Jude
Prawdziwa historia zwykłej dziewczyny.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jude North była zwykłą dziewczyną z prowincji. Nie wyróżniałam się niczym, jej uroda była przeciętna, nie należała do szczupłych dziewczyn, a jej postura ciała przypominała balonik. Była wesoła, szczęśliwa, zawsze uśmiechnięta, cieszyła się każdą chwilą, a przede wszystkim potrafiła śmiać się sama z siebie, mimo to na jej zaufanie trzeba było zasłużyć. W życiu nie potrzebowała niczego. Mimo fałszywych przyjaciół i malutkiej samotności, która doskwierała jej tylko w nocy, kiedy nie umiała zasnąć, czuła, że jej życie jest pełne tego, czego powinno być. Nie umiała tego nazwać, lecz była pewna, że „to” ma. Kochała się jak każda dziewczyna w wielu chłopcach. Po szóstej klasie na wakacjach poznała Michaela McGround. Był to chłopiec o nie przeciętnej urodzie, trochę wulgarny, nieśmiały, co nadawało mu uroku. Jego duże brązowe oczy przypominały kawałki gorzkiej czekolady, może, dlatego tak przyciągał do siebie, Jude, gdyż ona uwielbiała taki rodzaj słodkości. Nie wiedziała, czemu, ale miał w sobie to, czego szukała. Pewnego letniego dnia przyszedł do niej ze swoim przyjacielem. Była zaskoczona, gdyż jeszcze żaden chłopak nie odwiedzał jej w domu. Wyszła na starą werandę i usiadła na schodach koło Michaela. Jego przyjaciel stał naprzeciwko nich. Stojąc tak powiedział: "Jude, wiem, że jesteś dziewczyną nie ufną i boisz się obcych ludzi, ale jest ktoś, kogo znasz i bardzo chciałby z tobą być”. Jude była zdezorientowana, gdyż przez jej myśli przeszedł każdy młody mężczyzna z okolicy. Każdy za wyjątkiem Michaelem. Po krótkiej chwili dodał: ”Wiem, że nie znasz go długo, ale ja ci ręczę jego uczuciami, ten chłopak to Michael”. Spojrzała na niego zmieszana i troszczkę przestraszona. Jej 13 letnie serduszko biło jak szalone. Nie potrafiła myśleć o tym, co ma powiedzieć. Jej uwagę przykuwał fakt, że jest piąta po południu i lato tego roku jest bardzo gorące. Myślała również nad wiatr wiejący z północy jest cieplutki i można w nim wyczuć zapach drzew iglastych naj prawdopodonie wiatr przyniósł ten zapach z pobliskiego mieszanego lasu w raz z mieszanka rozmaitych kwiatów. Czuła go na twarzy i chciała się do niego przytulić. Nagle z tego błogiego stanu wyrwał ją Michael patrząc na nią oczami pełnymi nadziei i pytając: „I co ty na to?”. Nie potrafiła nic powiedzieć. Bez zastanowienia parsknęła: „Tak”. Nagle w tej samej chwili chciała żeby tego nie usłyszeli, powiedziała to tak cicho, że były nadzieje na taki bieg wydarzeń. Niestety obydwaj to słyszeli. Michael zerwał się na równe nogi krzyczał: „Tak! Tak!”, mocno ją uścisnął i pobiegł razem ze swoim przyjacielem w nieznanym dla Jude kierunku. Siedziała tak na starych schodach werandy jeszcze dobre piętnaście minut, aż nagle poczuła. Poczuła, się jak zakochana, a raczej zauroczona i zaskoczona swoimi uczuciamu. Miała motylki w brzuchu. Uśmiechała się sama do siebie. Chciało jej się krzyczeć i skakać i być dobrym i czuła w sobie tyle siły, że mogłaby przenosić góry. Jude mieszkała na północ od Kalifornii w małym miasteczku Smallvilage. Miasteczko słynęło z tego, że każde lato było gorące i słoneczne. Turyści zjeżdżali się z różnych krańców ameryki a żyby po bytować z naturą. W powietrzu można było wyczuć aurę magiczności. Wszystko mogło się tam zdarzyć. Wystarczyło uwierzyć. Było to miasteczko przepiękne, przepełnione naturą i takie schludne, aż chciało się żyć. Elizabeth Clark była osobą o silnym charakterze, potrafiła manipulować ludźmi jak nikt. Znała swoją moc i w pełni potrafiła ją wykorzystać. Po za tymi silnymi cechami charakteru, była również piękna. Szczupła sylwetka, długie blond włosy, niebieskie oczka. Jednym słowem ideał, do którego dążyła każda dziewczyna w miasteczku. Była młodsza od Jude o rok i miała większe powodzenie od niej. Była ”gwiazdeczką” Smallvilage. Jej ojciec Henry Clark, a właściwie cała rodzina Clarków „rządziła” miasteczkiem. Jude była dla Elizabeth „przyjaciółką”, lecz tak naprawdę Jude była osobą na posyłki. Elizabeth potrzebowała takiej osoby. Jude to nie przeszkadzało. Lubiła czuć się potrzebna i Elizabeth doskonale o tym wiedziała i potrafiła to wykorzystywałać. W momencie, kiedy Elizabeth dowiedziała się o tym, że Michael jest z Jude ucieszyła się z dwóch względów. Elizabeth chodziła z przyjacielem Michaela z Jakem Mercy. Był to przystojny chłopak, nie wysoki. Mimo to najlepsza partia w całym Smallvilage. Pewnie z tego względu Elizabeth była z Jakem. Drugim powodem był fakt, że będą mogły chodzić na podwójne randki. Elizabeth mimo wrednego charakteru naprawdę lubiła Jude i traktowała ją jak siostrę, która akurat jej usługuje. Obydwie wiedział, że teraz będą więcej czasu spędzać razem. Wieczorem, kiedy Jude leżała w łóżku. Było po północy a księżyc padł przez okno na jej niewinną twarz. Patrzyła na niego i zastanawiała się nad całą tą sytuacją. Nie czuła już podekscytowania. Motylki ucichły. Zdała sobie sprawę z tego, że ona wcale go nie zna. Przypominała sobie wszystkie komedie romantyczne, jakie widziała w telewizji. Żadnej nie mogła dopasować do swojej obecnej sytuacji. Nagle, tak w jednej chwili zamiast podniecenia pojawiło się napięcie, którego nie mogła się pozbyć. Dotarło do niej, że Michael nie zapuka w noc do jej okna i nie powie jak ją bardzo kocha, albo zaśpiewa serenadę pod jej oknem. Nic z tych rzeczy się nie zdarzy i była tego pewna. Zawsze marzyła o związku pełnym miłości, akcji i niespodziewanych wydarzeń. Leżąc tak wiedziała, że zamiast tego wszystkiego jedyne, czego może się spodziewać to nudnych spacerów i niezręcznej ciszy oraz co ją najbardziej przerażało, nawet nie wiedział czemu, to fakt, że teraz będzie spędzać coraz więcej czasu z Elizabeth i mimo początkowej euforii teraz chciała być sama w swoim pokoiku w patrzeć na księżyc. Było jej smutno. Nie chciała z nim być. Chciało jej się płakać. Następnego poranka Jude czuła się okropnie. Była senna. Chciała usiąść na starej huśtawce znajdującej się na zniszczonej werandzie i pogrążyć się w jakiejkolwiek książce Stephena Kinga. Uwielbiała te książki. Czytała każdą z nich po kilka razy. Uspokajały ją i kiedy czytała nic poza książką nie istniało. Chciała tak uciec od problemów. Kiedy zadzwoniła do niej Elizabeth żeby pogratulować jej wspaniałej decyzji była zszokowana. Domyśla się, że Elizabeth wie, bo powiedział jej Jake, lecz mimo to wywarło to na niej dużo wrażenie. Przedstawiła jej plan, jaki sobie obmyśliła na podwujną randkę. Jude nie potrafiła zrozumieć tych wszystkich punktów, podpunktów i wyróżników, które tak namiętnie dodawała. Nawet nie zapytała Jude czy się na to zgadza tylko powiedziała, co miała powiedzieć, na koniec dodała żeby przyszła do niej po obiedzie i odłożyła słuchawkę. Jude nic nie zdążyła powiedzieć. Z całej piętnasto minutowej rozmowy zrozumiała tylko, że pójdą na spacer, będzie jakiś piknik i że ma ubrać odświętna sukienkę, którą miały obydwie taka samą. Jude nie chciał iść, ale zebrała się w sobie, ubrała się ładnie, uczesała włosy w grubego francuza i wychodząc z domu ładnie się uśmiechała. Kiedy dotarła do domu Elizabeth, który było oddalony do jej o jakieś 50 m poczuła, że chce do domu, lecz wiedziała ze jak teraz się wróci nie wymyśli żadnego wytłumaczenia i Elizabeth ją znienawidzi a nie chciała tego. Stanęła w drzwiach jej domu. Był już tam Michael i Jake. Patrzyła na nich uśmiechając się, a w środku była już zalana łzami. Elizabeth przyćmiła jej obecność swoją nie przeciętną urodą. Bez żadnego słowa wszyscy wyszli na dwór i kierowali się za Elizabeth, która według planu powiedzianego rano Jude szła na spacer. Po wyjściu po za stosunkowo duże podwórko nagle zwolniła Jake złapał ją za rękę i szli jak młodziutkie małżeństwo. Wyglądali uroczo. Michael szedł cały czas za Jude. Sam się trochę bał, lecz nie tak jak ona. Elizabeth nagle powiedziała: „Złap ją w końcu za tę rękę, ona cię nie ugryzie”. Jude poczuła, że robi się cała czerwona ze wstydu. Nie chciała żeby ten obcy chłopak łapał ją za rękę. To był je pierwszy raz chciała żeby było to wyjątkowe, a jak na razie to do doskonałości brakowało i to bardzo dużo. W ten czas, kiedy tak rozmyślała on złapał ją za jej dłoń. Serce zaczęło bić jak szalone, a Michael nie patrzył na nią tylko w drugą stronę. Poczuła się tak jak by Michael się jej wstydził. Jedna zła popłynęła je po policzki. Szybko ją wytarła i się uśmiechneła. Poczuła jego spoconą dłoń. Trzymał ją dosyć mocno, nie puściła go, ale bardzo chciała. Po dwudziestu minutach Jude zapomniała, że w ogóle trzyma kogoś za rękę. Szli niesamowitym tunelem z drzew kasztanowca. Czuła się jak główna bohaterka jakiegoś romansu. Zastanawiała się jak wyglądałoby to w nocy. Mimo iż mieszkała w Smallvilage od urodzenia nie była jeszcze w tym miejscu. Jude była zachwycona tym wydokiem, zapachem, mogła krzyczeć i skakać. Na końcu tego wspaniałego tunelu znajdowała się polana pełna przeróżnych kwiatów. Zdawało się Jude, że są tu wszystkie kwiaty świata. Było to miejsce bardzo kolorowe, pełne magiczności. W tym momencie zdała sobie sprawę, że Michael czasem na nią spogląda. Zaczęła się zastanawiać czy czasem nie na tym polega cała ta „miłość” na tych wszystkich spacerach, na rozmowach o niczym. Już jej to nie przerażało. Nawet czuła się „szczęśliwa”. Cokolwiek to znaczyło w tym momencie. Jude przeżywała wszystko bardzo emocjonalnie. Jak kochała to na zabój, jak nienawidziła to na wielki. Zakochała się w Michaelu, a bardzo tego nie chciała. Wiedziała jak się to skończy. Mimo wszystko popełniła taki nie wybaczalny błąd. Pokochała. Czas leciał Jude z Michaelem nie prawdopodobnie szybko. Nie miała nawet chwili czasu na dokończenie książki. Ciągle gdzieś się spieszyła. Wszystko działo się za szybo jak na jej wiek. Nie potrzebowała jeść, pić i oddychać. Wszystko on jej zapewniał. Doszła w krótkim czasie do tego, że oddychała, bo on oddychał. Jude była taka szczęśliwa, pełna nadziei, nie myślała o tym, co będzie bez niego. Śmiała się z ludzi, którzy cierpieli z miłości, płakali. Była pewna, że ją nigdy to nie spotka, ponieważ ma, Michaela, który zawsze będzie ją kochał. Pod koniec wakacji pojechała z Elizabeth na targ do sąsiedniego miasteczka. Jude wcale nie chciała tam jechać, ale Elizabeth ją przekonała. Jude jechała samochodem z ojcem Elizabeth Henrym, patrzyła w okno zastanawiała się, co robi Michael. Na targu też nie było żadnej rewelacji. Chciała już wracać. Wtedy stała się najgorsza rzecz w całym jej życiu. Elizabeth poznała Rayana Jackom. Był to nad zwyczajnie przystojny chłopiec. Jego ciemna karnacja jak z południa wspaniale współgrała z jego czarnymi jak kruk włosami i również takimi samymi oczami. Biel jego zębów można było dostrzec na w oddali. Elizabeth stanęła jak słup soli. Jude wiedziała, co się stało. Jake przecież był od tego atlety mniejszy o dwie głowy, a jego uśmiech nie mógł się równać z tymi dołeczkami Rayana. Elizabeth posłał Jude na przeszpiegi. Miała zapytać o to czy na dziewczynę albo czy nie chce jej poznać. Jude pokornie zrobiła to. Rayan nie zdawał się być zaskoczony. Jude wiedziała, co to znaczy. Wiedziała, że on należy do tej katygorii chłopaków, której unikała. Była to kategoria chłopaków, których interesuje tylko chwilowa przygoda. Tak na jeden raz. Nic więcej. Jude chciała przestrzec Elizabeth zanim podszedł do nich Rayan, ale ona nie słuchała. Była zauroczona tym niezwykłym Latynosem. Jude zdawała sobie sprawę z tego, że zmieni się jej życie. Nie wiedziała tylko jak bardzo. Miasteczko, w którym Jude razem z Elizabeth pojechały na targ było oddalone od Smallvilage o 10 mil. Można było dostać tam autobusem. Elizabeth rozmawiała z Rayanem około 30 minut, a już miał do niej przyjechać następnego dnia. Jude umówiła się z Michaelem i kiedy już miała wychodzić od Elizabeth, była tam, bo miała jej doradzić, co powinna włożyć żeby nie wyszło, że jest nieułożona, powiedziała: „Wiem jak zależy ci na tym spotkaniu z, Michaelem, ale mogłabyś zrobić dzisiaj dla mnie wyjątek i pójść ze mną. Trochę się boje sama iść. Wiesz jak to jest”. Powiedziała coś jeszcze, ale Jude nie zrozumiałą tych słów. Była zszokowana tą proźbą-rozkazem. Miało to na nią taki mocny wpływ, że się zgodziła. Nie powiedziała nic Michaelowi o zmianie planów. Nie mogła, bo Jake nie mógł się dowiedzieć, że Elizabeth się z kimś umówiła. Przecież by zniszczyła ich „związek”, a nie chciała tego robić, ponieważ nie wiadomo czy wyjdzie z Rayanem, lecz jeżeli wyjdzie to zrezygnuje, z Jaka. Elizabeth ubrała się w końcu w to, co sama wybrała za nim przyszła Jude i poszły na przystanek po „cudownego” Rayana. Jude próbowała jej wytłumaczyć, że nie podoba jej się ten chłopak. Powiedziała wszystko. Jak zareagował i jaki pewny był siebie. Elizabeth uznała to jako komplement dla jej osoby, a nie jako przestrogę. Kiedy doszły na przystanek Rayan już tam stał. Jude nie widziała w nim nic niezwykłego, po za faktem, że na samym wstępie nawet jej nie zauważył, a przecież to ona pomogła im w tym spotkaniu. Jude przez całe 3 godzinne spotkanie albo szła z tyłu słysząc tylko ich chichoty albo siedząc dwie ławki dalej. Wtedy, kiedy tak siedziała zdała sobie sprawę z tego, że już nie będzie się spieszyć na podwójną randkę, że teraz to zostanie tylko ona i Michael. Cieszyło ją to, gdyż czasem tylko Elizabeth była w centrum uwagi a nie chciała tego. Pragnęła zwrócić oczy Michaela tylko na sobie, a ona jak by na złość w momencie „pstryk paluszkami” i ona na pierwszym planie już do końca. Mimo wszystko Michael nie zawsze dawał się ponieś emocją i nie zwracał na uwagi na Elizabeth. Niestety, było ich znacznie mniej. Jude prawie przez cały czas rozmyślała nad usprawiedliwniem się z nieobecności na spotkaniu. Wymyśliła z tysiąc wymówek. Dobrych wymówek, które na pewno by przeszły, ale świadomość okłamania go niweczyła każdy plan. Zdecydowała w końcu, że nic nie powie tylko się uśmiechnie i zrobi coś, czego do tej pory bała się i uważała to za najgorszą rzecz na świecie. Chciała go pocałować. Uznała, że będzie w szoku i zapomni o tym, że nie przyszła na umówione spotkanie. Na samą myśl o tym, co ma zamiar robić serce biło jej jak szalone, ale wiedziała, że jeżeli nie chce kłamać musi to zrobić i w tym akcie desperacji była gotowa na to. Kiedy randka dobiegła końca wróciła prosto do domu i nie umiała zasnąć rozmyślając nad tym, co się za parę godzin zdarzy. Kiedy leżała i patrzyła w księżyc nie wydało jej się to obrzydliwe. Odbierała to jako ukoronowanie ich „związku”. Wiedziała, że to wzmocni ich uczucia i nada nowego sensu. Pragnęła doskonałości. Nie wiedziała jak zacząć. Obmyśliła wszystko gdzie, jak i kiedy. Dopiero wtedy zasnęła. Poranek Jude wydał się doskonały. „Idealny dzień na pocałunek”-pomyślała. Była pełna pozytywnej energii. Była sobota, więc trzeba było posprzątać. Zajęło jej to o polowe czasu niż zwykle. Zadzwoniła do Michaela i powiedziała mu, że spotkają się tam gdzie zawsze o zwykłej porze, co oznaczało około czwartej po południu. Nie chciała wzbudzać jego podejrzeń, więc wybrała zwyczajną porę niezwyczajnego wydarzenia. Czekając na spotkanie wybrała strój i zaczęła czytać ksiażka, wtedy przyszła do niej Elizabeth. Powiedziała już na wstępie: -Ale wczoraj było cudownie, dziękuje ci, że ze mną byłaś nie poradziłabym sobie bez ciebie. Chciała się odwdzięczyć, więc umówiłam cię na randkę w ciemno z przyjacielem Rayana Bobem. Jest w wieku, Rayana więc 2 lata starszy. Podobno przystojny. No, co tak na mnie patrzysz jak byś śmierć zobaczyła? Rzeczywiście, Jude poczuła jak jej cały malutki świat legł w gruzach. Odpowiedziała spokojnie i opanowanie: -Ale ja jestem z Michaelem. Przecież sama chciałaś żebym z nim była, bo do siebie pasujemy, a teraz mi mówisz, że mnie z kimś umówiłaś? -A tam. Michael to historia. Ja kończę z Jakem, a ty, z Michaelem. Jak siostry. Zaczynamy nowy rozdział w naszym życiu. Jude chyba nie myślałaś, że będziesz, z Michaelem do końca życia. Fakt, że dla ciebie zerwał Merry Duckin nie oznacza, że na niego zasługujesz.- Powiedziała w odwecie. Jude zaczęła analizować całą sytuacje. „Merry Duckin?” -Pomyślała. Druga partia po Elizabeth. Jude miała mentlik w głowie. Michael wybrał ją a nie Merry. I dla niej to znaczyło więcej niż cały ten nic nie warty Bob, ale fakt, że nazwała ją siostro przeważył szale. Zaczęła myśleć tak jak ona. Elizabeth miała racje. Przecierze Jude nie była by z nim do końca życia. Było jej przykro tylko z jednego powodu, że nie spełniła swojego marzenia. Nie pocałowała go, a w głębi chciała żeby on był jej pierwszym chłopakiem, który ją pocałuje. Mimo wszystko. Uległa Elizabeth. Miała nadzieje, że teraz nie będzie jej wykorzystywać i zacznie ją traktować jak równą sobie. -Dobrze, zróbmy tak.- Jude powiedziała to przygaszona. -Świetnie tylko zadzwońmy do tych idiotów i powiedzmy im, że to koniec. -Promieniała mówiąc to. Elizabeth wykręciła numer Jake i powiedziała, że to koniec. Tak po prostu. Potem dodała żeby dał do telefony Michaela bo Jude chce z min pogadać. Kiedy Jude trzymała słuchawkę, wzięła głęboki wdech i powiedziała:, „Michael wiem, że nie dawno dzwoniłam i mieliśmy się spotkać, ale zaszły pewne zmiany. Wiesz nie pasujemy do siebie to koniec” i tak po prostu odłożyła słuchawkę i już nie myślała nad tym. Po prostu koniec. Jude rozmyślała nad nowym chłopakiem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AlLeLL
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…