Kiedyś, poza granicą czasu
Opowiadanie o tym, jak strata bliskiej osoby może boleć. I o szczęściu, jakie dają czasami nawet obcy ludzie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wieczorem, kiedy leżałem w łóżku, do głowy zaczęły przychodzić mi różne myśli. Głupie, mądre, nudne i interesujące. Jedną z nich była myśl o rodzinie. O mamie, zwykle uśmiechniętej, krzątającej się po kuchni. O tacie, zwykle zapracowanym, a jak nie w pracy, to pijącym z kumplami albo grającym w karty z typami od pokera. Tata był nałogowym hazardzistą. No właśnie był... Nie widziałem go, kiedy był. Zauważyłem, kiedy zniknął. Pewnego dnia wróciłem ze szkoły. W domu wszystko normalnie. Mama była w pracy, tata też. Zasiadłem do odrabiania lekcji, a o 17 wróciła mama. Tata zjawił sie w domu o 19. - Tomek, chodź tu. Mam sprawę do ciebie. - powiedział po powrocie. -Co jest? - powiedziałem niechętnie, siadając koło niego na kanapie. Myślałem, że chce na mnie nakrzyczeć, bp tak zwykle wyglądały nasze rozmowy. - Co byś powiedział na wspólny wypad na ryby? Tak tylko ty i ja. Jutro rano byśmy wyjechali, a wrócili pojutrze, w czwartek. - A moja szkoła? poza tym, ty lubisz wędkować? - Naukę nadrobisz, a nie musimy koniecznie wędkować. Pograłbyś na gitarze przy ognisku, nauczyłbyś mnie. Zjedlibyśmy kiełbaski, poszli na spacer do lasu. A ty kiedyś spałeś w namiocie? Wiesz jak to jest? Po chwili zastanowienia zgodziłem sie. Poszedłem do swojego pokoju, a zamykając drzwi usłyszałem, jak mama chwali tatę za ten pomysł. Nazwała to integracją ojca z synem. Nazajutrz o 10 wyjechaliśmy z domu, a po 3 godzinach byliśmy nad jeziorem Białym. Mają tam ośrodek wypoczynkowy, ale po co to komu. Mi podoba sie pomysł z namiotem. Rozstawiliśmy ten prowizoryczny dom poszliśmy do lasu na krótki spacer. Tata pokazał mi drzewo na którym dawno temu wyrył scyzorykiem imię mamy, Teresa i serduszko. - Zabrałem ją tu na 3 randkę. – uśmiechnął się, po czym poszliśmy dalej. Pochodziliśmy trochę po lesie, potem zwiedziliśmy pobliskie miasteczko, aż o godzinie 17 wróciliśmy do namiotu. - Nie wiedziałem, że grasz – powiedział tata jedząc kanapkę, kiedy zacząłem brzdąkać na jego gitarze. -Mało o mnie wiesz – spojrzałem na niego spode łba. -Słuchaj – nachylił się nade mną – Chciałbym naprawić te stracone lata. Te, kiedy spotykałeś mnie na ulicy, a ja napity nie wiedziałem kim jesteś. Od dzisiaj nie pije. -Ta, mówiłeś tak miesiąc temu – Zagrałem kolejny akord. - Ale to już naprawdę jest ten dzień. Patrz – Wyszedł z namiotu i wyrzucił do jeziora butelkę po małej wódce. - Symbolicznie – Powiedział widząc mój wzrok - Zanieczyszczenie środowiska się zwiększa . - Ale rodziny się jednoczą – podszedł i przytulił mnie- Zobaczysz, naprawimy stracony czas. Usiedliśmy w namiocie i jedząc kanapki, tata opowiadał mi o swoim dzieciństwie, podbitym w podstawówce oku i kilku dziewczynach, od których nie mógł się opędzić. Dowiedziałem się o nim rzeczy, jakich nigdy mi nie mówił. Ten wyjazd to był jednak dobry pomysł. Poczułem, że mam tatę. Przegadaliśmy kilka godzin, i o godzinie 23;35 poczuliśmy senność. Miałem ochotę dalej słuchać taty ( pierwszy raz od 14 lat, bo pijackie mamrotanie mało mnie obchodzi ) ale musieliśmy iść spać. Zapakowaliśmy się do śpiworów. Noc minęła spokojnie. Słyszeliśmy świst lekkiego wiosennego wiatru, szum drzew i wody. Było ciepło. Na zewnątrz i w moim sercu, bo fajnie odzyskać tatę. ,Rano ok. 6 obudziłem się i nie zastałem taty w namiocie. Pomyślałem, że siedzi już z wędką i łowi szczupaki, ale wędka została na swoim miejscu. Nasza łódka też. Wyszedłem i rozejrzałem się po brzegu. Żadnych śladów taty. Przeszukałem okolice namiotu, ale nic nie znajdując postanowiłem zapuścić się w las. Krzycząc „ tato! „ przemierzałem leśne ścieżki, zbaczałem z nich błądząc po krzakach, ale taty jak nie było, tak nie ma. Znalazłem szczęśliwe drzewo rodziców, a pod nim tatę. - Tata? – podchodziłem powoli, myśląc, że jednak się upił i zasnął pod drzewem. Ale butelki też nigdzie nie ma. Zbliżyłem się dotknąłem zimnego policzka. Popatrzyłem na zamknięte powieki, chciałem wyczuć niewyczuwalne już walenie serca i choć lekki oddech z jego ust. Nic, Jedyne co znalazłem, to rana z której ulała się krew. - Kurna – złapałem się za głowę, ocierając łezkę i próbując powstrzymać wulkan, jaki miał zaraz we mnie wybuchnąć. -Kocham cię – powiedziałem stojąc już zalany łzami. Odzyskałem go wczoraj, a po kilku godzinach straciłem. Dlaczego? Usiadłem koło niego i zacząłem opowiadać o swoim życiu. Jego dusza już mnie nie słyszy, ale mogę mówić. Wczoraj opowiadał on, teraz ja. Ale kiedy zdałem sobie sprawę, że to nie ma sensu, wróciłem do namiotu, zwinąłem go. Ale nie wiedziałem, jak wrócić do domu. Co do taty, to wyjąłem z bagażnika łopatę. Zdecydowałem, że skoro umarł tu, w tak szczęśliwym i znaczącym dla niego miejscu, to niech tu zostanie. Z bagażami wyszedłem na ulice i złapałem stopa. Zatrzymał się jakiś facet, na oko 35 lat. - Gdzie jedziesz? – zapytał otwierając drzwi granatowego Volsvaggena Golfa. - Zamość. Po drodze pan ma? - Da się załatwić. A co robisz sam w środku lasu? – Uważnie obserwował jezdnię, wydawał się miły. Podwiózł mnie pod sam dom. Podróż byłą przyjemna, jego koledzy byli fajnymi chłopakami. Mama wybiegła przed dom, kiedy mnie zobaczyła. - A gdzie tata? – Uściskała mnie. – I kim są ci panowie? - Dzięki. Możecie już jechać – powiedziałem do chłopaków. Kiedy odjechali, mama dalej patrzyła na mnie jakby przeczuwała złe wieści. -Znalazłem go nieżywego pod drzewem, gdzie wyrył twoje imię – spuściłem głowę. Mama zmieniła smutny wyraz twarzy na płacz. Po chwili oboje staliśmy przytuleni na podwórku. W naszych głowach krążyły myśli Kto i Dlaczego?
- I rano wstałeś, poszedłeś go szukać, a potem znalazłeś go przy tym drzewie? – zapytała mama, kiedy już emocje opadły. -Tak. Fajnie było. Gadaliśmy, wygłupialiśmy się, a od razu musiał iść z tego świata. -Chyba miałam dobry pomysł z tym wyjazdem. – powiedziała mama i położyła mi rękę na policzku – Będzie dobrze, musimy się trzymać razem. Na pierwszy rzut oka wyglądałoby to okej, ale kiedy mama poszła do drugiego pokoju wzięła w dłoń ich zdjęcie ślubne i zaczęła płakać nad nim. Przymknąłem drzwi do pokoju, w którym była. Sam poszedłem do swojego pokoju i zacząłem wspominać wczorajszy wieczór. Było fajnie. Najlepszy dzień z tatą w moim życiu. I ostatni. Następnego ranka zjedliśmy z mamą śniadanie. Wzięła sobie urlop żeby odreagować tę całą sprawę. Tata pewnie teraz jadłby ze mną rybę, ale jemy z mamą grzanki. Jednak ryba z tatą byłaby o niebo lepsza. Nie chodzi o smak, chodzi o atmosferę. O to, żeby jak to tata nazwał „ naprawić stracony czas „. Aktualnie, czas który nam zabrano. Kiedy kończyłem ostatnia grzankę, pod dom podjechał samochód, którym wczoraj podwiózł mnie facet, który z niego wysiadł. - Dzień dobry. Wpadłem zobaczyć, jak się czuje mały. Był jakiś taki smutny, więc pomyślałem… - mówił przez drzwi, dopóki mama nie powiedziała. -To nie pana sprawa. Proszę stąd odjechać. - Może mógłbym jakoś pomóc? – Po tym mama otworzyła drzwi, żeby spławić gościa. Ale ten mówił: - Pani też nie wygląda najlepiej. Co się stało? – Jego głos uspokajał mamę, słuchała go i wpatrywała się, jakby był aniołem zesłanym przez Boga, żeby ukoić jej ból po stracie męża. - Niech pan wejdzie = zaprosiła go. -Rafał – przedstawił się i podał jej rękę. - Teresa – powiedziała i poprowadziła gościa do salonu. Mama z Rafałem zaczęli rozmawiać. Łatwo jest wygadać się obcemu. Pewnie dlatego ludzie chodzą do psychologów. Mama opowiedziała mu historie o tacie, o tym jaki był, i wspomniała coś o mnie. Rafał zawołał mnie do siebie. Skoro mama mu zaufała po kilku minutach, chyba też mogę zamienić z nim kilka słów. - Tęsknisz za nim, co? – powiedział, kiedy usiadłem obok na kanapie. - Wiesz, pierwszy raz pojechaliśmy gdzieś razem. Czułem się fajnie, zbliżyliśmy się do siebie. Opowiedział mi o sobie, ale ja nie zdążyłem opowiedzieć o moich pasjach, problemach, o mojej filozofii życiowej. Nie zdążyłem mu się wygadać. - Kiedyś będziesz miał szanse. Wiesz, jak wyobrażam sobie niebo? - Ja myślę, że to spokojne miejsce. - Lepiej. Wszyscy są szczęśliwi, ich marzenia są spełnione. Maja tam taki swój świat i żyją wiecznie. Możesz podejść do kogoś, kto został ci tak nagle odebrany i dokończyć zdanie wypowiedziane do połowy. Możesz na nowo pokochać osobę, która zginęła w wypadku. Powiedzieć komuś, ile dla ciebie znaczy. Odwiedzić przyjaciela, który zostawił cie w jeden dzien. Tam nie ma zabójców, wrogów, panów i niewolników, czy nawet kataklizmów i klęsk żywiołowych wliczając wypadki.. Jest wszechobecna radość i pokój. Nie ma problemów, za ojca robi nam Bóg i Jezus. Pomagają nam i tu, i tam. Gorzej jest z tymi, którzy nabroili w przeszłości. Ale nas to nie dotyczy. Moim zdaniem każdy powinien Mie druga szanse, aby naprawić błędy.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Edzia16
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…