Wróć do katalogu

JESZCZE BEZ TYTUŁU - Odc. I - V

Będzie POLITYCZNIE I EROTYCZNIE!

Liryczny_Łobuz, opublikowano , 1 godz. 32 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

(???)

..............................................................................................................................................

Samolot z Moskwy do Brukseli, zgodnie z planem wylądował w Warszawie. Prezydent Rosji, miał tu zabawić do wieczora, podpisując pierwszy, od pamiętnych wydarzeń na Ukrainie - układ handlowy pomiędzy naszymi krajami. Po kolacji wydanej przez Prezydenta RP - kawalkada czarnych limuzyn skierowała się na Okęcie. Był ciepły, sierpniowy wieczór, ale z pochmurnego nieba zaczynał kapać niewyraźny deszczyk.

Adam właśnie wrócił z psem ze spaceru. Tu, we Wrocławiu nie padało, więc Dingo nie musiał wycierać łap, i jego pan mógł spokojnie zasiąść z colą przed telewizorem. Pokazywano przejazd prezydenta Rosji na lotnisko, ale nie było widać wielu gapiów po drodze. Ciekawe, jak nas znowu oszwabili - mruknął Adam do leżącego przed nim na grzbiecie psa, ulubionej pozycji wszystkich bokserów - Adam w ciągu swoich czterdziestu ośmiu lat życia przestał wierzyć w dobre intencje polityków - idzie zima i znowu zaszantażują nas tym swoim gazem - mruczał - dobrze, że stąd tak blisko do Niemiec, to mieszkanie w Berlinie niewielkie ale zawsze. Pomyślał o żonie, odpoczywajacej jeszcze w Jugowicach. Jego syn Wiktor, był od roku w Londynie - o niego już się nie musiał martwić. Studiował tam właśnie Stosunki Miedzynarodowe. Pomimo niepewnej sytuacji za Bugiem, czas był raczej spokojny. Dobrze jednak, że przed dwoma laty wygrał w totka - i teraz nawet czarna przyszłość , wydawała mu się do zniesienia. - Pamiętasz piesku co sie działo rok temu? Po tym przerwanym przez Ruskich Euro2012 - znowu zagadał do Dinga, patrząc jak w telewizorze długi rząd limuzyn zbliżał sie do lotniska - popatrz na tych sk...

W tym momencie ekran telewizora rozjarzył się niesamowitym blaskiem a głośniki aż zatrzęsły sie od huku!!!

Operatorowi filmujacemu z helikoptera - kamera wyleciała z rąk i pokoziołkowała w dół. Natychmiast uruchomiono obraz z kamery naziemnej - ale tu tylko był dym, pył i krzyki. Ponad wszystkim wybijało się głośne staccato karabinu maszynowego. Przed samą kamerą jakiś gość w garniturze został wprost przecięty taką serią, a następne naboje trafiły już w kamerę. Obraz zgasł! Po dłuższej chwili - ukazało sie studio TVN-24 - w pełnym bałaganie. Krzyki i bieganinę próbowała uspokoić Anita Werner, która zwróciła się do telewidzów ze słowami: - Dokładnie nie wiadomo co się stało podczas przejazdu Prezydenta Rosji na lotnisko - ale to był chyba zamach. Niestety nasi reporterzy nie dają na razie znaku życia, Nie wiemy co z naszym helikopterem i ... prosze poczekać ... - przycisnęła do ucha słuchawkę - ... tak ... tak ...OK! Proszę państwa - to był wybuch potężnego ładunku zamontowanego w kanale pod jezdnią. Prawdopodobnie prezydecki samochód został doszczętnie zniszczony. Ekipy ratunkowe z całego miasta są kierowane w ten rejon - sptóbujemy teraz połączyć sie z naszym komentatorem w Moskwie. proszę o chwilę cierpliwości. Na ekranie pokazała się plansza z widokiem Kremla, a w tle popłynęła muzyka Czajkowskiego. Na innych stacjach pokazywano akcje ratowniczą, CNN przerwał swój program i puścił bardzo niewyraźny, kręcony komórką film z tych wydarzeń. Zadzwonił telefon. Żona - Widziałeś? - Tak, chyba nie jest wesoło. - No właśnie, co robimy? - Teraz najlepiej własnie zaszyć się gdzieś - więc zostań tam w Jugowicach, ale powoli się pakuj. - Po co? - Bo nie wiadomo, czy nie będziesz musiała uciekać do Berlina, wiesz jaka jest teraz sytuacja na Ukrainie - Rosja nie ma już nic do stracenia. O czekaj, lecą wiadomości z Moskwy. - Dobrze, zadzwonię później. - OK! Ale pamietaj, że jakby co - to do Berlina. - Dobra, dobra - teraz słucham wiadomości.

Na ekranie ukazał sie trochę nieuczesany korespondent. - Proszę państwa, stała sie rzecz straszna, nasz kraj został wplątany , już bezpośrednio, w konflikt Rosyjsko-Ukraiński. To w tamtym roku, kiedy w Kijowie wybuchły zamieszki podczas Euro 2012, Rosja przyszła prezydentowi Ukrainy z tzw. "bratnią pomocą". I teraz mamy, tuż przy swoich granicach Armię Czerwoną. Jak widzimy, historia lubi ... - w tym momencie do reportera podeszło dwóch umundurowanych mężczyzn i wykręcając ręce, wyprowadzili go ze studia. Przez dłuższą chwilę widać było tylko pusty fotel, a potem obraz zgasł.

Na ekranie ukazał się naprawdę zły Jarek Kuźniar. - Proszę państwa, byliśmy przed chwilą świadkami kolejnej rosyjskiej prowokacji. To nie dość, że od roku niewolą naród ukraiński, że Kijów, Lwów czy Stanisławów codziennie spływają krwią. To jeszcze zaczynają podobnie traktować obywateli Polski! Czekamy na jasne i ostre stanowisko naszego rządu.

Ale pierwsza odezwała sie Kancelaria Prezydenta RP Na ekranie ukazało sie wnętrze Pałacu.

Prezydent chrząknął i powiedział.

- Obywatele, stała się rzecz bardzo poważna. Na naszej polskiej ziemi zginął Prezydent Rosji. Oczywiście to wyjaśni jeszcze śledztwo, ale wszystkie tropy prowadzą do nielegalnie formowanych od jakiegoś czasu w Polsce - Ukraińskich Grup Bojowych, zwanych UGB lub do ANC, czyli Armii Niepodległej Czeczenii. Jak wszyscy wiemy, obie te nacje, uciekając przed rosyjską okupacją osiadły w wielu obozach dla uchodźców ulokowanych na terenie naszego kraju. W tej chwili zarządziłem całkowitą blokadę tych obozów i przeprowadzenie ewidencji - kto przebywa obecnie poza ich murami. To pozwoli na szybką idehtyfikacje podejrzanych. Proszę wszystkich o spokój i nie szerzenie plotek i paniki. Nasza armia dostała rozkaz podwyższenia gotowosci bojowej. Prosze spokojnie wrócić do pracy - I ja i rząd, trzymamy rękę na pulsie. Jeszcze polska nie zginęła ...

Zadzwonił telefon - Widziałeś? - to znowu żona Agata - A jak! Ten reporter już pewno na Łubiance. - A kto ich wie, ale pójdę za Twoją radą, spakuję manatki i zatankuję oba auta. - No wiesz, strzeżonego ... , aha słucham teraz CNN i mówią, że w NATO jest narada Sztabu, a Amerykanie, tak jak my podnieśli stopień gotowosci swojej armii. Oni też już mają dosyć tych rosyjskich zagrywek. Aż strach myśleć, co by było, jakbyśmy nie weszli na czas do NATO i Unii! - To już pewno gadalibylibyśmy po rosyjsku. - Tak czy siak, ja też zatankuję auto i jeszcze wezmę jakieś dwa kanistry. Szkoda, że muszę jeszcze czekać na tego kupca. Ale może teraz to ostatnia okazja na sprzedanie drogo mieszkania? Lepiej niech gotówka szybko znajdzie sie w Deutsche Banku! No i jeszcze mam ten zjazd absolwentów - pewno spotkamy sie tak w poniedziałek, wtorek. - Tak,tak - teraz też pomyślałam o transwerze swojego konta na Zachód. - Nie zaszkodzi - chociaż połowę - zadzwoń do Janka, niech to załatwi. - A jak tam Dinguś, nie nudzi sie w mieście? - Nie, ale wiesz - wezmę go na spacer do Hali Ludowej, i tam coś zjem. O!- ruszają Wiadomości - zadzwonię później. Cześć! - OK. Cześć!

Adam znowu wziął pilota i zaczął skakać po kanałach. Były już pierwsze zdjęcia z miejsca zamachu. Rzeczywiście po samochodzie Prezydenta prawie nic nie zostało a w ziemi ziała olbrzymia dziura, z której sikał strumień wody z uszkodzonej rury. Ładunek musiał być naprawdę silny. Byli też pierwsi zatrzymani - tak jak podejrzewano, byli to Ukraińcy z organizacji UGP. Napłynęły także pierwsze komentarze ze świata. Wszystkie mocno zaniepokojone w swoim tonie. Ale najbardzie niepokojące było to, że Moskwa wciąż milczała.

Od czasu krwawego stłumienia wojny domowej w 2011 roku - kiedy to poszło "w kamasze' milion nieprawomyślnych obywateli - następnym krokiem Rosji było wkroczenie w 2012, na Ukrainę i wprowadzenie tam wojskowej Komendantury zamiast rządu. A że I Białoruś już była pod ich butem - to na polskiej wschodniej granicy nie było wesoło. Stała tam teraz niemała Armia - i taki zamach byłby dla ich wojskowych idealnym pretekstem do wojny ... w końcu początkiem I-szej Wojny Światowej, też był zamach.

Kolejny telefon był od klienta. - Halo - tu Jan Zubrzycki, czy pan Adam Nowakowski? - Tak witam pana, coś się stało? Miał pan zadzwonić jutro. - Tak, ale widzi pan co sie dzieje, a ja mam rodzinę w Lublinie i wolał bym być teraz tam z nimi. - Ale nasza transakcja jest aktualna? Widzi pan teraz, takie mieszkanie we Wrocławiu, z dala od Ruskich, to prawdziwa gratka. Pana córka bezpiecznie bedzie mogła sobie tu, od października - studiować. - Tak i jestem zdecydowany. Czy możemy jednak dzisiaj sfinalizować transakcję? - To nie będzie takie proste, bo z notariuszem jestem umówiony na jutro. - Ale przeprowadźmy dzisiaj to wszystko przez Biuro Nieruchomosci właśnie stamtąd dzwonię - a w ciągu dwóch tygodni będę we Wrocławiu i załatwimy wszystko z notariuszem. - Widzi pan - Adam był nawet zadowolony, ale chciał to jeszcze rozegrać - to mi zawiąże trochę ręce, bo miałem jechać za tydzień do Grecji. - No tak ... to może ja dorzucę Panu jakieś ... dwadzieścia tysięcy za nieprzewidziane koszty, a do notariusza upoważnię naszego Pośrednika i jutro wszystko załatwicie sami. Bardzo mi zależy. - OK! W tych ciężkich czasach trzeba sobie pomagać. Ja także bym się niepokoił o bliskich w pana sytuacji. To co - za pół godziny w Biurze Nieruchomości? - Dobrze, czekamy na pana.

Adam zgasił telewizor i podszedł do szafki. Miał tu już przygotowane wszystkie papiery w sprawie mieszkania. To dzisiaj - pomyślał - będę mógł zaprosić w sobotę kumpli do pubu! Będziemy oblewać transakcję. A co z Dingiem? Cóż, obiecany spacer - dopiero jutro - mam nadzieję, ze ze Wschodu nie nadciągną do jutra żadne czarne chmury - pomyslał z uśmiechem, Załadował psu solidną porcję kurczaka z ryżem , dolał wody do miski i wyszedł z mieszkania. Piętro niżej zadzwonił do Kamila - syna sasiadów. - Hej! - Hej! Co słychać u pana? - Wiesz Kamil, mam dzisiaj niespodziewaną sprawę i mógłbyś wieczorem wyjść z Dingiem? - Oczywiscie. - Masz tu dychę i załatw wszystko . Aha - mówiłeś cos o nowym komputerze? - Właśnie zbieram na niego i te pieniadze... - OK, ile ci brakuje? - No, z nowym monitorem to jakieś 500-600 złotych. - Jak dzisiaj sprzedam mieszkanie - to będziesz miał tę kasę, OK? - No pewnie, że OK! Dziekuję panu. - Drobiazg, dzisiaj bez komputera jak bez ręki, co? No muszę już lecieć! - Do widzenia. - Cześć! Kiedy wyszedł na ulicę, tylko przez chwilę się zastanawiał, czy jechać swoim samochodem - Eee tam - burknął i poszedł w kierunku postoju taksówek.

Olga stała w oknie i patrzyła na kolejno odjeżdzajace taksówki. Przyjechała w tym roku wcześniej, żeby na pewno wynająć to właśnie mieszkanie. Stąd na Politechnikę miała 10 minut drogi. Pojutrze mieli dołączyć do niej Tania i Borys. Oni studiowali na Uniwersytecie. Anglistykę. Zobaczyła jak do jednej z taksówek zbliża sie ten sympatyczny pan Adam, którego spotykała z psem na spacerze. Często ze sobą rozmawiali, nawet trochę jakby flirtowali. Podobał się jej, był inny niż koledzy w Rosji - taki ... wysportowany intelektualista, jak go kiedyś określiła Tania. Kiedy odjechał - wróciła do pokoju i przejrzała sie w lustrze - krótko obcięte blond włosy odejmowały jej lat. Do tego te wielkie słowiańskie błekitne oczy - musiała sie uśmiechnąć na swój widok. Siadła na weralce i włączyła telewizor - a tam wciąż mówili o zamachu. Nagle w zamku zachrobotał klucz i do mieszkania wbiegła zdenerwowana Tania. - O nic nie pytaj - wyszeptała - i na razie nie wychodź z pokoju ... proszę - powiedziała jeszcze, starannie zamykajac drzwi. Olga usłyszała teraz, jak przez korytarz, do ich pokoju wchodzi kilka osób. mówili do siebie po rosyjsku. Za chwilę do pokoju wszedł Borys. - Ola - zapytał - czy jesteś Rosjanką? - Tak - czemu zadajesz takie głupie pytania? - Bo dla nas, Rosjan nadchodzi czas próby. - Dla mnie czas próby, Borja - to sesja egzaminacyjna - odpowiedziała Olga, czując jednak, że sprawa jest poważna. - Słuchaj - Borys podszedł i chwycił ją za ramiona - nadszedł czas działania - nasi mają teraz okazje zająć Polskę - wyrwiemy ich z tej całej Unii. - Ale czy oni tego chcą, nie możecie... Auu! - chłopak mocno scisnął jej ręce. - Możemy, i musimy ... Olu. I zrobimy to natychmiast. - Ale Świat, NATO - oni nie pozwolą - wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Hehehe! Chyba znasz historię Europy! Nigdy bogate kraje nie naraziły sie silnemu, żeby pomóc jakiemuś małemu sąsiadowi. A poza tym, nie wykluczone, że w tej samej chwili zajmiemy wybrzeża Morza Czarnego w Rumunii i Bułgarii. Za te kraje nikt nawet palcem nie kiwnie. - No dobrze - Olga powoli, lecz stanowczo wyzwoliła się z uścisku Borysa - ale czego oczekujesz ode mnie? - Będziesz musiała nawiązać blizszy kontakt z tym twoim znajomym od psa i ... dalej to już my się nim zajmiemy. - Chcecie go zabić?! - stanęła naprzeciw tego zwalistego mężczyzny, jakby gotowa do walki. - Chuj cię to obchodzi!!! Masz wykonywać moje rozkazy! - Nie! - krzyknęła - i dostała potężne uderzenie w twarz. Borys stanął nad nią i powiedział. - A teraz słuchaj, nie przyszedłem tu z niczym - twój brat, Andriej jest w naszych rękach i jak tylko zaczniesz podskakiwać - to zrobimy z nim porządek, zrozumiałaś. - Olga miała tylko siłę kiwnąć głową, a z jej oczu leciały łzy bezsilności. - To twoje zadanie - doprowadź się do porządku bo dzisiaj nie pójdziesz na zakupy - i patrz przez to okno czy nie idzie twój przyjaciel - Borys pochylił sie nad nią i wycedził - Jego żona wyjechała, więc zrób wszystko, żeby dzisiaj zaprosił cię do siebie. Potem powiem Ci co dalej. Za chwilę już go nie było w pokoju. Olga powoli podniosła sie z podłogi i podeszła do lustra - jej lewy policzek był nabrzmiały i czerwony.

Po bardzo udanej transakcji , Adam wyszedł pewnym krokiem z Biura Nieruchomości i skierował sie w stronę wrocławskiego Rynku. Na jego koncie już wkrótce miała pojawić się kolejna okrągła sumka, był słoneczny sierpniowy dzień - a przed nim całe mnóstwo knajpek z piwem. Chciał zapamnieć o ostatnich politycznych wydarzeniach - jakby przeczuwał, że są to już ostatnie godziny spokojnego lata. Po drodze na ulicy (nome-omen) Ruskiej, wstąpił do księgarni Taniej Książki, gdzie zawsze znalazł coś ciekawego. Widocznie te książki, które jego interesowały - nie interesowały większości (czytającego) społeczeństwa. Postanowił kupić sobie coś do czytania przy piwie. Stanął przy półce z II-gą Wojną Światową i zaczął przerzucać kartki wspomnień niemieckiego obrońcy Festung Breslau, który po upadku miasta, trafił do rosyjskiej niewoli. Tuż za nim, na podłodze przykucnęła para młodych studentów-niestudentów, którzy udając, że coś tam czytają, zastanawiałi sie półgłosem, gdzie spędzić dzisiejszą noc. Adam szybko zorientował się, że chyba tak tułają sie po Wrocławiu, bez dachu i pieniędzy. A na dzisiejszą noc , już naprawdę nie mają pomysłu. I kiedy ona zaczęła nawet - zbyt głośno - wyzywać go od dupków i kłamców , Adam postanowił zareagować. Kucnął obok nich i uśmiechnął się - jak umiał najmilej. - Cześć dzieciaki - wyszeptał - słyszę, że macie kłopoty, może mógłbym pomóc? - Niczego nam nie trzeba - teraz chłopak przejął inicjatywę. - A mnie sie właśnie wydaje, że brakuje wam akurat wszystkiego - i głupotą by było odrzucać wyciągniętą rękę. - A o jakiej pomocy pan myśli? - odezwała sie dziewczyna, patrząc mu uważnie w oczy - chce pan nam dać trochę pieniędzy? - Nie jesteśmy żebrakami! - chłopak odezwał sie ciut za głośno, czym zwrócił na siebie uwagę personelu. Podeszło do nich dwóch młodych ludzi i grzecznie poprosili o opuszczenie lokalu. Adam, nie bez żalu odłożył książkę i wyszedł wraz z parą młodych przed budynek, a kiedy dziewczyna zaczęła mu się przyglądać wyciągnął do niej rękę : - Jestem Adam - powiedział po prostu - Kamila - dziewczyna swobodnie podała mu swoją dłoń. - Leszek - po chwili wahania przyłączył się i chłopak. Nastąpiła chwila ciszy. - Słuchajcie - Adam klasnął w dłonie, nie będziemy tak tu stać i tamować tu ruchu - miałem zamiar coś zjeść i poczytać - więc zapraszam was na obiad. - Damy sobie radę - chłopak zaczął odciągać dziewczynę. - Poczekaj - Adam przytrzymał jego rękę - ja NAPRAWDĘ nie mam złych zamiarów, sam kiedyś klepałem biedę, i świetnie rozumiem wasze położenie. Sami w obcym mieście - ale my Wrocławianie, wywodzimy sie wprost od Lwowiaków - i już w genach mamy pomaganie sobie nawzajem. - A poza tym - zwrócił sie z uśmiechem do dziewczyny - przez was wyrzucili mnie z tej księgarni i teraz nie mam niczego do czytania. Musicie zabawiać mnie rozmową - i tak zapłacicie za swój obiad. To co - umowa stoi? Młodzi przez chwile patrzyli na siebie, aż w końcu dziewczyna powiedziała : - OK! Ale ostrzegam, że jestem strrrasznie głodna! - Leszek też nie wyglada na zawodnika sumo - Adam reką wskazał im drogę - więc zamówicie sobie nawet podwójne porcje. Ruszyli razem w stronę ukwieconego Placu Solnego.

Adam nie lubił chodzić na codzień do drogich restauracji z białymi obrusami i kelnerami-sztywniakami. Zresztą jego lekko obszarpani towarzysze, pewno czuli by sie tam nieswojo - postanowił siąść z nimi w ogródku greckiej knajpki. Akurat zwolnił się stolik. - Moglibyście przynieść karty dań? - spytał Adam, sadowiąc sie na wiklinowym krzesełku, a tam na wprost macie łazienkę, gdzie możecie umyć ręce, dodał z uśmiechem. Dziewczyna lekko sie zarumieniła i pociągneła chłopca za sobą. Wrócili po piętnastu minutach wyraźnie odświeżeni i z jakimś postanowieniem na twarzach. - No myślałem, żeście już uciekli tylnym wejściem - Adam podsunął krzesło Kamili. - Proszę pana - dziewczyna podała mu kartę - mamy do pana jedno pytanie. - Ale najpierw może coś zamówmy - gestem przywołał kelnerkę - z pełnym żołądkiem lepiej sie rozmawia, wierzcie mi. Kelnerka stanęła przy stoliku - słucham państwa? - Prosze pani - Adam jeździł palcem po karcie - ja poproszę gyrosa z frytkami i piwo Warkę. A wy? Młodzi naradzali sie przez chwilę: - To my może to samo, i jeszcze wodę mineralną ... - Nie, nie - Adam zaprzeczył z uśmiechem - wodę niech piją zwierzęta, wybierajcie - Colę albo piwo. - To ja chętnie też piwo - ożywił sie chłopak - a ja Colę Light - dokończyła dziewczyna. - A jakie piwo? - Kelnerka wyraźnie uśmiechnęła sie do chłopaka . - Żywiec proszę. - Dziękuje, zaraz wracam - sprawnie sprzątnęła brudne naczynia i zniknęła w drzwiach lokalu. - A wiecie - Adam rozglądał się dookoła, że właśnie tutaj najczęściej coś jem. Kiedyś - za głebokiej komuny - był tu sklep mięsny, dopóki oczywiście było mięso, bo potem chyba księgarnia książek radzieckich. I wtedy już nikt tu nie zaglądał ... ale właśnie - chciałaś o coś mnie spytać. - Tak - Kamila ponownie spojrzała mu w oczy - zgadł pan, mamy teraz trudną sytuację, ale to nie znaczy, że chcemy ... żerować na ludziej życzliwości. Postanowiliśmy zapytać Pana, czy znalazł by Pan dla nas jakąś pracę, może w ogrodzie, ja byłam w Technikum Ogrodniczym, albo coś innego. Adam przyglądał sie tej młodej piegowatej dziewczynie. Miała rudo-blond kręcone włosy, spięte teraz czarną frotką w rozcapirzony koński ogon. Czarny T-shirt miał zatuszować jej trochę zbyt okrągłą sylwetkę. Za to jasno-błękitne oczy patrzyły uważnie i inteligentnie. - Ja mogę pomagać na budowie, w domu często pomagałem ojcu - odezwał się Lech - znam sie też na samochodach. On z kolei był wysoki, czarny i zarośnięty, a do tego tak chudy, że koszula wisiała na nim jak na strachu na wróble. - A wiecie, że podoba mi sie wasze podejście do życia - zrobił pauzę bo kelnerka właśnie podała napoje - ja też jeździłem po Niemczech szukając pracy, ale również i tam spotykałem sie z taką ... bezinteresowną pomocą. I teraz, może przychodzi - odwdzięczyć sie za to, komuś w potrzebie? Ponieważ Leszek z przymknietymi oczami pił swoje piwo - odezwała się Kamila: - Ja nie wiem, dotychczas, każdy, kto nam pomógł, czegoś od nas chciał - nawet panu nie powiem, jakie miałam propozycje "odwdzięczenia się", dlatego chyba jesteśmy tacy nieufni. - Domyślam się dziewczyno, nie od dzisiaj chodzę po tym świecie. I znam niejedną dziwną historię z życia. Liczę jednak, ze jak już podjemy - to Wy opowiecie mi swoją, a ja wtedy zastanowię sie, jak mogę wam pomóc. OK? - OK - odrzekła dziewczyna nalewając sobie coli. Adam ujął zimną szklankę i uniósł do ust. Też przymknął oczy i słuchał gwaru przy sąsiednich stolikach. Rozmawiano tu w róznych jezykach, ale prawie wyłącznie o dzisiejszym zamachu - a tu taki spokój- pomyslał Adam odstawiajac opróznioną do połowy szklankę. Kiedy przy stoliku zjawiła się kelnerka ze sztućcami i różnymi sosami, w kieszeni Adama zadzwonił telefon. //////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

To Wiktor dzwonił z Londynu - przeprosił więc młodych na chwilę i wyszedł przed ogródek. - Halo! No cześć synu! - To ja, tato - co tam sie u was dzieje? - Nic szczególnego, nie martw się - znasz przecież historię - z Ruskimi zawsze były kłopoty. - Ale też zawsze to my na nich tracilismy. - A jak to wszystko przedstawiają w Angli ? - No nieszczególni. Część komentatorów za wszystko wini Polaków. Bo to u nas są obozy uchodźców z Rosji. - Aha - więc te trzęsidupy z Zachodu, tak jak kiedyś uważali, że to przez polski Gdańsk była druga Wojna Światowa, tak i teraz mają pretensje do nas - a nie do polityki Rosjan, No ładnie. - Tak im jest wygodniej, tato. Nas Polaków tu niespecjalnie lubią, i obawiam się, że gdyby przyszło "co do czego", to tak samo sie na nas wypną jak w trzydziestymdziewiątym. - No tak, to całe NATO to tylko fasada dla firm zbrojeniowych, żeby wciąż brać kasę za nowe konstrukcje - ale jak trzeba ich użyć, to kończy sie tak jak w Afganistanie. - My to rozumiemy, ale przeciętny Anglik nie odda przysłowiowego guzika - za Polaków. A co wy tam macie zamiar robić, może przyjechać ? - Nie, nie trzeba, właśnie dzisiaj już sprzedałem nasze mieszkanie, jutro załatwię wszystko u notariusza, ale pieniadze prześlę na nasze konto w Deutsche Banku - ty masz do niego dostep, prawda? - Tak, ale co w wami? - Matka - zadzwoń też do niej - już się pakuje i jedzie z kotem do Berlina. Tam ma czekać na mnie ... może też wpadniesz? - Będę mógł dopiero w przyszłym tygodniu, ale jakby co - to ten jeden, dwa dni zawsze sobie urwę. - Słuchaj, to po prostu będziemy sie kontaktować telefonicznie - ale jakby nie daj Boże, zaczęło się coś poważnego - to tak czy siak czekajcie na mnie w Berlinie, lub zoztawcie u Helmuta wiadość. Ja jeszcze , jak wiesz mam w sobotę zjazd absolwentów mojego Liceum - i potem zwijam sie do was, OK? - Ok! to zaraz dzwonię do mamy. - Właśnie, i uspokój ją trochę, bo zaczyna już panikować. - No to pa! Niedługo zadzwonię. - Pa synu - trzymaj się, i nie martw - jakoś to będzie - Adam skończył rozmowę i wyłączył telefon. Idąc do stolika pomyslał jeszcze, jak to historia lubi sie powtarzać, Tu w Polsce wieczna walka z Rosją, a część Polaków wspiera ich z Emigracji. Tylko, że wtedy Emigracja siedziała w Paryżu.

Na stoliku stały już dania, a młodzi, nie czekając na niego wcinali swoje w pośpiechu. "I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli" - przyszło mu do głowy to zdanie z Pana Tadeusza, kiedy siadał przed swoją porcją. I rzeczywiscie, wszystko odbywało sie w zupełnej ciszy. Kiedy skończyli i wytarli utsta serwetkami, zjawiła sie kelnerka i spytała czy jeszcze coś podać. Adam zamówiłł jeszcze po piwie i dodatkową colę dla dziewczyny. - To teraz opowiedzcie mi swoją historię, dzieciaki - zaproponował Adam ujmując szklankę z piwem. - To może ja - zaproponowała Kamila - oboje mieszkamy w małych miejscowościach pod Olsztynem, a w Olsztynie sie uczymy. - Ty sie uczysz w Technikum Ogrodniczym, a Leszek? - On po gimnazjum miał przerwę ... musiał pomagać ojcu w gospodarstwie, ale potem poszedł do Zawodówki mechaniczno- ślusarskiej, lecz jest tam jeszcze ... a właściwie był, bo znowu przerwał, kiedy jego brat ... wyjechał z domu. - Oj coś kręcicie - Adam przybrał poważny ton - jak mam wam pomóc, to musimy grać w otwarte karty. OK? - Ok - odpowiedziała Kamila a chłopak kiwnął tylko głową, bo duszkiem kończył swoje piwo. Kelnerka właśnie przyniosła im nowe napoje i zebrała puste szklanki. - W takim raze pierwsze i zasadnicze pytanie - Adam pochylił sie nad stolikiem - czy jesteście pełnoletni? - Tak, tak. - Niestety muszę zobaczyć wasze dowody, bo inaczej wasi rodzice mogą posądzić mnie o pomoc w waszej ucieczce - bo jak sądzę oni nie wiedzą gdzie jesteście. Młodzi popatrzyli na siebie i zgodnie położyli przed nim swoje dowody. Oba były wydane w tym roku. Adam czytał półgłosem - Kamila Maria Milewicz ... Lech Władysław Krenkiel ... taak - to teraz kolej na mnie. Sięgnął do kieszeni i pokazał im swój dokument - Adam Stanisław Nowakowski - przeczytali oboje. - No teraz możemy grać w otwarte karty - jak długo sie znacie i jak się tutaj znaleźliście? - Poznaliśmy się rok temu w pociągu - dziewczyna oddała mu dowód a swój schowała do torby - jeździliśmy razem do Olsztyna i ... tak to się zaczęło ... potem raptem dowiedziałam się , że jego pradziadek Władysław, w czasie wojny miał jakiś oddział partyzancki, który działał jeszcze po wojnie i kiedy ich złapali, to z kolei przez mojego pradziadka, który był w Urzędzie Bezpieczeństwa - tamten został skazany na śmierć. No więc kiedy ojciec Leszka dowiedział się, że jestem z "tych" Milewiczów - to zakazał Leszkowi spotykać się ze ,mną. Leszek musiał ... - No, to wtedy postanowiliśmy - teraz wtrącił sie Lech, wyraźnie chcąc zakończyć ten wątek - wyjechać jak najdalej od tych głupich sporów. A o Wrocławiu tak dużo się słyszy, że to miasto młodych i że sie rozwija - węc stopem, przez 3 dni dojechaliśmy aż tu ... nie wiem tylko po co. - A jak długo już tu jesteście? - Wczoraj minał tydzień, bo pracowaliśmy niedaleko, na wsi u gospodarza, który dawał nam jeść i mieszkalismy u niego w komórce. Miał na koniec zapłacić nam za pracę przy zbieraniu z pola - ale jak przyszło do płacenia to w nocy po popijawie z sąsiadami - wyrzucił nasze rzeczy na drogę i kazał się wynosić. Teraz od dwóch dni jesteśmy we Wrocławiu, wczoraj skończyły nam się ostatnie pieniądze ... a dzisiaj od rana to już nic nie jedliśmy. - To widzę zjawiłem sie w samą porę! - Adam wyraźnie sie ucieszył - I teraz mniej wiecej wiemy na czym stoimy. - Raczej leżymy - wtrącił Leszek, ale Adam już myślał intensywnie co teraz zrobić. Młodzi wyglądali niegroźnie, więc mógłby zabrać ich do siebie - nie ma jego Agaty "Rozsądnej" - to może pozwolić sobie na takie szaleństwo - a potem się zobaczy. - Słuchajcie - powiedział już na głos - jesteście teraz w kiepskim stanie więc najpierw zregenerujecie się u mnie, a potem zobaczymy. Może znajdę wam jakieś zajęcie - bo niedługo muszę być już w Berlinie i będziecie musieli dawać sobie radę sami. Ale nie ma co się martwić na przyszłość - zbierajmy się, tu zaraz mamy postój taksówek.

Stojąc w oknie, Olga powtarzała wykombinowaną na prędce historyjkę dla swojego znajomego, kiedy pod postój podjechała taksówka i wysiadł z niej pan Adam z jakimiś młodymi ludźmi. Szybko więc narzuciła na siebie krótki, zamszowy żakiecik i zbiegła po schodach. Wychodzac z bramy "przypadkiem" wpadła na przechodzącą trójkę. - O pani Ola! - ucieszył się Adam - Witam, witam! - Dzień dobry panie Adamie, z nieba mi pan spada! - Z nieba? To pani, Rosjanka i wierzy w takie rzeczy? - Och ... to niech będzie, że z gwiazd - posłała mu swój zniewalajacy usmiech - zepsuł mi sie komputer i muszę skorzystać z Encyklopedii bo mam do napisania referat - czy mogę skorzystać z pańskiej uprzejmości? Mówił mi pan kiedyś o swoim bogatym księgozbiorze. Adam usmiechnął sie radośnie, lecz zaraz przypomniał sobie, że już nie będzie dzisiaj w domu sam. Popatrzył na stojących obok Leszka i Kamilę ... i westchnął. - Serdecznie panią zapraszam, ale może tak o siódmej wieczorem? Mam gości - wskazał ręką młodych - i chciałbym najpierw zająć sie nimi. - Nie ma sprawy, ja także mam coś jeszcze do załatwienia - to do zobaczenia wieczorem - z uśmiechem podała mu rękę. - A właśnie, wie pani w której bramie mieszkam ale nie zna pani numeru mieszkania, proszę dzwonic pod trójkę, OK? - uscisnął jej ciepłą dłoń. - Trójka, OK! To o siódmej? - O siódmej - do zobaczenia!

Kiedy byli już na klatce schodowej, Adam zapukał jeszcze do Kamila - czy był już z psem na spacerze - uzyskawszy potwierdzenie, zaprowadził młodych do siebie. Na progu powitał ich Dingo. Na jego widok Kamila schowała sie za Leszka. No bo był to rzeczywiscie wyjatkowo dorodny okaz boksera - prawie 50 kilogramów skłębionych pod skórą mięśni i wielki czarny pysk. - Spokój Dingo, do domu! - stanowczo odezwał sie Adam i pies posłusznie wycofał się do przedpokoju. Młodzi, trochę nieufnie, ale weszli do mieszkania. Adam zamknął drzwi. Błysnęło światło. - Wchodźcie, wchodźcie - tu na lewo proszę, do pokoju. Tam pod oknem złóżcie swoje rzeczy. Młodzi posłusznie wykonali jego polecenie. To jest nasz salonik telewizyjny. - A teraz pokażę wam całe mieszkanie, proszę - Adam przepuścił gości spowrotem do przedpokoju. - Tu na wprost macie kuchnię, tam przy oknie jest taka spiżarka-schowek, no ... pakamera. Kiedyś tu była służbówka dla gosposi. o w tym miejscu był dzwonek. Chodźmy dalej. - Tu jest łazienka z dużym prysznicem - dwuosobowym, jak by was to interesowało, bo chyba z tym pomieszczeniem zapoznacie sie na początku - uśmiechnął się znacząco - Teraz dalej. - Tu widzicie moją małżeńską sypialnię, muszę otworzyć z klucza, bo Dingo , jak mnie nie ma włazi na łóżko i się wyleguje. I jeszcze tu. - mam swój gabinet i bibliotekę. Ot i wszystko. - Lechu, to mieszkanie jest chyba większe od twojej chałupy - Kamila uśmiechnęła się do chłopaka - panie Adamie, ile tu jest metrów? - jakieś 108, chyba - Aha! Jeszcze przy strychu mam 25 metrów pracowni malarskiej, którą odkupiłem od pewnego artysty. - To pan maluje? - spytał Leszek - Zaraz maluję ... coś tam sobie bazgrolę w wolnych chwilach. - A pokaże nam pan? - Kamila przymilnie popatrzyła mu w oczy. - O nie! Stracił bym u was resztki szacunku - no może kiedyś zobaczycie, bo wywożę je cichaczem do domku w górach i tam straszę nimi wilki i miejscowych górali, żeby mi nie zaglądali przez okna - zaśmiał się Adam. - No właśnie, a gdzie pan właściwie pracuje - bo urządzenie tego mieszkania ... no troche kosztowało - zapytał Leszek - Ja miałbym pracować? - Adam uwielbiał dawać wszystkim tę odpowiedź - Ja jestem dżentelmenem! - I co ... z tego da sie wyżyć? - Jak widać zupełnie dobrze. - No ale taki gentelman - to co robi? - Nic! - Adamowi przypomniał się dialog Franca Fiszera. - No, ale - wtrąciła się Kamila - co by było, jakby tak wszyscy nic nie robili?! - No tak trudnej rzeczy, od wszystkich sie nie wymaga - zakończył ze śmiechem Adam. - A tak naprawdę - to trochę kiedyś wygrałem - a potem udało mi się jeszcze napisać dwie ksiażki. - No to wszystko wyjaśnia - młodzi się chyba uspokoili, że nie jest on jakimś mafioso, który sprzeda ich Turkom w niewolę. Nawet Kamila odważyła się pogłaskać Dinga po jego wielkim łbie. - To co - Adam zatarł ręce - pewno weźmiecie teraz kąpiel i siądziecie przed telewizorem? Dawno już nie ogladaliscie niczego, prawda? - O! Zapaliła sie Kamila - to świetny pomysł - a mogę coś przy okazji wyprać? - No pewnie - tam jest pralka - obok niej żona powiesiła instrukcję dla mnie - a suszarkę możecie rozłożyć w przedpokoju. Tu w łazience też jest taka mini-suszarka, ale to tylko na bieliznę - zaraz zdejmę te swoje gatki. - No to zabierajcie się za siebie a ja przygotuję coś do picia, po tym piwku jakiś lekki drink nam nie zaszkodzi. Już po chwili wszyscy - ku rozpaczy psa kręcili sie po domu, jak po dworcu. Adam z gotowymi drinkami siadł przy stole i włączył telewizor. Na TVN-24, właśnie wypowiadał sę Józef Oleksy - On jest wieczny jak kiedyś Cyrankiewicz - pomyślał sobie - i nawet troche podobny. Były premier uspokajał opinię publiczną, że przeciez Rosja to już demokratyczny kraj, że ... itd.

Adam przestał słuchać i zadzwonił do żony ... po co ma mu przeszkadzać potem ... po siódmej. - Halo, tu Adam - gdzie jesteś? - A wiesz, że na podobny pomysł jak my wpadło wielu Polaków i jeszcze więcej obcokrajowców, bo kolejka na granicy jest niemała. i jeszcze sprawdzaja każdy samochód - wiesz dokumenty, bagażniki. A jak tam - dzwonił ten klient? - Nie tylko dzwonił, ale już prawie wszystko jest załatwione - jeszcze tylko notariusz, i znowu napęcznieje nam konto. - No niby tak - ale wiesz, żal mi tego naszego gniazdka - w jej głosie był smutek - W końcu przeżyliśmy tam niejedno. Szkoda, ale trudno. Musimy mieć na stare lata jakies zabezpieczenie, bo inaczej musiała bym wrócić do zawodu - a ja jedak wolę tę swoją fotografię. - Ale ta twoja sesja zdjeciowa, chyba nie dojdzie do skutku? - Na pewno nie, bo przecież miały być na niej same rosyjskie modelki, a właśnie - weź , jak będziesz wyjeżdżał moje aparaty, ten drugi laptop ... no to co zwykle - nie zapomnij. - Ok! Na pewno wezmę - jak tam kolejka rusza się? - No właśnie, muszę kończyć, bo otworzyli jeszcze jedno przejście, może sie tam wcisnę - Pa! Zadzwonię już z Berlina! _ Pa! Uważaj, Nie spiesz się! - Ok! Ok! Połączenie zostało przerwane. Już ja wiem do kogo sie tak spieszysz - pomyślał - ten młody malarz z Poczdamu, na pewno już tam czeka w swojej berlińskiej pracowni. Kiedyś znalazł przypadkowo zapis ich figli w aparacie Agaty. Od tego czasu czuł sie usprawiedliwiony, ze swoich małych romansów. A Agata ... cóż, na pewno wciąż jest jego najlepszym przyjacielem. Tak jak w czasach, kiedy to on był biednym studentem ... cóż, takie jest życie - może teraz ludzie za długo żyją, żeby zadowolić sie jednym partnerem? Adam westchnął i włączył dźwięk w telewizorze. Zdążył przelecieć już po wszystkich kanałach, kiedy młodzi weszli do pokoju. - Siadajcie - tu macie swoje drinki, ten z cytryną jest dla Kamili. - Dziekujemy - Kamila posłała mu długie spojrzenie - jest pan dla nas taki życzliwy. teraz pewno siedzieli byśmy pokłóceni gdzies na ławce w parku. - I pewno jedlibyśmy z głodu trawę - dodał z usmiechem Leszek. - To macie pilota i oglądajcie sobie co tam chcecie, a ja także trochę się odświeżę. Wyszedł do sypialni i otworzył swoją szafę - pora wystroić się na przyjęcie Oli. Do godziny siódmej w domu panowała cisza. O siómej , Adam wszedł do saloniku i poprosił Kamilę o przygotowanie jakiś kanapek na kolację. - Daj tylko dużo żółtego sera i coś zielonego - dodał Adam - bo będziemy pili białe wino. Spodziewam się przecież gościa. I w tym momencie zadzwonił dzwonek domofonu - co obwieścił dodatkowo Dingo, tubalnym szczekaniem. Adam wyszedł do przedpokoju.

Olga, była ubrana prawie wieczorowo. Kiedy zdjęła żakiet, cała trójka ujrzała obcisłą czarną minisukienkę, z głębokim dekoltem. Na szyi błyszczała karminowa kamea zawieszona na czarnej aksamitce. Do tego szminka w tym samym kolorze i starannie ułożone włosy. Wyglądała prześlicznie - ale nijak nie pasowała do ubranego w samą koszulę gospodarza i zastawionego teraz suszarką z praniem, przedpokoju. - No nie wiem - Adam był troche speszony - mamy teraz szperać w zakurzonych tomach Encyklopedii, czy lepiej pojedźmy gdzieś do restauracji? - Ja tam czuję sie jak na randce - Olga nie straciła pewności siebie - ale naprawdę chcę też sprawdzić to i owo. _ To - "to i owo" bardzo mnie niepokoi - szepnęła Leszkowi w kuchni Kamila - ta baba wyraźnie leci na naszego gospodarza. - Och daj spokój, facet jest w porządku. - Tak, bardzo fajny gość, ale ma zdaje się i żonę i syna. - Och, czego oczy nie widzą ... - Leszek nie zdążył się uchylić i oberwał ścierką przez głowę. - Czy wy faceci nigdy się nie zmienicie? - Kama powiesiła ścierkę na miejsce - A ja i tak niedługo zapukam do tej jego biblioteki, żeby jej przeszkodzić. - To chyba przeszkodzić im, widziałaś jak on się gapił w jej dekolt? - No właśnie, tylko cycki wam w głowie ... no dobrze, już robię tę kolację. - Akurat ty , Kamuszku - Leszek objął dziewczynę od tyłu, ujmując w dłonie jej biust, nie musisz sie tym martwić. Tej Oli do daleko do ciebie. Kamila tylko westchnęła, mając w pamięci smukłe ciało Rosjanki.

A tymczasem Adam otwierał pierwszą butelkę wina, obserwując ukradkiem, zgrabną sąsiadkę, wypiętą teraz w jego kierunku. Po chwili Ola wyprostowała się dzierżąc w ręce gruby tom Encyklopedii. - To chyba tutaj znajdę potrzebne rzeczy - powiedziała siadając przy stoliku. - Proszę tu położyć tę książkę - teraz Adam podał jej kieliszek - za co wypijemy? Ale Ola przez dłuższą chwilę patrzyła mu tylko w oczy , po chwili wstała i zbliżyła wargi do jego ucha. O Boże jak ona pachnie! - pomyślał. - Proszę pana - wyszeptała - ja nie wiem jak mam to powiedzieć, ale ... ja tu przyszłam nieprzypadkowo. U mnie w mieszkaniu dzieje sie coś ... strasznego. No, no - oryginalny pomysł na podryw - pomyślał Adaś - i delikatnie pogładził ją po włosach. - Coś strasznego? - zapytał - To znaczy co? - Ja miałam być dla pana tą ... no ... przynętą - bo moi ... znajomi z Rosji chcieli wymusić od pana pieniadze - ale ci młodzi pokrzyżowali im szyki. Teraz chcą, żebym zaprosiła pana do siebie na ... no wie pan - a oni tam już zmuszą pana do oddania im pienędzy. - Olu - Adam odsunął ja od siebie i spojrzał w oczy - czy ty mieszkasz z jakimis bandytami? - Nie ...ale ... no coś sie zaczyna dziać niedobrego. Dzisiaj zakwaterowali u mnie jacyś dziwni goście, chyba wojskowi. Tak jakby ci ...co na tyłach wroga ... - Dywersanci - podpowiedział - Tak , dywersanci - i nie wiem co myśleć, ale to chyba jakaś większa akcja. - A mają ze sobą broń? - I broń i chyba jakieś miny, czy coś. - Oj to niedobrze, teraz każda policyjna interwencja, to by naraziła wszystkich mieszkańców kamienicy, ale co robić, co robić? - Adamowi wywietrzały już prawie ( ten jej zapach ! ) z głowy wszelkie romanse. - Olu - powiedział, poczekaj tu na mnie, a ja tymczasem zadzwonię do kolegi policjanta. on jest tam jakąś szyszką - i pewno coś poradzi, poczekaj tu chwilę, napij sie wina. Dobrze? - Dobrze.

Adam wyszedł z pokoju. W drzwiach o mało nie zderzył sie z Kamilą niosącą kanapki, która już chciała wejść "przeszkodzić" im w wydumanym przez siebie romansie. Adam jednak bez słowa wszedł do sypialni i zamknął drzwi. Za jakieś 20 minut był już z powrotem u Olgi, która przez ten czas, ze zdenerwowania wypiła prawie całe wino, i zjadła połowę kanapek. - Słuchaj Olu, sprawa jest poważna - przysunął się do jej ucha - Nie możemy ich spłoszyć. Teraz wrócisz do domu i powiesz im, że jutro o godzinie ósmej wieczorem, będę u ciebie. - Ale ja nie chcę tam wracać ... proszę... - Absolutnie musisz - teraz już był stanowczy - tam wrócić. Nie można ich spłoszyć, bo znajdą sobie nową kryjówkę. Policja już wie, kto to jest, ale nagle zgubili ich ślad. Dzięki tobie, znowu mamy ich namierzonych. Aha, i najważniejsze - musisz narysować dokładny plan swojego mieszkania i klatki schodowej. Zaraz dam ci coś do rysowania. Po chwili, wprawna ręka przyszłej "pani inżynier", wykonała trzy, dokładne rysunki całego drugiego piętra, swojej kamienicy. Potem Adam połaczył się jeszcze raz ze swoim tajemniczym znajomym, który umówił się na jutro z Olgą w pobliskiej Biedronce , żeby przekazać kolejne instrukcje. Adam otworzył jeszcze następne wino, ale rozmowa jakoś przestała "się kleić" i po jednym kieliszku odprowadził gościa do wyjścia. Chciał odprowadzić ją do domu - ale Olga nie chciała ryzykować - że mogą go na przykład porwać z ulicy. Jednak kiedy tak stali, naprzeciw siebie, na klatce schodowej - dziewczyna na pożegnanie, pocałowała go w usta, i to wcale nie "po przyjacielsku". Po czym szybko zbiegła ze schodów. Pod bramą czekał juz na nią Borys z jakimś niewysokim gościem. - No i gdzie ten facet? - usłyszała od razu pytanie. - Nie mógł wyjść - Ola gładko "sprzedała" mu swoją wersję - bo musi zająć sie swoimi gośćmi, ale jutro na ósmą wieczór, zaprosiłam go do siebie. - No dobrze, dobrze - kolega Borysa tylko skinął głową - to zaczekamy na niego w domu. Idziemy - bo nas jeszcze ktoś zobaczy. Po chwili zniknęli w bramie swojej kamienicy.

Tymczasem Adam, po wyjściu z łazienki, nalał sobie jeszcze kieliszek wina, resztę dał młodym "na dobranoc' i położył sie do łóżka. Jednak nie mógł zmrużyć oczu. Postanowił zażyć w końcu ten tybetański specyfik - podobno ukradziony z buddyjskiej świątyni - a przywieziony kiedyś przez Agatę. Przy tej okazji, przypomniał sobie o jej istnieniu, i ucieszył sie, że tam w Berlinie będzie bezpieczna. Te zioła, miały podobno cudowną moc uspokajającą - na bardzo długi czas. Agata nie chciała chyba mówić mu wszystkiego, i raczej odradzała - podobno ze względu na jego (kiedyś chorowity) żołądek - zażywania tego leku. Nawet nie wiedział gdzie go może trzymać. Kiedy jednak sięgnął do jej nocnej szafki to wyciągnął spory słoik z tymi ziołami. Chyba ktoś je już próbował - pomyślał, widząc tylko połowę tych zwiniętych liści. Wyciągnął jeden i zaczął czytać instrukcję umieszczoną przez żonę na słoiku. Nie było to wszystko takie proste. Musiał pójść do kuchni, zagotować pół szklanki wody, ochłodzić ją zimną wodą do około 30 ' C, a następnie wysypać, zawiniety w liściu proszek na dużą łyżkę i podgrzać aż zmieni kolor z zielonego na ceglasty. Potem szybko zanurzyć łyżkę w przygotowanej wodzie, dobrze rozmieszać i wypić duszkiem. Można potem gorzki smak ziół zabić kostką cukru - tak było w instrukcji. Adam wykonał to wszystko bardzo sumiennie - i zaraz położył sie do łózka. Teraz miał tylko czekać na sen.

/////////////////////////////////////////////////////////////////// - Sen Pierwszy Adama - /////////////////////////////////////////////////////////////

Otworzył oczy, bo coś łaskotało go po nosie. Nad sobą zobaczył uśmiechniętą twarz... znanej telewizyjnej spikerki, Magdy Jakieśtam - nigdy nie miał pamięci do nazwisk. Miała tylko inną niż zwykle fryzurę. Łaskocząc go jakimś piórkiem, mówiła do niego - "Wojtusiu". - Wojtusiu, obudź się idziemy już do domu - A gdzie ja ...gdzie ja jestem? - Och głuptasie, jesteśmy na urodzinach Olafa - twojego brata. - Ale ja nie mam brata Olafa, pani Magdo. - Mówisz do mnie "pani" ?! - Jej miła twarz nagle się zmieniła - Po tylu latach małżeństwa? I co to za Magda? Chyba wiesz jak mam na imię? - Nic już nie wiem - Adam powoli siadł i rozejrzał sie dookoła. Był w jakiejś sypialni. W kącie stał wielki, przestarzały telewizor , a z sufitu zwisał ohydny żyrandol - Czyje to mieszkanie? - No Olafa! - Nieznajoma kucnęła przed nim - Co ci sie stało? Masz zanik pamięci? - Chyba tak - daj mi sie czegoś napić i opowiedz mi o ... o nas, dobrze? - OK! Zaraz wrócę tu z mocną kawą. A ty się troche ogarnij.

Adam wstał i podszedł do dużego lustra w złoconych ramach, które wisiało na ścianie. Kiedy jednak spojrzał na swoje odbicie ... to wprost odebrało mu mowę. On czterdziestoparoletni facet - miał teraz chyba kilka lat i kilogramów wiecej, do tego długie włosy, związane w jakiś kucyk. Na sobie białą koszulę w wielkie czerwone maki, sięgajacą prawie do kolan, spod której widać było połatane dżinsy i sandały na bosych nogach. Poza tym zauważył na swoim palcu, wielki bursztynowy pierścień z inicjałami "W.R.". Adam intensywnie myślał, rozglądając sie za pilotem do telewizora. Chciał sie dowiedzieć jaki mamy dzisiaj dzień. Przypomniał sobie, juz po chwili, że wchodzac do łóżka - zażył ten tybetański specyfik. I pewno to są te halucynacje o których, kiedyś wspominała mu Agata - jego prawdziwa żona.

Drzwi sie cicho otworzyły, i weszła ta "spikerka". - No i co - przypomniałeś sobie jak mam na imię? - kobieta postawiła na stoliku dwie filiżanki z kawą. Adam przyjrzał się jej teraz dokładniej. Była bardzo ładna, z długimi rudo-blond włosami ,wiankiem stokrotek na głowie i zilonkawą, prześwitującą lekko niby-tuniką siegającą ledwo za jej kształtny tyłeczek. Na długich, opalonych nogach miała wysoko wiązane, białe sandały. Spodobała mu się ta przemiana z pięknej, ale zimnej telewizyjnej blondynki. - Wie pani ... wiesz, nie przypomniałem sobie . I w dodatku mam całkiem inne wspomnienie swojego własnego wyglądu. Teraz wyglądam jak jakis podstarzały hippis. - Hipis? A co to takiego? - Jak to, nie znasz tego słowa? - co tu jest grane, myślał intensywnie. - Nie! Pierwszy raz to słyszę. Wypij kawę i opowiedz mi co sobie przypomniałeś. Siedli razem przy stoliku. - No więc tak - ja opowiem Ci o sobie , a ty mi o so... a własciwie o nas, dobrze? - Dobrze, tylko nie próbuj jakiś psychologicznych wiwisekcji. Pamiętaj, ze to ja jestem psychologiem, a ty masz techniczne wykształcenie. - No więc dobrze - Adam wypił dwa łyki i rozsiadł się w wygodnym fotelu. - to było tak, wczoraj , według tego co pamiętam, położyłem sie do łóżka ... - Sam? - zapytała Nieznajoma z uśmieszkiem. - Tak, sam - bo moja żona jest akurat w Berlinie, a mój syn w Londynie? - Inna żona? I w Berlinie, w Londynie - a ty jesteś w ogóle Polakiem? - Oczywiście, i moja rodzina także, ale Polska jest teraz w Unii Europejskiej i możemy mieszkać gdzie sobie chcemy? - Zaraz, zaraz - powiedziałeś w Unii Europejskiej? Wiesz, mój kolega z Poznania miał kiedyś pacjenta, który twierdził, ze jego żona często śniła w nocy, ze jest mieszkanką właśnie Unii Europejskiej, i że tam gdzie wtedy przebywa, jest zupełnie inaczej niż tutaj. To bardzo ciekawy przypadek, podobny był także opisany kiedyś za granicą. - No i co z tą żona, wyleczyli ją? - Nie, chyba skończyło sie to rozwodem, bo ona tam, we śnie miała drugiego męża, o którym ciagle opowiadała. No i ten jej ... realny mąż tego nie wytrzymał. - A masz kontakt do tego kolegi? - Dopiero w poniedziałek, mogę znaleźć jego telefon, jak bedę w klinice. Ale opowiadaj ten swój sen, to bardzo ciekawe. - Tylko zrozum ... Magd ... a właściwie jak masz na imię? - Wojtek, nie denerwuj mnie! - No właśnie , w tamtym śnie, a właściwie w tamtym życiu-śnie, ja mam na imię Adam, a moja żona Agata.

Nieznajoma przez dłuższą chwilę patrzyła mu w oczy.

- No dobrze - mówmy poważnie. Czy ty NAPRAWDĘ nie wiesz kim jesteś? Nigdy się tak nie zachowywałeś! - Naprawdę !!! Przysiegam

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych