Wróć do katalogu

Kaja

Dla miłosci zrobi się wszystko...

silver, opublikowano , 16 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Choć było wcześnie zrobiło się ciemno...miasto oświetlały świąteczne wystawy i latarnie stojące w szeregu wzdłuż ulic. Centra handlowe, sklepy wszystko spowite było tłumem ludzi spieszących się nie wiadomo dokąd. Hmm..Święta, czas radości, miłości, nie dla każdego. W parku, na ławce siedziała dziewczyna. Jakby na zawołanie chmury odsłoniły księżyc i mogłem dostrzec jej twarz, płakała. Chciałem podejść, zapytać co się stało, ale czy wypadało? Przemknąłem obok ławki. Nie zauważyła mnie, odszedłem co jakiś czas oglądając się za siebie. Tej nocy nie mogłem spać a kiedy zamknąłem powieki widziałem jej zapłakane oczy w których odbijał się księżyc.

***

Dlaczego Ci ludzie tak gnają przed siebie? Nie zauważą nikogo, jedynie własny cień odbijający się na śniegu. W domu znowu dziś była kłótnia. Mama przygotowywała wigilię. Tata wrócił z pracy i „rzucił” się na komputer. Zaczęło się: - Co Ty sobie wyobrażasz ze ja sama będę harować a Ty będziesz siedział przy tym „zjadaczu czasu”? - Zofio, wróciłem z pracy czy nie mogę się przez chwilę odprężyć? - A co to za odpoczynek? Jaki przykład dziecku dajesz?! - To ja haruję od świtu do nocy a ty masz do mnie jeszcze pretensje? - Dobrze cię rozumiem ja też pracuję zawodowo ale czas na dom jakoś znajduję! Wręcz cudem! - Przecież mamy gosposię, ona mogłaby się wigilią zająć. - Tak...ale niestety nie można na niej polegać! Jedną z twoich wielu wad jest zatrudnianie niekompetentnych osób! Kazia wyjechała na Święta i wszystko jest na mojej głowie! - Ja mam wiele wad? Popatrz najpierw na siebie! Jak ty wychowujesz swoje dziecko? - Moje? Przecież to także twoja córka! - To nie ja ją planowałem! Tego już słuchać nie mogłam. Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami co wcale nie przerwało kłótni rodziców. Miałam wszystko czego tylko pragnęłam, wszystko co było materialne. Ale byłam nieplanowanym dzieckiem...ile razy to słyszałam! Oni nawet nie zdawali sobie sprawy jak raniły mnie te słowa. Byłam dla nich jak powietrze, każde z nas unikało drugiego. I tak było od roku...odkąd ostatni raz widziałam mojego brata. Dokładnie rok temu w wigilię czekaliśmy na Tomka. Wracał z rejsu, był żeglarzem. I nagle rozległo się pukanie do drzwi. Uradowana pobiegłam go przywitać. Otworzyłam drzwi, stał w nich policjant. Pamiętam tylko słowa: - Państwa syn nie żyje. Zginął w wypadku drogowym kilkanaście minut temu. Świat zawalił mi się pod nogami. Tomek był jedyną osoba która mnie rozumiała...a teraz odszedł. Ojciec oskarżał mamę o śmierć Tomka: ,,To ty nakłaniałaś mnie, żebym kupił mu motocykl”. Mama z kolei obwiniała ojca. I krąg się zamykał. Rodzice bardzo kochali swego syna. Byli z niego dumni zresztą i ja byłam. Był dla mnie przykładem...wzorem. Na kim się mam wzorować teraz? Na wrzeszczącej matce czy przeklinającym świat ojcu? Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do tego. Nie próbowałam nic zmieniać, może się bałam. Sprzeczkę było słychać jeszcze na werandzie, pobiegłam przed siebie. Zatrzymałam się dopiero w parku, usiadłam na ławce i płakałam. Ludzie przechodzili obok mnie obojętnie. Jeden tylko chłopak przystanął na chwilę, spojrzał na mnie ale po chwili odszedł. Byłam taka smutna, czułam się niepotrzebna. Do domu wróciłam późno, pierwszy raz w życiu w moim domu nie było wigilii. Stół był nakryty ale żadna potrawa nie tknięta. Co to za Święta, bez miłości?!...

***

Już za kilka dni Sylwester! Nie mogę się doczekać imprezy u Darka. Ale będzie hardcore! Widziałem znowu dzisiaj tę dziewczynę z parku. Chodziła po sklepach z kumpelami. Pewnie szukały kreacji na Sylwka. Swoja droga nawet nie wiem jak ona ma na imię. Trzeba obczaić sprawę bo ta dziewczyna nie jest wcale taka brzydka. Uruchomię swoje wtyki, to zawsze działa...

Wieczorem wbił do mnie Szybki. Chciał coś sprawdzić na kompie. Nie zastanawiając się dłużej zacząłem rozmowę: - Słuchaj stary...jest taka sprawa. - Wal prosto z mostu o co biega! - Widziałem ostatnio taka blondynę z niebieskimi oczami, taką niezbyt wysoką. Zdaje się, że mieszka w tej bogatszej dzielnicy... - Hehe...słuchaj to jest Kaja. Wprowadziła się niedawno. Od razu ci mówię że nie masz u niej najmniejszych szans. Połowa gości z okolicy ślini się na jej widok. - Eee...no nie...hmm...tak tylko pytałem, byłem ciekaw jak ma na imię. - Tak, tak...nie wykręcaj się! A teraz: zapalimy trawę? - Nie wiesz...przecież obiecałem... - Stary straszny z ciebie mami synek...cienias! Miękniesz gościu! To co palimy? - Dobra... To była cała rozmowa. Potem odpłynąłem w lepszy świat...świat bez codziennej szarości. Tylko tam mogłem być szczęśliwy. Kiedy już doszedłem do siebie Szybki spał na tapczanie. Mną targały wyrzuty sumienia: czemu zrobiłem to po raz kolejny? Przecież obiecałem sobie i rodzicom, że to się nie powtórzy! Byłem jedynie małym człowieczkiem, którym władały nałogi. Miałem w sobie poczucie winy...było mi tak bardzo wstyd. Przypomniała mi się twarz Kaji tamtej nocy. Po moim policzku popłynęła łza...nie miałem już sił...potrzebowałem pomocy...osoby która mnie zrozumie.

***

Byłam dzisiaj w centrum z Zośką i Kamilą na sylwestrowych zakupach. Kupiłam sobie sukienkę, śliczna! Długa do ziemi, czarna z dekoltem odsłaniającym odrobinkę plecy. Kto jak kto ale ja chyba nie muszę kryć swojej figury. Nie mam kompleksów i to najważniejsze. Kiedy wychodziłam z Trolla zobaczyłam po drugiej stronie ulicy chłopca. Tak to był ten sam chłopiec, którego widziałam w parku tamtego wigilijnego wieczoru...Przez chwilę nasze spojrzenia natrafiły na siebie. Chciałam zagadać ale on odwrócił się na pięcie i odszedł. Ciekawe kim jest? - Co pewnie zastanawia Cię kim był ten chłopak? – zapytała Zośka, która spojrzała na mnie błyszczącymi piwnymi oczami. - Eee...no tak. Skąd wiedziałaś? - To jest Łukasz. Były kapitan drużyny piłkarskiej naszego liceum, wywalili go bo został przyłapany z kolegą na paleniu trawy. Fajny nie? - Mówiłaś coś...przepraszam zamyśliłam się. - Mówię że fajny. - A tak, ciekawa osoba... - Kaja! Przestań tak wodzić za nim wzrokiem! Coś mi się wydaje że serducho Ci zmiękło! - Nie, no coś Ty, nawet go nie znam...daj spokój! Tak...nie znałam go. Ale czułam że coś nas łączy. Może to głupie ale tak naprawdę było. Odprowadziłam go wzrokiem do najbliższego zakrętu gdzie zniknął...

****

Napisałem do Kaji list. Nic wielkiego ale chciałem, aby wiedziała kim jestem. W sobotni poranek kiedy wszyscy w mieszkaniu jeszcze spali, wymknąłem się po cichu aby dostarczyć list adresatowi. Dotarłem na ulicę, na której, jak powiedział mi Szybki, stał dom Kaji. Tu w bogatej dzielnicy wszystko było takie czyste, zadbane. Równo przycięte żywopłoty, pomalowane idealnie płotki i dachy domów z równiutko ułożonymi, czerwonymi dachówkami. Nie mogłem porównywać ”mojego” blokowiska z tą okolicą. Dotarłem pod wskazany adres. Położyłem list pod frontowymi drzwiami, po czym oddaliłem się pośpiesznie, aby nie zostać zauważonym przez domowników.

***

W sobotę wstałam wcześnie rano. Rodzice byli już w pracy. Musiałam iść do sklepu po bułki, aby móc zjeść coś na śniadanie. Zakupy zawsze robiłam sama, rodzice nie mieli na to czasu. Mama jest prawnikiem i cały dzień przesiaduje w swojej kancelarii. Tata natomiast jest chirurgiem i jego codziennym zajęciem jest, że tak powiem, „krojenie” ludzi. Wyszłam na werandę. Na wycieraczce leżała biała koperta. Nie zastanawiając się podniosłam ja i zobaczyłam, że jest zaadresowana do mnie. Zapomniałam o zakupach. Wróciłam się do domu i usiadłam w fotelu. Otworzyłam list. Nigdy w życiu nie dostałam podobnej wiadomości:

Witaj Kaju! Jestem Łukasz. Nie wiem czemu piszę ten list. Mam wrażenie że Cię znam od lat. Każdy Twój ruch, każdy uśmiech jest mi znajomy. Bardzo chciałbym się z Tobą spotkać i poznać Cię bliżej. To jest mój numer komórki, jeśli tylko będziesz chciała daj mi

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych