Kabel
Z założenia miała to być pierwsza scena większej całości, ale można czytać ją także jako skończoną historię.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudził się z bólem głowy na strasznym kacu. Do pionu postawił go alarm w telefonie. Głowa pulsowała rytmicznie miażdżąc od wewnątrz mózg. Zamarł w bezruchu. Czuł się, jak gdyby pracowała nad nim przysadzista kuchara ugniatająca zawzięcie całym swoim ciałem świeżo urabiane ciasto. Jęknął z bólu.
Znalazł telefon, wyłączył go i usiadł ostrożnie z powrotem na łóżku. Próbował zliczyć ile wczoraj wypił z chłopakami. Dwa piwa na rynku, potem jasiek chodzony w parku i … amba, nieważne. Zrezygnowany odpuścił. Nawet nie dziwił się, że nie potrafi sobie przypomnieć jak wrócił do domu. Pochylony wstał i jak zgarbiona chora wiejska baba podtrzymując ściany ruszył ostrożnie w kierunku łazienki. Po drodze minął rekwizyty rzucone w kąt; zabrudzona błotem koszulka na podłodze, spodnie przy drzwiach wejściowych w psim posłaniu. No proszę, czy pies się nimi bawił, czy sam je tam wrzucił? Nie ważne. Dobra, gdzie jest portfel i drugi telefon?
Doczłapał się do kuchni zbyt powoli by pamiętać, po co do niej przyszedł. Zawracając kopnął przypadkowo telefon, który leżał na podłodze. Podniósł go, sprawdził z każdej strony. Był cały, nikt nie dzwonił, odłożył go na stoliku. Rozejrzał się po kuchni szukając wspomnień minionego wieczoru. Pomieszczenie wydawało mu się mało znajome, ale przynajmniej czyste. Jeszcze raz spróbował się skupić, by przypomnieć sobie po co tu przyszedł, ale nie potrafił. Ruszył do łazienki, by pozbyć się tego co go tak zrujnowało. W łazience szczoteczka pod ciężarem zwału pasty do zębów tonęła w wannie.
- Na mycie zębów ci się zebrało, ale nie podołałeś. Haha. Zaszalałeś kasztanie – dodał. Czułbym się lepiej, gdybym przypomniał sobie jak dotarłem do domu.
Ale dziura pozostała dziurą, żadne nowe fakty nie pojawiły się podczas i po sikaniu. Wrócił powoli do pokoju i położył się na łóżku. Zamknął oczy próbując zebrać myśli. Głowa nie dawała mu spokoju i … pies. Dlaczego w posłaniu psa leżą jego spodnie? Próbował w głowie przestudiować układ pomieszczeń, by przypomnieć sobie, czy gdzieś go nie zamknął. Czy mógł mu zwiać z domu, kiedy wchodził do mieszkania? Zerwał się na równe nogi. Zakręciło mu się w głowie. Usiadł, zamknął oczy i poczekał chwilę. Powtórzył wstawanie w zwolnionym tempie tym razem skutecznie.
Zaczął cmokać i pogwizdywać przywołując czworonoga. Po cichu, bo zwalista kucharka karała go za każdy głośny czy gwałtowny ruch. Nic. Cisza. Jak on się nazywa? Co za burdel, żeby nie pamiętać jak się wabi własny pies. Ruszył na poszukiwania. Zwiedził przedpokój, ponownie łazienkę, odwiedził drugi pokój mimowolnie upajając się jeszcze większym bajzlem niż w przedpokoju. Dotarł do drzwi balkonowych, balkon był pusty, po psie ani śladu. Wyjrzał za barierkę, 3 piętra niżej żadnych śladów. Ruszył do drzwi wejściowych, bo może śpi na wycieraczce, ale tam też pusto. Pogwizdał cicho, pocmokał i nic. Drzwi od strony korytarza były usmarowane brązową śmierdzącą breją, którą niespiesznie obwąchał. Nie śmierdziała kupą. Przy zamku masa śladów po kluczu. Jegomość tu mieszkający zdaje się mieć problem natury okulistycznej - zażartował. Toż pan nie potrafi trafić w dziurkie? Przynajmniej humor dopisywał.
Wrócił do mieszkania, by rozejrzeć się przez okno, czy pies nie wałęsa się po chodniku. Otworzył je i oparł się na parapecie. Co za dzień – westchnął. Na ulicach już jak sardynki tłoczyli się pędzący na oślep ludzie, ale psa nie widać. Patrzył przez chwilę szukając go w tłumie, kiedy zrozumiał, że nie potrafi sobie przypomnieć jak on wygląda. Co gorsza, nawet gdyby go rozpoznał, to nie wie jak miałby go przywołać. Nie pamiętał jak się wabi.
Zamknął okno i ruszył poszukać jego śladów w mieszkaniu. Czy w kuchni są jego miski? Brak, w przedpokoju i obok psiej leżanki tak samo. Dziwne wrażenie. Nie dosyć, że nie pamięta jak się wabi, jak wygląda, to nawet nie potrafi powiedzieć, kiedy go ostatni raz widział. Ale cyrk! Zrezygnowany wrócił poszukać telefonu z nadzieją, że w nim znajdzie coś więcej. Na pulpicie była wiadomość od „Kochanie”, Czemu się nie odezwałeś jak dotarłeś do domu? Martwię się, zadzwoń jak wstaniesz!” Usiadł na łóżku z wrażenia. Kto to jest Kochanie? Jak wygląda? Dlaczego jej nie pamięta? Nowopoznana znajomość minionego wieczoru? Aż tak mu przeczyściło łeb? Odpalił galerię w telefonie i zaczął przyglądać zdjęcia. Jakieś ładne dziewczę było na co drugiej fotografii, na większości z nich w towarzystwie małego kundla. Fuck, gdzie jest ten pies!? W kontaktach Kochanie wyglądało jak dziewczyna w galerii, więc sprawa się tylko odrobinę wyjaśniła. Odpalił smsa i zdecydował się wysłać jej wiadomość. Halo, ale co miałby jej napisać?
Jak zagaić co z psem, by nie wyszło, że go zgubił? Kiedy tak rozmyślał przyszedł sms od Jurka, otworzył go „Cześć, znalazłem w telefonie twój numer, umawialiśmy się na wczorajszą imprezę, obudziłem się w parku, którego nie znam i w mieście, którego nie kojarzę. Co się wczoraj działo? Przewinął wiadomości do wcześniejszych i znalazł w niej ślady ustawki. Spróbował sobie przypomnieć tego, który wysłał mu SMSa i dobrnął w to samo znajome miejsce. Luka w pamięci.
Nie czuł się źle z powodu dzisiejszego kaca. Fizyczne osłabienie, które minie, to normalka, ale martwiło go, że nie potrafił sobie przypomnieć faktów sprzed imprezy. Ruszył do kuchni, by łyknąć proszek na ból głowy. Może po nim będzie mu lepiej, chwilę się zdrzemnie i wszystko wróci do normy. Butelkę wody znalazł na blacie, ale kiedy sięgał ręką, by otworzyć dolne szafki i wyciągnąć lek, ręka stanęła w połowie drogi. Jak gdyby ciało pamiętało ruchy i miejsce, gdzie składował leki, ale bez precyzyjnej informacji z mózgu nie potrafiło wybrać właściwej szafki. Zignorował to jak pozostałe skutki wczorajszej libacji, rozejrzał się po kuchni, ale nie znalazł śladu leku. Zaczął otwierać szuflada po szufladzie przeszukując kuchnię jakby znalazł się w niej po raz pierwszy. W drugiej od dołu znalazł stertę różnych leków. Na pierwszy rzut oka nie potrafił rozróżnić, który z nich jest na ból głowy.
Złapał w garść przypadkowe opakowania i zaczął się w nie wczytywać. W końcu znalazł lek na ból głowy, wyciągnął z opakowania dwie sztuki i popił wodą z butelki. Nie był w stanie namierzyć szklanki. Co to za syf, że jest ze mną coraz gorzej - pomyślał. Na potwierdzenie wychodząc z kuchni zamotał się w przedpokoju, zanim wybrał pokój, w którym się dzisiaj obudził. Położył się na łóżku z nadzieją, że zaraz zaśnie i obudzi się kiedy to wszystko już minie, ale chwilę później usłyszał sygnał smsa.
- Dotarłeś do pracy? Stresik przed prezentacją? Może obiad o 13? – wiadomość od Kochanie.
Patrzył na litery przed sobą i nie rozumiał o jakiej prezentacji ani o jakiej pracy ona pisze. Co to jest stresik? Wreszcie obiad o trzynastce? Po co ten szereg słów w obcym języku. Chciał ją po prostu zapytać. Zaczął…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mbrznk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…