Kolejny pomysł od Dagi
"Wszystko zaczęło się na kilka dni przed wyjazdem Roxette w kolejną trasę koncertową. Atmosfera w domu Pera była wyjątkowo gęsta, niekiedy odnosiło się wrażenie, że powietrze można było kroić nożem. Szczególnie denerwująca i uszczypliwa była Asa
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wszystko zaczęło się na kilka dni przed wyjazdem Roxette w kolejną trasę koncertową. Atmosfera w domu Pera była wyjątkowo gęsta, niekiedy odnosiło się wrażenie, że powietrze można było kroić nożem. Szczególnie denerwująca i uszczypliwa była Asa. Per też denerwował się tym czy wszystko jest odpowiednio załatwione, czy pamiętał o wszystkim a tu jeszcze na dodatek Asa o wszystko robiła mu awantury. - Daj mi wreszcie spokój! – zawołał w pewnym momencie Per, nie wytrzymując napięcia – Ciągle czepiasz się o wszystko, nigdy nie ma cię kiedy jesteś naprawdę potrzebna! - Mów za siebie! – odparowała Asa. - Ja przynajmniej zarabiam jakieś pieniądze a ty? Żerujesz na tym co zarobię! - Wcale nie! – broniła się. Ich kłótnia trwała jeszcze jakieś kilkanaście minut. Na swoje nieszczęście słyszał ją mały, ośmioletni Gabb. Wystraszony, zaczął płakać i przebiegł z pokoju Pera do swojego. Po jakimś czasie, kiedy kłótnia nadal trwała – do domu Pera zapukała Marie. Umówili się, że dziewczyna przyjdzie do niego i dogadają detale. Chłopiec, kiedy usłyszał pukanie – wybiegł otworzyć, ocierając załzawione oczy. „Rodzice zabronili mi otwierać ale może to Marie…” – myślał. (Oboje pozwolili chłopcu zwracać się do niej po imieniu). Jego przypuszczenia sprawdziły się – po drugiej stronie stała Marie. Kiedy otworzył jej drzwi – bez słowa przytulił się do niej i znów zapłakał. - Co się stało, kochanie? – spytała czule, zrównując się do jego poziomu. Gabriel chciał jej coś powiedzieć ale nie mógł tego zrobić, bo płacz spowodował, że nie mógł nawet normalnie wciągnąć powietrza. - Chodź, wejdziemy do domu – powiedziała Marie, biorąc chłopca za rękę i chcąc z nim wejść dalej. On jednak zaprotestował, szepcząc cichutko: - Nie chcę, boję się… - Spokojnie, nic się nie stanie. To kłótnia twoich rodziców, ty jesteś bezpieczny, bo jesteś ze mną – przekonywała go. - No dobrze… - skapitulował chłopiec choć nadal był przerażony. Wchodząc z Marie do domu bardzo mocno trzymał ją za rękę. - Naprawdę nie ma się czego bać, skarbie – dziewczyna nadal zwracała się do Gabba delikatnie i spokojnie, choć w środku wszystko w niej kipiało. „Jak ona może robić mu teraz takie awantury?! Jak w ogóle mogą kłócić się przy dziecku?!” – myślała zła Marie. Dziewczyna przeszła z chłopcem do jego pokoju. Spędzili tam kilka minut ale kiedy kłótnia nie cichła a Marie widziała, że synek jej przyjaciela jest nadal tak samo przerażony jak wcześniej – zrozumiała, że naprawdę błędem było wchodzenie z nim do domu. - Już wiem co zrobimy. Przejdziemy do ogrodu, tam już na pewno się uspokoisz – powiedziała. - A… a tata...? – spytał Gabb, spoglądając na Marie oczami w których nadal widoczne było przerażenie. „Czemu mnie nie dziwi, że nie wspomniał ani słowem o Asie…” – przemknęło jej przez myśl zanim odpowiedziała: - Nie bój się, zostawimy mu wiadomość, znajdzie nas – powiedziała, uśmiechając się do chłopca, który słysząc jej słowa – mocno się do niej przytulił. Kiedy mały przytulił się do niej – dziewczyna znów się uśmiechnęła i pomyślała: „Jaka szkoda, że to nie jest mój synek… Ode mnie dostałby o wiele więcej miłości niż od…” – nawet w myśli nie zawsze była w stanie wypowiedzieć imienia Asy. Potem wyjęła z torebki notes, wyrwała z niego kartkę i napisała: „Nie martw się o Gabba, jest ze mną w ogrodzie M.” Potem wyszła z chłopcem z domu, „zahaczając” przy okazji o pokój Pera i zostawiając kartkę na jego biurku. O ile zawsze robiła mu psikusy polegające na przynajmniej delikatnym poprzestawianiu układu rzeczy na nim – dziś w ogóle nie miała na to ochoty. Wyszli do ogrodu i – miała rację, w nim wystarczyło zaledwie kilka chwil żeby chłopiec znów zaczął się śmiać. Po kolejnym kwadransie, może niewiele krótszym okresie czasu – w ogrodzie pojawił się Per. Gdy tylko Gabriel zobaczył go – zeskoczył z huśtawki i zaczął biec w jego kierunku. Wczepił się w niego prawie kurczowo, w jego ramionach wreszcie poczuł się bezpiecznie. - Już w porządku, nie bój się… - starał się go uspokoić Per – Przecież wiesz, że nie pozwoliłbym żeby stała ci się krzywda… - wypowiadając ostatnie słowa nie był świadomy tego co stanie się wieczorem. - Kiedy otworzył mi drzwi – był strasznie przerażony… Bał się tak bardzo, że nawet nie chciał wejść ze mną do domu – powiedziała Marie. - Dziękuję, gdyby nie ty… - odpowiedział jej Per, patrząc na nią z wdzięcznością. - To nic takiego wiesz, że dla was zrobię wszystko – ze słów i spojrzenia dziewczyny też biła prawda i wdzięczność. Po jakimś czasie Gabriel wrócił do zabawy a Marie i Per zajęli się omawianiem ostatnich detali związanych z wyjazdem. Kiedy omówili wszystko – dziewczyna pożegnała się najpierw z Perem a potem z Gabrielem i odjechała. Później już nic się nie działo, było spokojnie. Asa i Per unikali się nawzajem, unikali nawet swoich spojrzeń a jeśli już im się to nie udawało – były raniące, zimne, lodowate wręcz. Wieczorem stało się coś co zmieniło życie szczególnie Pera i Gabriela. Chłopiec siedział w salonie, grając na przenośnej konsoli. Normalnie o tej porze powinien już spać ale dziś nie musiał. Per po pierwsze chciał zrekompensować mu przejścia całego dnia a po drugie – wiedział że musi następnego dnia wyjechać wcześnie więc chciał żeby chłopiec spędził z nim jak najwięcej czasu. Planował dosłownie za chwilę się nim zająć, musiał tylko dokończyć jakąś ważną rozmowę telefoniczną. - Idź już spać – poprosiła chłopca w pewnym momencie Asa. - Dziś nie muszę, tata pozwolił mi położyć się później – odpowiedział jej Gabriel. Odpowiedział jej spokojnie i grzecznie a mimo to usłyszał: - Nie słyszysz co do ciebie mówię?! Szczeniak! – po tych słowach uderzyła go. Chłopiec upadł jeszcze miękko bo na kanapę. Chciał się stamtąd podnieść i uciec do pokoju Pera ale nie zdążył. Asa złapała go i popchnęła z całej siły tak, że uderzył głową w kant szklanego stolika stojącego trochę za kanapą. Uderzył w ten stolik tak mocno, że krew dosłownie trysnęła mu z rany. „Co tam się u licha dzieje?” – pomyślał Per wybiegając z telefonem w ręku, kiedy usłyszał brzęk rozbijanego szkła i płacz Gabby’ego. - Coś ty najlepszego zrobiła?! – ryknął, widząc co się stało – Oddzwonię do ciebie – powiedział do Clarence’a. z którym rozmawiał. - Byłem grzeczny, nie robiłem nic złego… - szeptał chłopiec. - Wierzę ci kochanie, nie mów nic, nie męcz się – mówił Per, starając się żeby jego głos był silny, pewny, żeby Gabby nie wyczuł, że Per boi się o niego. Okrył chłopca swoją bluzą, wziął go na ręce i wybiegł z nim z domu, kierując się w stronę garażu. - Gdzie jedziemy...? – spytał słabo mały. - Na pogotowie skarbie. Potrzebujesz pomocy a ja nie mogę ci jej teraz dać, nie potrafię. Pamiętaj o jednym – nie możesz zasnąć, nie zamykaj oczu… - mówił. Ostatkiem sił walczył, żeby nie dać ponieść się emocjom. Kiedy już miał układać Gabba na tylnej kanapie samochodu – usłyszał warkot silnika i został na ułamek sekundy oślepiony światłami samochodu. „Kogo licho niesie akurat teraz?!” – myślał wściekły. Po chwili jednak rozpoznał samochód Marie i wściekłość ustąpiła miejsca wdzięczności. Wielkiej wdzięczności, której nie opisałyby żadne słowa. „Jak dobrze, że to Marie, to chyba jakieś wyczucie czasu, nie wiem jak inaczej można byłoby to nazwać…” – myślał zabierając Gabba ze swojego samochodu. - Co się dzieje? – chłopiec lekko się wystraszył. - Nic kochanie, po prostu jedziemy innym samochodem – powiedział do synka po czym biegnąc z nim na rękach w stronę samochodu przyjaciółki – zawołał do niej: - Nie wysiadaj, nie gaś silnika! Marie wystraszyła się kiedy Per „wszedł” w zasięg jej świateł i bez słowa zrobiła to o co ją prosił. Myślała tylko wtedy: „Co mogło się stać? Gabby wygląda okropnie…”. Kiedy wsiedli – nawet nie padło pytanie o to gdzie mają jechać. Tymczasem Asa jak gdyby nigdy nic krzątała się spokojnie po domu. Zachowywała się jakby nic się nie stało. - Spróbuj jechać szybciej, proszę… - poprosił Per, ledwie mogąc zamaskować przerażenie w głosie. - Gdyby nie te ślimaki przed nami… Knulla dett! – zawołała Marie, po czym wcisnęła kilkakrotnie klakson i zrobiła coś czego nie robiła nigdy odkąd ma prawo jazdy – wyprzedziła kilka samochodów na podwójnej linii ciągłej. Kiedy wyminęła wszystkie – wcisnęła gaz do dechy. - Jesteśmy już blisko – powiedziała. Gabby jednak szepnął po chwili: - Bardzo chce mi się spać… - Nie możesz zasnąć – odpowiedział mu Per, nie mając w ustach ani odrobiny śliny. W mig zrozumiał kontekst słów synka. - Dlaczego? – spytał mały. Słysząc jego pytanie Per przeraził się. „Jak ja mam mu to powiedzieć?” – pomyślał - Jeśli tak się stanie możesz… możesz już nie być tak sprawny jak byłeś – odpowiedział. Wiedział, że go okłamuje, że prawda mogłaby być gorsza ale z drugiej strony gdyby nie odpowiedział na jego pytanie – złamałby obietnicę jaką dał Gabrielowi
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil roxetka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…