Wróć do katalogu

Kaśka

Historia o tym, że czasem dobrze jest otworzyć oczy żeby zobaczyć że w naszym życiu dzieje się coś nie tak i zmienić to zamiast poddawać się szarości dnia.

Emde, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Poznałam go będąc na pierwszym roku psychologii. Koleżanka zaprosiła mnie na imprezę, a konkretnie na swój wieczór panieński i to był w zasadzie jedyny powód dla którego się zgodziłam. Nie byłam wtedy rozrywkową dziewczyną, przez co wśród swoich znajomych ze studiów i z okolicy uchodziłam za dziwadło, ale szczerze mówiąc miałam to w dupie, dopóki dawali mi święty spokój. Tym razem jednak pomyślałam że może rzeczywiście warto byłoby się wyrwać z domu chociaż na chwilę. Powiedziałam więc że przyjdę, nie zdając sobie sprawy, że ten wieczór będzie początkiem mojego nowego życia. Miało być zupełnie inaczej - babskie gadanie, picie nieprzyzwoitych ilości alkoholu i ewentualnie dla rozrywki jakiś facet wyskakujący znienacka i robiący striptiz przy wtórze rozwrzeszczanych, sikających w majty panienek. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że wszystkie zabrały swoich chłopów! „Co to za wieczór panieński z facetami?” - pomyślałam - „To nie tak miało być! Tak się nie bawimy, dziewczyny!” To nie był żaden wieczór panieński tylko normalna impreza. I nagle zdałam sobie sprawę, dlaczego tak naprawdę to mi się nie podobało. Tylko ja byłam sama. Każda z nich uwieszona na ramieniu mniej lub bardziej przystojnego fagasa, wszyscy stoją, tańczą, albo siedzą i się obściskują, a tu nagle ja staję w drzwiach, a obok mnie... no właśnie, nikt. Poczułam się potwornie i przez myśl przeszło mi (choć dziś wiem że wcale tak nie było), że Aśce, tej która wychodziła za mąż, chodziło o to żeby mnie upokorzyć przed wszystkimi dziewczynami. „Patrzcie, oto ona. Ta, która nie ma chłopaka. Na pewno jeszcze dziewica!”- słyszałam już w głowie te ich głupie komentarze. „Gówno wiecie!” - pomyślałam w duchu, bo co jak co, ale dziewicą już nie byłam. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie miałam chłopaka. Był kiedyś jeden (to właśnie on „zrobił ze mnie kobietę”), ale rozstaliśmy się po 3 miesiącach, bo nie chciałam się zgodzić na numerek z jego koleżanką. Męczył mnie o to niemal od początku naszej znajomości, aż w końcu dał sobie spokój i z tym żeby mnie namawiać i ze mną w ogóle. O co chodzi tym facetom? Dlaczego każdy marzy o tym żeby przespać się z dwiema panienkami? Albo jeszcze lepiej patrzeć jak one bawią się ze sobą? Mnie na przykład odpycha sama myśl o dwóch pieprzących się chłopach. Lubię dziewczyny, ale nie tak jak większość facetów by tego chciała. Powiedziałam więc że nie ma mowy, a on na to że jestem zacofana i nie umiem korzystać z życia. Umiem do cholery, ale dlaczego ma to polegać na bzykaniu innej panny, czy to samej, czy z facetem? I tak nasze drogi rozeszły się. Z tego co wiem zrobił dziecko dziewczynie z sąsiedniego bloku i zostawił ją dla jeszcze innej. Ten to ma światopogląd, bęcwał pieprzony. I gdy tak stałam i myślałam o tym wszystkim podczas gdy towarzystwo bawiło się w najlepsze, zrobiło mi się cholernie smutno. Usiadłam więc gdzieś w kącie z kieliszkiem szampana w ręku i zaczęłam płakać. Byłam schowana i myślałam że nikt mnie nie widzi kiedy nagle usłyszałam: - Olej go, to dupek. Szkoda łez na takiego. Podniosłam głowę i zobaczyłam go. Stał nade mną i uśmiechał się. Miał niesamowicie białe zęby, śniadą cerę i wypielęgnowane dłonie. Przyglądałam mu się chyba z minutę i wyobraziłam sobie jak te dłonie wędrują po moim ciele w górę i w dół i w górę i w dół i... - Nie o to chodzi - odpowiedziałam spuszczając wzrok - po prostu wszystkim się układa w życiu, tylko ze mną jest chyba coś nie tak. Nagle uświadomiłam sobie że zwierzam się obcemu facetowi! Ale on zaczął rozmawiać ze mną tak, jakbyśmy znali się od zawsze. Powiedział mi że właśnie wyszedł z wojska, a zanim go powołali rzuciła go dziewczyna z którą był 6 lat. Po prostu stwierdziła że już go nie kocha. A mieli wziąć ślub zaraz po tym jak on skończy służbę. „Oho” - pomyślałam - „wyposzczony goguś chyba szuka okazji żeby zamoczyć swoją wędkę”, chociaż jeśli mam być szczera w tamtej chwili mnie samej bliżej było do Maryi Dziewicy niż do Lolo Ferrari (Panie świeć nad jej duszą) i tak naprawdę nie miałam nic przeciwko temu, żeby ten wieczór skończył się maratonem w moim lub jego łóżku. Przegadaliśmy cały wieczór, praktycznie o niczym. Opowiedziałam mu chyba o wszystkich swoich problemach, a on słuchał! Potrafił słuchać jak nikt inny do tej pory. Nie dawał mi żadnych rad, niczego nie próbował tłumaczyć - po prostu pozwolił mi wylać z siebie wszystkie żale i tego właśnie potrzebowałam. Wygadać się. To śmieszne, bo sama powinnam umieć rozwiązywać własne problemy, ale jak to się mówi szewc bez butów chodzi więc i studentka psychologii ma prawo mieć osobiste kłopoty z którymi sobie nie radzi. Nie skończyło się jednak w łóżku, chociaż z każdą minutą coraz bardziej tego chciałam. Odprowadził mnie do domu nad ranem, przysunął się do mnie powoli i musnął wargami moje usta, doprowadzając mnie do obłędu. I poszedł. A ja stałam tam z przymkniętymi oczami próbując ochłonąć. Minęło kilka minut, zanim weszłam do mieszkania, zdając sobie sprawę, że...nie mam jego numeru telefonu! Ale co tam, w końcu to nie ja powinnam zadzwonić, tylko on. Ale on nie ma mojego numeru telefonu! „Kaśka” - pomyślałam - co ty do cholery zrobiłaś? Facet jak marzenie zjawia się u twoich stóp jak rycerz z bajki, a ty nie dajesz mu numeru telefonu!” Ogarnęła mnie czarna rozpacz. Rzuciłam się na niepościelone łóżko i rozejrzałam po pokoju - brudne ciuchy na podłodze, kawałki pizzy w pudełku które stoi już ze trzy dni, staniki rzucone na krzesło, kosmetyki walające się po stoliku. Może i dobrze że nie wszedł, bo wtedy by zobaczył, że nie tylko faceci to bałaganiarze, o nie. „Lepiej posprzątaj mieszkanie zanim będziesz się ładować z buciorami w cudze życie próbując je poprawiać jako psycholog” - usłyszałam w myślach. Ale nie miałam już sił, by cokolwiek robić. Opadłam więc na poduszkę i zanim zasnęłam powtórzyłam kilka razy do siebie na głos: ”On nie ma mojego telefonu. Patryk nie ma mojego telefonu”. Zasnęłam. Przez kilka następnych dni chodziłam jak struta. Ciągle myślałam o Patryku, a do tego zaczął mi się okres, co pogorszyło sytuację. Dziewczyny wiedziały, że lepiej się do mnie nie zbliżać. Zawaliłam egzamin i w ogóle czułam się podle. Prosto z zajęć szłam do domu i przesypiałam całe dnie. Nawet nie wiem ile ich minęło od tamtego wieczoru, ale chyba z milion. Aż w końcu zadzwonił! Mój telefon zadzwonił! Rzuciłam się na słuchawkę jak wygłodniała lwica na małą, niewinną antylopkę stojącą u wodopoju. - Słucham - wydyszałam podniecona. - Cześć kochanie, jak się czujesz? Może odwiedzisz nas w sobotę, co? Tatuś urządza małą imprezkę z okazji przejścia na emeryturę. Będzie parę osób, rozerwiesz się troszkę. Co ty na to? - Dobrze mamo - odparłam próbując kryć rozczarowanie w głosie. - Wszystko w porządku Kasiu? Brzmisz nieciekawie. - Tak mamo. Dostałam okresu, to dlatego. Wszystko ok. Przyjadę. Instynkt macierzyński nie pozwalał mamie tak łatwo dać za wygraną, ale w końcu jakoś udało mi się przekonać ją, że to rzeczywiście wina okresu i rozmowa szybko się skończyła. Odłożyłam słuchawkę niemalże zrozpaczona. Ale znów zadzwonił telefon. Tym razem to on! Patryk zadzwonił! Powiedział że zapomniał wziąć ode mnie numer i dopiero Aśka mu podała. Mówił że nie może przestać myśleć o tamtym wieczorze i chce się ze mną spotkać. I spotkaliśmy się znowu. Na kolejnej imprezie, dwa dni później. I tak zaczęliśmy się spotykać coraz częściej, aż w końcu, po kilkunastu tygodniach wprowadziłam się do niego. Wiem że to za szybko, w końcu ledwo znałam faceta, ale czułam, że to ten na którego czekałam. Było nam razem cudownie,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych