Kilka minut szczęścia (cz.2)
Wakacje w Egipcie. Marzenie każdego... Również Magdy- radosnej szesnastolatki, która właśnie w tym kraju przeżywa przygodę swojego życia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Widziałam jak szedł po plaży. Siedziałam akurat na leżaku. Jak zwykle wspaniały, ciepły wieczór. W sumie żaden wieczór- dopiero się ściemniało. Znudzonym wzrokiem patrzył przed siebie, a jego gołe stopy raz po raz zalewały lekkie fale. Długie spodnie z lnu miały już całkiem mokre nogawki, ale najwyraźniej nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Trzy rozpięte guziki kremowej koszuli ukazywały umięśniony tors. Przygryzłam wargę, a moje ciało przeszył miły dreszcz. - Też lubię morze, gdy się ściemnia - tuż obok dobiegł mnie nieznajomy głos . Aż podskoczyłam zupełnie jak dotąd odłączona od świata - Ale swój prawdziwy urok okazuje dopiero gdy jest całkiem ciemno. Zawsze na wakacjach przynajmniej dwa razy chodzę z ojcem się pokąpać po kolacji... jak już nic nie widać- na leżaku obok rozłożył się mój ,,basenowy obserwator” i całkowicie wyluzowany podłożył ręce pod głowę. Myślał zapewne, że obserwuję morze. A ono mnie obecnie zupełnie nie interesowało... - Dość ryzykowne kąpać się po zmroku – zauważyłam, choć moja uwaga była skupiona zupełnie na kimś innym… - Troszkę adrenaliny nie zaszkodzi… A! Świetnie wyszły te wczorajsze zdjęcia. Super to wygląda... tak nocą przy basenie... - powiedział chłopak nawet na mnie nie patrząc. Siedziałam i obserwowałam go z ledwo ukrywanym zdziwieniem - A tak w ogóle to jestem Marcel. - Magda... - Wiem. Słyszałem jak do ciebie wołają - oznajmił zupełnie niepotrzebnie. Pokiwałam ze zrozumieniem głową, choć pewnie nawet tego nie dostrzegł. Nastała chwilowa cisza podczas której zdołałam sobie przypomnieć, iż zaraz obok na plaży smęci się Michał. Obróciłam szybko głowę, ale Jego już nie było... Gdy wróciłam do pokoju była już dość późna godzina. Długo rozmawiałam z Marcelem, który okazał się- tak jak myślałam- bardzo pewny siebie. Na początku stwierdziłam, iż jest wręcz ,,za pewny”, ale gdy poznałam go lepiej, przekonałam się, że to tylko mylne wrażenie. Był raczej wygadany. A z urody- stuprocentowo mój typ. Tyle że mój typ zupełnie stracił na wartości, od kiedy poznałam Michała... * Siedziałam jak na kazaniu mozolnie grzebiąc w jajecznicy. Przed uśnięciem ratowały mnie chyba jedynie odgłosy postukujących sztućców i rozmawiających ludzi. Strasznie długo nie mogłam zasnąć. Podsumowywałam wczorajszy dzień, myślałam o Michale- Moim Ideale Mężczyzny- i jego idealności, w marzeniach tworzyłam chwile, jakie z nim spędzę, a gdy już skończyły mi się pomysły zaczęłam rozważać na co mogę sobie pozwolić z Marcelem, gdyby jednak z moich marzeń nic nie wyszło (czego byłam zresztą pewna). Takim sposobem zasnęłam może o trzeciej nad ranem... Sennym wzrokiem przeleciałam po stołówce. A może akurat go zobaczę... - Magda jedz - poprosiła mama mieszając łyżeczką czarny płyn w przezroczystej filiżance - Chyba ci już wystygła ta jajecznica, co? - Co? Aha... no... - położyłam widelec na talerzu i odsunęłam go kawałek dalej - Nie jestem głodna. - Coś się stało? - tato zbadał mnie podejrzliwym wzrokiem. - Nic się nie stało. Nie jestem głodna - powtórzyłam sztywno, gotowa w każdej chwili zaatakować. Niewyspana Magda to nic dobrego, a niewyspana Magda i to bez śniadania jest wprost wężem jadowitym. Rodzice poznali mnie na tyle, iż żaden z nich nie powiedział już na ten temat ani słowa. Aż poczułam się głupio, że ich tak ,,ustawiłam”, ale nie miałam najmniejszej siły na dalsze rozmowy czy przeprosiny - Mogę iść już do pokoju? - spytałam wstając. Mama kiwnęła głową i pijąc kawę podała mi klucz. Ruszyłam wolno długim korytarzem, czując, że robi się coraz bardziej gorąco. A dopiero po dziesiątej... Skręciłam na schody, potem kolejny korytarz. Zaspana nawet nie zwróciłam uwagi na ,,wchodzące” palmy, które tak bardzo fascynowały mnie za każdym razem, gdy tędy szłam. W jednej chwili wszystkie komórki w moim mózgu zostały pobudzone i to z szybkością wiatru. Z naprzeciwka kroczył On. Mój Ideał Mężczyzny. Michał. Tym razem w zielonym t-shircie Nike i tegoż samego koloru sportowych rybaczkach. Wyglądał wspaniale. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy. Poczułam się jak idiotka, gdy on, zamiast go odwzajemnić obrócił głowę i obojętnym wzrokiem spojrzał na palmy. Jakby mnie nie zauważył. Jakby nie zauważył mojego uśmiechu. W ostatniej chwili zerknął na mnie i burknął krótkie: - Cześć. - Cześć... - ledwo jęknęłam, mając w gardle wielką kulę, która wyrosła przez te kilka ostatnich sekund. Zacisnęłam z całych sił oczy słysząc za sobą oddalające się kroki - Kretynka! - szepnęłam. Co ja robię! Zachowałam się jak jakaś napalona małolata. Zła na cały świat, a przede wszystkim na siebie rzuciłam się na łóżko i cisnęłam na podłogę książką, która leżała tuż obok na poduszce. I po co ten uśmiech…? Do jasnej Anieli! W oczach zaszkliły mi łzy a przełyk jeszcze bardziej ścisnęła niewidzialna lina. Muszę wziąć się w garść. Nie jestem idiotką i nie będę jej z siebie robić dla byle chłopaka. Faceta. Ideału Mężczyzny. - Cholera! - załkałam cicho - To jest bez sensu! - tak, ale jak tu się oprzeć? Miałam już chłopaków, długo chodziłam z Piotrkiem- marzeniem niejednej dziewczyny, a przynajmniej ¾ pannic z mojego miasta- i choć byłam pewna, że on ma w sobie ,,to coś” i że wielu jego poprzedników też miało, nigdy nie czułam do niego tego, co do Michała. Nawet nie wiedziałam, jak określić to uczucie. Może ta męskość, jakiej nie posiada nawet najbardziej ,,męski” osiemnastolatek tak strasznie mnie rozbrajała? Gdy wrócili rodzice udawałam, że śpię. Nie wiedzieć kiedy moje ,,aktorstwo” zatarło się z rzeczywistością i przerażona wizją reszty wakacji odpłynęłam do krainy Morfeusza... Niestety rzeczywistość nie pozwoliła mi na długo się od siebie oderwać i może godzinę po tym jak zasnęłam, poczułam lekkie szturchanie i delikatny szept mamy: - Wstawaj... kochanie... zbieraj się, idziemy na basen- przeciągnęłam się i mrużąc oczy spojrzałam przed siebie. Tata pakował właśnie do naszej plażowej torby niezbędne kremy z filtrami, a mama wiązała za głową paski od stroju. Ziewnęłam przeciągle. - Nie mam siły. Idźcie sami... - Nie ma mowy - oznajmili równocześnie. - Nie po to płaciliśmy tyle pieniędzy, żebyś ty przyjechała tu i cały dzień leżała w łóżku. Patrz jak już późno! Dwunasta! - oburzył się tata. Spojrzałam wymownie na sufit. - A mogę chociaż zdrzemnąć się jeszcze chwilę...? I dojść do was? - jedyne co usłyszałam w odpowiedzi to cisza. Dopiero po chwili odezwała się mama. - A nie szkoda ci dnia? - Spać mi się chce. Po co mam się męczyć na basenie, jeżeli nie mam siły nawet się ruszyć do toalety? Dajcie mi jeszcze godzinę... pośpię trochę i przyjdę... najwyżej zostanę dłużej od was - obróciłam się z powrotem na bok i zamknęłam oczy. - Jak chcesz...- burknął tata i po chwili zostałam już zupełnie sama. * W podłym humorze, nowym stroju w kolorowe paski firmy Reebok- na jaki pozwoliłam sobie dzięki oszczędnościom zbieranym solidnie do skarbonki- różowych japonkach i białej chustce szłam powolnym krokiem po dróżce przy morzu. Jedna z ładniejszych ścieżek prowadzących na basen. Lazurowe morze napawało zachwytem za każdym razem, kiedy tylko patrzyłam w jego stronę. Rzecz wprost nie do opisania. Te same czynności jak i dzień wcześniej, dwa dni i trzy wykonałam solidnie, tyle, że z mniejszym entuzjazmem. Wypożyczenie ręcznika, rozłożenie go, nasmarowanie kremami... Rodzice raczyli mnie swoim towarzystwem może dwie godziny. W końcu stwierdzili, że jest za gorąco, zebrali swoje ,,manatki” i wrócili do pokoju. Było mi obojętne czy jestem sama, czy nie. Wszystko było obojętne, nawet opalenizna na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…