Prince stał na środku pokoju paląc orientalnego papierosa Djarum. Uśmiechał się sardonicznie. Posłodziłem herbatę i usiadłem.

-Tu as un mysterieuse person, Maurice... – zaczął, niespodziewanie dla mnie po francusku, z silnym angielskim akcentem, co cholera jasna , jeszcze przydawało mu uroku

- J’ai sais. Etre mysterieuse, c’est se liberer … -próbowałem odpowiadać wyuzdanie poprawną intonacją.- Nie wygłupiaj się Prince, przejdźmy na polski.

- Słyszałem, że piszesz powieść. Nie chcesz mi zdradzić jej tytułu. Zamykasz się w domu. Nie odbierasz telefonów. Nie spotykasz się z kobietami. Nie przychodzisz na literackie piątki. Nie...

- Potrzeba mi odpoczynku. Sporo ostatnio przeszedłem. – odpowiedziałem, zamykając oczy, aby nie widzieć miny Princea.

- Znowu ta...jak jej tam...Delvet? Velvet? To już trzy miesiące. Jak można kochać się z tą samą kobietą trzy miesiące?

- Ja się nigdy nie kochałem z Velvet!

- Co? – zdziwienie Princea sięgało granic

- A może się cholera jasna zakochałem? – odparowałem, zapalając papierosa.

- Świetnie. Cudownie. Cu-do-wnie. Żadna kobieta nie jest warta nawet jednej dobrej strofy.

- Mówisz tak, bo spotykasz się z kobietami , które są warte trzy minuty rozkoszy i dziesięć szarpnięć bioder.

- O , non , Maurice.{francuski u Princea oznacza zdenerwowanie}O non. Tutte le donne... Tutte. Se ne donne senza mala intenzione – Prince powtórzył stare toskańskie przysłowie ,które brzmi mniej więcej tak „Nie ma kobiety bez złych intencji” - Żadna z kobiet, niestety, nie jest bezinteresowna. Jedne chcą naszych pieniędzy, inne naszej inteligencji, inne opieki i stabilizacji , jeszcze inne –najbardziej prymitywnego seksu. Najmniejsza część z nich wszystkich pragnie miłości, a przecież nawet te mają złe intencje.- zakończył, pocierając kciukiem nos

- Wierzę Ci Prince, dlatego właśnie zamknąłem się na cztery spusty i praktycznie, nie wychodzę z domu mój drogi. Jeśli w najbliższym czasie zacznę szukać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych