Kartka bez tytułu
krótki opis jest zbędny
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
05.11.08/06.11.08
Dochodzi północ. Duszę się w swoi własnym łóżku, nie tyle mdłym powietrzem, co towarzyszącym mi metafizycznym uczuciem. Od kilku lat cierpię na jedną, nieuleczalną przypadłość: bezsenność na tle nerwowo-psychicznym, lub też bardziej potocznie: niemożność pozbierania własnego żałosnego życia do kupy. Terminologia ma znaczenie jedynie marginalne, więc nie będę jej poświęcał więcej miejsca. Fakt pozostaje taki, że nikt mi nie pozazdrości obecnej sytuacji. Daleko mi do pełnowartościowego człowieka, a czasem odnoszę wrażenie, że nawet jego wrak to zbyt wykwintne określenie. Nie zrozum mnie źle, nie chciałbym się użalać nad sobą. Pisząc to, mam na myśli po prostu czysty i niemalże naukowy fakt: źle ze mną. Postawmy to sobie jasno, nie należę do ludzi, którzy chcą na siebie zwrócić uwagę własnym cierpieniem. Dlaczego więc miałbym pisać to wszystko? Niestety nie mogę, a raczej nie chcę wyjawiać tego na wstępie. Równocześnie nie chcę Cię zmuszać do czytania tychże wypocin, a już na pewno nie w taki godny pożałowania sposób. Nie mogę obiecać niczego: ani objawienia jakiejś uniwersalnej prawdy o życiu, ani nawet ciekawej lektury dalszych zdań. Jedyne co mogę obiecać to fakt, że nie czytasz tego przypadkowo. Ale do rzeczy.
W zależności od tego na którą szkołę psychologiczną się powołasz, możesz różnie wytłumaczyć powód mojego złego samopoczucia. Nie jestem psychologiem, więc diagnozę postawię sobie sam, według mojej własnej ,,szkoły". Kocham kogoś. Jeśli czytasz dalej to pocieszę Cię, że to było najgorsze zdanie w tym całym potoku słów. Niestety w tym kontekście nie mogłem tego wyrazić w mniej banalny sposób, a przysięgam Ci: myślałem nad tym zdaniem długo. Bardzo mi ono nie pasuje do całej sytuacji, gdyż każdy kogoś kocha, ale śmiem wątpić, żeby natura mojego uczucia była nawet w małym stopniu podobna do jakiegokolwiek innego. I chociaż sugeruje to kolejny banał w stylu "moja miłość jest wyjątkowa" to znowu chciałbym sprawę sprostować. Nie, moja miłość nie jest wyjątkowa, jest jednak niepowtarzalna, co jest jakby cechą każdej miłości. Jeśli bym się uparł i nazwał ją wyjątkową, to jedynie wyjątkową w najbardziej możliwie negatywny sposób. A przecież nie to mamy na myśli, mówiąc, że miłość jest wyjątkowa.
Pozwól, że wstanę z łóżka na moment, żeby chwilę się zastanowić. Podchodzę do okna swojego niewielkiego pokoju. Jest noc, wpół do pierwszej. Wyjątkowo cicha noc. Wiatr przedarł się przez otwarte okno, ochładzając nieco pomieszczenie. Wypijam solidny łyk swojej whisky. Nie myśl, że piszę to wszystko pod wpływem alkoholu. Niewielka ilość procentów potrafi jednak działać sprzyjająco na umysł.
Jak już wspomniałem, moje uczucie nie wpisuje się w utarte konwenanse (co nie znaczy, że mam coś przeciwko konwenansom, po prostu dla mnie nigdy one nie działały). Żeby to nieco przybliżyć streszczę Ci szybko moją historię.
Kilka lat temu, kiedy korzystałem z uroków młodzieńczej wolności, pojechałem na jakiś festiwal muzyczny. Na owym festiwalu poznałem wesołą grupę moich rówieśników, młodych zapaleńców muzyki, której sam słuchałem. Przez cały festiwal, który trwał jakieś trzy dni, trzymaliśmy się razem. Nie ukrywam, że głównie dlatego, że osobiście miałem dość mojego kompana, którego sam z resztą, że tak się wyrażę: z braku laku, wyciągnąłem na to całe przedsięwzięcie. Na szczęście on sam znalazł sobie własne towarzystwo, więc nie musiałem się czuć winny, co i tak by nie nastąpiło. W każdym razie przebywałem z ową grupką zarówno podczas koncertów jak i nocnych libacji. Wsród tego towarzystwa była też Ona.
Samego imienia nie zdradzę, chociaż nie jest ono całkowicie przed Tobą ukryte. Ale wracając do tematu, nie było żadnej miłości od pierwszego wejrzenia. Nie było też żadnej elektryzującej siły przyciągania, ani wspólnych spojrzeń chowanych za wieloznacznymi uśmiechami. Dopiero później... Rzeczywiście, zwróciłem na nią uwagę dość szybko, ale dopiero kiedy miałem okazję z nią porozmawiać sam na sam. A mimo, że to była krótka chwila i jedynie kilka zdań, to właśnie wtedy poczułem coś dziwnego.
Nie lubię banałów, ale kilka słów chcę na to poświęcić i nic cholera nie poradzę, że tak właśnie było. Tu pozwól, że znowu skosztuję nieco mojego trunku... Prawdę mówiąc nie mogę uwierzyć, że to wszystko piszę. Momentami nie wierzę nawet w to, że Ona naprawdę istnieje i to wszystko miało miejsce w rzeczywistości, a nie mojej chorej głowie. Mniejsza o to...
Otóż to co nas zaczęło ze sobą wiązać to wspólna płaszczyzna. Mimo, że różniliśmy się w wielu kwestiach, to pozostawało to coś, czego nie sposób określić, co nas spajało. Pamiętam, że nawet wtedy, mimo prymitywnych, samczych popędów (gdyż była to kobieta piękna i jakże w moim typie, tfu... przepraszam, za to określenie), bardziej poruszała mnie ta nasza wspólna płaszczyzna. Wydawało mi się wtedy, że mieliśmy z miejsca coś, na co niektórzy ludzie pracują całe życie i nie zawsze to osiągają. Nasz wszechświat. Przestrzeń prywatna, której nie zakłóci ani człowiek, ani żadna siła wyższa. Najbardziej czułem ją w naszych spojrzeniach, kiedy jedno słuchało drugiego. A w tych spojrzeniach, mimo dzielących nas różnic, potrafiłem dostrzec siebie.
Przepraszam, jeśli to zbyt banalne, ale pewnych faktów nie mogłem ominąć. Wydarzyło się wiele rzeczy na tym festiwalu i chociaż są one dla mnie bezcenne to dla znaczenia tej historii nie wnoszą zbyt wiele. Najważniejsza jest więź jaka się między nami wtedy wytworzyła. Po festiwalu utrzymywaliśmy znajomość. Nie nadawaliśmy jej żadnej etykiety. Para? Przyjaciele? Znajomi?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Rzepa87
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…