Kocham Życie
Co by było gdyby jeden most połączył dwa życia.... Wersja wznowiona - po latach w końcu poprawiłam to opowiadanie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KOCHAM ŻYCIE
Rozdział 1
Wpatrywał się w zdjęcie swoimi zielonymi oczami. Kobieta na zdjęciu uśmiechała się i odwzajemniała jego spojrzenie. Jej włosy były lekko rozwiane przez wiatr. Dobrze pamiętał tamten dzień w parku. Była wczesna jesień... Odłożył zdjęcie na stół. Nie mógł dłużej wpatrywać się w jej fotografie, przynosiło to tylko większy ból. Przesunął dłonią po swoich kruczoczarnych włosach. Zamyślił się chwile po czym poszedł do przedpokoju. Wziął swoją jasno brązową kurtkę i zamknął za sobą drzwi. Wiedział co musi zrobić – to było jedyne wyjście z sytuacji. Ruszył nad rzekę. Tu się poznali. Tu na tym moście. Był wtedy upalny letni dzień.... Stanął na barierce i zaczął się wpatrywać w dół rzeki. Nie było nikogo w koło. Chłodny jesienny wiatr delikatnie muskał jego twarz. Wahał się ale wiedział że nie ma innego wyjścia – życie straciło sens, nienawidził go. Wziął głęboki oddech by jeszcze raz zachłysnąć się powietrzem. - Co pan robi? – zaskoczył go kobiecy głos, niemal powodując, że wpadłby do rzeki. - Proszę stąd odejść! –nie oglądając się za siebie krzyknął. Nie chciał widzieć twarzy kobiety, która go chciała powstrzymać od tego co musiał zrobić. - Proszę tego nie robić... – w jej głosie był jakiś spokój, który zaczął go przenikać – Życie jest takie piękne... Wiele ludzi dało by wiele, by żyć jak pan... - Nic nie wiesz o moim życiu! – odwrócił się i spojrzał na kobietę. Oniemiał, była taka podobna do niej... jej ciemne blond włosy rozwiewał zimny wiatr a ona wpatrywała się w niego. Otrząsnął się jednak i krzyknął do niej – Odejdź stąd! - Jeszcze wszystko się może ułożyć – wyciągnęła w jego kierunku rękę – wystarczy, że podasz mi dłoń... Chwila ta zdawała się być wiecznością. Stali tak i wpatrywali się w siebie. On stojąc na barierce mostu trzymając się słupka, ona z wyciągniętą ręką w jego kierunku. Odwrócił wzrok i spojrzał raz jeszcze na rzekę. Zrobił krok, serce kobiety mocno zadrżało ze strachu, ale tego nie pokazywała. Zrobił jeszcze jeden krok i zszedł z mostu. Spojrzał jeszcze raz na kobietę i podał jej dłoń. - Więc jak chcesz pomóc mi ułożyć życie? – spojrzał w jej błękitne oczy. Uśmiechnęła się, a w oczach zalśniły łzy. - Może zaczniemy od filiżanki kawy? – zapytała z drżącym głosem trzymając mocno nadal dłoń mężczyzny. On tylko wzruszył ramionami w geście obojętności.
Siedzieli w małej kawiarence. Było w niej ciepło i pachniała świeżo mieloną kawą. Mężczyzna zaczął przyglądać się kobiecie. Trzymała w rękach gorącą filiżankę kawy i spoglądała przez okno. Była ubrana w ładny niebieski golf. Po chwili spuścił wzrok na swoją czarną kawę w filiżance. - Więc... jak masz na imię? – zaczęła kobieta biorąc łyk kawy. Jej głos się już uspokoił i nie drżał. - Hm... po co Ci to wiedzieć? – spytał spoglądając przez okno na padający deszcz na ulicy. - Jeśli mam pomóc Ci ułożyć życie... - Że co? – spojrzał teraz na nią – Mówisz poważnie? – kobieta chwilę się zastanowiła, a po chwili pokiwała potakująco głową – Po co chcesz zawracać sobie mną głowę? - Powiedziałam, że ci pomogę więc dotrzymam słowa. Zresztą jeśli tego nie zrobię Ty znowu będziesz chciał się zabić. - Powiedziałaś tylko, że mam Ci podać dłoń, i to wystarczy. - Ale to tak jakbym Ci powiedziała, że Ci pomogę – wpatrywała się w mężczyznę, w jej głosie i całej jej osobie było coś kojącego, coś co go uspakajało. - Marek – powiedział i odwrócił wzrok w kierunku okna, ale ukradkiem zauważył uśmiech na twarzy kobiety. - Kasia. Miło mi poznać – mężczyzna prychnął. Kasia westchnęła, spojrzała na filiżankę kawy i wypiła całą jej zawartość. - Więc jak chcesz mi pomóc? – spojrzał na nią. Kobieta nadal trzymała kawę w ustach co powodowało, że jej policzki wydęły się jak u chomika, który trzyma zapasy ziarenek w swoich policzkach. Zabawnie to wyglądało, wręcz próbował się powstrzymać od uśmiechu. Kasia w końcu przełknęła kawę. - Nie wiem. - Więc od czego zaczniesz? - Nie wiem - Czy cokolwiek wiesz? – powiedział z ironią w głosie. - Nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu wiem, że chcę Ci pomóc – westchnęła. Chwilę się namyśliła po czym dodała – Może zacznę od tego, że podam Ci swój numer telefonu? - Jak tam chcesz – znów wzruszył ramionami. Kasia wzięła serwetkę i zapisała swój numer. - Jak będziesz się gorzej czuł i znów wpadniesz na pomysł by się zabić to zadzwoń do mnie. Porozmawiamy sobie i zastanowimy się jak Ci pomóc –chwilę przyglądał się jej, spojrzał na numer telefonu potem jeszcze raz na nią, zmrużył lekko oczy. - Jesteś psychologiem? – Kobieta wpatrywała się w niego po czym się zaśmiała. - Nie, nie. Ja, no co Ty. - Więc czym się zajmujesz? - Jestem artystką – mężczyzna prychnął – Co? - Podobno artyści są czasem gorsi od wariatów – Kasia naburmuszyła się, musiał przyznać że gdy to zrobiła wyglądała słodko. Jej brwi lekko się zmarszczyły, a usta ułożyła w „dzióbek”. - Nie jestem wariatką. Ja maluję. I uczę dzieci malować w Domu Kultury, wiesz. - No teraz to wiem... – zrobił ostatni łyk kawy – To co mogę iść do siebie do domu? - A jaką mam mieć pewność, że po drodze się nie zabijesz? - Nie możesz mieć żadnej pewności, aczkolwiek zainteresowałaś mnie – uśmiechnął się. Wstał z krzesła i zaczął ubierać swoją jasnobrązową kurtkę. - Jak to... zainteresowałam Cię? W jakim znaczeniu...? – zmarszczyła brwi tym razem Kasia. - Hm – popatrzał na kobietę zasuwając zamek w kurtce, po chwili się zaśmiał – Nie w żadnym złym znaczeniu. Nie bój się. To na razie Kasiu – wyszedł szybkim krokiem z kawiarenki zostawiając kobietę samą.
Rozdział 2
Otworzył oczy. Słońce już świeciło przez żółte zasłony do pokoju. Zasnął na kanapie w ubraniu. Spojrzał na zegarek w komórce, była jedenasta. Wyciągnął jeszcze coś z kieszeni spodni co znajdowało się obok komórki. Była to serwetka z numerem telefonu Kasi. Prychnął lekko, zgniótł ją i rzucił gdzieś za siebie. Wstał i poszedł wziąć prysznic. Dzień mijał jakoś powolnie. W końcu nastał wieczór. Znowu przeglądał jej zdjęcia. Odłożył album z fotografiami. Ukrył twarz w dłoniach. Tak bardzo nie wiedział co ze sobą zrobić. Nie miał żadnych przyjaciół, wszyscy gdzieś odeszli we własnym kierunku – sam nie wiedział nawet kiedy. Wstał, podszedł to pogniecionej serwetki. Rozprostował ją i spojrzał na numer telefonu zapisany na niej niebieskim atramentem. Chwilę się zastanowił. Usiadł na kanapie i wpisał numer na komórce i nacisnął po chwili zieloną słuchawkę. - „Tak słucham?” – „Co ja mam jej powiedzieć?” zastanawiał się w duchu – „Halo?” - Tu Marek... pamiętasz mnie? - „O! Marek! Wszystko w porządku? Jasne że cię pamiętam, czekałam aż się odezwiesz, trochę się martwiłam...” – „Martwiła się o mnie?” uśmiechnął się w duchu do siebie, dawno się nikt o niego nie martwił. - Mogłabyś...przyjść? - „Przyjść?” – w głosie Kasi było słychać nutkę nie pewności. - Nie bój się mnie, nic Ci nie zrobię. Chce tylko z kimś porozmawiać... nie wiedziałem z kim... - „Ja się ciebie bać” – prychnęła – „no co Ty!” – chociaż jej ton stał się stanowczy wiedział, że się obawiała przyjść do mieszkania obcego mężczyzny. - Weź coś do pisania i zapisz sobie adres. Weź taksówkę , zapłacę Ci potem za nią. - „Dobrze” – po zapisaniu adresu, westchnęła głośno i dodała na zakończenie rozmowy –„Ok., będę niebawem.” Rozłączyła się. Uśmiechnął się sam do siebie. Ta rozmowa trochę podniosła go na duchu. Nareszcie mógł z kimś porozmawiać. Czekał niecierpliwie by domofon zadzwonił. Chodził tam i z powrotem po pokoju zastanawiając się jak będzie wyglądać ich rozmowa. W końcu usłyszał dzwonek. Jego serce zaczęło bić mocniej sam nie wiedział czemu. Otworzył drzwi na klatce schodowej na guziku w słuchawce domofonu. Teraz czekał, aż wejdzie na drugie piętro i zapuka do jego drzwi. Długo nie musiał czekać, by usłyszeć pukanie. Otworzył. Ujrzał drobną blondynkę w progu swoich drzwi i uśmiechnął się. - Wejdź do środka – odsunął się by mogła przejść. Zaczęła rozpinać kurtkę w milczeniu, powiesiła ją na wieszaku obok jego kurtki. Ściągnęła buty i weszła do salonu. Rozglądnęła się po pokoju -był uporządkowany, a ściany miału ładny piaskowy kolor - po czym usiadła na kremowej kanapie. - Więc... o czym chciałeś porozmawiać? – spojrzał na nią. Chwilę się zastanowił, sam do końca nie wiedział o czym. Po prostu chciał porozmawiać. - Tak... chciałem pogadać – podrapał się po głowie – Chcesz się czegoś napić? - Herbatę poproszę, jeśli masz to najlepiej owocową – Marek poszedł do kuchni „Owocowa, ale wymagania”. Za 10 minut był z powrotem. Stanął jak wryty gdy zobaczył jak Kasia przegląda album ze zdjęciami. Ręce mu zaczęły lekko drżeć, postawił szybko kubki z herbatą na stole. - Co robisz? – spojrzał na nią oburzony. - Przepraszam, nie umiałam się powstrzymać. Jej zdjęcia są wszędzie, byłam taka ciekawa... - Nie wiesz że ciekawość to pierwszy stopień do piekła – uśmiechnęła się, zmarszczył brwi – Czemu się uśmiechasz? - Wiem, że to pierwszy stopień do piekła, ale czy to nie ironia – w końcu to Ty chciałeś się zabić i raczej do nieba byś się nie dostał – prychnął i usiadł koło niej – Więc to przez nią? Zostawiła Cię czy... - ...umarła. Nastała niezręczna cisza. Przez dłuższą chwile trwała głucha cisza. W końcu Kasia zamknęła album i odłożyła z powrotem na stolik. Później chwilę wpatrywała się w podłogę po czym przeniosła wzrok na mężczyznę. Wpatrywała się dłuższą chwilę w niego.Marka zaczęło to irytować. W końcu nie wytrzymał. - Czego?! Czemu się tak na mnie patrzysz? - Przykro mi – spojrzał na nią, miała poważną minę pełną współczucia – Nie wiedziałam, że ona nie żyje... - Myślałaś że to kolejna nieszczęśliwa miłość? – pokiwała potakująco głową – Więc teraz mogę się zabić? - No coś TY! – oburzyła się natychmiast– To że kogoś tracisz nie znaczy że sam musisz się zabić. To głupie i egoistyczne. - Masz rację – ze spokojem przytaknął Marek. - Więc czemu chcesz się zabić!? - Bo jestem egoistą. - Aaaaa..... ja z tobą nie wytrzymam! – wstała i zaczęła nerwowa chodzić po pokoju. - Więc już nie będziesz moją pomocną dłonią? – stanęła i spojrzała na niego i popukała się palcem w czoło. - Chyba żartujesz, ja się tak łatwo nie poddaje. Po prostu zachowujesz się jak dziecko. Ech.... – westchnęła i usiadła na kanapie z powrotem koło mężczyzny - Jeśli będzie słonecznie, wyjdziemy jutro z dziećmi na plener. Wtedy wezmę cię ze sobą. - Czemu? - Byś trochę pooddychał świeżym powietrzem i spojrzał na świat przez nowy pryzmat. A teraz już się zbieram, bo późno się robi. - Już? Nawet nie rozpoczęliśmy rozmowy i nie wypiłaś herbaty. - Będzie wiele okazji by ją jeszcze wypić – wstała i ruszyła do przedpokoju. - A może zostaniesz na noc? – oparł się o framugę, przesuwał dłonią po swoich włosach i spoglądając na Kaśkę. Obróciła się i zmierzyła miażdżącym wzrokiem. Przestał przejeżdżać dłonią po włosach – To głupi pomysł, tak? - No raczej tak – zaczęła ubierać buty, następnie założyła kurtkę na siebie i zapięła zamek – Jeśli jutro będzie pogoda to spotkamy się w plenerze. Na razie. Trzymaj się. Otworzyła drzwi i wyszła.
Marek leżał już w łóżku, jednak mimo później godziny nadal nie umiał zasnąć. Rozmyślał o spotkaniu z Kasią. Pierwszy raz umiał wspominać o Natalii bez goryczy w głosie. Miał nadzieję że jutro będzie ładna pogoda i że będą mogli razem się wybrać w plener. Zastanawiał się co Kasia wymyśliła, że koniecznie chcę go wziąć ze sobą. W końcu udało mu się zasnąć i pierwszy raz od dawna miał spokojne sny.
Rozdział 3
Marek obudził się koło dziewiątej rano. Promienie słoneczne wpadały już do pokoju. Odsłonił żaluzje. Pogoda była wspaniała. Jak na tą porę roku było stanowczo goręcej niż powinno. Wydawało się niczym by był koniec lata niż połowa jesieni. Stojąc przed lustrem i myjąc zęby sam się złapał na tym, że podśpiewuje wesołe melodyjki i o dziwo jest w dobry humorze. Kiedy zjadł śniadanie zaczął wyczekiwać telefonu od Kasi. Jednak minęła już trzynasta a od niej żadnego znaku życia. „Może coś jej się stało? Nie zadzwoniłem nawet by się upewnić czy dotarła do domu cała....” Zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Nie umiał znaleźć sobie żadnego zajęcia bo ciągle myślał o tym czemu ona nie dzwoni. W końcu koło piętnastej usłyszał dzwonek telefonu. Podbiegł szybko do niego i odebrał. Kasia podała mu miejsce spotkania. Na dworze było ciepło, więc Marek wyszedł w samym sweterku. Po dwudziestu minutach dotarł na miejsce. Znajdował się na jakiś polach, szukał wzrokiem Kasi, ale to ona pierwsza go zauważyła i zawołała. - Marek! – odwrócił się, machała już do niego. Za nią stała grupka około dziesięciu dzieciaków. Podbiegł do niej najszybciej jak potrafił – Nie musiałeś tak szybko biec. Poczekalibyśmy. - Nie chciałem byście za długo czekali – wydyszał Marek – Muszę popracować nad moją kondycją. - No, więc to są moi podopieczni – wskazała na grupę dzieciaków, którzy z bliska okazali się grupką gimnazjalistów – A to jest pan Marek, będzie dziś z nami pracował w plenerze – powiedziała Kasia do młodzieży, wszyscy pokiwali głową i przywitali się z Markiem pomrukując pod nosem „Dzień dobry”. Czekali aż pójdą we właściwie miejsce. Weszli na jakiś pagórek wraz z całym potrzebnym sprzętem. Marek rozejrzał się za odpowiednim miejscem do siedzenia. Oczywiście żadnych ławek nie było więc musiał usiąść na trawie. Młodzież rozkładała w różnych miejscach swoje sztalugi i wysłuchując co ma do powiedzenia Kasia zabrali się za malowanie pejzaży. Marek spojrzał na Kasię, która szła w jego kierunku ze sztalugą. - Co robisz? – popatrzał na nią zdziwiony. - Jak to co? Też będziesz malować – uśmiechnęła się – Wstawaj, no już. - Ja nie umiem malować i nie chcę. - Przez to możesz wyrazić siebie – Marek spojrzał ironicznie na Kasie – Nie patrz tak na mnie. Każde z tych dzieciaków wyraża się w ten sposób. Pokazują swoje emocje. - One malują tylko pejzaż.... - Ale to jak go namalują i w jakich barwach, liczy się najbardziej. Spróbuj chociaż, proszę – spojrzała na niego ze słodką minką. Wstał i westchnął. - Niech Ci będzie. Ale ostrzegam że nie najlepiej maluje. - Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się. Podeszła, poklepała go po ramieniu – Będzie dobrze. A teraz idę zobaczyć co robią moi podopieczni. Kasia poszła pooglądać postępy młodzieży. Marek patrzał na zachodzące powoli Słońce i zaczął się zastanawiać jak je namalować. Po dłuższym namyśle wziął się do pracy. Po upłynięciu około godziny Marek zadowolony skończył swoją pracę. Inni także kończyli swoje dzieła. Kasia widząc zadowolony uśmiech Marka postanowiła podejść do niego i zobaczyć jego wspaniałą dzieło. Jednak gdy podeszła zobaczyła coś innego niż się spodziewała. - I jak ci się podoba? – spojrzał na Kasię z wielkim uśmiechem. - Co to jest...? - No, jak to...Nie podoba Ci się? – uśmiech znikł z jego twarzy. - Wiesz... twój pejzaż jest bardzo specyficzny... – pokiwała lekko głową i w końcu dopowiedziała – A tak właściwie jest okropny. - Mówiłem że nie umiem malować! - Nie wiedziałam, że jest aż tak źle..... No cóż możesz go sobie wziąć na pamiątkę – uśmiechnęła się i poklepała go po ramieniu. - Chcesz mnie jeszcze bardziej zdołować? - Nie. Chce byś pamiętał ten dzień– uśmiechnęła się i podeszła do grupki młodzieży.
Gdy odprowadzili młodzież do Domu Kultury, wybrali się jeszcze na wieczorny spacer po parku. Latarnie zaczęły już świecić i delikatnie oświetlały dróżkę, która wiła się między liśćmi. Oboje nie mówili ani słowa. Po prostu szli, a wiatr delikatnie podsuwał liście pod ich nogi. - Wiesz.... – przerwała ciszę Kasia – Przepraszam, że tak ostro oceniłam twój obraz – popatrzała na zwój brystolu w ręce Marka. - No co Ty. Masz rację, fatalnie to wyszło, ale najlepiej z wszystkich obrazów w moim życiu – nastała znowu chwila ciszy którą przerwał Marek wyszeptując cicho – Dziękuję... - Za co? – spojrzała na niego zdziwiona Kasia. - Za wszystko.... Że jesteś i za dzisiejszy dzień – uśmiechnął się delikatnie do niej, a na policzkach Kasi pojawiły się ledwo dostrzegalne w tym świetle rumieńce. Znów nastało milczenie. Szli jeszcze jakiś czas w ciszy, słysząc tylko gdzieś w oddali gwar ulicy. - To chyba już czas na pożegnanie – zatrzymała się Kasia i spojrzała na mężczyznę. - Chyba na powiedzenie sobie „do widzenia” – uśmiechnął się Marek. - Tak. Do zobaczenia więc – Kasia uśmiechnęła się również, podeszła do niego, stanęła na palcach i pocałowała delikatnie w policzek po czym poszła w swoją stronę, obróciła się jeszcze w oddali i pomachała mu na do widzenia. Marek się uśmiechnął i również pomachał. Potem obrócił się i poszedł do siebie.
Leżąc na kanapie i wpatrując się w swój namalowany obraz rozmyślał o całym dniu. Wspominał go mile, a przede wszystkim czas spędzony z Kasią. Jej usta nadal czuł na swoim policzku. Przesunął po nim dłonią i lekko uśmiechnął się do siebie. Po czym nakrył się kocem i postanowił iść spać.
Rozdział 4
Minęły trzy dni od ostatniego spotkania Kasi z Markiem. Marek był nadal smutny aczkolwiek starał się na razie nie patrzeć na fotografię Natalii i się tym nie dołować.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lili
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…