Jutro
krótka historia o miłości, człowieku i sensie życia...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jutro
Prolog
Materialny flesz. Rozbrat ziemi i nieba huczący rozwartą paszczą na lini widnokręgu. Żarząco biała dziura połykająca realną i metafizyczną objętość całości lub całej części. Części mnie w niej i jej części we mnie. Całości jej we mnie i całości jej. Trzęsienie niebios i magiczne przemienienie. Czegoś wielkiego w ogromne nic, które mogłoby dla Ciebie nie mieć początku. Nasi synowie, przyjdą na to miejsce i zobaczą nic bez przeszłości. A przecież tu stałem kiedyś. Tu właśnie, i byłem przeszłością niczego, któremu wtedy ofiarowywałem swoją przyszłość. Ufając jej. Błysk. Najszybsza chirurgiczna operacja usunięcia. Bezbolesna amputcja najważniejszego, błędna eliminacja sensu. Transplantacja cierniowego kolca w miejsce zdrowego, bijącego ku czemuś serca, error. Error! Przejście niewidzialnej kolumny przedwiecznej armii pod komendą czterech sklonowanych jeźdźców, na życzenie i zawołanie głupoty i pychy. Na znak i rozkaz ataku od tak. Ziemia drżąca od uderzeń miliona kopyt w zgiełku tętentu, którego nie usłyszysz, bo to śmiertelny hałas, który szaleje w ciszy. Zamykasz oczy, a kiedy je otwierasz jesteś już gdzieś indziej. I tak jakby nic się nie stało, nie miało szansy się stać, nie miało na to czasu. A jednak stało się, już przyszli, zrujnowali wszystko i odeszli, i możesz zamknąć oczy, bo Twoje oczy nie są w stanie patrzeć na to co widzisz. Ale jeżeli je zamkniesz to będziesz to widział dalej, więc pewnie wyłupiesz swoje oczy. Ale to nic nie da, bo będziesz czuł wszystko co widziałeś, a wtedy wyrwiesz sobie serce.
I Dziś
Czym jest jutro? Nie zastanawiaj się tylko odpowiedz natychmiast. Myślisz na pewno, że jutro to jutro, po prostu, dzień jutrzejszy. Kiedy dziś minie północ, nastanie jutro. Oczywiście, masz rację. Oczywiście, ale czym jest dziś? Czyż nie jest jutrem dla wczoraj? Jutro jest bliskie, w końcu jest już jutro. Ale to nie prawda! Szatańska szarada kogoś tam. Jutro nie istnieje. Jedyne jutro to dziś, zawsze i niezmiennie. Jeżeli ktoś, codziennie mówi że zrobi coś jutro, nie zrobi tego nigdy. Jutro to marchewka na patyku. Kukiełka zająca pędząca przed ścigającymi się psami. Jedyne co mamy to dziś. ***
Pociąg posuwał się wolno, mozolnie przeciskając się przez uciekjący czas, jak małe dziecko zagubione pośród tłumu supermarketu. Ale nawet gdyby pędzieł, pruł naprzód, rozrywając długie godziny na iskrzące sekundy, dla niego i tak byłoby to za wolno. Chciał być już na miejscu. Mijał domy bliźniacze do jego, jakby z jednej formy odlane, drzewa, ulice, samochody, przechodniów. Ale chciał być już na miejscu, które przywita go rozwartymi ramionami, z błyskiem w oknach i śmiechem w koronach drzew. Popędzał w myślach ten pociąg, który gnał i tak już chyba na granicy swych mechanicznych możliwości. Czuł niepokój. Ten podskórny, niewidoczny dla innych, najdziwniejszy rodzaj niepokoju. Bezprzyczynowe drżenie. Tak jakby wypił dwie mocne kawy pod rząd. Chciał już być na miejscu.
Czwarta nad ranem witała ją ostanio zawsze w tym samym miejscu. I Bóg mi świadkiem, jeżeli kiedykolwiek chciałbym być czymkolwiek, chciałbym być czwartą rano. Ujrzałbym kapłankę życia w swojej świątyni. Pośród świec rzucających migotliwe odblaski na ściany wysadzane obrazami. Pośród słodkich wyziewów tego świętego miejsca, zapachu jej i gorącej kawy. Pośród słów, które czytała, nabierających wokół niej postaci materialnego obłoku. Nimbu spokoju, mądrości i boskiej naiwności. Czwarta rano patrząc na nią, wiedziała wszystko, i nie bała się wcale, że za godzinę czeka ją unicestwienie. Wiedziała, że jest tu po to, i tylko po to żeby zobaczyć to, do czego jej oczy zostały stworzone na jedną jedyną godzinę, i nie pragnęła nic więcej. Ona. Czuła się doskonale będąc samą na świecie. W tym momencie, kiedy za oknem stały, niby skulone w sobie, zaspane monumenty bloków. Z ciemnymi oczami, trzymając w sobie ciepło setek śpiących istnień, utulonych w betonowych ramionach. Właśnie o tym myślała, kiedy motylami z jej brzucha, na twarz, wzleciał delikatny uśmiech. Wspomnienie kogoś, kto z dumą nazywał siebie dzieckiem bloków.
Patrzył na twarze osób jadących w jego przedziale. Na smutne historie zamknięte na wieki gdzieś na dnie matowych oczu. Widział ich myśli niczym chmary kruków obsiadująych zgniłą padlinę, spraw przyziemnych a jednak egzystencjalnych, dla nich. I cierpiał z powodu swojego szczęścia, które zmieniło go na zawsze, uwolniło jego oczy i pozwoliło mu widzieć. Chciał ich wrócić do życia, pokazać prawdę którą znał, jedyną prawdę, i zmienić ich tak jak zmieniono jego. Naiwna dusza wyrywała się z ziemistego ciała usypanego w kurhan dawnych starań, walk i poświęceń. Smutek zatęchłym powietrzem wypełniał płuca, a On musiał wstrzymywać nadchodzące parsknięcie płaczu. Nad nimi i nad sobą. Nad światem i nad. I wiedział, że gdyby teraz nie wracał, gdyby znowu uciekał, płacz wypełniłby mu oczy, usta, serce i dłonie. Płakałby niepogodzony, nawracający tych, których oczy wyschły na znak przyzwolenia. Nawracałby zagubiony, tych, którzy znają swój szlak. Odwrócił głowę w stronę okna i zamknął oczy. Głęboko wciągał powietrze po czym wydychał stare skrzepy żalu, zatory bezradności i wszystko co tak mocno ciążyło w dół. Przywołał jej twarz, jej głos, a w końcu jej ciepło, które wolno rozlało się w jego wnętrzu jak kieliszek wódki po długim spacerze w mroźny dzień. Krew odżyła w nim niczym rzeka w instynktownym pędzie do oceanu, w wędrówce zakodowanej w każdym atomie materii, w wiecznej podróży do spełnienia.
Płynna wędrówka malutkiej igły po winylowych ścieżkach błyszczącej płyty. Od trzasku początku do zgrzytu końca, niestrudzenie wygrywając treść zaklętą w kawałku sztucznego tworzywa. Muzyka poranków spędzonych razem. Z polifonią świtu w tle. Powiedziała kiedyś, że życie jest sensem samym w sobie. Zaczynam w to wierzyć kiedy patrzę na jej natchnioną twarz zwróconą w stronę okna, za którym świat budzi się tysiącem głosów chwalących światło, urzeczonych światem tętniącym barwami. I nie zauważyłbym tego mgnienia na jej twarzy, gdybym nie wiedział, że tam było. Grymasu bólu kiedy pomyślała, że słońce mogłoby nie wzejść. Jutro.
II Wczoraj
Przedwojenne kolumy utrzymywały strop na który niebo runęło klęską rozstania. Spazm energii wstrząsnął pociągiem, stalowe ramiona wyprostowały się w oczekiwaniu na sygnał. Krzyk gwizdka i kolos ruszył, niewzruszony słonym spojrzeniem zatrzymującym go w miejscu. Głowa bezładnie opadła jej na pierś, a nieboskłon w ostatnim westchnieniu żalu tąpnął lawiną deszczu. Przypomniała sobie, jak jeszcze niedawno marzyła o tym- jeżeli rozstać się, to tylko w deszczu, właśnie tak jak teraz, kiedy świat płacze razem z Tobą. Ale wtedy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jim Stark
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…