Kaish, rozdział 4 - Ku sercu pustyni
Historia o trzech młodych ludziach, których związało razem przeznaczenie. Opowiada o samotności, niesprawiedliwości w społeczeństwie oraz bólu istnienia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Konie ruszyły. Naprzodzie jechał krzaczasto-brwiowy wojownik na wspaniałym, karym rumaku. Tuż za nim stąpała Ell ze swoją właścicielką Elaine. W tyle włóczył się ślamazarny muł o przyklapniętych uszach i skołtuniałej, śmierdzącej grzywie w kolorze słomy. Siedział na nim Kai. Zwierzęta przywiązane były do siebie sznurem, nie pozwalając na zbytnie oddalenie się. Także więźniowie skuci byli w łańcuch. Gdy wyjeżdżali z wioski ludzie wyszli na ulice, by oglądać to wydarzenie. - Do piekła z nim! – zawołała jakaś kobieta pokazując palcem na Kaia. Elaine dostrzegła w tłumie Edgara, który bardzo głośno krzyczał: - Przez tyle lat sprawiał nam kłopoty, to teraz dostał odpowiednią karę. Byle tylko tu nie wrócił… Spojrzała kątem oka na chłopca. Kai nie wykazywał żadnego przygnębienia. Zupełnie jakby mu było wszystko jedno. Przez chwilę zdawało jej się, że znów widzi w jego oczach płomień, a krótki uśmiech rozjaśnił jego twarz. Przy głównej bramie stał nikt inny jak Jack. Opierał się o kamienny łuk. Gdy Kai go mijał rzucił mu zawiedzione spojrzenie, co sprawiło, że poczuł się trochę głupio i odwrócił głowę.
Pustynia jak zwykle nie była łaskawa. Mała zamieć biła ich ziarnami piasku w plecy. Muł w pewnym momencie przystanął bardzo ciężko dysząc. Kai nie próbował go popędzić. - Co jest? – mruknął strażnik. Przez to zwierzę lina się naprężyła i wszyscy musieli się zatrzymać. - To nie moja wina. To coś jest za bardzo zmęczone. Chyba nie może mnie już dźwigać – odpowiedział Kai wzruszając ramionami. - Jedziemy dopiero kilka godzin… - Powiedz to jemu. Muł głośno prychnął i spojrzał złowrogo na wojownika. Mężczyzna musiał się przez chwilę zastanowić. - Wsiądziesz na konia księżniczki – zdecydował w końcu. - A co ze mną? – wtrąciła się Elaine. - Zmieścicie się we dwoje. Kai wykrzywił usta w grymasie. Próbował jakoś pognać muła, jednak bez skutku. Strażnik odpiął chłopca z łańcuchów i zmusił go, by usiadł na tyle Ell. Klacz nie była z tego zadowolona. Nerwowo podskoczyła i rudowłosy o mało z niej nie spadł. Ponownie został skuty. Z początku trzymał się gładkiej sierści konia, jednakże nie czuł się zbyt pewnie. Niechętnie, mrucząc coś do siebie, objął księżniczkę w pasie. Elaine, choć miała sprzeciw już na języku, nic nie powiedziała. Kai przyjrzał się jej jeszcze raz. Nigdy nie myślał, że księżniczka jest tak młoda. Może byli nawet rówieśnikami. Wszyscy uważali ją za największą piękność w całym kraju Tayo. On jednak zdecydowanie stwierdził, że była zwyczajną dziewczyną. Jedynie policzki miała nieco bardziej wyostrzone, co dodawało jej pewnej szlachetności. Poza tym wszystko było na swoim miejscu. Niebieskie oczy, pełne usta, za bardzo szpiczasty podbródek. Ponad to miała zbyt długie palce u rąk. - Ruszamy – oznajmił wojownik. Tym razem nawet muł zrobił leniwie krok. Bez dodatkowego ciężaru łaskawie zgodził się iść dalej. Mała zamieć w błyskawicznym tempie się powiększała. Rozszalały piach krążył we wszystkich kierunkach. Elaine schowała twarz w swojej chuście. Kai, który nie miał takich przywilejów mrużył powieki przy każdym większym podmuchu wiatru. Rozmyślał gorączkowo nad jedną rzeczą, na którą wpadł przy wyjedźcie z miasteczka, a o lepszych warunkach nawet nie mógł pomarzyć. Jedyną przeszkodą była księżniczka siedząca z nim na koniu. Długo zwlekał z decyzją. Wkrótce postanowił jednak, że nie ma wyjścia. Inaczej skończy w jakiś śmierdzących lochach, albo gorzej, utną mu głowę. Analizował swoją sytuację. Mieszek, którego potrzebował, był tuż u boku krzaczasto-brwiowego wojownika, tuż pod mieszkiem był sznur, którym ich przywiązano. Wziął głęboki oddech i ostrożnie chwycił wodzę Ell obejmując przy tym dłonie Elaine. Popatrzyła na niego pytająco. - Ciii – szepnął chłopak. – Daj mi chwilę pokierować. Zdezorientowana wyślizgnęła ręce z jego delikatnego uścisku. Chłopak ścisnął mocno wodze i niespodziewanie nimi szarpnął. Klacz znacznie przyspieszyła. Wiatr zagłuszał większość odgłosów, więc strażnik nic nie usłyszał. Ell dogoniła karego ogiera. Wtedy Kai zamknął oczy i próbował się skoncentrować. - Unieś się… unieś się… - mamrotał. Piasek bardzo przeszkadzał mu w całej czynności. Wkrótce jednak z pochwy strażnika wychylił się miecz i powędrował prosto do dłoni chłopca. - Tak! – zawołał do siebie. Elaine nie mogła w to uwierzyć. - Jak to zrobiłeś? Jesteś z Zakonu? – wyjąkała. - To tylko praktyka – odpowiedział. - Nie rozumiem tylko po co ci ten… Szybko dostała odpowiedź na niedokończone pytanie. Kai, już nawet nie uważając by wojownik go nie zauważył, machnął ostrzem ucinając skórzany mieszek i sznur jednym cięciem. Nim ktokolwiek zdążył zareagować złapał w powietrzu woreczek i pognał Ell prosto w szalejący piach. Elaine tak osłupiała, że nie była w stanie wypowiedzieć żadnego słowa. Kai wiedział, że strażnik natychmiast ruszył w pogoń. Oczywiście się nie mylił. Z szalejącej burzy wyłonił się kary ogier. - Wracajcie! – krzyczał wojownik przez wiatr. Rozgniewana pustynia ciskała w nich piachem. Ell co chwila grzęzła w miejscu. Znów stracili z oczu mężczyznę. Burze na tej pustynni trwały krótko, ale były gwałtowne. Słyszeli tylko świst i szum. Jedyne, co widzieli to paskudną czerwień przypominającą tchnienie śmierci. - Wkrótce burza przejdzie – próbował uspokoić księżniczkę chłopak. Nie był pewien czy w ogóle go dosłyszała. Ogłuszona Ell stanęła na tylnych nogach. Siodło rozpięło się i obydwoje spadli na ziemię. Nagle poczuł, że coś twardego uderza go w szyję; było to metalowe strzemię. Zacisnął w bólu usta i stracił przytomność.
Ocknął się wiele godzin później. Czuł pulsujący ból w okolicach karku. Nie był jednak w stanie nawet podnieść ręki, by dotknąć obolałego miejsca. Otworzył oczy. Blask słońca oślepił go. Zakaszlał z wysiłkiem. W płucach miał chyba z tonę piasku. Zdał sobie sprawę, że w lewej ręce coś mocno trzyma. Na wszelki wypadek nie rozluźniał uścisku. Może było to coś ważnego. Do połowy zasypany z wielkim trudem wygrzebał się na zewnątrz. Zauważył wówczas w swojej dłoni skórzany worek. W jednych chwili przypomniał sobie wszystko. A więc jednak się udało. Uciekł. Wstał i otrzepał się. Nadal między ubraniami kłuły go ziarenka. Miał wrażenie, że zapomniał o czymś bardzo ważnym. Nagle dostrzegł na swojej ręce przerwany łańcuch. Głośno zaklął. - Halo?! – wychrypiał. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Rozglądnął się wokoło. Dostrzegł z dala zasypane ciało. Jedynie głowa i trochę włosów wystawało na zewnątrz. Podbiegł tam wykorzystując resztkę sił. Wyciągnął jej bezwładne ciało. Poczuł niemiły skurcz w żołądku. Wszystko wskazywało na to, że właśnie przypadkowo zabił księżniczkę królestwa Tayo. Otworzył sakwę. Zaczął wyciągać z niej wszystkie rzeczy. Począwszy na zapasie wody, kilku złotych monetach, kompasie i nawet mapie, a kończąc na… czerwonym kamieniu. Jego oczy zapłonęły niebezpiecznie. Naprawdę trzymał w ręku Kamień Dusz! Szczęśliwy spojrzał na niego pod słońce. Mienił się ciepłymi barwami. Poza tym nic nadzwyczajnego w nim nie było. Co więcej, wcale nie poczuł żadnego przypływu mocy. Może trzeba było go jakoś do tego zmusić… Ale jak? Możliwe też, że już teraz stał się dużo silniejszy na jakiś tam sposób. Myślał nad nim przez kilka minut. W końcu schował wszystkie skarby z powrotem do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil GloriaCherry
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…