KŁAMSTWA
ZEMSTA KOCHANKI
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kłamstwa
Czarek Florczyk
- Dlaczego chcecie mnie zabić? – Mak Rayner zadał pytanie, plując krwią. Zdawało mu się, że wyrzucił już z siebie litr czerwonej cieczy, co napawało go strachem w sytuacji w jakiej się znalazł. Przez chwilę czekał na odpowiedź, która nie nadchodziła. Powtórzył pytanie. - Dlaczego chcecie……? – nie dokończył. Za plecami poczuł powolny, leniwy ruch i zarazem obcy . - Nie chcę umierać! – wykrzyknął. Złapał się na tym, że mówi od rzeczy. Dlaczego przychodziły mu do głowy takie słowa, jak „śmierć i umieranie”? Przecież nikt nie powiedział mu tego. A jednak podświadomość podsuwała tylko tą jedną, jedyną odpowiedź. Zdawał sobie sprawę, że został porwany prawdopodobnie dla okupu. Tylko czemu? Będąc skromnym informatykiem w jednej z lokalnych firm telekomunikacyjnych nie miał nic do zaoferowania dla tych drani, którzy przysporzyli mu tyle cierpienia krępując jego członki i przywiązując całe ciało sznurem do sufitu. Ranny i okaleczony dyndał jak mucha w sieci, czekając na nadejście pająka. - Kim jesteście? – zadając pytanie, starał się nawiązać kontakt z porywaczami. Przez sekundę słyszał w myślach słowo „kat”, które wydawało się przerażające. Wyobraził sobie zakapturzonego osiłka ze średniowiecznym toporem w dłoniach, a siebie samego klęczącego naprzeciw zakrwawionego pieńka. Apokaliptyczna wizja. Jednak jego rzeczywista sytuacja była nie lepsza, zagadkowa i zatrważająca. Jeszcze kilka godzin wcześniej spał we własnym łóżku w mieszkaniu na jednym z blokowisk wielkiego miasta. Nagle poczuł tępe uderzenie. Ocknął się dopiero tutaj. Nie miał pojęcia, gdzie znajduje się, ile czasu minęło od kiedy został porwany. Ciemne, wilgotne pomieszczenie mogło być równie dobrze garażem, starą kotłownią, opuszczonym magazynem lub wszystkim innym, tylko nie jego M3, które dzielił z ze swoją rodziną: niebieskooką Kate i małym Jackem – synkiem, którego tak bardzo kochał. Jego rysunki przyozdabiały pokaźny kawałek ściany naprzeciw biurka, gdzie pracował na co dzień w firmie. Wiele ciekawych szkiców siedmiolatka, któremu co wieczór czytał do snu były świętością dl mężczyzny. Tylko jedna rzecz przysłaniała malowidła, a mianowicie zdjęcie. Fotka w ramce w wielkiej hali operatorów, gdzie oddawał się działalności zawodowej, a której nikt nie ważył się ruszyć z biurka Maka Raynera, na której on z Katy i Jackiem sprawiali wrażenie najszczęśliwszych pod słońcem na tle egipskich piramid. Z zamyślenia wyrwało go wołanie należące do nieznajomej. - Jesteś tu żeby odpokutować za swoje grzechy. Kobiecy głos na przekór wszystkiemu rozbawił go. Spodziewał się kogoś całkiem innego. Z pewnością mężczyzn - przedstawicieli światka przestępczego, trudniących się porywaniem ludzi i wyłudzaniem pieniędzy. Jeszcze ostatkiem sił starał się nasłuchiwać. Miał nadzieję, że usłyszy głosy porywaczy potwierdzające jego hipotezę. Bezskutecznie. - Jakie grzechy? Kim jesteś? – potok prostych i zarazem tak ważnych dla mężczyzny pytań rozlewał się echem z jego ust, dając wrażenie wielkości pomieszczenia. - Czy to ważne – tajemnicza kobieta odparła lakonicznie i zimno, ignorując mężczyznę. Mak po raz pierwszy zdał sobie sprawę o przedmiotowym traktowaniu siebie przez nieznajomą. Głos wydał mu się przez chwilę znajomy, ale tylko przez moment, potem znów wydawał się zimny, obcy i wrogi. - Nie wiem o czym mówisz – odparł powoli, starając zachować spokój. – Nic złego nie zrobiłem - wyrażając w ten sposób sprzeciw, starał sobie przypomnieć wszystkie złe chwile w swoim życiu. Nie pamiętał, żeby zrobił komuś coś niedobrego lub naraził się, co zaprzeczało wszystkiemu, co mówiła nieznajoma. Egzystował jako lojalny obywatel opłacający wszelkie podatki, starający się nie zawierać niepotrzebne i nieprzewidywalne znajomości. - Inni też tak mówili – nagle kobiecy głos zdawał się napawać erotyzmem. Kim była ta kobieta? – Nic nie wiecie. A jednak ktoś cierpi przez was. - Niestety pani pomyliła mnie z kimś – odparł stanowczo. Czuł opuchliznę warg. Językiem szukał zębów w miejscach, gdzie jeszcze niedawno znajdowały się. Niespodziewanie potężna siła zerwała plaster samoprzylepny z oczu mężczyzny, ukazując niewyraźną postać stojącą naprzeciw niego. - Wiele przez ciebie wycierpiałam – kobieta kiwała głową, a włosy siwe i przerzedzone falowały nienaturalnie w powietrzu. - Spójrz, jak wyglądam Mak – powiedziała wprost, wymawiając jego imię, co czyniło sytuację jeszcze dziwniejszą. Mężczyzna wytężał wzrok. Oczy stopniowo przyzwyczajały się do panującego półmroku. Zdał sobie sprawę, że ma problem z lewym okiem. Mała kontuzja po zetknięciu z twardym przedmiotem. - Nie znam cię – mężczyzna rzucił stanowczo. Kobieta zaśmiała się szyderczo. Po czym zbliżyła do wiszącego mężczyzny, robiąc dwa kroki do przodu. Mak dopiero teraz mógł przyjrzeć się jej uważnie. Jej wygląd sugerował ukończone pięćdziesiąt lat, a jednak zmarszczki i zmęczenie na twarzy po bliższym przestudiowaniu mówiły coś całkiem innego - mogły być rezultatem ciężkich doznań lub nałogów, a nieznajoma w rzeczywistości mogła być młodsza. Blizny na przedramionach sugerowały jeszcze coś innego. Wypadek jakiego doznała w przeszłości. - Nie znasz mnie? – zapytała. – Za chwile mnie poznasz. W odpowiedzi twardym przedmiotem trzymanym w prawej dłoni uderzyła go w twarz. Poczuł strużkę krwi spływającą ze spuchniętych warg. Półprzytomny spoglądał na nieznajomą. Nie miał nic na swoja obronę. Nie wiedział, co powiedzieć. Nie musiał. Kobieta mówiła za niego. - Nie pamiętasz? – kobieta zaczęła na nowo. – Zmieniłam się. To mnie zmieniło. Wskazała palcem znamiona, które zauważył chwilę wcześniej. W jej głosie można było wyczuć rozpacz. Mak słuchał i nie odzywał się, aby nie pogarszać sytuacji. Czuł narastające napięcie wokół siebie. Gęstniejącą atmosferę, którą coraz trudniej można było oddychać. Nieznajoma odezwała się znów, zmieniając temat. - Przypomnij sobie kotku, jak było nam dobrze sześć lat temu – zrobiła przerwę, podkreślając napięcie sytuacji. Wykorzystała to, zmieniając nastrój na bardziej łagodny. – Tak, to ja Zuzanna. Zmieniłam się. Prawda? - Nie poznałem cię. Na Boga– elektryczny prąd miliona Voltów przeszedł wzdłuż kręgosłupa mężczyzny. - Co się stało? – pytając, zmarszczył brwi. Mężczyzna drżał ze strachu przed nieznanym, przed tym co może go spotkać za chwilę. - Nie domyślasz się? – rzuciła pytanie. – Pomyśl. Tamten ostatni wieczór, ja i ty, a potem wszystko prysło. Choroba zmieniła mnie. - Jaka choroba? Na Boga Zuza – zdezorientowany zaczął się powtarzać. - Pamiętasz ten czerwcowy piątek. Ty na szkoleniu w moim mieście – mówiła powoli, zatapiając się we wspomnieniach. - Wiele ich było. Często wyjeżdżałem w delegacje – odpowiedział surowo i wymijająco, ostatkiem sił. - Tak wiele. Ale dla mnie ta jedna z twoich wielu była ostatnią, o jedną za dużo. Może popełniłam błąd poznając ciebie, ufając. Wierzyłam, że jakąś to będzie. A ty, po każdym pierwszym weekendzie miesiąca wracałeś do swojej żony i syna. Ja ciągle byłam sama, pozostając ze swoimi marzeniami. Głupia i naiwna. - Na co liczyłaś? – wystrzelił Mak. - Na ślub, miłość. Z kim? Ze mną? Z mężczyzną, który miał ustatkowane życie, pracę, dom. Chciałaś to wszystko zniszczyć? Przecież już na początku naszej znajomości uzgodniliśmy, że nie będziemy mieli wobec siebie żadnych zobowiązań. - Masz rację – odpowiedziała spokojnie, ukrywając równocześnie emocje. – Żadnych zobowiązań. To wszystko potrafię ci zapomnieć. Wybaczam nagłe…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Czarek100
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…