Kiedy Bóg śpi pt. II
Krótka szkoła życia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}"Włącz stację nadającą rock and roll i z całą odwagą, jaką jeszcze masz, oraz całą wiarą, jaką potrafisz z siebie wykrzesać, podążaj w nowe życie. Bądź sobą, bądź dzielny, nie poddawaj się. Reszta jest ciemnością."{i} Stephen King
{b}1.{/b}
Nikt jeszcze nie przypuszczał, że dziewczyna, która miała reputację największej dziwki w całym miasteczku uniwersyteckim na Uniwersytecie Kolorado skończy jako nowy głos pokolenia zaledwie w wieku dwudziestu lat. W ciągu pierwszego roku studiowania literatury przespała się z 48 chłopakami, w tym większość z nich uczęszczała na te same zajęcia i widziała ich niemal codziennie w każdym stadium ich wzajemnej znajomości. Nie mogła liczyć na żadnego z nich po opublikowaniu „Dziennika”, mogła za to liczyć na całą resztę campusu, która od dnia dotarcia „Dziennika” na szczyt listy bestsellerów uznała Laurę za swoją bohaterkę. Czasem wydawało się jej, że wyprzedanie całego tak dużego nakładu zawdzięcza jedynie ludziom, którzy chodzili z nią na zajęcia, a wieczorami namawiali swoje rodziny do zakupu. Nawet odliczając tych czterdziestu niezadowolonych facetów (przypuszczała, że nie wszyscy czują się urażeni, ostatecznie nie wszystkich wspomniała w książce) od całej liczby studentów literatury, zostaje całkiem pokaźna sumka ludzi, którzy chętnie poznają tajemnice sypialni koleżanki z roku. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że skoro opublikowała tak śmiałe wyznania – w dodatku w ramach pracy zaliczeniowej z pierwszego roku, to nie może mieć więcej sekretów. Niewiele osób wiedziało, że jej pierwszym kochankiem był dwudziestosześcioletni ogrodnik pracujący dla jej ojca, a ona miała wtedy niespełna piętnaście lat (dokładnie czternaście i równe siedem miesięcy, co wyliczyła następnego dnia, żeby umieścić w swoim pamiętniku – pamiętnik ten, w przeciwieństwie do ”Dziennika” nigdy nie ujrzał światła dziennego). Niespełna pół roku wcześniej kupiła pierwszy stanik. Pięć miesięcy po, na swoich urodzinach, które jej rodzice uparli się wydać w gronie rodzinnym, dostała kolejne rolki. Nikt z dorosłych nie traktował jej poważnie. Pamięta, że łudziła się zapamiętać wszystko ze szczegółami, tymczasem w pamięci miała jedynie zapach świeżo skoszonej trawy który pozostał w jego włosach po całym dniu pracy. Pamięta też, że wychodząc następnego dnia do szkoły czuła ten sam zapach równie intensywnie. Nie wspomniała o tym w swojej książce ani słowem. Lubowała się natomiast wspomnieniami, które miały należeć tylko do niej. W liceum, pozornie spokojnie, chodziła tylko z czterema chłopakami. Była jednak tym typem, który nieszczególnie przejmował się wiernością, zwłaszcza, jeśli dochowanie jej dotyczyło jej samej. „Nigdy nie wiadomo, co mi się przydarzy – dlaczego miałabym nie bawić się życiem?”. Jakiekolwiek zarzuty dotyczące jej prowadzenia się słyszała rzadko. Ludzie nigdy nie potrafili mówić złych rzeczy prosto w twarz. Ludzie nigdy nie potrafią przyznać się, że uważają cię za najgorszą dziwkę w mieście. Za to chętnie za twoimi plecami rzucą w ciebie kamieniem lub pewnej halloweenowej nocy każą młodszemu rodzeństwu obrzucić cały dom mokrym papierem toaletowym. W wieku siedemnastu lat miała pierwszą skrobankę – kolega z kółka plastycznego stwierdził, że było miło ale nie na tyle, żeby od razu zostawać ojcem. Wtedy też, wychodząc od lekarza, z całkowicie usuniętym znajdującym się w niej dotychczas płodem, pomyślała że wszystkie artykuły które czytała na temat syndromu „pustego łona” i depresji postaborcyjnej są niczym innym jak jedynie wyraźnym sygnałem zmarnowania pieniędzy na kształcenie beznadziejnych psychologów i jeszcze gorszych terapeutów. Czuła się wyśmienicie. Drugi raz usunęła ciążę mając dziewiętnaście lat i startując w nowe życie. Tym razem darowała sobie informowanie chłopaka o swoim stanie. I tym razem również czuła się świetnie, nawet tuż po wyjściu z kliniki. Wtedy właśnie wpadła na pomysł zostania pisarką. Nie miała najmniejszych problemów z dostaniem się na Uniwersytet Kolorado – w końcu wykładał tam jej ojciec. Wybrała literaturę angielską, myśląc, że to ma najwięcej wspólnego z jej planami. Po miesiącu pomyślała, że równie dobrze mogłaby studiować fizykę jądrową – traciła czas. Kilka miesięcy później ukazała się jej pierwsza, licząca niewiele ponad osiemdziesiąt stron książka. Była ona niczym więcej jak jej seksualnymi ekscesami opisanymi na poziomie literackim katalogów firmowych Searsa. Mimo to jednak zdobyła nią niepodważalny status gwiazdy na uczelni i całkiem niemały rozgłos w kraju. Laura nie starała się szczególnie nad stworzeniem jakiejkolwiek fikcji literackiej, wiele postaci miało te same imiona lub nazwiska (lub oba) jak w rzeczywistości, co wywołało niemałe zamieszanie nie tylko wśród rodziców jej byłych kochanków, którzy przeczytali tą książkę, gdzie znajdował się bezbłędny opis anatomii i seksualnych zachowań ich dzieci. Niektórzy ludzie zaczęli wręcz przypisywać jej wzburzenie nowej fali rewolucji seksualnej. W sprawie „Dziennika” można było uznać, że Stany podzieliły się na dwie strony muru jakim była książka. Z jednej strony dziewczyny zachwycające się stylem życia młodej pisarki i równie zachwyceni licealiści płci męskiej, którzy weekendami mieli w swoich samochodach zabawę jak nigdy wcześniej. Z drugiej strony stali ich rodzice i staruszki pragnące powrotu do metod znanych z polowań na czarownice. Czarownicą miała być Laura. Ani razu nie pojawiła się u Conana O’Briena ani Jaya Leno. Zaczyna się kolejny odcinek, Jay rzuca kilka swoich dowcipów na temat prezydenta i odwyków Courtney Love. Później na miękkiej, czerwonej kanapie siada człowiek twierdzący, że gdy był dzieckiem porwało go UFO a teraz ma on do przekazania światu ważne informacje o inwazji z kosmosu. Ona sama była zdystansowana do wszelkich opinii – nie miała też najmniejszego zamiaru być popularna. Nie chciała przystępować do żadnej z federacji feministek, które tak ochoczo ją do tego namawiały. Każda z organizacji twierdziła, że Laura odniesie największe korzyści przystępując właśnie do nich. Ona sama uważała jednak, że wszystkie kobiety z nieogolonymi nogami – bo tak właśnie je postrzegała – mają jakieś głęboko ukryte problemy, które w którymś momencie muszą eksplodować, a tej eksplozji bała się najbardziej. Przystąpienie do kilkuset kobiet z problemami mogło oznaczać jedynie kłopoty. A tych chciała mieć jak najmniej. Publiczne obnażenie swoich tajemnic okazało się dla niej i tak wystarczająco kłopotliwe. Przyłączanie do jakiejkolwiek instytucji, zwłaszcza uznanej za kontrowersyjną, mogłoby dla niej skończyć się linczem. A dla nich eksplozją. A dla wszystkich amerykańskich matron, z wałkami na głowie i trzynastoletnimi córkami pod opieką, tańcem na jej grobie. Pisząc pierwszą w swoim życiu książkę nawet nie przypuszczała, że – nawet jeśli uda jej się znaleźć wydawcę – osiągnie sukces na miarę literackiej Oprah Winfrey dwudziestego pierwszego wieku. Tymczasem nie tylko znalazła dobrego promotora i agenta, ale także jej książka została przetłumaczona na 21 języków i odniosła równie duży sukces w Europie. Stała się twórcą nowej ewangelii, Ewangelii według Laury Norton. Ewangelii, której udało się podzielić amerykańskie społeczeństwo sprawniej i wyraźniej niż wojna w Iraku i zabicie własnej matki przez Rachelle Waterman.
{b}2.{/b}
Za każdym razem, kiedy pokazywała próbki swojej twórczości profesorowi literatury – Wentworthowi, słyszała te same słowa. - Wulgarnością nic nie osiągniesz. Przez pierwszy miesiąc w nie wierzyła. Po drugim miała ich dostatecznie dość, żeby przestać podejmować jakiekolwiek starania. Przestała pokazywać mu cokolwiek, co wykraczałoby poza potrzebne materiały. Sama zresztą nie uważała, żeby była bardziej wulgarna niż jej nauczyciel. Ale jej wulgarność wyrażała się czymś zupełnie innym. Uznała, że profesor jest wulgarny w najgorszy sposób – próbując maltretować umysły czytelników swoimi niezrozumiałymi metaforami, utrudniającymi jedynie zrozumienie tekstu. Po przeczytaniu jednej z jego prac nazwała go rozwiązłym dupkiem – co miało się odnosić do rozciągłości jego utworu. Nie każdy zrozumiał to w ten sam sposób. Jej nie zależało na ładnym języku – zresztą nieszczególnie umiała się nim posługiwać. Pisała tak, aby historia wydawała się jak najbardziej wiarygodna. A wiarygodność oznaczała dla niej przedstawienie zarówno piękna jak i syfu tego świata w rzeczywistych proporcjach. Wiarygodnością była prawda, której nie ukryła pod żadną, nawet najdelikatniejszą maską. Jednak będąc na drugim roku studiów – których zresztą wcale nie chciało jej się kontynuować, i które znudziły ją po pierwszym zimowym semestrze – udało je się nabrać do wszystkie sporo dystansu. Teraz słowa „wulgarnością nic nie osiągniesz” śmieszyły ją na tyle, że napisała je na swojej ścianie a panu Wentworthowi chciała je przy każdej okazji cytować, oczywiście odnosząc się do jego postaci. Gdyby potrafiła przewidzieć swój sukces, zapewne jemu dedykowałaby swoją książkę.
{b} 3.{/b}
Zanim jeszcze zaczęła szokować świat, obserwowała. Będąc dzieckiem przychodziła do szkoły swojego ojca – która kilkanaście lat później stała się jej szkołą, i która była świadkiem rodzenia się jej literackiego debiutu. Zawsze w południe z sali gimnastycznej dochodziły miarowe dźwięki potężnych uderzeń o skórzane worki zwisające z powieszonej pod sufitem metalowej belki i niewyraźne jęki, które wydawały się jej przytłumione, jakby jęcząca osoba starała się je wyciszyć z wstydu przed innymi. Odgłosy te mieszały się z hałasem odtwarzanej tam wciąż piosenki, której echo niosło się nawet poza korytarz i szatnie. Pamiętała tylko refren, który i tak w wieku siedmiu (i pół) lat zrobił na niej niemałe wrażenie: „I want to fuck you like an animal, I want to feel you from the inside”. Wiedziała, że chłopcy znajdujący się w środku ćwiczą, żeby później wziąć udział w międzyszkolnych zawodach. Od tamtej pory przez najbliższe kilka lat wydawało jej się, że sport uprawiają jedynie ludzie którzy chcą czuć się zwierzętami. Gdy później dowiedziała się nieco o seksie, zaczęła myśleć, że sportem interesują się jedynie zoofile (choć nie wiedziała wówczas, że istnieje słowo określające ich przypadłość ani że zoofile nie tylko znęcają się nad zwierzętami, jak nasuwający się jej na myśl stary sąsiad jej babci, który regularnie karał swojego psa biciem). Dopiero po upływie kolejnych kilku lat przekonała się do jakiejkolwiek formy ćwiczeń, która nie była tak odrażającym aktem zezwierzęcenia. Jedyne, co jej nie brzydziło, to jogging. Do końca życia pozostała jednak z przeświadczeniu, że interesowanie się i uprawienie dyscypliny związanej z biciem i wzajemnym rzucaniem się na maty jest wynikiem niezbadanego urazu w psychice. Nie pamiętała już oczywiście tej piosenki, którą słyszała codziennie będąc dziewczynką spacerującą spokojnie po budynku uniwersytetu i nie wiedziała, że to ten utwór tak bardzo przyczynił się do powstania jej teorii. Ale w końcu „Każdy ma ze sobą jakiś problem – jak ujęła w swojej książce – nie każdy wie jaki”. Będąc w podstawówce obserwowała młode kobiety, które zaczynały swój staż w najmłodszych klasach. Lubiła widzieć ich trzęsące się dłonie, kiedy przychodziło im kogoś ukarać lub wejść do klasy, w której nie chciały się znaleźć. Doskonale umiała wyczuć, które z nich nie nadają się do starcia z uczniami i będą musiały wkrótce odejść, pozostawiając za sobą jedynie niesmak i garść dowcipów. Każdy uczeń potrafi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil thaumiel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…