Wróć do katalogu

Klopoty soboty

miesięcy pare w brzydkim mieście

pimpomisiacz, opublikowano , 20 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

, Kłopoty Soboty

Jest piątek, jestem w potwornie brzydkim mieście, które chyba kocham ,może za duże słowo, co tam w knajpce siedzę i tulę w nereczki anioła z sokiem. Właścicielka lokalu odziana jest w zajebiście czerwony golf, pewnie dla poczucia lepszego ego, które przez ostatnie tygodnie niepewnie hasało po bezdrożach Mongolii i wróciło chwiejnym krokiem do rzeczywistości. Rozmawia z gościem siedzącym na hokerze dając mu rady życiowe tak jakby on tego strasznie pragnął. Śmiać mi się chce, niby nie słucham tych słowotoków jednak wyrywki dotykają mnie stosownie . Przyszedł następny spożywaciel, mniemam iż niedługo zacznie się msza , rytuał powolnego deformowania wątroby , pokaszliwań , chrypy , sztucznego śmiechu i strug rozpiwczonego moczu. Monstrancję podniesie barmanka , anioły bez pośpiechu , bez żadnej harmonii w jupiterach brudnych lamp z czyjąś pomocą czy bez niej pognają grawitować gdzie przyzwyczajenie nakazuje. Zbyt często pociągam za brwi z boku to wygląda na to , że myślę, a prawda jest taka , iż nie myślałem nigdy , a ani tu , ani tam , ani w ogóle. Zresztą w jaki sposób , skoro mnie nie ma i nigdy nie było. Zaczynam dociekać jak barmanka ma na imię. W licytacji padały już imiona: Jola, Ala, Ula, Jowita, Gosia, kurwa zaczynam podejrzewać i odkryłem jej tajemnicę ; ma na imię Eugeniusz! Już lepiej , już ciszej , puste butelki strzeliły perfidne oczko w moją stronę, której oczywiście nie ma i nigdy nie było, jednak dalej biorę udział w igrzyskach nieprzytomności, cholera gdybym miał ten boski dar bycia spawaczem t to bym zaczął robić wtedy cuda z samym sobą i nie tylko. Zespawałbym myślę Ziemię z Plutonem , miłość do chipsów z preludia ogórka małosolnego, Pavarottiego z drezyną , Paryż z felgą Omegi i z pewnością duchy Amazonki z kwadratami kół jesiotrów. Wyjrzałem na dwór, jakie zajebiste jesienne słońce , och takich twarzyczek brak w moim spizganym życiu. Zlinczuję się natychmiast , ujmę swoje sznurowadła i będę wył do gołębi, wykruszę resztki mocy ze wszystkich krzeseł tego świata, strąbie góry, lasy, strumienie, jeziora, pagórki, wąwozy, krzyki Kurdów i ciszę grzybów. Będę nieporadny w obrządkach , obrażony na musztardę , ściskał dłonie połowy Afryki , ścigał bawarskie pączki, miętosił echo dziurawych pończoch i pieprzył rytuały Beduinów . Przybyło nowych gardeł, fajne nosy mają i kapitalnie szybko mówią sepleniąc. Na wszystkie gaśnice polski , straciłem oko i za chuja nie wiem czy są dobrzy , czy …? A zresztą i tak mnie nie ma i nigdy nie było. Knajpa jest tak mała , iż większość osób z czystej oczywiście szczerości patrzy na mnie jak na człowieka i życzy dużo światła skoro piszę się list do paru ludzi. Z deka wzruszyłem się moje ideały nie legły na kontuarach krawężników , są jednak istoty współczulne. Kurwa na chwilę wyjdę z kontekstu i ……..macie wszyscy pozdrowienia od matki i jej 3 letniego syna, które z pewnością zostało zabrane do sanktuarium w celu zrozumienia sacrum wszechświata . Szalenie zgłębiłem się w ponuractwie i nie wiem czemu , czyżbym powrócił do życia? Takie jaja! Wreszcie ktoś naturalnie przemówił, człowiek po wyroku z delikatną pretensją do życia ale z jaką wiarą i poczuciem jestestwa . Szacunek i hołd dla niego, filar mojej niepewności, kunszt kształtu homo sapiens , dłoń pomocna w trudach dnia i przemijalności duszyczek. Normalność !!! . A msza trwa nadal, nawet dwa psy dołączyły do gromady chórantów , brakuje jeszcze gęsi, jaszczurów i watahy trzmieli. Poważnie zaczynam myśleć o wyjściu, jednak moc soku malinowego nakazuje w czerwonym uśmiechu zostać, więc tak robię i gnam w dźwięki radia. Mam nadzieję, że kiedy nastanie jutro to będę na chwilę i mobilizacja pozwoli wziąć długopis w dłonie i pisać, pisać , pisać, po to żeby być skoro mnie nie ma. Jeszcze zastanawia mnie potrzeba gadulca prawdziwych, niesamowite jest wysupłać płacz, krople z tym związane twardzieli pozornych i słuchanie na zewnątrz wiwatujących na wietrze kutasów, zaproszeń na niedzielny obiadek i podziw ich oczu aprobujących ciebie z lewej na prawą czy odwrotnie. To tyle na chwilę spędzoną w komorze otwartej na wszystko. Jest pyszne przedpołudnie, puste jelitowo, cisi biegacze z chlebem, brudne podwórza i twarze jakich nigdy się nie zapomina. Skóra bez kolagenowa i przede wszystkim usta nie prorokujące uśmiechu nigdy i końca. Rzuciłem się okiem na niebo, jego cumulusy dają niejakie ukojenie syfu wyzierającego zewsząd , dają wgląd w wizualizację czystych ulic, kanalizacji, hydraulików ich zmęczonych żon oraz politury kibla w którym strugam smrody swoje i tego świata. Kiedyś zajmowałem się wróżeniem, myślę dość banalnym lecz echa tej działalności odbijają się do dzisiaj i dziw bierze mnie ludzi odzywających się w blasku euforii odzywających się po latach, pamiętających jako żywo mnie , moje słowa, pisaninę tylko w jaki sposób oni to czynią skoro mnie nie ma i nigdy nie było. Nie był głupcem ten , który zauważył że świat jest pełen magii, że czasem warto spojrzeć na inną osobę, że oszalały pęd ku pieniądzom nie wszystkim się udziela , jak miał na imię czy kobietą był, mężczyzną ? Cholera i ile miał lat kiedy się na to zdobył. Zajmuje mnie to na chwilę jak zresztą wszystko co w życiu zrobiłem i będę robić. Jestem w knajpce jak zawsze i nieobecnością swoją podkreślam byt, dziko się czuję , a sobota ku temu sprzyja , zresztą środa też jest fajna. Anioły komór codziennością tłuką swój zamroczony los, zwoje kału, potu i niepotrzebnych myśli rzucanych w metry kwadratowe nadobnych ścian . Zabawne jest wielce słuchanie odbić śmiechu, tarcia rąk. Problemów tak poważnych, iż moje pośladki stękają z małą satysfakcją i bez marzeń sennych. Co zrobić , idę pobrać dozę soku malinowego krokiem delfina , po cichu, miarowo nie oglądając na wytykane palce i wzrok obecnych. Hm …. sztuka trzymania papierosa ma już swoje tradycje, natomiast przyjmowania i wydychania dymu to już inna historia. Kiedy uważnie się przyjrzymy rozdziawiającym się paszczom to litość bierze. Jeżeli już decyduje się jakaś ofiara na ceremonię napierdalania płuc to niech to robi z szacunkiem do petka i do wokół zebranych aniołków i wydycha w górę, po prostu w górę to nie jest ciężkie. A zamiast tego ja , którego nie ma muszę przyjmować tanie szlugi na głowę, policzki czy niezbyt ruchliwe łopatki, to nie jest fair dla innych ofiar bytu. Naturalnie chromolę to wszystko, dawno zauważyłem że kult jednostki jest boleśnie jednorodny i w swym postępowaniu chamsko zaznaczający swoją boską indywidualność . Niech wszyscy bogowie tego świata wybaczą mi moją nieskromność ; niech wam nigdy cycki nie urosną!! Gdybym ja był bogiem , oj to w cholerkę zrobiłbym dobroci: powbijał paliki, rozpalił ogniska, mordował niemowlaki mlecznym śrutem, dawał darmochą zatrute powietrze, stworzył ranking dla niezależnych inaczej i dymał indory. Wydałbym wieczną gazetę „Głupek po trochu” , nową linię wielbłądów KALKUTA- ISLANDIA, zasrywał poletka Maorysów. Stworzył tanie jadalnie dla nietoperzy i gacie tkał dla pernamentnie gwałconych kogutów. Ale to tylko zbożne marzenia i natłok pętli moich chorób. W życiu każdego porządnego anioła nastaje cisza, chwila przemyśleń i pozór bezruchu. Taka flanka spokoju co uzbraja wszystkich w chęć. Coś powinienem zjeść tylko po co i nie dzisiaj , nie dzisiaj na pewno. Z optymistycznym wglądem na jutro , ten którego nigdy nie było. Sobota , stan niewyraźny dalej ale skłaniający do tego aby rosły zdumienia i nieciekawe domysły. Gdybym nie odczuwał byliną pewnie zostałbym, świrem marnym , zardzewiałą pompą, koniczynkę obrabiałbym panicznie bojąc się smaku udzielności nietrwałych religii, nienamacalnym oddechem posuwanych czajników, opierdalanych co drugi dzień patelni, rondelków i szufelek. Tak skończyć nie chce na pewno lecz niepotrzebne moje rozterki, skoro nigdy mnie nie było i nie jestem. Zauważyłem cienie charakterków niechlubnie walących w automaty, ich specyficzny wzrok, ruchy, konwulsję wątpliwych czarów, rutynę dźwięków bezbłędną przegrywalność, w co te anioły wierzą? Jakie chmurki kształtują ich codzienność , jakie moce biorą za bary tak wymęczone modlitwy na tzw. szczęście? Oj lepiej by kopać doły bez końca, tkać matryce obrzydlistwa i cenić majonez za jego stworzenie. Niedziela zaskoczyła mnie dotkliwie, tak kochać życie , tak dostawać wszystko to rzadkość , kocham wszystkich , kocham nieludzko , kocham tak niespokojnie, że wątpliwość stoi z boku i klaszcze w rytm niesytości. Co tam , grunt to doceniać , mierzić się na bezowocność , chapać życie z boskich brzózek głosząc hasła tak niepewne , że w dwójnasób tylko gleba może utrzymać pamięć dobrych chwil. Sobota wieczór, listopad , włączone telewizory w Łodzi , spóźnione tramwaje , skaleczone asfalty wiwatują ledwo dobywającym się krzykiem. Po prostu miast Ziemia Obiecana – Anioły same!!! Droga była gładka , delikatnie naruszona przez rozbiegane myśli . Ja myślałem o jednym , nie żle opisane, o duszy co we mnie gra i kopem dla mnie jest , kobiecie dla której zrobiłbym wszystko , grabiąc szalenie w jej życiorysie spaliłem ogół i palę dalej durne szale siebie . Kiedy po kilku latach spotkałem się z nią , spojrzałem na jej beret , mój intelekt zwątpiał , język wysechł , serce o mało nie wybiło się z rytmu , płuca zmieniły się w słup a nogi niczym póżny lód atakowany słońcem rozstawały się i topniały pionem. Boże tak kochać to życiowe, a najważniejsze do końca z przekonaniem nieodpartym , iż owo jest nieprzemijalne i w moim przypadku dobijającym powoli i prężnie . Ale co tam skoro nigdy mnie nie było , więc nie mogę. Rano wyszedłem po fajki , słoneczko figlarne pokojowo wykładzinowym

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych