Wróć do katalogu

Jedna pora dnia

Druga część opowiadania pt."Trędowata"

simae, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Aken było piękne tylko o świcie. To miasto w zasadzie nie różniło się niczym od innych, może nawet było od nich nieco ładniejsze. Jednak cały jego urok pryskał kiedy budziło się do życia. Stawało się wtedy masą tępych ludzkich twarzy, kupą brudnych kamieni udających królewskie pałace. Jednak świt...to było tych kilka magicznych minut, kiedy wszystko wydawało się inne niż zawsze. Na ulicach panowała cisza i ciemność – słońce dopiero wspinało się po dachach, jeszcze nie dotarło w najdalsze zakamarki dzielnic. Brak było gwaru i hałasu. Nic nie zakłócało spokoju.

Skrzyżowanie. Dobrze...nikogo nie ma. Zakręt. Teraz w prawo. Jeszcze tylko ciemna alejka i stanie przed bramą kamienicy numer sześć. Zwolniła kroku. Lubiła tędy chodzić, mając po obu stronach kremowe ściany budynków. Lubiła stukot obcasów, gdy przebiegała po ulicznym bruku. A przede wszystkim lubiła panujący tu o każdej porze cień. Całe to miejsce wydawało jej się niezwykłe – dokoła stare, groźne budynki i zaplątane między nimi nitki uliczek skrywających wiele uroczych zakątków. Mieszkanie Franka też było wspaniałe. Na dobrą sprawę była to pracownia, w której sypiał, chociaż łóżko było umieszczone w najmniejszym pokoiku. Pozostałe dwa pomieszczenia składały się na pracownię. Jedno było całe zagracone, wszędzie walały się kolorowe draperie, mnóstwo najróżniejszych bibelotów, kilka mebli. Drugi pokój był całkowicie pusty. Na początku dziwiło ją to wszystko, lecz po jakimś czasie zrozumiała. Pierwszy pokój był magazynem, drugi planem zdjęciowym, na którym fotograf aranżował tło dla modeli. Zastanawiając się, co tym razem wymyśli Frank, weszła do bramy. Miała własne klucze, choć znali się dopiero tydzień. On powiedział, że nie zamierza latać do drzwi za każdym razem, gdy przyjdzie do niego jakiś gość. Kiedyś spytała go, czy nie prościej byłoby zostawiać otwarte drzwi. Wyszłoby na to samo. Wtedy odpowiedział jej, żeby uniosła wyżej głowę i przestała gadać, bo zdjęcia źle wyjdą. Powlokła się schodami na ostatnie piętro. To również była wielka zaleta mieszkania Franka – mieściło się na poddaszu, więc cały czas było tam jasno. Gdy przekręciła klucz w zamku i otworzyła drzwi, uderzył ją zapach świeżo zaparzonej kawy. Dziwna sprawa, biorąc pod uwagę to, że wcześniej dwukrotnie musiała wyciągać swojego pracodawcę z łóżka, a jeszcze nigdy nie zastała go w pełni gotowego do pracy. Najczęściej przychodziła, gdy sterczał przed lodówką, narzekając że znowu trzeba zrobić zakupy. Zaintrygowana zajrzała do kuchni, gdzie przeżyła kolejny szok. Na stole stały dwa talerze, a kompletnie ubrany Frank właśnie nalewał kawę do filiżanek. – Czy ja mam dzisiaj urodziny, czy po prostu jest dzień dziecka? – spytała. Na dźwięk jej głosu Frank odwrócił się do drzwi, z uśmiechem przyklejonym do ust. – Witaj, Miko! – powiedział wesoło, odkładając dzbanek – znowu jesteś przed czasem. Dziewczyna przewróciła oczami. Fakt, zawsze przychodziła nieco wcześniej, ale czy to coś złego? Bez słowa odłożyła torebkę i usiadła na krześle. Choć raz miała okazję poobserwować Franka w kuchni i nie zamierzała jej przepuścić. Co prawda fotograf wychwalał się, że wspaniale gotuje, ale jakoś nigdy nie był chętny do demonstracji. Po chwili Miko uznała, że jednak mówił prawdę. Poruszał się z dużą wprawą, mieszając coś w misce i co rusz dodając nowe składniki. Dziewczyna zastanowiła się, co właściwie wie o tym człowieku. Był wspaniałym fotografem, to pewne. Na dodatek umiał gotować. Przez kilka spędzonych wspólnie dni zauważyła, że jest bardzo serdecznym człowiekiem, choć nie pozbawionym wrednych cech. Na przykład te jego teksty...szybciej mówił niż myślał, robił szybciej niż mówił. A potem żałował. Cóż, gdyby dziewczyna była bardziej obrażalska, ich współpraca zakończyłaby się pierwszego dnia. O co im wtedy poszło? A tak. Frank wreszcie raczył poinformować ją, jaki jest jego ulubiony rodzaj zdjęć. Tworzył akty. Gdy Miko to usłyszała, chciała wyjść. Potem zapragnęła rzucić się na fotografa z pięściami, jednak poprzestała na kilku niewybrednych słowach i trzaśnięciu drzwiami. Nie zdążyła jednak wyjść z budynku, kiedy mężczyzna wciągnął ją z powrotem do mieszkania. Wtedy usłyszała dość bogatą tyradę na swój temat, zakończoną stwierdzeniem, że on jej do niczego nie zmusza, a poza tym to nie powiedział, że będzie robił akty z jej udziałem. Owszem, zdjęcia w mniejszym lub większym negliżu, to jak najbardziej. Ale żeby akty to nie, on od tego ma modelki których ciało widział już niejeden. A tak w ogóle, to niech Miko sobie za dużo nie wyobraża, bo ich współpraca się skończy i będzie klops. Tak. Z pewnością ten człowiek był denerwujący. – Ziemia do Miko, wracaj do nas, jesteś nam potrzebna! Dziewczyna podskoczyła, kiedy Frank krzyknął jej tuż nad uchem. Zdezorientowała popatrzyła na niego, a potem na stół. – Nie miej takiego wzroku. To sałatka ‘a la Ismair, mój własny wynalazek – odezwał się mężczyzna. Odpowiedziało mu milczenie. – Żartowałem. To zwykła sałatka, z dodatkiem bardzo dobrego sosu. Sprawdzony przepis. – Trzeba było tak od razu! Miko sięgnęła po miskę i zaczęła jeść, nie zwracając uwagi na oburzonego fotografa. – W tym momencie mnie obraziłaś. Jak możesz! – krzyknął...i zaraz potem puścił do niej oko. Wiedziała że złości się tylko dla żartów. Jeszcze nigdy nie widziała go naprawdę zdenerwowanego, co najwyżej lekko poirytowanego albo zwyczajnie w złym humorze. Wtedy dąsał się i był opryskliwy. Ale wściekłego? Nie ma mowy! Wściekły Frank to jak sucha woda. – Co będziemy dzisiaj robić? – zapytała dziewczyna, z namysłem patrząc na talerz. Potrawa przygotowana przez mężczyznę okazała się nadzwyczaj dobra, tak więc Miko zastanawiała się nad dokładką. Z drugiej strony, wiedziała że wtedy Frank nie da jej spokoju i cały dzień będzie wychwalał swoje umiejętności pod niebiosa. – Zobaczysz. Jeśli już zjadłaś, to chodź do pracowni... Szumna nazwa. – ...i zobacz co na dzisiaj zaplanowałem. Miko położyła sztućce na stole. Sprawa sałatki sama się rozwiązała. Wstała od stołu i poszła za podejrzanie cichym Frankiem do pokoju obok. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy, to dziwne podium obok okna. A na nim kupka czarnych szmat. – Co jest, będziesz mnie dzisiaj palił na stosie? – zażartowała dziewczyna, podchodząc do stołu stojącego pod ścianą i oglądając leżące na nim zdjęcia z ich pierwszej wspólnej sesji. Frank bez słowa podniósł szmaty, które okazały się dość oryginalnie skrojoną sukienką... – Załóż to. ...bardzo skromną sukienką. – Nie ma mowy. Nie włożę tego. Ta sukienka była naprawdę skromna. Miała niewiele ozdób... – Włóż. ...miała niewiele czegokolwiek. A najmniej materiału, który mógłby przykryć strategiczne fragmenty ciała Miko. – Chyba śnisz, zboczeńcu. Zapomnij że założę przy tobie coś, co sięga mi wyżej niż do kolan! Miko ostentacyjnie odwróciła głowę, wpatrując się w białą ścianę. Nie miała ochoty patrzeć na Franka, zwłaszcza teraz, kiedy go wyzwała i kategorycznie odmówiła współpracy. Oczekiwała że wyjdzie, trzaśnie drzwiami, podrze jej zdjęcia i każe oddać klucze od domu. Myślała że urządzi jej awanturę i wyrzuci z pokoju. Spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie tego że spokojnie do niej podejdzie. Nie słyszała jak się zbliża. Zorientowała się dopiero kiedy dotknął jej nagiego przedramienia. Przebiegł ją dreszcz, gdy poczuła na szyi ciepły oddech i usłyszała nad uchem niebezpiecznie delikatny głos. – Włożysz ją. – Nn...nie Obydwoje…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych