Kilka minut szczęścia (cz.6)
Dalsze przygody Magdy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tak, muszę pogodzić się z tym, iż On mnie nie kocha. Jest Moim Ideałem, ale ja nie jestem jego. Zbyt wiele nas dzieli poczynając od wieku… Po co dalej mam zadręczać się tym uczuciem i żywić marne nadzieje, iż jednak coś nas połączy…? ,,Coś”, no właśnie, nie potrafiłam nawet sprecyzować czego od niego oczekuję. Kim chcę, aby dla mnie był. Kim mielibyśmy być dla siebie… Najlepiej będzie jeśli nigdy się już nie zobaczymy. Jeśli przestanę ulegać aluzji i nim całkowicie mnie to wykończy spróbuję przejść ,,odwyk”. Czułam się jak narkoman. Narkoman, który widzi, iż pogrąża się coraz dalej, ale nie jest w stanie nic zrobić. Chce z tego wyjść jak najszybciej, chce przestać, ale coś jednak ciągle go zatrzymuje. Coś odpycha każdą próbę zerwania tych chorych więzi ,,ja i ćpanie”. Głód…? Tak… on w końcu dopada każdego. Prędzej czy później. Najpierw jest wielki zapał odwyku, a później dopada cię głód. I to jest ten moment, kiedy musisz zdecydować na ile jesteś silny. Ja nie byłam silna… starałam się. Wmawiałam sobie, że mogę… potrafię… Chcieć a móc to dwie różne rzeczy. W obu przypadkach- i bycia z Michałem i zapomnienia o nim- niestety cały czas górowało ,,chcieć”. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Nawet nie wiem ile spałam. Potrzebowałam dłużej chwili, aby po otwarciu oczu dojść do tego gdzie jestem i co tutaj robię. Słońce zdążyło już przejść spory kawałek, gdyż świeciło mi prosto w twarz. Gdy zajęłam to miejsce, rzucało dopiero lekki blask obok kanapy. Przeciągnęłam się i powoli usadowiłam wyżej rozglądając dookoła. Recepcja nadal była prawie że pusta- kilku Arabów z obsługi krążących znudzonym krokiem od okna do okna i jakaś starsza pani przeglądająca gazetę. Automatycznie spojrzałam na rękę, ale niestety, z moim głównym nałogiem- noszeniem zegarka- musiałam rozstać się na te dwa tygodnie, aby nie opalić się w charakterystyczny pasek oplatający nadgarstek. Opadłam bezwładnie na oparcie i jeszcze chwilę delektowałam się spokojem i błogością. Niestety, kilka sekund sprawiło, iż przypomniało mi się wszystko to, o czym tak bardzo pragnęłam zapomnieć. Znów poczułam czarną chmurę nad głową i niewidzialną siłę ściskającą żołądek. Wstałam i ciężkim krokiem ruszyłam w stronę najbliższego Araba. Bez cienia energii spytałam go która godzina, a on z uśmiechem odpowiedział ,,dwunasta” po czym dodał łamaną angielszczyzną: ,,Niech się panienka rozchmurzy”. Podziękowałam sucho i wróciłam na kanapę. Co teraz…? Rodzice albo odchodzą od zmysłów, gdzie się podziałam, albo stwierdzili, że specjalnie ich oszukałam, aby nie iść na plażę oraz na śniadanie- co było zresztą szczerą prawdą- i poszli beze mnie. Jeżeli zostali w pokoju, głupotą byłoby wrócić tam, gdyż od progu powitają mnie potokiem wyrzutów i pretensji, iż zniknęłam tak bez słowa. A na kłótnie siły nie miałam. Jeżeli udali się na plażę to i tak do pokoju nie wejdę, bo nie mam klucza. Podniosłam się i podeszłam tym razem do Araba, który siedział za wielką ławą i pisał coś na komputerze. Grzecznie spytałam, czy mogę zatelefonować do pokoju, on tymczasem kazał podać nazwisko. Później poszukał jakiś papierów, pokiwał z uśmiechem głową, i wskazał na aparat telefoniczny leżący tuż obok. Jeden sygnał… drugi… trzeci… nic. Spróbowałam raz jeszcze wykręcić numer. Nikt nie odbierał. Bezradnie odłożyłam słuchawkę i zamyśliłam nie ruszając z miejsca. Jedynym pomysłem, który przyszedł mi do głowy, było poproszenie o klucz do pokoju i tak też zrobiłam. W tej sprawie pan ,,Alladin” stwarzał większe problemy. Skłamałam, iż rodzice chyba pojechali do miasta i nie mam jak dostać się do apartamentu. Arab burknął coś niezrozumiałego, po czym złapał za telefon i zaczął rozmawiać z kimś w swoim pokręconym języku. Gestykulował zacięcie wskazując na mnie, jakby chciał pokazać tamtej osobie, iż to właśnie ja zawracam mu głowę. Znudzona i zrezygnowana rzuciłam wzrokiem na hol i nagle jak oparzona obróciłam się z powrotem w stronę Alladnia. Na środku recepcji stał Mój Ideał Mężczyzny i rozmawiał z jakąś nieznaną mi brunetką. Poczułam, że serce zaczyna bić jak oszalałe i spojrzałam błagalnie na Araba. Niestety nic nie zrozumiał i dopiero po dobrych kilku minutach, które wydawały się być wiecznością, odłożył słuchawkę. - A więc nie mogę dać pani klucza - oznajmił dobitnie karykaturalną angielszczyzną. - Dlaczego? - Ponieważ nie ma pani żadnego dokumentu i nie mam pewności czy pani mieszka w tym pokoju. - Przecież powiedziałam jak się nazywam! - oburzyłam się wykończoną tą całą sytuacją. Nagle zorientowałam się, że z boku ktoś stoi i obróciłam głowę obrzucając tą osobę krótkim spojrzeniem. - Jakiś problem? - spytał Michał obserwując mnie z zaciekawieniem. - Ta… - zaczęłam po Polsku - Pan nie chce mi dać klucza od pokoju. - Why… - Mój Ideał zaczął negocjować z nieugiętym Arabem. W końcu zagwarantował, iż nie kłamię i naprawdę zajmuję apartament numer dwieście trzy. Alladin bezradnie opuścił ręce po czym wydał mi upragniony klucz. - Dzięki - obdarzyłam Michała bladym uśmiechem i już obróciłam się żeby odejść, gdy złapał mnie za rękę. - Poczekaj chwilę. Załatwię coś i zaraz przyjdę - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Kiwnęłam głową, bo nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa i ruszyłam w stronę najbliższej kanapy. Mój Ideał tymczasem ,,załatwiał coś” z Alladinem… Porozmawiać. Chciał ze mną porozmawiać… przeprosić? Tylko za co… jak dotąd upokorzył mnie już wystarczająco. I ta dziewczyna, z którą dopiero co wczoraj wieczorem siedział na ławce. Na naszej ławce. A może zaprowadza tam każdą swoją zdobycz…? Mógłby również wyjaśnić. Wiele rzeczy między nami jak dotąd zostało niedopowiedziane. I nie ma co ukrywać- właśnie przez to, tak często nie potrafiłam go zrozumieć. Nie potrafiłam do niego dotrzeć… - Już - Michał usiadł tuż obok na kanapie i wziął głęboki oddech. Wymusiłam uśmiech czując narastające napięcie. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Bałam się o cokolwiek spytać. Miałam nadzieję, że sam zacznie mówić. Wytłumaczy to wszystko, czego nie rozumiałam, powie to wszystko, co tak bardzo chciałam usłyszeć - Dobrze, że cię spotkałem. - Tak? - No, musimy pogadać - raźny ton lekko zbił mnie z tropu. Obserwowałam go starając się wyłapać najmniejszy gest. Ale nie. On był spokojny. Wręcz odprężony. - No to słucham… - Jutro jest wycieczka na rafy. A twoi rodzice prosili kiedyś, żebym wcześniej trochę cię podszkolił - poczułam jak serce opada mi do żołądka. A więc tak… mogłam się domyślić. Jak zwykle nie chodziło o to. Jak zwykle nie chodziło o ,,nas”. Boże jaka jestem głupia… on nawet nie dostrzega ,,nas”. Zacisnęłam zęby wszystkimi siłami starając powstrzymać łzy napływające do oczu - Bo jedziecie jutro nurkować? - spytał uważnie. Kiwnęłam głową na potwierdzenie przerzucając wzrok na okno - Więc jak się umawiamy? - Nie umawiamy się - oznajmiłam twardo, pragnąc jak najszybciej zakończyć tą rozmowę i zaszyć się w pokoju. Dlaczego to tak bolało…? Dlaczego... - Nie chcesz żebym cię trochę obeznał ze sprzętem nim zanurkujesz…? Tam instruktorzy specjalnie się nie będą przejmowali tobą Mada… i będziesz się pewniej czuła jeśli wcześniej… - Nie potrzebuję żebyś mnie uczył - wstałam ledwo opanowując wybuch płaczu i złości zarazem - Poradzę sobie sama. - Ale to naprawdę żaden problem… z chęcią ci pomogę - spojrzał na mnie zaabsorbowanym wzrokiem. Obróciłam się do niego tyłem i zamknęłam oczy ciężko oddychając. To było ponad moje siły. Nie mogłam. Nie mogłam już nawet nic powiedzieć. Czułam, że robienie ,,dobrej miny do złej gry” przychodzi mi coraz ciężej.
,, Patrzysz czule, Oczekujesz jego uwagi. Te uczucia. Ile można Żyć, kochać, ukradkiem. Bardzo skomplikowanie Zatrzeć swoje powody, Bardzo trudno Skryć swoje cierpienia. Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo Nieprzyzwoite życzenie.”
- Muszę już iść… - szepnęłam drżącym głosem, po czym nawet na niego nie zerkając ruszyłam w stronę drzwi. Przyspieszyłam kroku pragnąc tylko i jedynie znaleźć się już w pokoju. Pustym, wyciszonym pokoju. Zachowałam się jak idiotka. Jak zwykle. Tym razem jednak zupełnie mnie to nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…