Wróć do katalogu

kaloryferek

Perypitie młodej osoby

gellwe, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tomasz Stankowski

Kaloryferek

Miesiąc pierwszy Dzień pierwszy

Nazywam Maksymilian Stiller i mieszkam w stolicy polski w Warszawie na ulicy podolskiej 23 – powiedział Max Pani przy okienku na poczcie – jesteś pewien, że chcesz się zgłosić do tego konkursu on jest strasznie trudny – powiedziała urzędniczka, – ale można wygrać mnóstwo pieniędzy – Max z radością powiedział – No dobrze jesteś już zapisany – powiedziała Pani w okienku. Max odszedł od okienka i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Gdy tylko wyszedł pobiegł na tramwaj, który jechał w stronę jego domu. Słońce zaczyna się czerwienić na horyzoncie, na dworze zaczyna się robić szaro a Markos(tak nazywali Maksa rodzice) siedział w swoim pokoju i czytał książkę Małgorzaty Musierowicz „Żaba”. Nagle gdzieś zza drzwi dobiegł głos krzyczącej gosposi, że kolacja na stole, więc jak tylko Max to usłyszał wybiegł z pokoju na schody, z których omal nie spadł i zbiegł na dół do jadalni. Przy stole siedziała Mama Maksa Marlena naprzeciw niej siedział Jego Ojciec Arkadiusz. Markos usiadł obok Marleny i zniecierpliwiony czekał aż gosposia poda kolację. Gosposia Aneta była kobietą, która była wesoła, lecz czasami sroga miała 56 lat i mieszkała ze Stillerami na stałe od 16 lat, czyli tylu ile obecnie miał Max. Była ona drugą w kolejności najbliższą sercu Maksa za matką. To ona zajmowała się Nim wtedy, gdy Marlena w szale pracy nie widziała potrzeb swojego syna. Marlena była redaktor naczelną jednego z najczęściej czytanego dziennika w Polsce. Arek był prezenterem wieczornych wiadomości w jednej z prywatnych stacji telewizyjnych. Gdy tylko Aneta zbliżyła do drzwi jadalnianych z kurczakiem zapiekanym w brzoskwiniach i sałatką cesarską wszystkim pociekła ślinka. Po kolacji Markos szybko pobiegł na górę do swojego pokoju żeby dokończyć naukę z fizyki a dokładniej z optyki, ponieważ jutro miał z tego sprawdzian. Niestety fizyka nie wchodziła najlepiej Maksowi do głowy, więc pomyślał sobie, że jutro od rana będzie symulował chorobę i może nie pójdzie do szkoły jak pomyślał tak zrobił. Szybko pobiegł do łazienki wziął zimny prysznic, ubrał się w pidżamę i podszedł do okna z mokrą głową. Był początek wiosny, co prawda śniegu już nie było, ale na dworze było chłodno, więc nie problem się przeziębić z mokrą głową. W oknie stał około 5 minut potem wziął ręcznik wysuszył nim głowę i poszedł do siebie do pokoju by położyć się spać. Jednak, gdy się już położy cały czas coś nie dawało u zasnąć myślał jak to zrobić by jutro czujne oko Anety uwierzyło, że Max jest naprawdę chory, myślał, myślał i myślał aż wymyślił, że nie dość, że będzie na rano udawał przeziębienie to jeszcze teraz pójdzie szybko na dół do kuchni zjeść trochę pieprzu, na który był uczulony jak pomyślał tak zrobił pobiegł do kuchni w szafce z przyprawami wyszperał opakowani z pieprzem i zaczął się zastanawiać jak go teraz zjeść po głowie chodziły mu dwa pomysły albo posmarować chleb masłem i na to pieprz lub po prostu na łyżeczkę i do buzi, ale ten ostatni pomysł był trochę głupi, więc zastanawiał się dalej aż wymyślał wziął pełną łyżeczkę pieprzu i wsypał ją do szklanki z mlekiem i pomyślał, że gdy będzie pić to zatka sobie nos to nie będzie czul aż tak mocno smaku. Gdy wsypał pieprz do mleka wyglądało to mało smacznie, ale czego się nie robi by nie iść do szkoły. Zaczął mieszać mleko z pieprzem i przystawił już szklankę do ust z zamiarem przechylenia jej, gdy nagle do kuchni weszła Aneta Max prawie upuścił szklankę z mieszaniną, co pijesz – spytała Gosposia – kakao – powiedział zdenerwowany, – ale to „kakao” nawet niema koloru wygląda jak byś go nie wymieszał lub wsypał do tego mleka pieprzu za miast kakao, ale ty przecież wiesz, że jesteś uczulony na pieprz, więc byś tego nie zrobił prawda? – powiedziała pewnie Aneta – wymieszałem, ale po prostu to kakao mi się zwarzyło, lecz jest dobre w je wypiję – to mówiąc przyłożył szklankę do ust i wziął pierwszy łyk. Gdy tylko mieszanka wpłynęła do ust Maksa poczuł, że zaraz chyba zwymiotuje mleko z pierzem smakowało gorzej niż szpinak, którego nienawidził, ale nie twardo przełknął. Gdy to przełykał próbował, chociaż udawać, że mu to smakuje, ale gdy wziął drugi łyk zaraz poszedł wypluć to do zlewu a szklankę upuścił na podłogę szklanka spadając wylał z siebie mieszankę mleka z pieprzem. W tym czasie, gdy Markos wypluwał do zlewy mieszankę gosposia podeszła do rozbitej na podłodze szklanki dotknęła palcem mleka z pieprzem i powąchała jak tylko poczuła zapach mleka z pieprzem to wstała chwyciła Maksa z ucho usadziła na krześle i grzecznie i spokojnie zapytała, dlaczego to zrobił, ale nie mów mamie ani tacie proszę!! – powiedział Max ze łzami w oczach - nie powiem jak powiesz mi, dlaczego to zrobiłeś – powiedziała spokojnie Gospodyni – yyy... zrobiłem to żeby nie iść do szkoły, bo jutro ma sprawdzian z fizyki – powiedział to prawie płacząc – Ooo!! NIE!! - Krzyknęła - rozzłoszczona Aneta – teraz to ty popamiętasz oszukiwanie mnie, jutro osobiście zaprowadzę cię do szkoły i przyjdę po ciebie pod nią, przez najbliższy tydzień będziesz codziennie na obiad miał szpinak, jeżeli nie będziesz go jadł osobiście będę cię karmiła jak powiedziałam ani matce ani ojcu nie powiem, ale kara musi być!! – to powiedziawszy wyszła z kuchni. Maks załamany psychicznie posprzątał potłuczoną szklankę pościerał rozlane mleko i poszedł do swojego pokoju i zaczął znów uczuć się z fizyki.

Dzień drugi

Wczesny ranek piąta trzydzieści Max po kilku godzinach snu znów zaczął uczyć się z fizyki. Uczył się tak do godziny siódmej, bo potem musiał zacząć przygotowywać się do szkoły, więc jak tylko wybiła godzina siódma Markos wyszedł z łóżka i poszedł do łazienki a potem na dół do kuchni. Na śniadanie dziś były płatki z mlekiem i chrupkie pieczywo z białym serkiem. Max jak tylko zobaczył Anetę w jadalni to od razu przypomniał sobie o wczorajszym incydencie w kuchni. Przypomniał sobie również o tym, jaka kara go czeka. Po śniadaniu max poszedł spakować książki do szkoły i już powoli zdenerwowany wyszedł z pokoju by na dole poczekać na Gosposię, która miała zaprowadzić go do szkoły za karę. Gospodyni wyszła ze swojego pokoju minutę po tym jak Max zszedł na dół. Ruszyli do szkoły Max ze skwaszoną miną a Aneta ze złością w oczach. Gosposia normalnie o tej porze położyłaby się do łóżka po tym jak uszykowała śniadanie dla wszystkich i wszyscy wyszli z domu a teraz musi iść z Markosem do szkoły, ale pomyślała, że jest tego i dobra strona przy okazji zrobi zakupy. Jak tylko dotarli do bramy szkoły Gosposia zostawiła Maksa i poszła dalej on zaś, co raz bardziej zdenerwowany, ponieważ na pierwszej lekcji miał owy sprawdzian z fizyki wszedł do budynku szkoły i skierował się do klasy numer 119, klasy fizycznej. Po lekcjach Max ruszył w stronę domu, bo był strasznie głodny, bo w szale dzisiejszych nerwów zapomniał wziąć drugiego śniadania z kuchni. Dom Maksa leżał jakieś dwadzieścia minut drogi od szkoły, więc Markos wsiadł do tramwaju numer dziesięć, który podjeżdżał prawie pod jego dom. Jak tylko wysiadł z tramwaju zobaczył oblicze swojego domu był to dosyć duży budynek wolno stojący na osiedlu „bursztynowym” taką właśnie nazwę owo osiedle nosiło. Ruszył w stronę domu. Doszedł do furtki otworzył ją potem do drzwi wejściowych do domu. W tym czasie jak otwierał drzwi wejściowe to odechciało mu się jeść, bo przypomniał sobie, że za karę przez cały tydzień będzie musiał jeść szpinak. Drzwi do domu się otwarły zanim Max zdążył nacisnąć klamkę, w drzwiach pojawiło się oblicze Gospodyni. Aneta niebyła ani gruba ani chuda był w sam raz. Max wszedł do domu ze skruszoną miną, bo myślał, że może upiecze mu się zjedzenie dzisiejszego obiadu, ale nie Gosposia jak tylko Markos wszedł do domu kazała mu odłożyć torbę u siebie w pokoju i zaraz zejść na dół max zrobił jak mu kazano i po chwili był już na dole. Bunia jak nazywał ją Max cały czas czekała przy schodach i jak tylko on zszedł na dół zaprowadziła go do jadalni gdzie na stole stał przykryty talerz Max cały zdenerwowany, że będzie musiał jeść szpinak usiadł przy stole i ze zniechęceniem patrzył na talerz. Aneta z grobową miną podniosła pokrywkę talerza jak tylko Max usiadł do stołu. Gdy tylko pokrywka uniosła się z nad talerza Markos ujrzał na talerzu spaghetti a’la bloniese. Była to ulubiona potrawa Maks, więc od razu zabrał się za jej konsumpcję. Aneta uśmiechnęła się szczerze, do markosa do dała mu soczystego całusa w policzek. Jak tylko Max skończył obiad zapytała mu się – jak tam sprawdzian z fizyki – świetnie dostałem piątkę z plusem i pan mnie pochwalił – powiedział z uśmiechem na ustach – to świetnie! – prawie krzyknęła z radości Aneta – co robisz po południu – zapytała ciekawa – o czwartej ma przyjść do mnie Oskar kolega z klasy, a potem poczytam książkę i trochę się pouczę z biologii – powiedział zamyślony. Popołudnie upływało spokojnie około czwartej przyszedł Oskar i nie było już tak spokojnie. Oskar jest osobą żywiołową, ma tysiąc pomysłów na sekundę, zawsze ma coś do powiedzenia, jest po prostu duszą towarzystwa. Cześć! – powiedział Max – Hej! – odpowiedział Oskar – idziemy do mnie do pokoju – zapytał Markos – możemy i do twojego pokoju – odpowiedział Oskar i ruszył za Maksem, który był już przy schodach. Max wchodząc do swojego pokoju włączył płytę z muzyką Guns n' Roses

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych