"Jacek Wróbel"
Fragment będący częścią opowiadania "Prawdziwe Życie".
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na ekranie pojawił się film, w tle słychać było jeden z wolniejszych kawałków Raya Charlesa. „Prawdziwe życie” „W każdej bajce jest ziarnko prawdy”
Stary low-rider zajechał pod hotel. Był już późny wieczór, jednak letnie słońce wciąż jeszcze wisiało na niebie, teraz coraz szybciej zbliżając się do linii horyzontu. Bryza znad morza poruszyła włosy młodej kobiety siedzącej za kierownicą. -Och, jak ja kocham morze! - powiedziała i uśmiechnęła się jak dziecko, które właśnie dostało do rąk swoją ulubioną zabawkę. -Czasem nasza robota ma też swoje plusy, trzeba przyznać – stwierdził jej pasażer przeciągając się leniwie na siedzeniu. Kobieta spojrzała na niego z wyrzutem. -Czasem?! Ciesz się, że Szef nas nie słyszy. -A mówią o nim wszystkowidzący – zaśmiał się. - Obyś miała rację. Bo inaczej straciła byś robotę. Pamiętasz jeszcze chyba, że odpowiadasz za mnie? -Więc mamy tu czekać na dalsze instrukcje? - zmieniła temat, udając, że nie dosłyszała jego pytania. -Ta, Gabriel miał być tu jakieś dwie minuty temu – powiedział spoglądając na zegarek. - Ale znając życie to... -Gabriela nie będzie – usłyszeli nagle. Odskoczyli na bok, przez co kobieta przewróciła się na swojego pasażera. Obok drzwi kierowcy stała czarnoskóra, starszawa już kobieta w stroju listonosza. - Och nie musicie się tak obściskiwać na mój widok – powiedziała widząc ich reakcję. Natychmiast wrócili na swoje miejsca i obrócili głowy w jej stronę. -Marry! - krzyknęła kobieta. -Hej Moniko, witaj Adasiu, Gabriel przeprasza, ale ma ostatnio dużo pracy. Jak zawsze zresztą. A co chciałeś powiedzieć Adasiu? -Och, chciałem tylko powiedzieć, że znając życie to znów będziemy mieli niewypowiedzianą przyjemność spotkać się z tobą i oto jesteś. -Nie igraj ze mną, już jedno życie straciłeś, chcesz to zrobić jeszcze raz? - uśmiechnęła się do niego złowieszczo. Pozwoliła mu kilka sekund potrwać w niepewności, po czym zaśmiała się i sięgnęła ręką do torby. - Tu macie zlecenie. Wszystko jest w środku. Jakieś pytania? -Ja mam jedno. Nie mogłaś po prostu udać wędrowca, czy pojawić się normalnie koło nas, bez tego jakże urzekającego stroju? -A czy to nie wydałoby ci się dziwne? -Na pewno o wiele mniej, niż murzynka w stroju listonosza na Polskim wybrzeżu. -Mój drogi Adasiu, sztukę kamuflażu opanowałam do perfekcji. A poza tym przemawiają za mną lata doświadczeń. Nie mam czasu na takie czcze dyskusje. Żegnajcie. – powiedziała, po czym skinęła głową i znikła. Po prostu i jak zwykle. -To pożegnanie mogło wypaść lepiej – stwierdziła Monika. -Lata doświadczeń, ale w USA! Widać to po niej. Myśli, że co u niej to i na całym świecie. -Czyżbym słyszała dźwięk słodkiej zazdrości w twoim głosie? Kompleks gorszego, co? - złośliwie zauważyła Monika. -Nie no po prostu... – zaczął Adam. -...zrzędzisz, wiem – dokończyła za niego kobieta. -To kogo dziś mamy? – tym razem to on zmienił temat. -Jacek Wróbel – powiedziała przyglądając się wyciągniętej z koperty kartce. - Pijaczyna, dość nietypowy właściciel łajby „Bursztynowy Bursztyn”, kawaler, samotnik, papiery na temat jego życia dziecięcego zaginęły. -Zaginęły? -A no zdarza się. -To co my tu mamy do roboty? -Też chciałabym to wiedzieć. Jechali już ku nadbrzeżnej mieścinie, hotel znikł jak i Marry, a w w jego miejscu znów pojawiły się pola okolicznych mieszkańców. Złota pszenica mieniła się niesamowicie w zachodzącym słońcu uzyskując delikatny odcień bordo. -Bursztynowy Bursztyn? Co to za nazwa. Mógł chociaż dać inny kolor – zamarudził znów Adam wywołując śmiech u Moniki. * * * -Panie Wróbel? Jest pan tu? - krzyknęła Monika. Przed nimi roztaczał się obraz nędzy i rozpaczy. Adres, który im podano w wiosce okazał się starym portem, a miejsce zamieszkania Jacka Wróbla okazało się najgorzej zaniedbaną częścią tej ruiny. Stali więc teraz przed przeróżnymi częściami statków poukładanych w kupki, zapewne ktoś musiał tu mieć kiedyś złomowisko. Za nim znajdowała się już zatoka, w której kiedyś cumowały statki. Noc nadeszła szybko i tylko jasne niebo na zachodzie wspominało już o minionym dniu. -Chyba nie słyszał – rzekła. -Lub nie żyje – stwierdził zimno z uśmiechem. -Jesteś okrutny. Czy pytałam się już ciebie, dlaczego szef dał ci drugą szansę? -Tak. Dziewięć razy – powiedział z dumą. - Jeszcze jeden i będziemy mieli swój mały jubileusz. Zastanawiam się, jak byśmy mogli to świętować? -Ty w lewo, ja w prawo. -Ehh, nawet pogadać z tobą nie można – udał, że zastanawia się nad czymś. - Chyba poproszę o przeniesienie. -Bo jak cię trzepnę... -Ja w lewo? Ach, to powodzenia – umknął szybko, szczęśliwy z dogryzienia partnerce. Wszędzie były śmieci. W jednej z opon znalazł nawet gumową papugę. Przycisnął ją na brzuchu i ze zdziwieniem odkrył, że skrzeczy równie obrzydliwie jak prawdziwa. Zapakował znalezisko do kieszeni i udał się w stronę pomostu. Stała tam jakaś przestarzała łódź, i chyba tylko sam Najwyższy wiedział, jakim cudem utrzymywała się jeszcze na wodzie. Wszędzie odchodziła farba, żagiel był porwany w kilku miejscach, a ilością dziur mogła zawstydzić nie jeden ser szwajcarski. -Że to jeszcze pływa – zdziwił się Adam. Obok pomostu stała przewrócona na bok drewniana beczka. Do brzegu przytwierdzony był zardzewiały już kinkiet ze świeczką zamontowaną na samej górze. Światło dawało poświatę na pobliską okolicę. Z jednego z otworów beczki wystawały czyjeś nogi, z drugiej dobiegało głośne chrapanie. Adam schylił się i zobaczył twarz zaniedbanego, zarośniętego mężczyzny po czterdziestce z chustą na głowie. W ustach ssał swój własny kciuk. Reszta ciała była niewidoczna w tym świetle. -Pan Jacek Wróbel? - spytał Adam. Mężczyzna przestał ssać kciuk, wyjął go, otworzył oczy i z przedziwnym grymasem na twarzy rzekł: -Nie. Diogenes z Synopy! Chłopak odskoczył na bok. Monika wyszła właśnie z drugiej strony. Adam podniósł się i otrząsnął z ziemi, tymczasem mieszkaniec beczki wyszedł ze środka i wygładził ubranie, po czym sięgnął do beczki i wyciągnął z niej zgnieciony kapelusz. Spojrzał na niego ze smutkiem i zaczął przywracać go do dawnego kształtu uderzając raz po raz w środek. -Jacek Wróbel? - spytała dziewczyna.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil PanMotyl
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…