Wróć do katalogu

Klakier

Opowiadanie krótkie o pewnej uroczj dziewczynie znajdującej się w niemiłych okolicznościach. (zabawa w sarkazm, prosze o kement jak wyszła)

Mitra, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

dedykuję Dominice

- No ładnie... teraz to już zupełnie będę się bała otworzyć lodówkę. - myślała, patrząc na tłum zgromadzony na rynku i kręcących się dookoła reporterów – Jotpe w radiu, jotpe w telewizji, w internecie i bogowie wiedzą gdzie jeszcze... Tłum klęczał, to śpiewał, a raczej zawodził, to znów klęczał i tak w kółko, choć do szopki z przed roku się to nie umywało. Zaciągnęła się papierosem i odrzuciła włosy z twarzy. Popiół z odrobiną żaru spadł na sukienkę i wypalił małą dziurkę. - Kurwa – zaklęła na tyle głośno, że jeden z dziennikarzy stojący nieopodal zwrócił na nią uwagę. Facet z kamerą patrzył na nią przez chwile z dziwnym wyrazem twarzy – ni to zdziwieniem, ni to odrazą. Po chwili na cherubinkowej buźce pojawił się wredny uśmiech odsłaniający garnitur białych, równiutkich jak od linijki mierzonych, ząbków – efekt długich godzin spędzonych u dentysty, i pewnie wartych tyle co dwa dobre samochody. Ale trzeba przyznać, że dentysta sprawił się bardzo dobrze i wystawił pacjntowi olśniewającą klawiaturę – nic tylko na niej zagrać młotkiem jak na cymbałach. Dziennikarz podszedł do dziewczyny próbując zamazać wredny wyraz twarzy i zastąpić go łagodnym, pełnym ciepła uśmiechem ale w oczach cały czas tliły się złośliwe iskry. Cherubinek widocznie wpadł na doskonały pomysł na reportaż. Nakręci kawałek o brudnej, śmiesznie wyglądającej i chyba nie do końca trzeźwej dziewczynce, przedstawi ją jako reprezentacje straconej części młodzieży, która pewnie niewiele wie o geniuszu Największego Rodaka a myśli tylko o narkotykach. Wstawi się jakiś kawałek z owsiakparty max demoralizującej i będzie czym się wybić z grona kolegów, zdobyć sławę i pieniądze na spłatę długów u dentysty. - Witam. Co sądzisz o obchodach rocznicy śmierci Ojca Świętego Jana Pawła Drugiego? Też przyszłaś wziąć udział we wspólnej celebracji rocznicy jego męczeńskiej śmierci? - jednym tchem wypaplał miękkim jak plusz głosikiem pięknooki cherubinek z kamerą wycelowana wprost w zaspaną, ozdobioną kolczykami twarz dziewczyny. Dziewczyna przez chwilę patrzyła się beznamiętnie na blond loczki dziennikarskiej hieny. - Witam. Sądzę że obchody rocznicy męczeńskiej śmierci Ojca Świętego Jana Pawła Drugiego są nader wzruszające. Tak wzruszające że nawet bardziej wzruszające niż sama męczeńska śmierć Ojca Świętego Jana Pawła Drugiego – odpowiedziała powoli, parodiując ton głosy dziennikarza i wydmuchując papierosowy dym wprost we wciąż szczerzące się, bieluśne niczym śnieg, zęby faceta. - Są nawet bardziej wzruszające niż widok dzieci żebrzących na ulicy o chleb. Po prostu posmarkać się ze wzruszenia idzie – zaciągnęła się papierosem - Masz chusteczkę? Wzruszające jest także oddanie dla sprawy dziennikarzy, którzy będę mieli o czym bazgrać przez następny tydzień. Cherubinek gapił się na nią jak wryty a ona gwałtownie odsunęła ręka kamerę i zbliżyła swoją twarz do reporterskiego nosa i wydmuchując dym cedziła przez zęby - Nawet bardziej wzruszające niż widok takiej krzywdy, jaką sprawiła ci matka natura, frajerze – fioletowe włosy znów opadły jej na twarz więc mówiąc przechyliła głowę na prawo. Po lewej stronie miała bardzo krótkie włosy, wydłużające się im dalej w prawo, tak że po przechyleniu głowy włosy nie zasłaniały przekrwionych, ziejących pogardą i mrozem oczu. Cherubinek z wrażenia aż zrobił zeza i stał zgarbiony z rozwartą szeroko szczęką jeszcze długą chwilę po tym jak dziewczyna odwróciła się na pięcie i odeszła. Nawet olśniewające białe ząbki jakoś pobladły. Ze spłaty długów za dentystę nici. Dentystyczne. Szła powoli w dół ulicy, na przystanek. Dzień był raczej chłodny, wiał wiatr, wszystko dookoła było mokre od topniejącego śniegu. W końcu idzie wiosna, czas rozkwitu życia, radości i szalejących hormonów. Aż się wierzyć nie chce, że za rok o tej porze będzie trzeba uczyć się do matury. Matury... co potem? Architektura, prawo, dziennikarstwo, ASP? Chyba to ostatnie. Akademia zaszczepi w młodej duszy artystyczny polot, dzięki któremu kanapki lepione w angielskiej spelunie będą wyglądały niemal jak dzieło sztuki najwyższych lotów. Choć do tego zajęcia przydałoby się również nieco zimnej i dokładnej duszy architekta aby nadać jadłu boską symetrię. Tak czy owak najpierw trzeba się na jakiekolwiek studia dostać co przy konkurencji niczym między plemnikami do jajeczka nie jest sprawą prostą. Ale po co myśleć o tym co będzie za rok, w końca najpierw trzeba pomyśleć co będzie za kilka godzin i wymyślić dobrą wymówkę na dwudniowy wypad z domu. - Uczyłam się? - uśmiechnęła się sama do siebie – nie... bez śmieszności... Ktoś mnie porwał? Kto by chciał mnie porwać, chyba tylko jakiś dewiant. Nie uwierzą. A może zostałam zgwałcona... ? Myślała cały czas nad jakimś wyjaśnieniem kiedy doszła do przystanku i bezwiednie odpaliła następnego papierosa. Alkohol jeszcze krążył we krwi, ale nie było go na tyle dużo aby zatrzymał narastający ból głowy. Życie towarzyskie bywa czasem naprawdę męczące. Przechodząca nieopodal kobieta w starszym wieku i modnym w pewnych kręgach społecznych rodzaju beretu obrzuciła dziewczynę pogardliwym wzrokiem. Cóż, może dziewczyna nie wyglądała dziś zanadto świeżo i powabnie, ale w porównaniu z dniem wczorajszym i tak była kwitnąca. Tylko ta dziurka w czerwonej spódniczce w szkodzką kratę. i poznaczony plamami piwa i innych trunków ciemnozielony szalik.... glany też mogły by być czystsze. Przynajmniej pasiaste rajstopy były całe, bez dziur i w miarę czyste. Reszta, razem z samą właścicielką, nadawała się do prania. Ale całość chyba nie była aż tak brudna, żeby wszyscy na przystanku musieli patrzeć się na nią jak na yeti. Wszyscy, z wyjątkiem jednego, tłustowłosego młodzieńca z twarzą nie zdradzającą paraniem się zbyt często skomplikowanymi procesami myślowymi. W sumie miło, że choć jemu się spodobała, ale pocieszenie to raczej marne. Próbowała kontynuować próby wymyślenia jakiegokolwiek usprawiedliwienia, ale ogólne zmęczenie i nadjeżdżający tramwaj zakłócił owe próby. Z resztą co za różnica co im powie, i tak skończy się ostrą wymiana zdań z matką i zdecydowanie mało przyjemną atmosferą. Dobrze, że następne dwa dni spędzi w krainie Morfeusza regenerując siły witalne. A potem sprawa powinna przyschnąć. Próbując uśmiechnąć się sama do siebie wsiadła do tramwaju i rozłożyła się na pierwszym wolnym siedzeniu. Siedzący obok chudy chłopak w garniturze dyskretnie przysunął się do okna. Dziewczyna spojrzała na niego przelotnie i cicho parsknęła. Może i był chudy jak dwa patyki na krzyż, ale nadrabiał ślicznymi, niebieskimi oczętami wydatnie powiększanymi przez okulary prawdziwie barokowej wielkości. Dziewczyna zauważyła jeszcze kodeks cywilny służący okularnikowi zapewne za porywającą lekturę podczas długich podróży tramwajami. - Który rok – spytała z zamkniętymi oczyma opierając głowę na fotelu - Yyy, c-co? - zripostował okularnik. - Na którym roku jesteś? - Aaa... n-na czwartym... roku. Prawa na uniwre...uniwerty, e, na ujot – zabłysnął refleksami światła w okularach. Otworzyła lewe oko i posłała mu krótkie spojrzenie. Nie skomentowała. Uśmiechnęła się tylko do siebie w myślach – jaki ten świat jest mały. - Znasz Anioła? - Yye.. co? - Michała Serafin -Aaaa... tak. To znaczy nie. Z-znaczy się nie osobiście, ale wiem o k-kogo chodzi. Ciekawe czy jest w tym mieście ktoś, kto nie wie o kogo chodzi. Od kąd Anioł wywiesił na drzwiach dziekanatu pewien dowcip stał się sławny. Bardzo sławny... dobrze, że rektor miał poczucie humoru. Anioł... ciekawe czy już się obudził. I czy pamięta cokolwiek ze wczoraj... oby nie. Boski facet, ale lepiej trzymać się od niego na dystans kiedy jest pijany. Robi się wtedy taki przymilny. Aż zanadto... Z zamyślenia wyrwał ją głos okularnika. - A ty g-go znasz? - Tak – odpowiedziała nie otwierając oczu. - Aha.... - Poznałam go na koncercie. - Aa... - A ty jak się zwiesz przystojniaku? - Ma-marcin – twarz okularnika nabrała różanego koloru – aa t-ty?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych