Kap... Kap...
Metafizyczna opowieść o wadliwej hydraulice z amerykańskim morałem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kap... kap...
Kiedy krople brudnej wody zaczęły skapywać z podłogi na sufit, poczuła, że dzieje się coś dziwnego. Początkowo było to omal niezauważalne. Przyzwyczaiła się do drobny plaśnięć kropel o taflę wody w wiadrze. Aż pewnego dnia plaśnięcia ucichły, stały się miękkie, jakby woda zaczęła nagle skapywać na dywan albo na wodę obficie pokrytą rzęsą. Siedziała właśnie w kuchni i sączyła herbatę. Siedziała i patrzyła w okno. Deszcz padał już prawie dwa tygodnie. Wszystko zdawało się przesiąknąć wilgocią na wskroś. W kąty domu wkradał się grzyb. Siedziała i przez głowę przelatywały jej najrozmaitsze sposoby na jego wytępienie. Małe, wielkości zaledwie paznokcia od małego palca, plamki nie dawały jej spokoju. Właśnie wtedy usłyszała zmianę w odgłosie spadania kropel. Zmiana była gwałtowna. Jedna kropla opadła jeszcze z normalnym, charakterystycznym plaśnięciem, podczas gdy następna uderzyła już miękko o cel swego opadania. Plaf...plaf... plaf... Jakby ktoś odstawił wiadro i krople zaczęły spadać na dywan. Tyle że w dużym pokoju nie miała dywanu, jeno parkiet. Odgłos powinien być twardy i ostry, a nie: plaf, plaf! Tak więc rozsądnie byłoby twierdzić, że coś jest nie tak. Dziewczyna wstała od stołu i przeszła do pokoju. Wiadro nadal stało na swym zwykłym miejscu i krople nadal opadały. Chciała wrócić do herbaty tłumacząc to przemęczeniem albo przesłyszeniem. Wszakże ostatnio nie spała zbyt dobrze. Problemy z nowo zakupionym mieszkaniem nie dawały jej spokoju. Dopiero na drugi rzut oka zobaczyła, że coś jest nie tak. Normalnie krople powinny spadać z sufitu na podłogę, do wiadra, jak każde normalne krople. Spojrzała na powierzchnię wody w wiadrze. Woda zbierała się w małe grudki i skapywała ze środka powierzchni. Krople wzlatywały i uderzały o niewielką kałuże utworzoną na suficie. Pierwsza myśl jaka ją naszła, to jak postawić wiadro na suficie. Po chwili stwierdziła, że ta myśl jest równie irracjonalna, jak sam fakt takiego właśnie zdarzenia. Ale krople „spadały” dalej wbrew wszelkim prawom zdrowego rozsądku. Podeszła do wiadra i niepewnie wystawiła dłoń pod wzlatującą kroplę. Rozchlapała się o wgłębienie dłoni. Za nią następna i jeszcze jedna. Gdy woda zebrała się, zaczęła przeciekać pomiędzy palcami i strumyczkiem uciekła w stronę sufitu. Pomyślała, że to niedorzeczne. To musi być sen. Ale wszystko wokół było jak najbardziej realne – kuchnia, podłoga, pudła z rzeczami ustawione pod ścianą. Cała reszta była jak najbardziej normalna. Poprzedni właściciel słowem nie wspomniał o jakichś dziwnych i ponadnaturalnych wydarzeniach. Fakt, kamienica była stara i wymagała kilku prac remontowych, na przykład naprawy cieknącego dachu, ale poza tym była w dobrym stanie. Ulokowana w atrakcyjnej dzielnicy miasta, z okna w sypialni rozpościerał się wspaniały widok na Starówkę. Cieszyła się jak dziecko, gdy kupiła to mieszkanie! Teraz całe jej szczęście legło w gruzach z powodu dziwnie zachowujących się kropel! Obróciła dłoń i reszki wody uleciały na sufit. Stała przez moment z zadartą głową gapiąc się na rosnącą kałużę wody na suficie. To jakiś absurd! Przyniosła z kuchni zmywak na długim kiju. Jednak wytarcie spowodowało jedynie smugi na bieli sufitu a woda dalej kapała. Nic nie dawało również przestawienie wiadra. Z każdego miejsca w pokoju woda skapywała z wiadra na sufit. Zdesperowana postanowiła wylać wodę do wanny. Dźwignęła wiadro i niezdarnie poczłapała do łazienki ściskając rączkę oburącz. Wylała wodę. Zakotłowało się w odpływie i przez moment nie działo się nic. Słyszała tylko bulgot wody spływającej do kanalizacji. I cisza. Zadowolona z siebie chciała iść dopić herbatę, gdy usłyszała ciche chlapnięcie. Potem głośniejsze „kap!” i kropla wody beztrosko wyleciała z sitka odpływowego i rozbiła się na suficie. A to ci dopiero! Zatkała odpływ ręcznikiem i poszła do kuchni. Dopiła herbatę i okrążyła mieszkanie w poszukiwaniu innych niezwykłych incydentów. Ale poza tym wszystko było w porządku. Ucieszyło ją nawet to, że woda wreszcie przestała kapać z sufitu w pokoju. Usiadła na kanapie i zapaliła papierosa. Musiała pomyśleć. Może by tu sprowadzić jakiegoś speca od bioprądów? Może to jakaś żyła wodna? Ale poprzedni lokator chwalił sobie to mieszkanie i nie wspominał o niczym takim. Coś tu nie grało. Zdusiła niedopałek i położyła się spać. Postanowiła jutro zająć się tym problemem. Zgłosi to do administratora. Niech przyjdą monterzy i niech to zbadają. Ale co właściwie na to poradzą? Przyjdą, pogadają, podrapią się po pustych głowach i pójdą sobie. Lepszy byłby fachowiec. Tylko kto? Hydraulik, magik, bioenergoterapeuta? Czy są hydraulicy ezoteryczni? A może zadzwonić do „Nie do wiary”? Ale to jutro... W nocy przebudził ją szelest, jakby piasek w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kinch
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…