jestem jaka jestem cz6
jestem jaka jestem
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czy tak ladnie sie bawic czyims nieszczesciem? - Ale jakim nieszczesciem, przeciez pani jest bardzo szczesliwa. - Jak przychodzilem do swoje kuzynki do szpitala, to pani jeszcze innych pocieszala. - Bo nie lubie sie uzalac nad soba panie doktorze i nie lubie jezeli ktos sie nade mna uzala, a pan nade mna sie lituje. Pan mysli ze mnie bawi pana osoba? Robie to tylo ze wzgledu na rodzicow. Nie chcialam okazac po sobie, ze ja sie zakochalam w tym mlodym czlowieku. _ Oj, panno Jolu, myli sie pani. - Ja sie myle? Ja sie malo kiedy myle, chociaz jestem smarkula wobec pana. Ale pan jest bardzo pewny siebie co do swojej osoby. Pan przebiera kobietami jak w ulęgałkach zmienia pan je jak rekawiczki, ma ich pan do wyboru, do koloru. - A skad tak pani wnioskuje? - Taka specjalizacje jak pan ma, to na pewno tak jest. Mam wujka w tej lekarskieh dziedzinie, to moge cos na ten temat powiedziec. Zauwazylam. - A co panienka zauwazyla u swojego wujka? - To samo co i u pana. - A mozna wiedziec co? - Tak. - Jest pan brudny jak kot i łasi sie pan jak kot a pazurki tak wystaja, moze nie jest tak? Widzialam pana jak pan szedl z mloda kobieta. Chociaz nie widzialam. Chcialam go wyczuc. Zaczerwienil sie. - No widzi pan jak ladnie rysuja sie klamstwa na pana twarzy. - A co panienka u mnie zauwazyla, ze ja klamie? - Wszystko co chcialam zauwazyc. Przepraszam panie doktorze, ze sobie pozwalam tak szczerze z panem rozmawiac. Na pewno pan poskarzy sie moim rodzicom. - Przysiegam na nasza przyjazn! - Pan to uwaza za przyjazn panie dotorze? Komu takie bajki. - Pani jest taka ladna osobka. - Jest pan bardzo mily panie doktorze ale nie wierze ze jestem ladna. Moze bym byla ladna jak bym chodzila. - Alez nie jedna osoba nie chodzi i tak siebie nie krytykue jak pani. Zaczal sie do mnie coraz to blizej przysuwac. - Pan bedzie uprzejmy usiasc na przeciwko mnie. - Pani sie mnie boi panienko? - Jak sie mozna bac lekarza? To juz pan dawno nie mial pacjentek. - Ale pani na razie nie jest moja pacjentka. - I nie bede nigdy. - Na mnie pacjentki nie narzekaja. - Bo do lekarza idzie sie z koniecznosci a nie z przyjemnosci, prawda panie doktorze? W tym momencie zapukala pani Basia. - Czy mozna Jolu, czy mam cos podac? Spojrzalam na zegar - Alez nie pani Basiu bo ten pan juz wychodzi. - Pani mnie wyprasza panno Jolu? - Nie, nie wypraszam, tylko ja za 10 minut bede musiala wyjechac z domu. - A mozna wiedziec z kim? - Tak, z kolega. - A ja nie ejstem kolega panienki? - Pan? Drogi panie, to jest beznadziejna nadzieja pana wobec mojej osoby. Chcialam panu podziekowac zazałatwienie wyjazdu do sanatorium. A rodzice moi osobiscie panu pdziekuja. - Zegnam pana. - A jak nie wyjde? - To tylko swiadczy o panskim wychowaniu. - Czy jestem az tak zle wychowany? - Prosze sobie samemu odpowiedziec na to pytanie. Ja tak malo pana znam, nie moge wydac opini o panu. Patrze przez okno a tam nadchodzilo do mnie dwoch klerykow po cywilnemu. Weszli do mieszkania. Przedstawilam im swojego goscia. - A to panienka czekala na kolegow? - To pan tak mowi, ze to sa moi koledzy a ja wiem ze to sa moi przyjaciele. - To co Jolu, idziemy dzisiaj - zapytali klerycy. - Dzwonilismy do twojego tatusia i wyrazil zgode. - Kochani jestescie chlopcy. - Idzie pan z nami panie doktorze? - A jakie mam wyjscie? - Nie wiem, to jest pana decyzja a nie moja. I wyjechalismy wszyscy w trojke. Witek sie spojrzal na mnie i Julek. - Idzie pan z nami panie doktorze? - To bedzie zalezec od panny Joli. - Prosze niech pan idzie z nami jezeli pan sie nie spieszy na jakas randke. I pojechalismy. Oczywiscie na teren kosciola. Pan dr byl bardzo zdziwiony. Szepnal mi do ucha - to pani niedlugo bedzie zakonnica panno Jolu? - Ja juz nia jestem. - Tylko brakuje pani kornetu na glowie. - Na pewno bedzie mi ladnie. Panu ladnie jest w kitlu a mnie w kornecie. - Jolka - odezwal sie Julek - z ciebie zakonnica jak ze mnie baletnik. - Przeciez ty mozesz byc baletnikiem. - Co by na to powiedzial nasz przeor? Zaczelismy sie wszyscy smiac. Pan dr nie wiedzial z czego my sie smiejemy, bo nie dawal wiary ze to sa klerycy. - Co pan tak posmutnial panie doktorze? - Bo ja nie wiem gdzie ja jestem. - Gdzie pan jest? Koło kosciola. A pan uwazal, ze jak jestesmy obok kosciola to juz nie wolno sie smiac ani zartowac? My sie smiejemy zawsze bo trzeba brac zycie takie jakie ono jest. - Jest pani duza optymistka, panno Jolu - Bo ja nie lubie pesymistow panie doktorze. Mam ojca pesymiste i to juz mi wystarczy. Zaciagnelismy nawet pana doktora do kina. Julek zalozyl habit i pojechalismy do kina. W kinie akurat przypadlo, ze pan dr siedzial obok mnie. Troche bylam spieta. - Czy pania nie interesuje film - zapytal pan dr. - Dlaczego nie? Przeciez to jest moj ulubiony zespol. Ten film sie bardzo dlugo dla mnie ciagnal. - A po filmie gdzie pani mnie porwie? - Przeciez pan nie jest latawcem. - A chcialbym nim byc. Moglbym byc w pani ramionach. - Czy pan sobie nie za wiele poczyna co do mojej osoby? - Ojejku, nic pani nie mozna powiedziec milego. - Bo to nie jest mile - odpowiedzialam. - A co dla pani jest mile - wszystko oprocz zeby byc w czyis ramionach a zwlaszcza w pana. - A czy moje ramiona parzą? - Nie wiem i nie chce wiedziec. Wyjechalismy z kina. Odezwal sie kleryk - zawieziesz Jole do domu? - Naturalnie, ze tak - odpowiedzial dr. Nie moglam sie sprzeciwic poniewz wiedzialam, ze klerycy musza byc na okreslona godzine u siebie w domu. Pojechalam z tym panem, jechal pomalu, zaczelismy rozmawiac - czym sie u pani tak zasluzylem ze pani tak mnie nie lubi - zapytał. - Myli się pan, ja każdego lubię, bo kazdy czlowiek dla mnie chodzący jest moją podporą w mojej niepełnosprawności. - To może pojedziemy na lody? - Nie, dziękuję, ja musze byc w domu. - Jeszcze jest wczesna pora. Pomyslalam sobie ze chcialabym bardzo pojechac ale nie moglam pozwolic sobie bo wiedzialam, ze moge popelnic jakas gafę. Przyjechalismy do domu. Rodzice moi zaprosili go na kolacje. Nie chcialam kolacji jesc przy stole, bo mnie krepowalo, zeby mnie ktos karmil. Zaczelam sie buntowac dlaczego mnie los tak upokorzył. Zaczęłam walczyc ze swoimi myslami, bo coraz bardzej zaczynal mi sie ten mezczyzna podobac. - Jolu - odezwala sie mama - Moze masz zyczene posluchac plyt z panem doktorem? - Tak mamusiu. Poprosilam go do swojego pokoju i zaczelismy sluchac plyt. - Czy mam tak daleko siedziec od panienki? - Tak - odpowiedzialam. - A dlaczego? - Prosze nie zadawac mi dziwnych pytan. Nigdy nie siedzialam tak blisko z mezczyzna bedacym w pana wieku. - To moze sie pani przekonac, ze nic zlego pani nie zrobie. - Ojejku, prosze nie byc taki natretny. - Staram sie nie byc natretny. - To mile z pana strony. Zaczal przychodzic coraz czesciej pod byle jakim pretekstem. Zaproponowal moim rodzicom ze odwiezie nas na wakacje do Wisły żebyśmy nie jechali pociągiem. Rodzice moi zgodzili się. Cieszylam sie ale jednoczesnie takie jest powiedzenie, czym głębiej w las tym więcej drzew. Pojechaliśmy. Był bardzo miły. Zapytałam się go - czemu pan to robi? - A nie wie pani dlaczego? - Nie, nie wiem - odrzekłam. - To proszę się domyślić. - A to teraz wiem, przeciez tutaj w Wiśle są bardzo ładne góralki - Oj panno Jolu panno Jolu - odpowiedział. - A czy nie są ładne? Prawie wszystkie blondynki o naturalnym kolorze włosów, że i w nocy mógłby pan znaleźć nie pytając je o imie. - Pani normalnie się ze mnie pośmiewa - Ja nie, proszę pana. Jakbym śmiała. Mój wiek na to mi nie pozwala dziecinny. - Przecież nie jednej dorosłej kobiecie dała by pani rade, az sie sam dziwie, zeby 14 letnia mloda osoba taka jak panienka na wszystko miała odpowiedź. - Trzeba mieć wiedzę a wydaje mi sie ze ją mam. - I to jeszcze jaką panno Jolu. - Jest pan bardzo miły ale na takie miłe słówka pana nie dam się złapać. Jechaliśmy, jechaliśmy, tam mnie znało dużo osób. - Jolka, skąd takiego przystojnego faceta poderwałaś? - może i przystojny jest ten pan, ja się nie znam - ale czy fajny? - Tak samo nie wiem. Zaproście dziewczęta kiedyś tego pana na zabawę. - A rzyjedziesz z tym panem - zapytali się mnie - Ja nie, rodzice by mi nie pozwolili. - A może jednak byś przyjechałaś z rodzicami? - Zapytam się - odpowiedziałam. Rodzice moi wysłali mnie do sklepu z tym panem, a sklep był 6km dalej, tak że musiałam spełnić prośbę swojej mamy. Była piękna pogoda, miałam rozpuszczone włosy, byłam ubrana w niebieską sukienkę, mały dekoldzik, rozwinięta fizjologicznie byłam bardzo dobrze, nie wiedziałam że ten pan zapuszcza żurawia i zerka w kierunku mojego biustu. Spojrzałam się na niego - Czy pan sobie nie za bardzo pozwala? - A czemu na co miałbym sobie pozwalać? - Zobaczyłam sąsiada, naszego gazdy - o Jolka przyjechała. - Tak przyhechałam. - Możemy cię zabrać panom do sklepu? - No pewnie. Zatrzymał konie i wziął mnie na ręce, posadził na siedzenie mój opiekun a pan dr. Chcąc nie chcąc musiał siąść na furmankę. Wiedziałam, że był zły a ja wybrnęłam z tej sytuacji. Przyjechaliśmy do domu - o wdzę, że pan przywiózł córkę - powiedziała mama - A no przywiozłem wam dziołchę, ale sfarna ta wasza dziołcha, sfarniejsza od tehj swojej blizniaczki, tylko szkoda ze nie moze chodzic, biedna ta wasza dziolszka - Alez ja wcale nie jestem biedna panie gazdo - Diabeł biedny bo nie ma duszy. Gazda podkręcił wąsa - a cóż to za panoczek? - A to jest nasz gość. - A kaj wyście go wzięli? - Ze stolicy. - A on kocha kobiety? - A ja nie wiem panie gazdo - dezwala sie mama. - Ale widac, widac po jego oczach. On tylko zerka na wasza dziolche. - Moa corka jest za młoda - odezwała się mama. - Ale ma co potrzeba. Zdenerwowałam się i zawstydziłam - panie gazdo - odezwalam sie - Pan chyba dzisiaj za duzo wypił. - Ano jak sie było na targu, to sie i chlapnęło. - Właśnie widzę. - A może nieprawda dziołcho? - Ja sie na tym nie znam panie gazdo. Nasz gosc podszedl do tego pana gazdy, o czyms rozmawiał, podali sobie ręce - ja będę miał gościa - a przyjeżdża ktoś do was - zapytała mama - a no juz jest stoi jak świca. Spojrzałam się na naszego gościa, pomyslalam sobie, teraz to mi nie da spokoju i tak zaczely sie nasze wakacje. Zblizala sie sobota. Dxiewczeta szykowaly sie na zabawe. Przyszedl nasz gazda - No panoczku - zwrocil sie do mojego ojca - idziemy na zabawe i zabieramy córki. - O nie panie gazdo, moje córki są za młode, żeby szły na taką zabawę do remizy. - Oj panoczku, panoczku, niech popatrzą jak my się bawimy. A rodzice nas wzięli. Nie lubiłam tej muzyki. Tam były oberki, polki, było bardzo głośno. Nasz gość zapytał się nas dziewcząt, czy pójdziemy na lody. Ja podziękowałam. Moja siostra była bardzo wstydliwa i nieśmiała. Poprosiła naszego gościa, gospodarza do tańca. Zaczęli tańczyć. Nie wychodził im ten taniec. Ale pomału, pomału, złapał dryg. Zaczęła się bójka, ciupagi poszły w ruch. - No jakto obcy mężczyzna żeby tańczył z dziewczyną - to było nie do pomyślenia. Poprosiłam naszego gościa żebyśmy pomału wyszli z zabawy. Wiedziałam, że mnie nikt nie ruszy. Pomału zaczęliśmy jechać w stronę domu. To był kilometr. Teraz pan wie jak wygląda zabawa góralska? - zapytałam się. - Tak wiem, tylko nie wiem jednego, dlaczego mnie chciano bić - powiedział dr. - Panie doktorze - odezwałam się - ponieważ jest pan tutaj obcy, dziewczyny piszczą za panem, bo każda by chciała mieć męża z miasta, a pan nadaje się na kandydata. - Tak pani sądzi? A jak bym był młodszy, chciałaby pani ze mną chodzić? - Ja z panem? Panie doktorze. Ja z nikim nie będę chodziła z żadnym mężczyzną. - Dlaczego? - Bo nie mam nóg władnych. - Tyle ma pani w sobie dobroci, a że pani jest uszczypliwa to już zdążyłem zauważyc i odkryc na swojej własnej osobie. - Jest pan bardzo szczery. Ja lubie szczerosc - odpowiedzialam. Moze dlatego polubiłam pana. - O jak to miło usłyszeć - Dziękuję. Nie mogłam sobie na więcej pozwolić, musiałam swoje do tego mężczyzny uczucia zatrzymać w swoim sercu, bo wiedziałam, że powiem jeszcze jedno słowo za duzo i bedzie niedobrze. Dla tego mezczyzny byloby dobrze ale dla mnie nie. Rodzice moi byli juz w domu. Przyjechali na motorach. - Jolu gdzie wyscie byli? - Mysmy mamusiu przyszli pieszo. - A mysmy sie tak martwili o was ze was tam pobija - Mamusiu tutaj mnie nikt nie pobije bo mnie tutaj kazdy zna, bo przyjezdzalam tutaj przez 8 lat. - A Krysia sie cala trzęsie - A Krysia, ona sie z byle czego trzęsie. Gazda przygotował kolację. Pani Basia wzięła mnie do naszego pokoiku. Tam zjadłam kolację. Usiedliśmy na tarasie. Mój ojciec wziął mandolinę i zaczął grać a nasza mama zaczęła śpiewać. Nasz gość z przyjemnością posłuchał. Spojrzał na zegarek - żegnam panstwa, bo tutaj niedaleko wynajalem kwatere i bede mieszkał. I poszedł. Patrzyłam za nim ale nie dałam poznać po sobie, że się w nim zakochałam. Codziennie do nas przychodził, brał mnie na długie spacery za pozwoloeniem moich rodziców i tak szybko przeszły wakacje. Zaczął mi mówić po imieniu, ja nie, ja mu mówiłam na per pan. Bo rodzice by sie na to nigdy nie zgodzili. Zaczelam 8 klasę szkoły średniej, zaczelam uczeszczac do liceum ogolnokształcącewgo im. Królowej Jadwigi, razem ze swoją siostrą. Miałam niedaleko. Kiedyś moja siostra zapytała się mnie - Jola, ten dr sie w Toie zakochał - Ależ Krysiu mnie nie w głowie amory - A dlaczego, przeciez bedziesz miala fajnego kolege - Przestan nie opowiadaj juz głupot. Zaczęło mnie to drażnic bo i prawda nie raz w oczy kole. Jak jego długo nie było, tęskniłam. Jak widziałam ze idzie przez podwórko, moje serce radowało się. Nie mogłam mu tego okazać. Po pierwsze, kiedy była osobą chodzącą, mając lat 15, poprosił moich rodziców czy bede mogla jcha na obiad z rodzicami do jego rodzicow. Moja mama zapytala - no jak Jolu uwazasz, chcialabys jechac? - Nie mamuniu nie bede chciala jechac - A dlaczego? - Mam swoje powody. Moja mama szepnela mi do ucha i zapytala sie - Jolu ty sie w nim kochasz? - Tak - odpowiedzialam. - No i co teraz bedzie? - Nic. Mamo serce nie sługa, pana nie słucha. - Jolu, ty sobie zdajesz z tego sprawę? - Tak, ale nigdy mu tego nie powiem. Moze porozmawiamy kiedy indziej mamusiu. - Tak dziecko. Moi rodzice poszli na obiad. Patrze przez okno, idzie pan dr. - Ojejku, minął sie pan z moimi rodzicami. - Ty Jolu, nie chcialas przyjechac do mnie na obiad to ja przyjechalem do ciebie. - Powiedzialam panu juz, ze ja nie lubie litosci i prosze mi nie robic mentliku w mojej głowie. - Ale tyś mi zrobiła mentlik w mojej głowie Jolu a w sercu jeszcze bardziej. - Ale pan ładnie umie mówić, czy pan każdej takiej młodej dziewczynie jak ja takie bajki opowiada? Przecież ja nie dla pana a pan nie dla mnie. - Ja dla ciebie na pewno nie. - No widzi pan, sam pan powiedział. - Ale zaraz Jolu, chwileczke, bo sądzisz ze jestem za stary dla ciebie. - Tak i nie tylko. - Ja nie moge panu tego dać, co daje zdrowa osoba, a ja tylko moge duzo mówić a mowa to nie wszystko, czyż mam racje - zapytałam. - Nie Jolu, nie masz racji. W swoim spojrzeniu, swoją wymową i swoją inteligencją, niejednemu mężczyźnie w głowie zawrócisz. - To w takim razie proszę pana już nic nie będę się odzywać, może milczeniem zniechęcę pana do siebie. - Usta milczą, dusza śpiewa, tak Jolu? A ja…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jolanta Masłowicz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…