Wróć do katalogu

jestem jaka jestem cz 7

jestem jaka jestem

Jolanta Masłowicz, opublikowano , 30 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przyjechalismy, nikogo jeszcze nie bylo na sali. Poprosilam pania Basie zeby posadzila mnie na krzesle. Wpadlam na pewien pomysl zeby nogi nie skakaly, zebym nie uderzala kolanami o stol. Poprosilam pania Basie zeby przywiazala moje nogi do nog od krzesla. Wtedy moglam siedziec sobie spokojnie. Zapytalam sie Piotra czy jeszcze ktos bedzie nam towarzyszyl przy stoliku. Odpowiedzial ze tak, ze bedzie jeszcze jego kolega z zona. - A nie bedzie cie to Piotrze krepowac ze siedzisz z osoba niepelnosprawna? - Alez mi pytanie, Jolu jak mozesz tak pomyslec - odpowiedzial mi Piotr. - To nie jest glupie pytanie Piotrze, to jest pytanie realne z mojej strony. - Nawet nie spodziewasz sie Jolu, jakie te pytanie jest beznadziejnie glupie. Nie zdazylam mu odpowiedziec pytaniem na pytanie, bo akurat podeszli goscie do naszego stolu. Ja jako mloda osoba nie musze podnosic sie podajac reke gosciom. Przedstawilismy sie sobie. - Fana masz partnerke do tanca - powiedzial jego kolega. Mnie az zatkalo. - To okaze sie w tancu - odpowiedzial moj partner - prawda Joleczku? - Nie wiem Piotrze - zwrocilam sie do niego. - Ja mam dwie lewe nogi do tanca. - Wiem Joleczko ze nie lubisz tanczyc. Kolega jego wtracil sie w nasza rozmowe: - Nie wierze prosze pani, ze pani nie umie tanczyc - To sie pan przekona. Ale przeciez obok mnie siedzi tak samo mloda osoba(wskazalam reka na pania Basie). - Zdazylem zauwazyc - odpowiedzial nasz gosc. - Milo mi to slyszec prosze pana ze pan zauwazyl te mloda osobe. Zaczeli podawac do stolu. Mialam klopot, bo nie wiedzialam jak mam sie tlumaczyc nieznanym mi osobom, ze ja nie moge sama jesc, ale momentalnie wpadlam na pewien pomysl. - Bardzo apetycznie wyglada to jedzenie ale co z tego jak jesc nie bede mogla jak ja jestem na scislej diecie. - A co pani moze jesc - zapytala sie mnie partnerka tego pana. - To jest malo istotnie prosze pani - odpowiedzialam. Zaczela grac orkiestra. Wlasnie ten gosc przy naszym stoliku poprosil mnie do tanca. - Prosze pana ja nie tancze. - A moze Piotr pani nie pozwala tanczyc z kim innym? - Dlaczego mialabym mi zabronic? Przeciez taniec to nie grzech, prawda Piotrze - zwrocilam sie do niego. - Tak Jolu. - Jak nie ma zyczenia tanczyc, nie bede cie zmuszal - Dziekuje ci. Moj partner poprosil pania Basie. Bardzo ladnie ze soba tanczyli. Basia mi powiedziala do ucha - Jolu on jest boski w tancu. - Masz swietne okreslenie Basiu. - Czy ciebie obrazilam Jolu? - Nie skadze, dlaczego tak sadzisz? - zapytalam. Musialam skorzystac ze swojego pojazdu. Poprosilam pania Basie by przywiozla mi moj pojazd. Dyskretnie nachylila sie do stolu rekoma. Odwiazala mi nogi od krzesla. Wziela mnie na rece i posadzila na wozek. Ten pan byl juz w wieku mojego ojca, poplakal sie - swietnie pani umie grac - powiedzial. - A wie pan co, panie Zbyszku? - zapytalam. - Nie kazdy potrafi grac, tylko kobiety musza byc artystkami swojego losu. Wyjechalam tam gdzie mialam wyjechac. - Pani Basiu - zapytalam - wyjezdzamy po angielsku z tego baru. - Oj panno Jolu, a co by na to powiedzial pan Piotr? - Nic, wydaje mi sie ze nic by nie powiedzial, wydaje mi sie ze ja go krepuje swoja osoba. Wyjezdzajac z toalety zobaczylam Piotra. - Co Joleczko, nie udalo ci sie wyjechac po angielsku. - Piotrze czytasz w moich myslach. - To jedziemy do stolika, czy chcesz siedziec na krzesle czy na swoim pojezdzie? - Na swoim pojezdzie - odpowiedzialam. Zapytalam sie gosci przy stoliku, czy nie zepsulam im humoru? - Zasmucila mnie pani - odpowiedzial pan Zbyszek. - A czym pana zasmucilam? Czy moja karykatura moze zasmucic kogos? - Jaka karykatura? - Moja niepelnosprawnosc. Nie mialam jeszcze takiej duzej spastyki, ze tak strasznie nie wygladalam, jak wygladam w tej chwili kiedy pisze to swoje opowiadanie. - A jednak pania poprosze do tanca - Nie ma mowy. - Nie wykreci sie pani teraz. - Naturalnie na nogach sie panu nie wykrece, na wozku mozliwe ze sie wykrece. Grali walca ambara. Pa Zbyszek podszedl do mnie i chcial poprosic do tanca. Nie zgodzilam sie. Wszystkie pary taneczne by stanely w miejscu. - Prosze nie przejmowac sie tym, ze ja nie moge tanczyc. Odezwal sie Piotr - Jola jest bardzo stanowcza i uparta, nie draznij sie z moja przyjacioleczka. - Przepraszam pania. - Ale przeciez ja sie nie gniewam, chcial mi pan tylko zrobic mala przyjemnosc. Dziekuje panu za to. Zaczelismy rozmawiac na inny temat. Zdziwilam sie bardzo, ze moj znajomy ani razu nie podniosl toastu. Zapytalam go pocihu - Piotrze czy jestes abstynentem? - A czy lubisz abstynentow? - Bardzo. - To dziekuje ci Jolu - ujal moja dlon i zlozyl pocalunek. Bylam dumna jak paw i pomyslalam sobie, ze osobie niepelnosprawnej tez mozna oddac szacunek jak kobiecie chodzacej. Nasz znajomy przy stoliku powiedzial - Ale cie Piotrze ujarzmila panna Jola. - Chcial pan moze powiedziec - odezwalam sie - ze czar na niego rzucilam. - Mozna to tak nazwac - odpowiedzial. - Przeciez Piotr robi to przez grzecznosc i z szacunku, ja nie moge dysponowac jego osoba, prawda Piotrze? Chcialam sie upewnic ze zalezy mu troche na mnie. - Jestem caly do twojej dyspozycji Jolu. - Czy to nie za duze slowa? - Nie Jolu. - Jest mi bardzo milo slyszec - odpowiedzialam. - Dziekuje Jolu. Spojrzalam na zegarek, bylam bardzo glodna. Slinka mi leciala ale nie moglam nic jesc poniewaz inny mialam sposob, ktory sama wypracowalam jak pamietasz Drogi Czytelniku. Jak poszli wszyscy tanczyc zostalam z pania Basia. - Pani Basiu, wziela pani troche pieniedzy ze soba? - Tak, mam. - To jak przyjda nasi goscie do stolika, to my odjedziemy. - Dobrze panno Jolu. I tak zrobilismy. Pojechalam do bufetu i kupilismy kilka kanapek i oranzade. Pojechalysmy do toalety i tam to skonsumowalam. - Gdzie sie podziewalas Joleczko? - Musialam Piotrze naladowac swoje akumulatory. Jakie znowu akumulatory? - Nie badz wscipski, bo to nieladnie. - Dobrze Jolu juz nie bede sie dopytywal. - Joleczko ty jestes bardzo glodna? - Alez Piotrze powiedzialam ci przeciez ze naladowalam swoj akumulator - W toalecie - odpowiedzialam glosno. Wszyscy sie na mnie spojrzeli. Teraz moge powiedziec glosno Jolu - Jestes uparciuch. - Wiem o tym, ale nikt tego nie zmieni jak ja sama nie bede chciala tego zmienic. Nasz gosc przy stoliku byl troche na rauszu i zaczal sie litowac nade mna. - Jak mi pani szkoda panno Jolu. - A mnie bardziej pana szkoda. - A dlaczego? - zapytal. - Bo jest pan na rauszu, a nie lubie ludzi, ktorzy pija. - Nie bedzie mnie pani ujarzmiac jak pani Piotra ujarzmila. - Zauwazylam, ze jest pan bardzo nietaktowny, to tylko zle swiadczy o pana wychowaniu. Pan mi powinien dawac przyklad z siebie, bo ja panu daje przyklad. Dlaczego wy mezczyzni nie umiecie sie bawic bez alkoholu? Zapytalam sie pani Basiu ktora godzina. - Pani Jolu jest 24. - Pozwolisz Piotrze, ze pani Basia zamowi taksowke i pojade z pania Basia do domu. Nie chce krepowac swoja osoba twojego towarzystwa. Powiedzialam wszystkim dobranoc i odjechalysmy od stolika. Piotr sie podniosl. - Nie Piotrze siedz, nie chce zebys jechal z nami. Spotkamy sie jutro, badz u mojej siostry Hani na Saskiej Kępie, ja bede czekala na ciebie miedzy 6 a 7 rano. Bede zmuszona sklamac rodzinie, ze tys mnie przywiozl do domu. - Jolu ja teraz pojade. - Nie. - Rodzice zezwolili mi na cala noc, tak ze nie moge pozwolic zeby stracili do ciebie zaufanie, bo to ty ich przekonales ze takie osoby jak ja moga korzystac z zycia w takim samym stopniu z ludzmi pelnosprawnymi. Dziekuje ci za wszystko i dobranoc panstwu jeszcze raz. Jechalam taksowka, plakalam jak bóbr. Pani Basia sie nic nie odzywala. Wiedzialam, ze miala chec zostac. Powiadomilam siostre telefonicznie i nastawilam ja tak, zeby nie powiedziala ani swojemu mezowi ani naszym rodzicom, ze za jakas godzine zadzwonil dzwonek do furtki. Szwagier poszedl otworzyc. Slyszalam jak mowil Piotr: Przepraszam cie Stanislawie, ze tak pozno przyjechalem do panstwa. Ale musze cos naprawic. - Czy jest u panstwa Jola? - Tak, jest - odpowiedzial szwagier. Wszedl do salonu - Joleczko nie rob mi tego. Ja odpowiedzialam - Piotrze, ja nie nadaje sie do twojego towarzystwa, ja juz zalatwilam z siostra swoja, jedz i baw sie, tylko prosze cie bardzo, przyjedz do mnie przed 6 rano i pojedziemy do mie do domu. - Zaraz zwolnie taksowke. - A czym wrocisz do domu? - Poprosze twoja rodzine o nocleg. - Nie rob mi tego prosze Piotrze. Przejechalam mu reka po policzku, objal mnie za szyje - Joleczku prosze cie jedz ze mna. - Twoje towarzystwo Piotrze nie zaakceptowalo mnie taka jaka jestem. Juz tak musi byc i nic tego nie zmieni, pogodzilam sie z losem, ze musze byc taka jaka jestem. Wole byc niechodzaca a podchodzic realnie do swojego zycia takie jakie ono jest. - Joleczko ty jestes bardzo rozzalona - Nie Piotrze, wcale nie jestem rozzalona, ja rozumuje realnie, na pewno chciala bym korzystac z zycia jak moje rowiesniczki ale nic z tego, łudziłam sie do 17 roku zycia. Moje złudzenia staly sie nierealne. Przestałam myslec, ze bede mogla kiedykolwiek chodzic. Jestes lekarzem, masz pojecie, ze po paralizu dzieciecym zadna osoba nie bedzie mogla chodzic miarowym krokiem. Musze ci powiedziec Piotrze, ze bardzo ladnie tanczysz, bardzo ladnie prowadzisz swoja partnerke w tancu, a nie przejmuj sie mna, dziekuje ci za wszystko co dla mnie zrobiles i dzisiaj ci powiem, ze to juz koniec miedzy nami. On krzyknal - Nie! - Nie krzycz, nie jestesmy u siebie w domu i nigdy nie bedziemy w swoim domu, bo przeciez ty jestes zdrowy, przystojny, niejedna kobieta da ci szczescie w zyciu, a ja niczego ci nie moge dac a slowa to sa tylko slowa. - Nie mow tak Jolu, ja ciebie kocham! - Piotrze, twoja milosc do mnie to jest z litosci, bo powiedziec slowo "kocham" to trzeba sie dlugo zastanowic, nawet gdy sie wyznaje milosc zdrowej osobie. Poznasz osobe, bedziesz jej mowil, ze ja kochasz. Zagralam z toba Piotrze w otwarte karty. - Jolu, uwazasz Jolu, ze nie mam prawa kochac ciebie? - Tak, tak uwazam. - To sie bardzo mylisz Jolu - odpowiedzial. - Nie myle sie, czy to ma nastapic dzisiaj czy to ma nastapic za rok, to i tak zostawisz mnie. Poprosil moja siostre czy moglby przenocowac. Siostra ze szwagrem wyrazili zgode. Rano ubrala mnie pani Basia. Szwagier zapytal czy mnie odwiez ale podziekowalam. O godzinie 7:3 rano bylam w domu. Opowiedzialam wszystko mamie - czy nie moglas Jolu przedzwonic do domu? Na pewno ojciec nie gniewal by sie na ciebie ani na Piotra. - A po co mamuniu? Tobie moge wszystko powiedziec, niech tak bedzie jak jest. - Dobrze dziecko - odpowiedzialam. O godzinie 13 zadzwonil telefon. Zgloszono mnie do telefonu. - Czy moge rozmawiac z panna panno Jolu - zapytal meski glos. - Z kim mam przyjemnosc rozmawiac - zapytalam. - Jestem ojcem Piotra. - Slucham pana. - Zapraszam pania wraz z rodzicami na obiad. - Zaraz poprosze mamusie. Moja mama odebrala telefon, ja odjechalam z pania Basia. Przekazala ojcu zaproszenie. Moj ojciec sie odezwal oburzonym glosem - czy ten czlowiek postradal zmysly? Jak mozna nie znajac kogos, zapraszac go do siebie z wizyta? - Ale on bardzo nalegal. - Nie Natalko - odezwal sie ojciec. - Niechcacy podlsuchala rozmowe rodzicow. Kiedy rodziec skonczyli dyskutowac miedzy soba odezwalam sie - Tatusiu, czy mozemy isc na 16 do kina? - Z kim Jolu chcesz isc? - Z wami kochani rodzice. - A Piotrus nie przyjdzie dzisiaj do ciebie? - zapytala ojciec. - Nie wiem. - Co poklociliscie sie? - Nie tatusiu, ja nie potrafie sie klocic z ludzmi o dobrym sercu. Nie minela godzina - patrzcie idzie Piotr z rodzicami. - Tatusiu, mamusiu, ida do nas goscie. - A kto? - Piotr chyba z rodzicami. - tak bez zapowiedzi? Mama sie odezwala - niespodziewani goscie sa mile widziani. Pojechalam szybko do swojego pokoju, udałam ze jestem zmeczona po nieprzespanej nocy, pod pretekstem ze ide sie polozyc poprosilam pania Basie zeby zamknela moj pokoj na klucz. Walczylam ze soba jak lwica a padlam jak much. Moje serce sie krajalo wzdluz i wszerz, walczylam ze soba. Wzielam ksiazke ustami, zmuszalam sie do czytania ale moje mysli byly przy mojej ukochanej osobie. Odlozylam ksiazke niezdarnie i spadla mi na podloge. Chyba Piotr uslyszal, ze cos spadlo w moim pokoju. - Pani Natalko - odezwal sie do mojej mamy - Pani Joli cos spadlo w pokoju. - To nie szkodzi - odpowiedzila mama - to chyba nic potrzebnego, jakby bylo Joli potrzebne to by poprosila. - Czy moge do niej wejsc, pozwola panstwo? - zapytal Piotr. - Jola prosila panie Piotrze, zeby jej nie przeszkadzac po nieprzespanej nocy. Odezwala sie pani Nowakowska - a coz to panstwa corka bywa poza domem w nocy? - Tak, byla ze mna na balu medyków. - Chciałabym poznac Twoja partnerke. Zapukał do drzwi ale ja sie nie odezwalam. - No widzi pan panie Piotrze - odezwal sie ojciec. - Jola spi. - Oj nie spi, nie spi. Jola sie na mnie obrazila. Nowakowska powiedziala - To jeszcze malo, ze bierzesz osobe na wozku inwalidzkim na bal, to jeszcze sie na ciebie obraza. Nie moglam tego wytrzymac slyszac. Bylam ubrana odświętnie. Zawołałam pania Basie. Otworzyla drzwi, wyjechalam. - Dzien dobry panstwu. Ja wcale nie jestem niewdzieczna, pani sie myli. To syn nie powiedzial, ze ja skonczylam z nim znajomosc? Nie miales odwagi Piotrze po mesku przedstawic rodzicom swoim i moim ze juz koniec miedzy nami. - Powiedzialem ci Jolu, ze to dopiero poczatek. - Skonczmy Piotrze ta chustawke milosna z twojej strony, bo to sie nadaje do teatru na scene. Dopiero bys mial powodzenie u widzow jak swietnie grasz amanta. Jego matka nie mogla wytrzymac i sie odezwala - Jak smiesz tak mowic do mojego syna? - Przepraszam pania bardzo ale nie jest pani u siebie w domu, zeby pani podnosila na mnie glos, nie zycze sobie tego. Tatusiu, czy moge jechac z pania Basia zalatwic bilety na dzisiaj? - Tak dziecko, prosze bardzo. Czy masz pieniadze Jolu? - Nie, nie mam przy sobie, mama nam da. Przepraszam panstwa i do widzenia. Piotr sie poderwał - Jolu, przez ciebie przemawia żal - A jaki żal może przeze mnie przemawiac? To absurd. Jak moge zal za twoje dobre serce i zdrowe rece. Przeciez przez ciebie poznalam kino, teatr, kwaiarnie i spacer. Milo mi bylo ciebie poznac a jeszcze milej ciebie pozegnac. Moja mama spojrzala sie na mnie - Jolu czy wiesz co ty mowisz? - Tak mamo wiem. To nie ma sensu dlaej grac komedie Balzaka mamusiu. Bo ja jestem kopciuszek a pani Nowakowska uwaza swojego sya za krolewicza. Czyz nie tak panstwo uwazacie? - Nasz syn jest wyksztalcony, wyksztalcilismy go. - Panstwo go wyksztalcili? Eeee. To komuna go wyksztalcila, to nie jest sanacja, ze trzeba bylo placic za wyksztalcenie swoich dzieci, prawda prosze panstwa? - A skad ty taka przemadrzala - zapytala pani Nowakowska (matka Piotra). - Zycie mnie nauczylo. Prosze panstwa, nauka i wiedza potrzebna jest czlowiekowi ale kazy czlowiek ktory ma szare komorki w mozgu to musi wypracowac sam wiedze o sobie i o kims, do widzenia panstwu. - Jolu, prosze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych