Kilka minut szczęścia (cz.5)
Dalsze przygody Magdy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł - powiedziała już po raz ,,enty” mama wchodząc do łazienki - Nikogo tu nie znasz i w ogóle... -Ale to jest dyskoteka dla turystów. Nie dla jakiś Arabów - oznajmiłam nakładając na powiekę delikatny, różowy cień. W lustrze dostrzegłam bezradne spojrzenie mamy - No nie bój się, idę z Marcelem nic mi się nie stanie. -Nie pij nic czasem. -Wiem. -I nie wracaj późno... -Późno to znaczy...? - złapałam tusz do rzęs i odkręciłam go. -Przed północą wróć. -Ale mamo! - prawie krzyknęłam - Dlaczego ty zawsze musisz tak przesadzać? Po pierwsze mam już szesnaście lat, po drugie... -Przestań. -Już jak jestem u nas w mieście, to mogę chodzić do drugiej w soboty! -Ale u nas w mieście wszyscy się znają i zawsze jesteś z grupką znajomych. -A moim zdaniem to tu jest bezpieczniej. Przecież to teren hotelu, a turystów nie ma co się bać... - kilkoma zwinnymi ruchami wydłużyłam rzęsy, po czym wrzuciłam tusz do fioletowej kosmetyczki. -No dobrze... ale niech nic głupiego ci do głowy nie przyjdzie. -O to się nie martw - odkręciłam truskawkowy błyszczyk i potraktowałam nim usta. Mama jęknęła bezradnie, po czym ze smętną miną opuściła łazienkę. Nie upłynęła minuta, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. -To ja lecę, pa! - jak oparzona wyskoczyłam z łazienki i pełna energii złapałam za klamkę, gdy nagle moim oczom ukazała się zupełnie inna postać niż się spodziewałam. Zamiast Marcela stał przede mną jak zwykle oszałamiająco wyglądający Mój Ideał Mężczyzny... Spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zakłopotaniem. A przecież to ja powinnam być zdziwiona jego wizytą. Oczywiście byłam, ale on wyglądał na bardziej zmieszanego. Jęknął coś niezrozumiałego i przejechał ręką po włosach. Po chwili zaśmiał się nerwowo i rzucił wzrokiem na lewo i na prawo. - Pomyłka - rzekł wesoło co spowodowało, iż jeszcze bardziej wybałuszyłam na niego oczy. - Słucham? - spytałam chłodno, nawet nie starając się być miłą. - Pomyliłem pokoje - oznajmił krótko Mój Ideał, a uśmiech zastygł mu na twarzy. - Aaa… Fajnie - burknęłam obserwując go bez cienia zainteresowania - I akurat trafiłeś tutaj? - uniosłam ironicznie brwi. - Jak widzisz - odparł lekko. - Cześć Mada - tuż obok Michała zatrzymał się Marcel i wyszczerzył zęby, jak zwykle bezwstydnie mnie mierząc - Wspaniale wyglądasz - oznajmił nie zważając na to, iż krok dalej stał Mój Ideał. Kiwnęłam głową a na mojej twarzy zagościł uśmiech. - Dziękuje, ty też - tak, chłopak potrafił zrobić wrażenie. Był wymarzonym typem każdej dziewczyny; brązowe oczy, ciemne włosy… i do tego opalenizna, która pokryła prawie każdy skrawek jego ciała. Nie wiedzieć czemu mimo tego wszystkiego fizycznie mnie nie pociągał. To znaczy był atrakcyjny i nie powiem- gdyby spróbował mnie pocałować wątpię czyżbym odmówiła- ale po prostu nie czułam do niego nic oprócz przyjaźni. On, mimo tych swoich ,,flirtów” też zdawał się traktować mnie jedynie jak koleżankę… - To jak, idziemy? - spytał spoglądając to na mnie, to na Michała. - Tak, jasne… - No ja też lecę… na razie - Mój Ideał obrócił się i ruszył w drugą stronę. * - Nie powinnaś być już w domu? - Ale ja nie chce do domu! - obwiesiłam się na szyi Marcela i wbiłam w niego proszący wzrok - Przejdźmy się jeszcze. - Nie patrz tak, ja mam czas nieograniczony. Ale jest już może pierwsza… - oznajmił robiąc kilka kroków w stronę plaż y- No to idziemy? - spytał obracając się w moją stronę. - Na spacer tak. Do pokoju nie. - Skoro tak, to na co czekasz? - wspaniale spędziłam ten wieczór. Jak się okazało chłopak tańczył genialnie. Kilka drinków wypitych przy barze tylko zmobilizowały nas do zabawy. Po kilkunastu minutach szaleliśmy się już w kółeczku z nieznanymi cudzoziemcami. Marcel poderwał wypikowaną Hiszpankę i zniknęli w nieznanym mi miejscu. W tym czasie ja wybierałam spośród ochotników, którzy to chcieli ze mną tańczyć. Dyskoteka była na powietrzu, co tylko dodawało jej uroku. Kilka lampionów i pochodni tworzyło wspaniały nastrój. Zmęczona, choć jakże pobudzona maszerowałam koło Marcela ścieżką prowadzącą na plażę. Niebo- jak zwykle pełne gwiazd, powietrze- jak zwykle pachnące morzem, tylko dodawały romantyzmu. A pomyśleć, że jeszcze wczoraj doznawałam tych wszystkich przyjemność w towarzystwie Michała… - Znam bardzo ciekawe miejsce - powiedziałam z ożywieniem - Kilkanaście minut drogi, jeśli chcesz możemy tam pójść. - Pewnie, że chcę. Ta sama alejka, ten sam wiatr, to samo uczucie wywoływane najmniejszym wspomnieniem… dlaczego życie jest tak okropne? Dlaczego, gdy tylko posadzimy kwiatka nadchodzi wichura i niszczy go pozostawiając jedynie kawałek poszarpanego płatka? Przecież nie trzeba być ogrodnikiem, aby posadzić byle roślinkę. W sumie na pogodę nawet ogrodnicy nie mają wpływu… Kochałam Piotrka… tak, kochałam. Ale co z tego…? Tak, on też mnie kochał… Ale do cholery co z tego, skoro nie jesteśmy już razem?! Skoro, gdy byliśmy wcale nie czułam się szczęśliwa?! Przeszkody są po to, żeby je pokonywać… ale ile można z nimi tak walczyć i walczyć… bez chwili wytchnienia? Bez sekundy odpoczynku. A teraz…? A teraz wcale nie jest lepiej. Zakochałam się w Michale. Gorzej trafić po prostu nie mogłam. Gorzej wybrać nie mogłam. Gorszy los mnie spotkać nie mógł…
Cz. 3
Nie wiedziałam dokładnie, gdzie znajduje się ławka, na którą zaprowadził mnie wczoraj Michał, ale czułam, że lada moment powinna wyłonić się zza któregoś krzaka. Spacerowaliśmy tak, a nogi wyczerpane po kilkugodzinnej zabawie coraz bardziej domagały się odpoczynku. - Jak wpadłaś na to miejsce? - spytał Marcel obserwując czarną otchłań morza. - Tajemnica - szepnęłam z uśmiechem. Do moich uszu dobiegły jakieś niezbadane słowa i razem z Marcelem spojrzałam machinalnie przed siebie. Po chwili naszym oczom ukazała się owa ławka, ale nie była pusta. Mimo ciemności od razu spostrzegłam, iż siedzi na niej Mój Ideał… Mój Ideał i jakaś nieznana mi kobieta… Rozmawiali o czymś półszeptem, lecz urwali równocześnie, gdy tylko zauważyli, że nie są sami. Nawet nie zdążyłam przypatrzyć się kobiecie, która towarzyszyła Mojemu Ideałowi, gdyż ktoś złapał mnie za rękę i zmusił do dalszego spaceru. Ruszyłam jak w amoku i dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że dłoń Marcela splata się z moją. Obrzuciłam go zdziwionym spojrzeniem. - Chyba twoja ławka była zajęta – zauważył z niepewnym uśmiechem. - Dlaczego złapałeś mnie za rękę? - spytałam tępo, myśląc zupełnie o czym innym. Każdą część mojego mózgu zajmowała towarzyszka Michała, której niestety nie zdążyłam się przyjżeć. - Ponieważ jakaś zakochana para gruchała sobie, a ty zatrzymałaś się przed nimi i bez słowa gapiłaś to na Niego, to na Nią. Gdyby nie ja pomyśleliby, że nachodzi ich…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…