Kaktus
Miniaturka o jednej nocy, którą pamięta się potem przez wiele następnych ...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KAKTUS
Tańczyli w jego pokoju. Były tam białe szafki oklejone misiem reklamującym stację benzynową, parę książek ustawionych na sterylnych półkach, papierosy porzucone na stojącym przy łóżku karłowatym stoliku. I lampka nocna. Komputer. Mnóstwo kaktusów.
- Chyba chcesz zostać starym kawalerem – odparła na jego oświadczenie, że większość z nich dostał w prezencie. - To tylko przesąd – uśmiechnął się. - Ja wierzę w przesądy, ty nie? - Ja nie wierzę. W nic i w nikogo. Jeśli już to tylko w to, w co jest sens wierzyć. - W Boga? – zadała pytanie, ot tak, na potrzymanie rozmowy, choć przeczuwała jaka będzie odpowiedź. - Bóg nie istnieje. Bo, sama powiedz, czy – skoro jest tak wszechmocny, jak się powszechnie sądzi... Słowem, czy mógłby stworzyć głaz tak ciężki, że podniesienie go przekraczałoby jego możliwości? - To musiałby być jakiś ułomny Bóg. - Właśnie.
Zapalił papierosa. Wąski dym naznaczył powietrze. Otworzył okno, wychylił się przez nie. Prawdopodobnie nie znał zakładu Pascala – „Bardziej opłaca mi się wierzyć w Boga, niż rozumowo zaprzeczać Jego istnieniu”. Czysty rachunek ekonomiczny. Ekonomia Zbawienia. Extra ecclesia nemo salus possit. Pomyślała, że pewnie niewiele nawet go to obchodzi, bo przecież jest tu i teraz, ta noc, ta dziewczyna, ten cierpki kaktus stojący na oknie i upajający się duchotą papierosowego dymu. Zaczęli tańczyć. Najpierw ona, w rytm i przeciw rytmowi, wiła swoje ciało, kurczyła je, jakby szukając własnego miejsca, recepty, jak je ułożyć, by poczuć własną formę i wolność. Te podrygi wyglądały nawet dosyć zabawnie – troszkę tak, jakby usiłowała pozbyć się niewygodnego ubrania. On siedział tylko na fotelu i patrzył. Im dłużej to trwało, tym mniej czuła się speszona. Po chwili muzyka stała się łagodniejsza, spazmatyczne, urywane ruchy już do niej nie pasowały i trzeba było, żeby teraz stały się delikatne, pełne czułości i jakiejś subtelnej energii właściwej pieszczotom kochanków. Chwycił ją za ręce, jej plecy przylgnęły do jego ciała. Czuła płynące z niego ciepło. Patrzył na nią, odwróciła głowę w drugą stronę. Pogładził nosem jej policzek. Położył jej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Katey
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…