jeśli się kochamy . . . a jeśli nie ??
jedno z moich najdłuższych opowiadań , może ktoś się odważy przeczytać :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Dobrze proszę przyprowadzić córkę jutro w samo południe, zajmiemy się nią - Dziękujemy, Pani – odpowiedziała matka z fałszywym bólem i smutkiem na twarzy - Żegnam Państwa - Kolejni rodzice którzy chcą pozbyć się dziecka – powiedziała kobieta do młodej pani doktor kiedy jej "goście wyszli" - Anno, ale ta dziewczyna ona... to najzdrowsze i najwrażliwsze dziecko jakie widziałam. Ona tu nie przetrwa. - Nie martw się pomożemy jej. Idź już do pacjentów. Do tych którzy naprawdę potrzebują naszej pomocy. Pomóż im . - Dobrze – lekarka odwróciła się i wyszła – ale... pomóż jej – powiedziała przed zamknięciem drzwi . - Pomogę, uratujemy tą dziewczynę – powiedziała kobieta już sama do siebie.
***
- To Twój pokój, rozgość się, rozpakuj – powiedziała z uśmiechem lekarka. - Proszę Pani... – zaczęła nieśmiało dziewczyna – ja… czy ja jestem jak oni, naprawdę jestem chora? - Posłuchaj – zamknęła drzwi – posłuchaj mnie uważnie teraz – jesteś zupełnie zdrowa. Nie jesteś jak oni i choć by nie wiem kto Ci to mówił nie wierz mu. Nie daj sobie tego wmówić, bo… bo zwariujesz. I jeszcze jedno – powiedziała wychodząc – nie bierz żadnych tabletek i niech to o czym mówimy zostanie między nami. Teraz rozpakuj się, a ja zajrzę tutaj za chwilkę. Kiedy młoda pani doktor zamknęła za dobą drzwi, Basia opadła nieruchomo na łóżko – Co ja tutaj robię? – Zaczęła się zastanawiać i kim jest ta kobieta? Ona chce mi pomóc, czy to chwyt na wszystkich psycholi? Dziewczyna zaczęła płakać. Była tutaj sama, nie znała nikogo, z dala od domu, od rodziny, przyjaciół. Nie mogła się z nikim skontaktować, ponieważ przy wejściu zabrali jej wszystkie osobiste rzeczy w tym telefon, jej misia i zdjęcia. Leżała i płakała. Nawet nie wiedziała która jest godzina, ponieważ tutaj ludzie chyba wychodzili z założenia, że psychole nie znają się na zegarkach. - Basiu – do pokoju weszła ta sama pani doktor która ją tutaj przyprowadziła – Basiu, nie płacz. Musisz to przetrwać. Twój koszmar się skończy, bądź cierpliwa – powiedziała przytulając ją. - Skończy? – o czym Pani mówi? Co się tutaj w ogóle dzieje. Kto mi to zrobił, kto mnie tu zamknął – wyszeptała dziewczyna przez łzy. - Chodź ze mną, musisz z kimś porozmawiać. Lekarka zaprowadziła ja do pokoju dyrektora ośrodka. Panią dyrektor okazała się kobietą około czterdziestki. Wysoka, szczupła brunetka o dużych brązowych oczach, z których powiewało chłodem. - Witam Cię Basiu – odezwała się po chwili – usiądź proszę. Musimy porozmawiać. - Dobrze – wyszeptała i usiadała naprzeciw. - Chciała bym Ci wszystko wyjaśnić. Wiem że nie wiesz jak się tu znalazłaś i nie wiesz po co. Otóż pewni ludzie, uznali Cię za chorą umysłowo – Basia siedział nieruchomo, a w jej oczach pojawiły się ogromne łzy. - Ale… przecież – zaczęła - Wiem, Ci ludzie nie mieli żadnych podstaw żeby tak sądzić, ale my musieliśmy Cię tutaj przyjąć. Wiem, też że nie chcesz tutaj być. Ty jedyna, ponieważ jesteś jedyną w pełni zdrową pacjentkom, reszta – oni nawet nie wiedzą gdzie są. Posłuchaj, chcemy Ci pomóc. Jeśli tylko wszystko pójdzie dobrze, to już niedługo będziesz szczęśliwa. - Ale … jak, jak Pani chce to zrobić? - Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie, a teraz proszę idź już bo robi się późno. Dziewczyna, ani drgnęła. -Proszę mi powiedzieć, kto mnie tu wsadził?!? - Nie mogę…to… nie naprawdę, nie powinnam – powiedziała smutno kobieta. - Rodzice tak? To oni? - Kobieta milczała odwrócona do niej plecami, a twarzą do okna, dla Basi to było jednoznaczne. Nie powiedziała nic. - Zaczekaj – kobieta jak by się ocknęła kiedy Basia chciała wyjść – proszę to chyba Twoje – podała jej telefon, misia i zdjęcie uśmiechniętego chłopaka, który spoglądał wprost na twarz dziewczyny. To był jej przyjaciel, najprawdziwszy do którego od jakiegoś czasu czułą coś więcej. Nie umiała nic powiedzieć. Nie wiedziała co powiedzieć. Zastanawiała się o co w tym wszystkim chodzi. Czemu ona oddaje jej te rzeczy, czemu chce jej pomóc. To jakiś ich sposób na psycholi, żeby im zaufali. Nie miała pojęcia o co tu tak naprawdę chodzi. - Zaczekaj! Teraz pewnie zastanawiasz się o co tutaj chodzi. Dobrze powiem Ci wszystko. Umieścili Cię tutaj… Twoi rodzice. Rozumiem że to bolesne. Nie chcemy Cię tutaj, To znaczy, nie zrozum mnie źle. Jesteś zupełnie zdrowa i nie pasujesz tutaj. Więc chce Ci pomóc w ucieczce. - Ucieczce? – zapytała zdziwiona. - Tak... – usłyszała cichy szept w odpowiedzi - Jak sobie Pani to wyobraża, gdzie miała bym uciec, do rodziców? Przecież oni mnie nie chcą pozbyli się mnie!! – Wykrzyczała - Nie! Nie do nich. Tam gdzie będziesz wreszcie szczęśliwa. Dostaniesz nowe życie! Dałam Ci ten telefon ponieważ będzie kontaktował się z Tobą jeden człowiek, Twój przyjaciel – Adam. Pomoże Ci. Teraz już idź. Dziewczyna wyszła bez słowa. Poszła do swojego pokoju, położyła się na łóżku i długo myślała. O tym co się dzieje. Nagle wszystko zaczęła o się tak szybko toczyć. Rodzice, Ci którym ufała zamknęli ja w jakimś zakładzie dla wariatów. Dyrektor ośrodka o kazała się jej przyjaciółką, chce jej pomóc. O co w tym wszystkim chodzi? - I jeszcze Adam. Jak to możliwe. Czyżby oni planowali to już wcześniej. Basia nie wiedziała co o tym myśleć. Było już ciemno. Wyjrzała przez okno. Zobaczyła piękne gwieździste niebo. Jeszcze niedawno, wpatrywała się w nie na dworze, dziś za szybą. Zauważyła, że jej okna nie mają krat, jak większość innych. Więc to prawda, oni naprawdę wiedzą że nie jestem chora. Inaczej by mnie nie zamknęli w pokoju bez krat no i z klamką po obu stronach drzwi. Dziewczynę ogarnęła fala można by powiedzieć, że radości. Zaczęła mieć nadzieję, że to co mówiła dyrektor to prawda. Już niedługo zacznie nowe życie. Ale czy na pewno, ciągle miała jakiś cień zwątpienia w to wszystko. Położyła się spać. Długo nie mogła zasnąć, ale w końcu jej się to udało. O 7 rano obudziła się i ujrzała jakąś obcą twarz nad sobą. Zaczęła krzyczeć. -Ejj mała nie krzycz! Bo za chwile zbiegną się tu wszyscy i będzie afera. Ciiicho!! - Boże, kim jesteś? – spytała przerażona Basia. Pewnie by się tak nie wystraszyła gdyby nie twarz tamtej osoby. Była cała w bliznach. - Nie bój się mnie. Przystała mnie tutaj Anna – nasza pani dyrektor. Mam Ci pokazać kilka miejsc. - Kim jesteś? – wydusiła z siebie zdziwiona Baśka - Ula – jestem Ula – dziewczyna wyciągnęła do niej dłoń – widzę że też boisz się mnie. - Nie, nie boję się – szybko zaprzeczyła – tylko… - o 8 mamy śniadanie, spotkamy się w stołówce. Później pogadamy. Idę. - Pa -Uffff - odetchnęła – ale powitanie. Tylko ta dziewczyna – ona wydawała się normalna – pomyślała. Może uda mi się z nią dogadać. Spojrzała na telefon – zobaczyła że dostała smsa – od Adama. Pisał, że wie o wszystkim, że niedługo wszystko się zmieni tylko musi słuchać Anny. - Skoro musze to Oki – powiedziała sama do siebie – kiedy do jej pokoju weszła sama pani dyrektor. Odruchowo szybko schowała telefon pod pierzynę. - Basiu, nie wiem czy Ci wspominałam, że zajrzy tutaj Ulka - Eee już była, kim ona jest? - To nasza, można by powiedzieć dobra znajoma. - A tak naprawdę? - Pacjentka, ale powinnaś się z nią dogadać. Wspaniała dziewczyna. Może się zaprzyjaźnicie - Może, dziękuję Pani. - A i jestem Anna, mów tak do mnie, a teraz szykuj się bo za chwilę masz śniadanie. Kiedy Anna wyszła, dziewczyna szybko się umyła ubrała, uczesała i wyruszyła na śniadanie Spotkała tam dużą grupkę ludzi w jej wieku i się przeraziła. Nie wyobrażała sobie, że ktoś może być, aż tak "inny". Dziewczynę przybił ten widok. Postanowiła, że póki tu będzie chce pomagać pielęgniarką. Po śniadaniu poszła do Anny zapytać co sądzi o jej pomyśle. - Basiu jesteś wspaniała – usłyszała – oczywiście, że możesz pomóc. Oni potrzebują naszej pomocy i bliskości innych. – Dziewczyna uśmiechnęła się na te słowa. Ucieszyła ją reakcja dyrektorki. - Za chwilę przyśle kogoś, kto powie Ci co masz robić. A teraz zmykaj. - Dobrze dziękuję. Basia nie miała odwagi pytać o to jak długo jeszcze tam pozostanie. Na razie nie myślała o tym. Cieszyła się że będzie mogła w jakiś sposób pomóc swoim rówieśnicą. Zamknęła się w pokoju i zadzwoniła do Adama. - Baśka? – usłyszała zdziwiony głos chłopaka - Tak… ja – odpowiedziała nieśmiało - Basiu Słonko, jak się cieszę że Ciebie słyszę. Jak się masz? - Dzięki, dobrze - Na pewno? Trzymasz się? Wiem, że tyle się wydarzyło ostatnio - Tak trzymam się, pobyt tutaj traktuje jak wakacje - Już niedługo, wyciągniemy Cię stamtąd - Wiem i to podtrzymuje mnie na duchu. Adaś muszę kończyć, ktoś przyszedł. Paaa -Trzymaj się. Pa Do pokoju wszedł mężczyzna. Około 24 lat. Miał ciemne ciepłe oczy i ciemne włosy. Dobrze zbudowany około 180cm. - Eee kim Pan jest? – spytała - Eryk, miło mi - Jestem Basia - Anna przysłała mnie tutaj. Chciałaś nam pomóc z tego co mówiła, a ja mam Cię wprowadzić w zakres obowiązków - Dobrze to chodźmy? - Ok, ale przedtem chciał bym z Tobą porozmawiać. Możemy? - Proszę Eryk zamknął drzwi i usiadła naprzeciw niej. - Wiem o wszystkim – powiedział pewnie - O wszystkim? To znaczy o czym? – spytała z lekkim uśmiechem na twarzy widząc przejęcie chłopaka - O tym jak się tu znalazłaś i jak długo tutaj zostaniesz. Jestem jednym z zaufanych ludzi Anny. I od dziś Twoim opiekunem. - Wow, mam swojego własnego prywatnego opiekuna – powiedziała ze śmiechem - Widzę, że mimo wszystko humor Ci dopisuję? - Tak, a to źle? Mam sobie włosy z głowy wyrywać i czekać, aż zwariuję. Wtedy już na pewno bym nie mogła wam w niczym pomóc, ani się stąd wydostać - To świetnie że tak mówisz. Widzę, że jesteś pozytywnie nastawiona do tego wszystkiego. Powiesz mi coś o sobie? - A co byś chciał wiedzieć? - A to zależy co mi powiesz? – zaczęli się przekomarzać. Polubili się, od pierwszej rozmowy. - Mamy troszkę czasu na rozmowę, zajęcia zaczynają się za 3 godziny.- Może powiesz mi ile masz lat, albo czym się interesujesz. Cokolwiek. - No Oki, więc… mam 16 lat i inte… - Naprawdę 16? – zapytał zdziwiony - Tak, czemu pytasz? - Dał bym Ci 19 - Heh nie Ty jeden – teraz Ty, ile masz lat? - Ja, 23 - Serio? - No, czemu ? - Dała bym Ci 30 - Osz Ty mała oszustko Oboje wybuchli śmiechem. Rozmawiali o wszystkim. Baśka pomyślała, że dzięki Erykowi czas jej tutaj zleci szybciej. Nie myliła się. Nawet Ne wiedzieli kiedy minęły 2 godziny i musieli się zbierać. - Chodź, przedstawię Cię komuś – wziął ją za rękę i zaprowadził do jakiegoś pokoju. - Bożenko, Skarbie to ja Eryk – zapukał i weszli. Nagle jakaś dziewczyna rzuciła się mu na szyję i zaczęła go ściskać. - Myślałam, że już nie przyjdziesz – wysepleniła. - Jaa… przecież wiesz że do Ciebie zawsze przyjdę. – Dziewczyna się zarumieniła – Przedstawię Ci kogoś. Chcesz? Bożena kiwnęła głową. - Proszę, to jest Basia. Będzie przychodziła teraz do Ciebie dobrze? - yhy, a Ty? - Ja też oczywiście będę przychodził. - To super. - Dobra to ja spadam i przyjdę później – Eryk już miał wychodzić kiedy odwrócił się do dziewczyn – Marzenka, zaopiekuj się Basią, ona jest tutaj nowa, ale nie będzie tu długo. Ok.? Kiwnęła głową na znak że się zgadza. Dziewczyny spędziły całkiem miłe popołudnie. Basi na pierwszy rzut oka wydawało się, że Marzena jest całkiem zdrowa, ale przy dłuższej rozmowie zauważyła jej chorobę. Po raz kolejny okazało się, że pozory mylą. Wieczorem, po kolacji, kiedy była już w swoim pokoju, wpadał do niej Eryk, zaprosić na soczek. Zaprowadził ją do miłego pokoju gdzie byli znajomi jej i nie znajomi pielęgniarze i lekarze. Poznała kilku ludzi. Eryk powiedział jej z kim może rozmawiać, a kogo ma unikać. Rozmawiali o życiu, o tym co robili zanim tu trafili. Także dużo rozmawiali o Marzenie. Chłopak miał świetnie podejście do tej młodzieży. Lubili go i co najważniejsze ufali mu. - Masz kogoś? – spytał nagle - Nie – odpowiedziała krótko - Nie wierzę, jak tak urocza, śliczna i mądra dziewczyna może być sama? - A jednak może. A Ty? - Jaaa, mam, ale już nie długo . - Czemu coś się stało? - Ona wyjeżdża. Gdzieś daleko. - Ale przecież, nie musicie rezygnować. - Nie wiem jak to będzie . - Zobaczysz wszystko się ułoży, jeśli się kochacie wszystko będzie dobrze. - Taak jeśli się kochamy, a jeśli nie? – powiedział i spojrzał na zegarek – Już późno powinnaś się położyć – szybko zmienił temat - Nie wiem czy zauważyłaś, ale zostaliśmy tylko my. - Tak, jestem strasznie zmęczona. - To chodźmy, odprowadzę Cię. Tego wieczora Basia szybko zasnęła, była jak by spokojniejsza. Widziała że znalazła przyjaciela, bratnią duszę. Rano obudził ją przeraźliwy krzyk i wołanie o pomoc. Spojrzała na telefon dochodziła 5;30. Szybko wyskoczyła z łóżka i pobiegła zobaczyć co się dzieję. Przez szybę widziała Ulkę, tą samą dziewczynę która obudziła ją wczoraj. Trzymało ją 5 pielęgniarzy. Próbowali przywiązać ją do łóżka. A znajoma lekarka podawała jej jakieś leki i głaskała po głowie. Basię przeraził ten widok. Pierwszy raz widziała taką scenę na własne oczy. Dotychczas to były koszmary z horrorów. Nagle poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Przeraziła się - Cii to ja – odwróciła się i zobaczyła Eryka – nie powinnaś tutaj być – powiedział i przytulił dziewczynę mocno do siebie. Rozpłakała się. Chłopak wziął ją na ręce i zaniósł do jej pokoju. - Ciii malutka nie płacz. - Co oni jej robili – wyszeptała – co się z nią dzieję? - Oni, próbowali jej pomóc. Dziewczyna miała atak. Wiem to straszy widok. Takie rzeczy się tutaj zdarzają. Niestety nie rzadko. - Nie można jej pomóc - Niestety Ten dzień Basia spędziła prawie cały z Marzeną. Polubiła ją. Dużo rozmawiały. Opowiadały sobie różne historie. Marzena była jak duże dziecko, które poznaje świat. Dni mijały szybko. Któregoś popołudnia Anna spytała Basię ile tutaj wytrzyma, ponieważ niektóre sprawy zaczęły się komplikować. Basia oznajmiła jej że na razie nie chce odchodzić stąd. Chce zostać, zaopiekować się Marzeną i ze względu na Eryka który z dnia na dzień smętnieje. - Właśnie Anno, nie wiesz co się z nim dzieje? - Wiem, ale nie wiem czy powinnam Ci mówić o tym. - Może będę umiała mu pomóc. - Dobrze, jego dziewczyna wyjechała z kraju z innym chłopakiem. Wiedział że to nastąpi któregoś dnia, myślał, że jest na to przygotowany, ale do takich rzeczy nie można się przygotować. Porozmawiasz z nim? - Tak, postaram się. - Wiem że on bardzo Cię lubi więc może choć Ciebie posłucha. Trudno było nie zauważyć, że Basia również bardzo go polubiła i przywiązała się do niego. Tego wieczora w "pokoju wspólnym" – tak nazywała to miejsce gdzie wszyscy spotykali się co wieczór – Basia przysiadał się do stolika Eryka. - Ile się już znamy? – spytała - 85 dni – usłyszała cichy szept – zdziwiła ją ta dokładność. - Nie mogę patrzeć na to co ze sobą robisz. Jesteś moim przyjacielem wiesz? - Przyjacielem – wyszeptał, poczytam szybko wstał i wyszedł. Basia siedziała nie wiedząc co o tym myśleć. Przecież dzieli ich 7 lat, on jest już dorosłym facetem ona nastolatką – w głowie przybywało jej coraz więcej myśli. Nie chciała, nienawidziła tej niepewności, poszła za nim. Dobrze wiedziała gdzie jest, bo nie raz podpatrywała go z ukrycia ponieważ nie miała odwagi podejść i go przytulić kiedy płakał. Stał na dachu budynku. - Ona przez cały czas z nim sypiała – zaczął nie oglądając się za siebie, wiedział dobrze kto za nim stoi – cały czas… Basia nic nie powiedziała. - Kiedy mam szansę zacząć wszystko od nowa i zapomnieć nie umiem. Nie przez to, że tęsknie za nią. Do niej nie czuję już nic. Nie istnieje. Hamuje mnie coś innego… ktoś inny – wyszeptał – przepraszam. W tej chwili zrzucił szklankę ze swoim drinkiem z dachu. Rozbił a się z hukiem - Przepraszam! – wykrzyczał jeszcze raz – ale ja nie chce przyjaźni. Jesteś dla mnie kimś więcej – powiedział teraz już patrząc dziewczynie w oczy. W jej duże brązowe i pełne łez oczy. Nie odzywała się, on wiedział wszystko. Przyciągnął ją mocno do siebie, przytulił i rozpłakał się. Ona też już nie próbowała ukryć łez. Stali na dachu 3-pietrowego budynku, przytuleni do siebie. Nad nimi było piękne gwieździste niebo. Robiło się chłodno, trudno się dziwić był to początek września. Już prawie minęły 3 miesiące od kiedy tutaj przybyła. W tym czasie wydarzyło się tyle rzeczy. Poznała Eryka który w krótkim czasie stał się dla niej całym światem, tak jak ona dla niego. Choć przez cały czas utrzymywali się oboje w kłamstwie, wierzyli, albo raczej chcieli wierzyć, że przyjaźń im wystarczy. Zaprzyjaźniła się też z dyrektorkom ośrodka – Anną oraz z jedną z pacjentek Marzeną. Stały się sobie bardzo bliskie. Zobaczyła też na własne oczy koszmar Ulki – której później nigdy więcej już nie widziała. Nie pytała co się z nią stało. Tak naprawdę nie chciała wiedzieć, znać prawdy – bała się jej. Przeżyła też pewnego rodzaju szok kiedy któregoś dnia zadzwoniła do Adama i odebrała jakaś kobieta. Baśka wiedziała, że to dla niego ktoś naprawdę bardzo bliski, bo inaczej nie miała by dostępu do jego telefonu. Dla niej definitywnie był to koniec jej marzeń o nim. Może to i dobrze – myślała na początku – teraz już była tego pewna. A z Adamem zupełnie straciła kontakt. Nie byłą zbyt załamana z tego powodu. Wiedziała, że to prędzej czy później się stanie. On miał swoje życie, ona teraz tez już swoje. - Tego wieczorku z Erykiem nie zamienili ani słowa. Odprowadził ją do pokoju, pocałował w czoło i odszedł. W nocy dziewczyna nie zmrużyła oka. To wszystko co się działo wydawało jej się dziwne. Rano już o 5 błąkała się samotnie po ośrodku. Z niektórych pokoi dobiegały krzyki, szelesty – już się zdążyła do tego przyzwyczaić. Powoli zaczynała tęsknić za normalnym życiem, za znajomymi. Ani przez chwilę nie pomyślała o rodzicach. W głębi duszy tak bardzo ich potrzebowała, chciała się przytulić. Ale po tym co jej zrobili nie umiała by spojrzeć im w oczy. Nie widziała ich od czasu jej przybycia tutaj ani razu. Dzwonili kilka razy, ale nie chciała z nimi rozmawiać. W końcu dla nich była osobą psychicznie chorą. - Co Ty tutaj robisz – z zamyślenia wyrwał ją znajomy głos Anny – Nie powinnaś tak sama tutaj chodzić. - Wiem przepraszam, ale nie mogłam spać. - Porozmawiamy? – zapytała szybko. - Tak, dobrze chodźmy do mnie, zapraszam na poranną kawę. - Chodzi o Eryka – zaczęła kiedy już usiadły przy kawie – rozmawiałaś z nim? - Tak, rozmawiałam. - Nie będę ukrywać, że wiem o wszystkim. Jest moim przyjacielem, jedynym i największym. Powiedział mi. - Anno co ja mam zrobić? – spytała ze smutkiem w głosie - A co podpowiada Ci serce? - Że mam się rzucić w ten szalony wir i zaufać mu, ale z drugiej strony, on jest ode mnie starszy, jest dorosły, a ja jestem jeszcze dzieckiem. - Basiu, nie jesteś dzieckiem, uwierz mi - zapewniła Anna – kochasz go – dodała szybko - Tak… – wyszeptała cicho. -To rób to co każe Ci serce. -Ale Anno, jesteśmy zamknięci tutaj, nie możemy wychodzić dalej niż do parku… - Tęsknisz za tamtym życiem? - Tak. - Przyjdź do mnie dziś o 15. A teraz zmykaj, niedługo śniadanie. - Dobrze. Na razie. Dzień jak co dzień, mijał. Lecz bez Eryka, nie wiedziała go od rana. Co bardzo ją zmartwiło. Miała nadzieję,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Allanka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…