Wróć do katalogu

Jezioro Lodowe cz.2

Kiedy wyruszał w swą podróż nie wiedział jeszcze, że to jezioro które kiedyś miało go zgubić, zemściło się w inny sposób.

ShootingStar, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{i}- Ślubuję Czcigodnie. Tu, w Świątyni, która jest domem przodków Waszych, która duchów strzeże, mając w pamięci ich tajemnice. Tu, pośród piasków pustyni, parzących w stopy i osuszających gardła. Ślubuję tu, tuż obok słonych wód Białych Mórz, których szlaki prowadzą statki, na zielone łąki Astrii, karmiących nas niczym swe dzieci, na Słońce, co nigdy nie znika, a jedynie zachodzi za horyzont, by wstać dnia następnego. Ślubuję dozgonnie, że będę prawdy szukał i słabszych wspomagał, samemu ręki nie podnosząc na nic, co ma w sobie choć iskrę świetlanego życia. Ślubuję miecza nie dobyć, łuku strzałą nie splugawić i krwi na skórze nie poczuć, chyba, że rannemu bliźniemu pomocy udzielając..{/i} Kołysanie ustało. Zsunąłem z oczu ciężkie powieki, a nade mną wciąż nie było nieba. Nadal był to ciasny wagon pełen gryzącego, śmierdzącego powietrza. Przeklęty ten pieprzony wagon. Przeklęty ten pieprzony pociąg. Jechał przed siebie, nie pytając nikogo o zdanie i pędził na złamanie karku prosto w nieznane. Był jak strzała, jak pocisk, który lada chwila miał się wbić we wroga, jednocześnie ze śmiechem, powtarzając mu w twarz szyderczo słowa jego przysięgi: - Krwi na skórze nie poczuć i miecza nie splugawić...- Uśmiechnąłem się gorzko do swoich własnych słów sprzed miesięcy. Nagle cisza zaczęła brzmieć szybkim, przerywanym oddechem. Ach, no tak... Powoli uniosłem się na łokciach i, resztkami sił, wspiąłem do pozycji siedzącej. Naprzeciw siedział wczoraj poznany żołnierz, jeszcze bardziej wątły niż go zapamiętałem, a do tego światło pokazało mi wreszcie jego twarz – tak zmęczoną i bladą, niewiele młodszą ode mnie. Przyciskał kurczowo swoje nogi do piersi, ledwo obejmując spękanymi placami zbyt wysokie cholewki skórzanych kozaków. Patrzył na mnie przekrwionymi oczami, spod tej śmiesznej czapki, która zdawała się go przygniatać i jeszcze bardziej zmniejszać. - Możesz mi powiedzieć... - Nie dam ci się pierwszy zabić. Westchnąłem cicho. Jego niezbyt ciężki, raczej melodyjny głos brzmiał tak poważnie w tych słowach, niepasujących w ogóle do tego, co widziały oczy. Ten chudy chłopak wcisnął się w najdalszy kąt wagonu i kuląc swoje trzęsące się ciało w obronnym geście, próbował ustawić sytuację na równi. Spojrzałem na leżący obok półtorametrowy pas stali, zakończony czerwoną, skręconą w prawo rękojeścią. - Mogłeś mnie zgładzić we śnie – uśmiechnąłem się w jego stronę - nawet nie masz pojęcia, jaką wyświadczyłbyś mi przysługę. Zresztą, nie tylko mi. Utkwił we mnie swój wzrok. Zaśmiałem się gorzko. Starał się być poważnym wojakiem, pełnym ideologii i zapału, a brak styczności ze śmiercią bił od niego niemiłosiernie. Dopiero po chwili ocknął się z transu. - Takie to śmieszne?! Za kogo ty się uważasz!- wrzeszczał zrywając się z miejsca. - Życie to dar! A poza tym, obrażanie żołnierza na służbie to znieważenie państwa! Mam prawo cię zabić za to i... i nie zawaham się tego zrobić! Gorączkowo wyszarpał zza pasa służbowy pistolet, celując nim we mnie. Zerknąłem na poniewierający się po ziemi miecz i beznamiętnie kopnąłem go w jego stronę. Powiódł za nim wzrokiem, a potem nerwowo spojrzał znów na mnie, zaciskając co chwila palce na narzędziu. Patrzyłem wprost na niego, spokojnie czekając na strzał. On jednak trząsł się coraz bardziej i przestępował z nogi na nogę. W końcu potrząsnął głową i spytał, udając pewność: - Jakieś ostatnie słowa...? Uśmiechnąłem się tylko dobrotliwie. - Czemu pociąg stoi w miejscu? On niemalże natychmiast osunął się na ziemię, uginając swoje wątłe nogi i ręce. Lufa stuknęła cicho o drewniane deski, tracą jakiekolwiek resztki aury niebezpieczeństwa. Wgapiał we mnie swoje zielone oczy, a ja byłem niemal w stanie zliczyć łzy, które miały niedługo wytrysnąć. Oparłem się wygodnie prostując zbolałe nogi. Pociąg zagwizdał dwa razy, a na zewnątrz zaczął rozbrzmiewać gwar. Spróbowałem dojrzeć coś w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych