KLARA
Nie uprzedzajmy faktów
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Klara „…gdybym miała do wyboru: jeden raz pofrunąć jak ptak i zaraz potem umrzeć, lub żyć zawsze na ziemi, długo i spokojnie, bez wahania wybrałabym pierwszą opcję…”
Most nagle zatonął w sztucznym świetle rzucanym przez wścibskie latarnie. Mróz tańczył z rozedrganym powietrzem wyzwolone tango, pustka szła ramię w ramię z ulotną ciszą. Na tak przygotowaną scenę wyszła ona. Skłoniła dwornie głowę, czerń jej włosów zalśniła zwodniczym blaskiem. Wzięła głęboki oddech, zrobiła pierwszy krok. Zawirowała, wbiła się między mróz a powietrze, narzuciła rytm własnego tanga. Tańczyła długo, długo, nie czując zmęczenia, powstrzymując jednak rozrywającą ją wprost chęć…w końcu nie wytrzymała. Lekko tylko zdyszana przypadła do barierki i wychylając się daleko, poza nią zaśpiewała. Pełnym, mocnym głosem, wprost spod serca, spod duszy. Gwiazdy zawirowały jej przed oczami, jak zawsze w momencie wielkiego uniesienia i ekstazy. Śpiewała, coraz głośniej, coraz pełniej, jakby chciała wydrzeć z siebie serce i pokazać je światu. Latarnie patrzyły ze zdumieniem na wysoką dziewczynę w czarnym płaszczu, oburzone, że ktokolwiek ośmiela się przerywać ciszę wieczornego marazmu. Pod mostem zaczęli gromadzić się przechodnie, zadzierając wysoko głowy, a ona nie przestawała śpiewać, przebiegła przez cały swój ulubiony repertuar, potem zdając się już tylko na improwizację…ludzie patrzyli na nią z oburzeniem, za chwilę pojawił się nieodłączny element wszystkich zbiegowisk- policjant w granatowym mundurze. - Co tu się dzieje???- wrzasnął- Ty tam na górze, co wyprawiasz?? - Śpiewam- odpowiedziała śpiewnie. - Wynocha stąd, ale już. To nie jest miejsce na wybryki! Uciekaj, albo tam pójdę i popamiętasz, za chwilę dowiedzą się o wszystkim rodzice, potem szkoła, a potem…-gderał policjant, wykorzystując siłę swojego autorytetu. Skupiony na tym, by być jak najbardziej poważny i straszny nie zauważył, że dziewczyny nie ma na moście już od dawna…
Pchnęła ciężkie drzwi z codzienną rezygnacją. Z westchnieniem zdjęła płaszcz, zostawiając go w szatni, ze zmęczeniem nie zmieniła butów. Powlokła się na ostatnie piętro, gdzie, wierząc planowi, miała pierwszą lekcję. Weszła, rzuciła zachrypłe: „cześć” i położyła się na ławce. Cała uwaga klasy była skupiona na dwóch różowych, przysadzistych blondynkach i na ich przeżyciach związanych z wczorajszą zabawą w remizie. Podłożyła sobie zeszyt pod głowę i już miała zasypiać, gdy usłyszała przy sobie nieśmiały głos. - Cześć Klara. Podniosła zaspane oczy. Mała, miła, niewyraźna dziewczynka. Czy to możliwe, że nawet nie pamiętała jej imienia? - Hm, cześć. - Co tam słychać u ciebie? - Nic nowego- powiedziała Klara ostrożnie, wwiercając się w dziewczynkę swoimi niesamowitymi oczami. - Bo wiesz… masz może zadanie z niemieckiego? Klara roześmiała się ostro i dźwięcznie, milionami iskier rozbłysły jej oczy o odcieniu nieba nad Syberią. - Nie. Chyba nawet zapomniałam, że było coś takiego.- powiedziała i położyła się z powrotem, zupełnie nieświadoma wrażenia, jakie wywarła na koleżance.
- Jak myślicie, co Bruno Schulz myślał, pisząc „Sklepy cynamonowe”? jak należy je interpretować? - Hm.. to niezwykle istotne zagadnienie. Otóż wydaje mi się, że można się tutaj doszukiwać problemów natury egzystencjalnej autora, choć kto wie, może to po prostu głęboka potrzeba uzewnętrznienia swojego poglądu na temat życia i istnienia.- niska, ciemna dziewczyna w okularach opadła na krzesło, niezwykle dumna ze swojego wystąpienia. - Klara, a ty co sądzisz? Klara otworzyła oczy. Spojrzała na nauczycielkę całkiem przytomnie, przeciągnęła się, aż strzeliło jej w kościach. - Ja myślę?- powiedziała powoli – Ja myślę, że powinniśmy dać święty spokój Brunowi i Sklepom. Powinniśmy dać święty spokój jego problemom i temu, co myślał. To są sprawy niezwykle delikatne i nie mamy prawa w nie ingerować, z resztą- Bruno Schulz właśnie tego chciał. A jeśli już włazimy do Sklepów buciorami, to wrażenia zostawmy dla siebie. Przecież literatura to sprawa szalenie subiektywna. Po klasie przeleciał radosny zwiastun draki. Nauczycielka pokryła się krwistą czerwienią, która w jej wydaniu okazała się co najmniej nietwarzowa. - Dziecko, właśnie taki uwagi powinnaś zachować dla siebie. A jeśli ja cię pytam, to oczekuję mądrej i rozsądnej interpretacji, nie zaś wywodu filozoficznego! - No cóż. przykro mi, że panią zawiodłam. - Jesteś naprawdę niegrzeczna! Mina Klary wyraziła, że ma to w głębokim poważaniu. - Wiesz co? Najlepiej będzie, jak wyjdziesz z klasy i przemyślisz swoje zachowanie. Jak dojdziesz do mądrych wniosków to może pozwolę ci wrócić. Klara siłą woli powstrzymała się od ziewania. Zebrała swoje rzeczy i podeszła do drzwi. - Do widzenia- powiedziała uprzejmie, ale jej schrypnięty, niski głos siłą rzeczy zabrzmiał lekceważąco. Zeszła do szatni i chwaląc niebiosa za taki obrót spraw, zdrzemnęła się na płaszczu za wieszakami.
Obudziła się akurat, gdy jej klasa skończyła lekcje. Ubrała się i ze spokojem wyszła z szatni. Już, już miała otwierać drzwi wyjściowe… - Klara!- usłyszała. Zastanawiające było, jak to się wszyscy na nią dzisiaj uwzięli. Przez dwa lata ledwo zauważali jej istnienie, a tu nagle zbiorowe oświecenie. Tym razem wysoki, obiektywnie przystojny ciemnowłosy lowelas, równocześnie przewodniczący klasy łypnął na nią czarnym okiem, uśmiechnął się uwodzicielsko i powiedział, możliwie najbardziej tajemniczym głosem: - Chodź z nami na piwo. Klara, która po długim śnie była w doskonałym humorze, roześmiała się, czyszcząc starannie śmiech z nutek ironii. - Chętnie- odpowiedziała.
Knajpa była ciemna, zatłoczona i zadymiona. Klarze z miejsca z robiło się słabo od zapachu tytoniu, ale postanowiła się trzymać. Usiedli. Zamówili co kto chciał. Śmiali się, żartowali, obgadywali znajomych, planowali wieczorne wyjście do klubu. Klara wolno piła swoje piwo, nie spuszczając z nich wzroku. Nagle poczuła tuż obok siebie zapach mocnych, męskich perfum. - Masz ciekawy głos- powiedział ich właściciel. - Wiem. Zwłaszcza, kiedy się nie odzywam. - Pójdziesz z nami wieczorem? - Duszę się tu. Na razie- zostawiła na stole pieniądze i wyszła.
- Nie pal przy mnie- powiedziała ostro. Siedzieli odwróceni do siebie plecami na balustradzie wysokiego mostu. Pod nimi pędziły samochody, zaraz pod ich kołami znalazł się niedopałek, wyrzucony przez niego. - Dla ciebie wszystko.- powiedział - Brniesz w banały. A w ogóle, to może powinieneś wrócić do naszych ,hm, swoich znajomych? - A może powinienem. I wrócę. Jeśli wrócisz ze mną. - Z tego wynika, że jednak nie wrócisz. - Jakoś to może przeżyję. - Mam ochotę na spacer- powiedziała Klara i zanim on zdążył cokolwiek powiedzieć, przeskoczyła na drugą stronę. Znalazła się teraz tuż nad rozpędzoną rzeką pojazdów mechanicznych, stała na wąskim, niepewnym kawałku muru, trzymając balustradę jedną ręką. Zrobiła jeden krok i zachwiała się. On natychmiast chwycił ją za rękę. Spojrzeli na siebie. - Kto wie, może teraz zrobię największą głupotę w życiu i zaufam ci- uśmiechnęła się. - Życie składa się z samych idiotycznych i ryzykownych decyzji. Wiatr rozwiewał obojgu ciemne włosy. Oboje byli niewytłumaczalnie podekscytowani i przejęci. Stado złotych gwiazd zawirowało Klarze przed oczami. mocno zacisnęła palce w jego dłoni, zrobiła krok, pewny i zdecydowany. I w taki sam sposób doszła do końca mostu, przytrzymywana jego silną ręką.
- Cześć- powiedział. Spotkali się przed wejściem do szkoły. - Cześć- odpowiedziała. Stali tak bez słowa, a wrodzony zmysł humoru podpowiedział Klarze, że muszą wyglądać jak para debili. Parsknęła wewnętrznym śmiechem. - Czy jakoś szczególnie zależy ci na tym, aby znaleźć się dzisiaj w budzie?- zapytał - Oczywiście, że mi zależy, jak zwykle, natomiast nie jakoś szczególnie. - Dobra odpowiedź. Pociągnął ją za sobą i pobiegli. Gnali przez miasto jak szaleni, zanosząc się szalonym, beztroskim śmiechem. W końcu wylądowali na drewnianym mostku przecinającym wąską, zasmrodzoną rzeczkę. - Wymarzone miejsce- powiedziała, siadając lekko wprost na chwiejnej balustradzie. - Wiesz co?- powiedział - Wiem. Chcesz mi coś powiedzieć. - Tak. A mianowicie, że cię odkryłem. - Ach tak. Wszystko jasne. - Nigdy bym nie przypuszczał, że trafię na inteligentną kobietę. I gdyby nie ta lekcja polskiego, może nigdy bym tego nie zauważył. No a poza tym masz jeszcze głos. I oczy. - Owszem, mam. A ty kolego masz jedną wadę, za to paskudną i niewybaczalną. - Och. Nie możliwe! - Jesteś po prostu za ładny. nie podobasz mi się. Ble.
- Strasznie się cieszę, że ty się cieszysz. Bo cieszysz się, prawda? Klara zamieszała powoli kawę w ręcznie malowanej filiżance, uśmiechając się do pianki zdobiącej cappucino. - lubię tego psychola.- roześmiała się, nie wytrzymała, radość wyszła z niej, jak powietrze z przekłutego balonu. - Z resztą, po co ja pytam. Przecież to widać!! Promieniejesz po prostu. Eeeh, szczęściara- trafił ci się niezły towar. - P R
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kawa_z_mlekiem
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…