Kilka minut szczęścia (cz.1)
Wakacje w Egipcie. Marzenie każdego... Również Magdy- radosnej szesnastolatki, która właśnie w tym kraju przeżywa przygodę swojego życia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Biegała w tę i z powrotem jak oparzona. W jednej ręce lalka Barbie, w drugiej kolorowe pudełeczko, jak później spostrzegłam z kartami. Kasztanowe, lekko falowane włosy wystawały jej spod oryginalnej czapki jakby chciały z niej wyskoczyć. Mała zagadywała wszystkich w pobliżu i uśmiechała się zaczepnie. Jej czekoladowe oczy przeszywały jak rentgen. Z zazdrością pomyślałam, iż za jakieś dziesięć lat niejeden chłopak zakocha się w tym spojrzeniu. Nie żebym narzekała na brak wszelkiego zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Po prostu uważałam, że oczy są zwierciadłem duszy i chciałam, aby to zwierciadło- w moim przypadku- było równie piękne i intrygujące jak u nieznajomej dziewczynki. Ale nie... Jak na złość moje spojrzenie nie było ani przeszywające, ani przyciągające. A ta Mała… miała może pięć lat... pięć lat i ogromne perspektywy. Dobrze znane znaczki na ubraniach wskazywały, iż nie brakuje jej pieniędzy. Tu trzy kreseczki, tam ,,łyżwa"... I wspaniali rodzice. Przynajmniej gołym okiem można było stwierdzić, że są idealni. Piękni, bogaci... Kobieta, choć może czterdzieści pięć lat, lecz jakże zadbana, w sportowej bluzce Tommiego Hilfigera i tejże firmy modnych rybaczkach. Ani jednej zmarszczki, włosy jak u nastolatki... Ojciec- dobrze zbudowany, choć to dopiero początek lata- wspaniale opalony- i równie porządnie jak żona ubrany. Ziewnęłam przeciągle już ,,enty" raz w ciągu tej godziny. Odprawa paszportowa to najnudniejsza rzecz na świecie. Trzydzieści minut stania w kolejce z bagażami i już mam dość całej tej zabawy. Jedyną rozrywką przez ten czas jest obserwowanie ludzi, którzy tak samo odliczają godziny od wymarzonych wakacji. Owa, brązowo-oka dziewczynka podbiegła do jakiegoś chłopca, złapała go za rękę i już chwilę później zniknęli w tłumie. Jej brat? Możliwe.
Dwie godziny męczarni i zajęłam już swoje miejsce w samolocie. Na lewo małe okienko, na prawo mama, dalej tata... I znów to uczucie… Nie mogłam uwierzyć, że wreszcie nadeszły wakacje. Nie mogłam uwierzyć, że znów lecimy do ciepłych krajów, spędzić dwa tygodnie w jakże przyjemnych upałach i luksusach. Tuż po krótkim instruktażu, który jest obowiązkowy przed każdym lotem, pilot zapowiedział, iż za cztery i pół godziny wylądujemy w Hurghadzie. Uśmiechnęłam się na samą myśl. Wakacje w Egipcie. Tak jak i rok temu. W tej samej miejscowości. Tylko hotel inny. Po szybkim starcie podczas którego obserwowałam coraz to bardziej oddalającą się Warszawę wyjęłam z torebki niedawno co zakupione ,,My, dzieci z dworca Zoo" i zabrałam się za czytanie...
- El Gouna! El Gouuna!- dosłyszałam za sobą radosny krzyk jakiegoś chłopca. Wyjrzałam za okno. Kilka budynków na pięknych lagunach, a wokół błękitne Morze Czerwone. Tylko raz w życiu widziałam coś równie bajecznego. Dokładnie tego samego dnia, tylko rok temu. - Prosimy o zapięcie pasów- dobiegł mnie głos stewardessy- Schodzimy do lądowania. Temperatura w Hurghadzie wynosi czterdzieści pięć stopni Celsjusza.
Żar dopadł każdego, gdy tylko wysiedliśmy z samolotu. Nawet ten upał był przyjemny. A ja czułam się jak w siódmym niebie. Znów kochany Egipt, wspomnienia udanych wakacji powróciły. Zagadką było jedynie czy i w tym roku będzie równie wspaniale. Szczerze mówiąc nie miałam najmniejszych wątpliwości, iż znów łza zakręci mi się w oku w dniu odjazdu... że już jutro będę się bała, że ten raj niedługo się skończy. Zawsze w takich momentach zadawałam sobie pytanie; dlaczego szczęście trwa tak krótko? Życie jak w cyrku. Dla każdego, kto pierwszy raz jest w Egipcie wszystko tu jest całkowicie akrobatyczne. Zaskakująco śmieszne. Nieprawdopodobne. Czasem niebezpieczne. Drugie spotkanie na arenie choć mniej ekscytujące, równie mocno bawi i napawa podziwem. Już po kilkunastu minutach jazdy do hotelu poczułam ten ,,klimat odmienności”. I wcale nie chodziło o pogodę, choć różniła się znacząco od chłodnego lata w Polsce. Pierwszą zadziwiającą rzeczą jest całkowity brak wszelkich przepisów na drodze. Skrzyżowania bez świateł, prawo przejazdu mówi: nie hamujesz, jedziesz i trąbisz. - Patrz Mada- tato skinął głową w stronę szyby. Jechała tam kobieta w przyczepce, którą ciągnął osiołek. W dodatku pod prąd. Poczułam ogromną ulgę, gdy wreszcie autobus zatrzymał się pod naszym hotelem. Wysiadłam i objęłam wzrokiem cały budynek, a w sumie jedynie tą część z holem, gdyż reszta ,,willi” ukryta była za nim. Pięć złotych gwiazdek świeciło tuż nad napisem ,,Movenpick Resort”. Szklane drzwi prowadzące do recepcji, a przed nimi kilku ochroniarzy z karabinami. Ten sposób ochrony znany jest w każdym lepszym hotelu Egiptu. Weszliśmy do wielkiej sali z marmurową podłogą, kryształowymi lampami i wieloma, ogromnymi oknami. Pani rezydentka, która od tej pory była naszą przewodniczką po wszystkim co związane z tym miejscem, chwilę później przyszła z kluczem. - Mają państwo pokój numer dwieście trzy. Proszę tu usiąść, zapoznam państwa z kilkoma szczegółami... - zmęczona padłam na pobliski fotel i spojrzałam przed siebie. Na kanapie kawałek dalej siedział chłopak, lat może szesnaście. Miał blond włosy do ramion, zaróżowione policzki, luźne spodnie do kolan w modne tego roku hawajskie kwiaty i białą koszulkę. I on zainteresował się mną. Niemiec. Tak, tylko Niemcy mają tego typu urodę. Takie ,,niby długie, niby krótkie” włosy. Talent do oceniania pochodzenia to ja mam szczególny. - Tutaj mam dla państwa zestaw wycieczek. Kair, Luksor, nurkowanie... Proszę się zastanowić i jutro porozmawiamy o tym, które państwo wybrali. Śniadanie zaczyna się o godzinie... - przerzuciłam wzrok na okno w nadziei uchwycenia choć skrawka morza. Niestety nic nie było widać. - Tutaj proszę wypełnić kartę z zakwaterowaniem. - Magda to ty zrób... bo po angielsku... - mama podała mi biały papier i długopis. Całe te formalności trwały dobre pół godziny. A ja tak bardzo chciałam wskoczyć w kostium i ruszyć na basen. Tych z kolei nasz hotel podobno posiadał pięć. Aż uśmiechnęłam się, gdy wreszcie rodzice podali sobie rękę z naszą informatorką. Pewien Arab z obsługi kazał nam iść za nim, aby wskazać, gdzie znajduje się nasz pokój. Gdy tylko wyszliśmy na taras, którym trzeba było przejść z recepcji do willi, moim oczom ukazał się widok, jakiemu nierówne było nawet lądowanie przy morzu. Palmy, piękna roślinność, pomiędzy nią ścieżki, baseny, morze... - Mamo... - szepnęłam w ciężkim szoku - To jest raj...? * Wspaniała kolacja, mnóstwo owoców morza w tym moich ulubionych ośmiornic, kelnerzy przysuwający krzesło, ludzi piękni, z klasą... jak w filmie. Ten jeden raz do roku byłam aktorką. Rodzice zawzięcie oszczędzali i choć nie byliśmy wcale żadną z tych bogatych rodzin, na dwutygodniowy komfort w pokoju z widokiem na jedno z najpiękniejszych mórz świata mogliśmy sobie pozwolić.
Znów zaczęłam zauważać chłopców. Przez te kilka tygodni po rozstaniu z Piotrkiem nieświadomie zapomniałam o czymś takim jak płeć przeciwna, a tu- nie wiedzieć czemu- przypomniało mi się, jak łatwo potrafi mnie oczarować. Po kolacji, gdy zrobiło się już całkiem ciemno przebrałam się w swoją ulubioną sukienkę w paski i wyruszyłam na samotny spacer. Udałam się nad przepięknie podświetlony basen i wyłożyłam się na leżaku. Z jednej strony dobiegał mnie szum morza, którego w tym mroku nie byłam już w stanie dostrzec, a z drugiej cały ogród- z tak jak i basen- podświetlonymi palmami. Spojrzałam na gwiazdy. Tak, nigdzie indziej nie widziałam ich aż tyle. Pomyślałam jak cudownie byłby mieć chłopaka i przyjechać z nim tu na romantyczne wczasy. Nie, to niemożliwe. Jestem za młoda, a zresztą żadnego z moich dotychczasowych ,,partnerów” nie byłoby stać na takie wakacje.
,,Po co szukać gdzieś daleko, Szczęście czeka tuż za rogiem”
Uśmiechnęłam się podstępnie... * Obserwował mnie natrętnie. Nie miał za grosz skromności. Leżał tak i patrzył. A ja coraz bardziej skrępowana próbowałam wejść do basenu, którego woda wydawała się być strasznie zimna, gdy ciało było tak nagrzane od słońca. Spojrzałam na dziewczynkę, która wskakiwała do niej z chichotem. Lalkę Barbie i karty zostawiła na leżaku tuż obok swojego bezczelnego brata. Byli do siebie bardzo podobni. Te same kasztanowe włosy, te same ciemno-brązowe oczy, ten sam urok... tak samo wydawali się być odważni. Ona- na lotnisku zaczepiała wszystkich ludzi, on- teraz, tutaj bez cienia skrytości wpatrywał się w moje marne wysiłki zanurzenia się. - Amelka nie skacz na takiej głębokości! - dobiegł mnie krzyk skierowany do sześcioletniej łobuziary. Oczywiście mała nie zwróciła najmniejszej uwagi na upomnienia mamy. - Marcel, chodź tu do mnie! - zapiszczała z uciechą. Mój ,,obserwator” spojrzał na nią z niechęcią kręcąc głową - No choooodź! - prosiła jeszcze jakiś czas, aż w końcu dał się namówić i jednym szybkim ruchem zanurkował do basenu. * Po kolacji udaliśmy się do hotelowego amfiteatru. Składał się on z dużego podestu, przed którym poustawiane były wiklinowe stoliki. Przy każdym z nich stały trzy- rzecz jasna wiklinowe- krzesła. W pobliżu ciągle kręcił się kelner gotowy obsługiwać gości. Włosy skręciły mi się kusząco od kąpieli w basenie, a twarz lekko zarumieniła od słońca. Usta potraktowałam błyszczykiem i aż uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze. - Ładna jesteś - powiedziałam z uśmiechem. Przeczesałam ręką blond pasemka, na które pozwoliłam sobie tuż przed wyjazdem, po czym wyszłam razem z rodzicami. Zajęliśmy wolne miejsca i zamówiliśmy lekkie drinki. Kochałam ten klimat, te wakacyjne wieczory w ekskluzywnych hotelach, przy nastrojowej muzyce, którą wygrywano na żywo. Czułam wtedy to odprężenie, ten relaks… Dwa tygodnie życia jak księżniczka bez trosk, w pięknym miejscu z równie szczęśliwymi ludźmi. Siedzieliśmy tak może dwie godziny delektując się spokojem i jakże ciepłym wieczorem. Nie myślałam o niczym, nie myślałam o Piotrku. Po tym jak go zostawiłam podejmował jeszcze kilka marnych prób powrotu, ale nie złamałam się ani razu. Miałam w sercu głęboką ranę, która dopiero co zaczęła się goić i nie mogłam pozwolić, aby wyleczył ją chwilowo tylko po to, aby później rozerwać ją bardziej niż robił to za każdym wcześniejszym razem. Ból, jaki
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…