Ironicznie o ironii
Kilka historyjek, które łączy jedynie autor i złośliwość losu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kasia wstała. Lewą nogą. I wcale jej się to nie uśmiechało. Jak każda kobieta w rodzinie była przesądna. Gdy czarny kot w strachu przed nią przecinał jej drogę robiła trzy kroki do tyłu fałszując na całe gardło nauczoną w dzieciństwie piosenkę:
Gdy ci kot przebiegnie drogę Nie mów, że to pech. Kot ci szczęście przynieść może, Jeśli tylko chcesz.
I chociażby miała przez to się potknąć, upaść na jezdnię i zostać przejechaną, to i tak się cofnie o trzy kroki. Jeśli akurat tak się zdarzyło, że mieli w mieszkaniu remont, wolała spędzić cały dzień na dworze w deszczu, niż przejść przez przypadek pod jedną z trzech rozstawionych w pokojach drabiną. Nigdy, przenigdy nie nosiła przy sobie lusterka. A gdyby się przez przypadek potknęła i upadła akurat tak niefortunnie, że lusterko by się zbiło? Toż to całe siedem lat nieszczęścia! Tak, więc, kiedy tego ranka Kasia wstała lewą nogą, nie mogła się powstrzymać przed głębokim westchnieniem. Sapnęła przeraźliwie i jęcząc pod nosem najgorsze wyzwiska pod adresem swojego szczęścia bądź też nieszczęścia udała się w stronę okupowanej przez starszą siostrę łazienki. -Wyłaź, Kryśka! -Jeszcze moment! Moment przeciągnął się do piętnastu minut, które Kasia spędziła na zimnych kafelkach przedpokoju. Gdy w końcu wyfiokowana i wymalowana Kryśka wyszła z łazienki mrugając zalotnie firanką uginających się od dwóch tubek tuszu rzęsami Kaśka wleciała na jej miejsce. Przy okazji przewróciła stojący w kącie pokoju stojak na parasole. Umyła się pospiesznie i wciągnęła na siebie ciuchy włączając w to czerwone majtki, które miały jej przynieść szczęście na egzaminie z polskiego. Wyleciała jak z procy z mieszkania chwytając po drodze przyszykowanie przez rodzicielkę śniadanie i biegiem ruszyła na spotkanie z testem z „Dziadów”. Został w prawdzie zapowiedziany tydzień wcześniej, ale przypomniała sobie o nim dopiero o pierwszej w nocy. Z duszą na ramieniu i nadzieją, że zarwana noc wystarczy na uzyskanie pozytywnego stopnia wkroczyła do klasy pani Szczypierkowskiej i usiadła w trzeciej ławce, obok wyrywającej sobie włosy z głowy Ewy. Ewka najwyraźniej też się denerwowała przed sprawdzianem biorąc pod uwagę stopień obgryzienia paznokci. Cała, licząca dwadzieścia trzy osoby klasa wstrzymała oddech, gdy drzwi ze złowrogim skrzypnięciem otworzyły się. Po chwili wtoczył się do klasy polonista, noszący wdzięczne przezwisko Arbuz. Położył dziennik II b na biurku nauczycielskim i spojrzał po klasie. -Pani Szczypierkowska zachorowała. Dzisiaj przerobimy poszczególne fragmenty „Dziadów”.
*
Pan Romek był w sile wieku o ile można tak nazwać osiemdziesięcioletniego staruszka. Całe dnie przesiadywał w fotelu i z utęsknieniem wyczekiwał kumulacji dużego lotka. Spędził tak ostatnie trzydzieści lat swojego życia, odkąd został wysłany na emeryturę i jego miesięczne dochody ograniczały się do ośmiuset złotych, które dostawał z trzydziestodniowymi opóźnieniami. W ciągu tych trzydziestu lat zdążył się przyzwyczaić zarówno do starego, wysłużonego fotela z odchodzącą z tyłu tapicerką jak i do nie młodszego, czarno-białego telewizora z dwoma wystającymi z niego antenami i trzema suwakami do łapania uciekającego sygnału. Co sobotę z nadzieją, długopisem i kartką w ręku czekał na „pogodę dla bogaczy”, przy okazji zwiększając oglądalność filmu sensacyjnego, w którego przerwie była kumulacja. I co sobotę się zawodził, wyrzucał kartkę ze skreślonymi przez siebie numerkami do kosza. Obiecywał sobie wtedy, że już nigdy się tak nie zawiedzie. Tym razem już przed rozpoczęciem losowania przysiągł sobie, że to ostatni raz. Wrócił z toalety, porwał ze stoliczka długopis i kartkę, rozsiadł się wygodnie z wiekowym fotelu i spojrzał na nie mniej wiekowy telewizor. Piękna, ubrana w firmową garsonkę spikerka z cudownie białym uśmiechem przytwierdzonym na stałe do twarzy obwieściła rozpoczęcie kumulacji dużego lotka. Z wdziękiem powiadomiła o możliwości wygrania dziewięciu milionów złotych i zabrała się za wymienianie wszystkich dwudziestu liczb wylosowanych pod czujnym okiem znudzonej i sennej Komisji do Spraw Gier i Zakładów. Pan Romek podkreślił dokładnie dziesięć liczb z kilkunastu, które dwa dni wcześniej zakreślił w kolekturze na rogu swojej ulicy. Wygrał! Te dziesięć liczby było jego przepustką do zostania milionerem i zapewnienia sobie godnego życia. Ba! Nawet mógłby się zamrozić do czasu, gdy w przyszłości nie wynajdą leku na starzenie się! Kiedy to zrozumiał oczy wyszły mu z orbit. Serce zatrzepotało niebezpiecznie i pan Romek odszedł z tego świata na jego zawał. Dokładnie w tym samym momencie spikerka gratulowała mu bezwiednie wygranej.
*
Dorota wleciała jak dzika do samochodu rozrywając sobie przy okazji zamek w przyciasnej spódnicy, którą ekspedientka w sklepie jej wcisnęła, bo „przecież tak cudownie leży, a jak wyszczupla!”. Wtedy Dorota była zauroczona drobnymi prążkami eleganckiej garsonki, jednak teraz stwierdziła, że słowa sprzedawczyni były warte tyle, ile ten kostium z przeceny. Wsiadła do wozu, wysyłając ekspedientkę do wszystkich diabłów i patrząc w lusterko wsteczne wycofała wóz z podjazdu. Była spóźniona. Bardzo spóźniona. Osobiście wolała wierzyć, że to zegarek się śpieszy o dziesięć minut, jednak, gdy w radiu obwieścili, że minęła właśnie ósma, zwątpiła z własną wiarę. Przycisnęła gaz do dechy i ruszyła, co samochód wyskoczy na drogi miasta w kierunki miejsca swojej pracy. Prawie przejechała staruszkę wychodzącą z warzywniaka, gdy przeglądała dokumenty potrzebne do ostatecznego podpisania umowy z nowym klientem. Oferował on pomoc pieniężną jej firmie i wypromowanie raczkującego przedsiębiorstwa na rynku. Zatrzymała się na czerwonym świetle i zaczęła z pośpiechu przeszukiwać torebkę w poszukiwaniu agrafki, potrzebnej do prowizorycznego spięcia zepsutego zamka spódnicy. Wydobyła małą, ozdobną agrafkę z bocznej kieszeni eleganckiej torebki, wsadziła ją sobie do ust i ruszyła, gdy zapaliło się zielone światło. Z duszą na ramieniu skręciła na skrzyżowaniu, błagając by nie doszło do żadnej kolizji i ledwo wyhamowała przed stojącym w miejscy starym Oplem. Siła, z jaką się zatrzymała sprawiła, że głowa poleciała jej do przodu i zatrzymała się dopiero tuż przy kierownicy. Pewnie wyskoczyłaby z fotela przez przednią szybę, gdyby nie pas bezpieczeństwa zapięty przezornie. Odgarnęła spadające jej do oczy włosy i aż wypluła z buzi agrafkę, która wylądowała na tapicerce. Przed Dorotą rozciągał się sznur trąbiących i buchających spalinami samochodów, które ustawiły się w imponującym pod względem długości korku.
*
Damian w powalającym na kolana sapnięciem opadł na krzesło w stołówce firmy. Pracował w fabryce produkującej sztućce, w sektorze odpowiedzialnym za łyżki i właśnie przed sekundą ogłoszono przerwę obiadową. Podobnie jak setka innych zmordowanych mężczyzn postanowił spożytkować ją na zregenerowanie sił. Podczas, gdy jego kumple siorbali firmowymi łyżkami cienką pomidorówkę przygotowaną przez kucharki, on rozsiadł się miedzy Edkiem a Markiem i wyciągnął ze swojej torby plastikowe, termiczne pudełko. Gdy uchylił wieko po stołówce rozniósł się zapach usmażonego kilka godzin temu kotleta i nie mniej świeżych ziemniaczków. -Stary, kto to ci szykował? – Zapytał Marek z cieknącą mu po brodzie ślinką i pomidorówką. -Basia – obwieścił Damian dumnie wypinając pierś, jakby wypowiedzenie imienia swojej narzeczonej było największą chwałą. Edek zagwizdał przeciągle i powąchał nosem basine specjały. -Nowa zdobycz? -Oświadczyłem jej się, więc postanowiła wczuć się w rolę dobrej żony i przygotować mi żarcie do roboty – odpowiedział Damian rozglądając się po długim, ubrudzonym stole w poszukiwaniu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kaczka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…