Wróć do katalogu

Kilka minut szczęścia (cz.3)

Dalsze przygody Magdy i jej opowieści z Egiptu ;)

makabe, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cały piąty dzień pobytu w Egipcie spędziliśmy w podróży. Kilkugodzinna wycieczka do Luksoru, zarówno męcząca, jak i fascynująca dostarczyła nam wielu wrażeń. Dobrze zrobiła również mojej psychice, gdyż nawet nie miałam czasu myśleć o wczorajszej sytuacji z Michałem. Kilka grobowców, świątynia w Karnaku, wytwórnia alabastru i papirusu... wszystkie te atrakcje mieliśmy za sobą dopiero wieczorem, toteż przespałam całą drogę powrotną. Doszczętnie wykończył mnie upał, jaki najwięcej wyniósł w Dolinie Królów- bo aż sześćdziesiąt pięć stopni- oraz zwiedzanie wszystkich ,,śladów starożytności” o których niemało się tego dnia nasłuchałam. Bez kolacji i kąpieli poszłam spać od razu po powrocie. * - Raz nie je nic, a raz za dwóch dorosłych chłopów - zaśmiał się tata widząc, iż donoszę sobie kolejnego naleśnika. Wstałam strasznie głodna, toteż śniadanie pochłaniałam nadzwyczajnie szybko. Co chwilę rozglądałam się po stołówce za Michałem. W duchu modliłam się, aby go nie spotkać. Pewnie teraz nie dość, że uważa mnie za głupią małolatę, to jeszcze łatwą i napaloną na starszych facetów. Wzięłam łyk soku pomarańczowego i obrzuciłam wzrokiem pobliskie stoliki. - Kogo tak wypatrujesz? - spytała mama obserwując mnie badawczo. - Nikogo - skłamałam wpychając do buzi kawałek naleśnika. - Przecież widzę - drążyła moja rodzicielka - Cały czas się rozglądasz... - Mamo. Zdaje ci się - przerwałam jej szorstko. Ojciec poruszył się niespokojnie. - Już ci kiedyś mówiłem co masz robić, gdy najdzie cię humorek - powiedział podniesionym głosem. Resztkami sił powstrzymałam wybuch, wypuszczając jedynie widoczne iskierki. Przełknęłam kolejny kęs i zaczęłam obserwować sąsiedni stolik, przy którym jakaś młoda mama karmiła grymaszące, może dwuletnie dziecko - To gdzie się dziś wybieramy? Basen? Plaża? - spytał ojciec po chwili niemiłej ciszy jaka zagościła w naszym gronie. - Jak chcecie - burknęłam obojętnie, nawet nie obracając głowy w ich stronę. - Może plaża, a po południowej przerwie pójdziemy na basen? - zaproponowała mama. Nikt się nie sprzeciwił, toteż jej pomysł został przyjęty. Najchętniej przesiedziałabym cały dzień w pokoju, ale po porannej sprzeczce jakoś nie miałam ochoty na kolejne kłótnie. Mozolnie przebrałam się w strój kąpielowy i razem z rodzicami wyruszyłam na plażę, przez całą drogę nie odzywając się ani słowem. Całe wakacje straciły swój sens i urok. Byłam zła jak osa i miałam już dość tego wylegiwania się na słońcu. Mój Ideał Mężczyzny ośmieszył mnie i odrzucił, ale najgorsze było to, że nieświadoma własnego uczucia, z dnia na dzień zakochiwałam się w tym wspaniałym trzydziestolatku. - Magda, idź po ręczniki - poprosiła mama, gdy kończyłam smarować ręce, schowana w cieniu wiklinowego parasola. Wyjęłam z torby małą kartę- w ramach której mogliśmy bezpłatnie wypożyczać ręczniki w zastaw tejże ,,wizytówki” na której widniał napis hotelu i numer pokoju- po czym lekkim krokiem ruszyłam w stronę małej budy przy ,,,starej palmie”. Dopiero co prowadziłam tą ścieżką Michała, wtedy nawet bym nie pomyślała, że już za kilka dni będę się modlić, żeby tylko go nie spotkać... Wręczyłam kartkę uśmiechniętemu Arabowi, po czym oparłam się na ,,ladzie” i czekałam, aż wręczy mi trzy ręczniki w żółto- białe paski. Wracając dziękowałam Bogu, iż ,,wyprawa” ta odbyła się bez wszelkich niespodzianek.

,,Nie mów HOP dopóki nie przeskoczysz”

Weszłam na plażę i od razu spostrzegłam, że przy naszym parasolu stoi jakiś mężczyzna, bynajmniej mój ojciec. Szybko zorientowałam się, że tak zacięcie rozmawiającą z moimi rodzicami osobą jest Michał. Jego szerokie barki i wspaniała sylwetka były naprawdę rzadkością. Poczułam jakby w sekundzie moje serce podskoczyło do gardła, opadło na kolana i cofnęło się z powrotem do góry. Co on tu robi? A jeśli coś im powie... jeśli nagada, że wtedy na plaży, chciałam go pocałować...? Zwolniłam kroku i odruchowo przycisnęłam do piersi ręczniki. Boże, co robić... -... tak, tak, ma pan całkowitą rację - dobiegł mnie głos mamy, która rozłożona na leżaku tuż obok, podparta na łokciach obserwowała Mój Ideał Mężczyzny... - Nie no, strasznie męczące - przytaknął tata. Zwinnym ruchem rzuciłam ręczniki na stolik przy parasolu i wysiliłam się na krótkie ,,Cześć”. Michał zerknął na mnie, kiwnął głową, po czym znów zainteresował się rozmową z moim ojcem. - A nurkował pan już? - spytała mama - Bo nasza Mada strasznie chciałaby spróbować... ja się tam boje jak cholera. - W Egipcie jeszcze nie nurkowałem... ale mam ukończone kilka kursów, więc można powiedzieć, ze jestem już zawodowym nurkiem. - O! - tata wyprostował się z podziwem unosząc brwi. - ...i mogę z pełną odpowiedzialnością polecić państwu ten rodzaj sportu - kontynuował Mój Ideał Mężczyzny - Niezapomniane przeżycie. - Oh, nie daj Boże! - zaśmiała się mama. Udając, że Michał i jego opowieści zupełnie mnie nie interesują zajęłam się swoim leżakiem. Wysunęłam go na słońce, rozłożyłam ręcznik... - No, my właśnie za kilka dni mamy wykupioną wycieczkę na rafy koralowe... takie tam... na cały dzień wypływamy stateczkiem na morze z instruktorami i jeszcze innymi wczasowiczami... - zaczął przynudzać tato - I ja z żoną to na pewno z butlą pod wodę schodzić nie będziemy. Jedynie rurka i po powierzchni. Ale Magda strasznie nas prosi, żebyśmy pozwolili jej nurkować - zamknęłam oczy i obróciłam głowę w drugą stronę. Patrz Michałku, nic a nic mnie nie obchodzisz. Mój Ideał jakby wyczuł, że specjalnie go ignoruję i powiedział coś, po czym od razu na niego spojrzałam. - Mógłbym dać dziewczynie kilka lekcji, jeśli oczywiście nie mają państwo nic przeciwko - uśmiechnął się do mojej mamy. Potem obrócił się w moją stronę i zaprezentował wszystkie swoje piękne zęby - Oczywiście nie będę jej ciągnął pod wodę, ale obeznałbym ze sprzętem, uprzedził co ją tam czeka... - Mada, co ty na to? - spytał tata. Co ja na to? O Boże... zerknęłam na mamę. Była wyraźnie zachwycona pomysłem Michała... - Nie - powiedziałam twardo, choć całe moje serce, aż krzyczało ,,tak!” - Myślę, że obejdzie się bez pomocy Michała - uśmiechnęłam się z fałszywą sympatią. Czemu w ogóle to zaproponował? Przecież odrzucił mnie, pokazał, że jestem jedynie głupią małolatą, a tu teraz proponuje lekcje nurkowania. Nie mogłam znów mu ulec. Po zdarzeniu na plaży, gdy to odsunął się tuż przed pocałunkiem obiecałam sobie solidnie realizować plan ,,obojętności”.

,,Jeżeli się chce, by mężczyzna lub chłopiec pożądał danej rzeczy, należy ją jedynie uczynić trudno osiągalną”.

Wieczorem zadzwoniłam do Wiktorii. Rozmawiałyśmy całą wieczność. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Potrzebowałam rady... nieważne czy mi ona podpasuje, czy nie. Czułam, że coraz bardziej się gubię, czego pragnę, do czego dążę... jakim cudem zakochuję się w trzydziestolatku, w dodatku całkiem obojętnym na mój wdzięk i czar. Stałam przy aparacie w recepcji oparta o ścianę i garściami wyłapywałam każde słowo przyjaciółki. Mogłam rozmawiać do woli, gdyż rodzice udali się do centrum tegoż małego miasteczka na ,,romantyczną kolację”, a ja pod pretekstem zatelefonowania do babci od razu wykręciłam numer Wiktorii. - Ma dziewczynę? - spytała najwyraźniej przejęta moją historią. Dopiero teraz przypomniał mi się ten szczegół, który nie wiadomo dlaczego tak szczelnie zamknęłam w odległej części mózgu. - Taa... – szepnęłam - Ale coś tu nie gra, bo nie przyjechał z nią... Wikuś.. .-jęknęłam robiąc smutną minę - Wiem, że nie powinnam... - zamiast lawiny pocieszeń i rad jedynym dźwiękiem po drugiej stronie była cisza i ledwo słyszalny oddech Wiktorii. Oczami wyobraźni widziałam jej zamyśloną i wygaszoną twarz. Jeśli ona, dziewczyna znająca rozwiązanie każdego problemu, nie miała pojęcia co robić, wiedziałam, że i ja jeszcze dużo się pomęczę nim coś postanowię. - A nie możesz zostawić wszystkiego tak jak jest? - spytała po chwili. - Jak jest...? To znacz jak...? - No... - No jest ,,nijak”. Niby go ignoruje, ale dopiero co dwa dni temu chciałam go pocałować, więc...? - Więc dalej go ignoruj. - Czyli mówisz, że mam starać się go uwieść? - upewniłam się z nutką nadziei. - Nie - zaprzeczyła twardo Wiktoria - Moim zdaniem nic z tego nie będzie, bo on jest za stary. - Ale ,,ignorancja” była jedynie częścią planu uwiedzenia go. - Powinnaś dać sobie spokój. - Łatwo ci powiedzieć... - znów posmutniałam ściszając głos. Ciężkim wzrokiem obrzuciłam prawie pusty hol, po którym kręciło się jedynie kilku Arabów z obsługi. Marmurowe podłogi, wielkie okna, ekskluzywny wystrój tego pięciogwiazdkowego hotelu nie miał dla mnie już najmniejszego znaczenia. Czułam się jakbym była w jakimś ,,więzieniu dusz”, gdzie jedynym towarzystwem są przytłaczające myśli i korytarze ciągnące się bez końca. - Mada... przecież wiesz, że nie stworzycie żadnego związku... to co... chcesz żeby był ,,szaleństwem wakacji”? - Nie wiem... - No ok, masz szesnaście lat, prawie siedemnaście, hormony ci buzują, niedawno rzuciłaś Piotrka, nie masz żadnych zobowiązań, ale pomyśl sama jakbyś się czuła wracając do domu z kacem moralnym? Przecież co was może w ogóle łączyć? Seks? A nie czujesz się na to za młoda? Chcesz w ogóle przeżyć swój pierwszy raz z jakimś trzydziestolatkiem, którego po tych kilku dniach nie zobaczysz już więcej na oczy? Co innego...? Przyjaźń? Chyba gdyby o to chodziło, nie miałabyś teraz żadnych rozterek, aby się z nim bliżej zakolegować,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych