Kombajn walentynkowy
(Aribeth & Copperdragon)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pewnego zimowego poranka Sławomir Nowak jak co dzień udał się do pracy. Gdy przemierzał kolejne metry dzielące go od przystanku autobusowego, jego uwagę przykuł pewien sklep. Sprzedawca, gwiżdżąc pod nosem jakąś wesołą melodyjkę, układał na wystawie czekoladowe serduszka. Dołączyły do zacnego towarzystwa ogromnych czerwonych lizaków w kształcie serca i równie czerwonych pudełek pełnych pralinek. Właśnie trwał się jeden z najbardziej znienawidzonych dni pana Sławomira: Walentynki. Miał dość tego całego zamieszania. "Miłość... phi! Że też nadal są na świecie ludzie, którzy zawracają sobie głowę tymi bzdurami" – pomyślał. Nowak nie posiadał tak podzielnej uwagi jak Napoleon, toteż gdy wyrażał w duchu irytację spowodowaną walentynkowym zamieszaniem, bezwiednie zatrzymał się. Dopiero długi, czerwono-żółty pojazd przejeżdżający pobliską ulicą wyrwał go z zamyślenia. Westchnął, spojrzał na zegarek i czym prędzej ruszył z kopyta, gdyż okazało się, że istnieje duże prawdopodobieństwo spóźnienia się na autobus. Po drodze zimny wiatr wywiał z jego głowy wszystkie myśli, które mogły mieć coś wspólnego z pojęciem "miłości". Miał szczęście - dotarł na przystanek niemalże w ostatniej chwili. Wskoczył do pojazdu z gibkością charakterystyczną tylko dla osób spóźnionych na autobus. Odetchnął z wyraźną ulgą. Wyraz zadowolenia wpłynął na jego wąskie usta - i dzisiaj jego przełożony nie będzie miał możliwości robienia mu wymówek.
Tymczasem kilka ulic dalej w niewielkiej restauracji siedziało dwoje ludzi, którzy nie podzielali opinii pana Sławomira na temat miłości. On - przystojny brunet i ona - ładna, brązowowłosa dziewczyna. Oboje postanowili w ten wyjątkowy dzień nie przyjść do liceum. Ustalili, że każde z nich miało na następny dzień napisać drugiej osobie usprawiedliwienie. Oczywiście, w imię miłości. Zapatrzeni w siebie, popijali ze wspólnej szklanki "specjalny" walentynkowy koktajl. Samo spojrzenie na nich przywodziło na myśl scenę z hollywoodzkiej komedii romantycznej. Dla dziewczyny to było prawdziwie ekscytujące wydarzenie - tylko ona i on, w romantycznej scenerii udekorowanej restauracji (prawie pustej o tej porze) - dotychczas takie coś miało miejsce tylko w jej najśmielszych marzeniach. Jednak to wrażenie psuł bliżej niewyjaśniony niepokój. Coś jej podpowiadało, że osoba siedząca po drugiej stronie stolika wcale nie odwzajemnia uczucia. Dziewczyna podświadomie sądziła, że człowiek naprzeciwko niej kocha jedynie narządem różniącym kobietę i mężczyznę. Próby odsunięcia od siebie tych podejrzeń były bezskuteczne - z podobnym efektem mogła usiłować nie myśleć o rudym kocie, czytając komiksy z Garfieldem. Z każdą kolejną mijającą chwilą ich romantycznego rendez-vous jej niepokojące myśli stawały się coraz bardziej natarczywe. Jego spojrzenie, które wcześniej było takie słodkie, teraz wydawało jej się bezczelne i niemalże rozbierające. Każdy jego ruch podświadomie sugerował jej, że on liczy na coś więcej i bynajmniej nie chodziło o "stały związek". Niespokojne zachowanie koleżanki nie uszło uwadze chłopaka. Spojrzał na nią, czy to ze zdziwieniem, czy też z niecierpliwością. Domyślała się, jak takie spotkanie mogło się skończyć. Posiadała wiedzę teoretyczną zdaniem niektórych dozwoloną od lat osiemnastu. Obawiała się, że na teorii się nie skończy, a lekcje praktyczne będą wyjątkowo bolesne. - Coś się stało? - zapytał mężczyzna. - Nie... nic... - wymamrotała zakłopotana dziewczyna. Wbiła wzrok w szklankę, a to, co się działo w jej głowie to już nie była burza myślowa tylko prawdziwa nawałnica. Towarzysz starał się ją jakoś rozbawić, ale zdawało się, że nie słyszy go przez szum myśli w jej głowie. Wreszcie zamilkł i przez chwilę wpatrywał się w nią, po czym podsunął się do niej i pogładził lekko po plecach. Wtedy dziewczynie aż się coś przewróciło w żołądku, gdy z siłą pioruna wpadło do jej umysłu wspomnienie przeczytanego wczoraj iście ognistego opowiadania. Autor oznaczył je jako "Drastyczne - tylko dla dorosłych", jednak wówczas dziewczyna lekkomyślnie kliknęła na tytuł mimo, iż do docelowych odbiorców nie należała. Widocznie zadziałał fatalny numer - trzynastka połączona z piątkiem. Co z tego, że najbliższy piątek miał być zaraz po walentynkach? To i tak nie zmienia faktu, że poprzedni dzień również należał do piątków, nawet, jeśli ludzie ogólnie przyjęli, że wtedy trwała środa. Serce zaczęło coraz szybciej tłoczyć krew, ta zaś z jeszcze większą natarczywością przenosiła niepokój do mózgu. W końcu ilość podejrzeń tłoczących się pod czaszką niczym ludzie w autobusie w godzinach szczytu doprowadziła do zapalenia się w umyśle lampki alarmowej. Gdyby teraz chłopak zapragnął spojrzeć jej w oczy, zapewne dostrzegłby w nich wyświetlający się napis "UCIEKAĆ UCIEKAĆ UCIEKAĆ". Dziewczyna jak oparzona rzuciła się na swój plecak i wyciągnęła z niego telefon. Wstała i przyłożyła go do ucha, choć nikt nie dzwonił. - Halo? Co? Tak, już lecę! - powiedziała tak szybko, że gdyby faktycznie rozmawiała, osoba po drugiej stronie słuchawki otrzymałaby odpowiedź zanim zdążyłaby powiedzieć choćby słowo. - Wybacz, ale muszę iść. Ee... koleżanka ma ponoć pilną sprawę - dodała, po czym pobiegła w stronę wyjścia. - Karolina? - zdziwił się chłopak. - Karolina! - powtórzył. Przez chwilę zastanowił się, czy ją gonić, jednak postanowił dać dziewczynie spokój. Jeszcze pracownicy restauracji mogliby to uznać za wybieg przed zapłatą rachunku. Właśnie, rachunek! Licealista uświadomił sobie, że ucieczka dziewczyny wiązała się z koniecznością samodzielnego załatwienia tej sprawy. "Co ją ugryzło?" - zapytał siebie w myślach. - "Za dużo opowiadań, czy co?" Tak się bowiem składało, że jedną z rzeczy, która ich łączyła, było źródło wiedzy teoretycznej dozwolonej od lat osiemnastu.
Była jeszcze wczesna godzina. Gwałcisław zaczynał pracę dopiero za trzy godziny, ale tego dnia wstał dużo wcześniej niż zwykle i poczuł nieopanowaną chęć długiego spaceru. Zapakował papiery do teczki i wyszedł z domu. Ruszył w stronę parku - rzadko tamtędy chodził, gdyż nie było logicznej podstawy ku temu - droga na przystanek przez park była co najmniej dwa razy dłuższa. Ale skoro dzisiaj miał tak wiele czasu... Nie wiedział, co mu pisał los na najbliższy czas. Inaczej od razu podjąłby decyzję, z którą zwlekał już od dłuższego czasu. Oto bowiem tego pięknego wiosennego dnia trwającego 14 lutego Gwałcisław usłyszał kobiecy krzyk. Nie był w stanie rozpoznać słów, więc nie wiedział, czy chodziło o "Puszczaj brutalu", czy też o "Spieprzaj dziadu". Niezależnie od wszystkiego postanowił ruszyć na pomoc potrzebującej niewiaście. Przeszedł kilkanaście metrów przyspieszonym krokiem i dostrzegł młodą dziewczynę szarpiącą się z dwoma niewiele starszymi od niej (na pierwszy rzut oka) chłopakami. Dotychczas przygarbiony Gwałcisław, wyprostował się na swoją pełną wysokość i ruszył w stronę szarpiącej się trójki. - A panowie czego chcą od tej pani?! - odezwał się, tak modulując swój głos by zabrzmiał grubo i poważnie. Wyraźnie dominował nad chłopakami - wyprostowany był wyższy od nich prawie o głowę. - Nie twój zasrany interes! - odpowiedział jeden z napastników, wspinając się na wyżyny własnej inteligencji. Świadczył o tym chociażby brak potocznego określenia panny lekkich obyczajów w wypowiedzi. Nie minęło kilka minut, gdy Gwałcisław udowodnił chłopakom, że to jednak był jego interes. - Dziękuję. Jak się nazywasz? – odezwała się dziewczyna, gdy już opadły emocje. - Eee... Tomek. - stwierdził Gwałcisław po chwili namysłu. Dziewczyna spojrzała na niego dziwnie. Chyba ta krótka chwila zastanowienia nad własnym imieniem wzbudziła w niej nieufność wobec niego. Mimo to wyciągnęła do niego rękę. - Miło mi, jestem Karolina - uśmiechnęła się do niego lekko, jakby w podzięce. - Aż się boję pomyśleć, co by się stało, gdybyś nie przyszedł mi z pomocą - dodała. - W ramach rewanżu możesz dać się zaprosić na herbatę - zaproponował mężczyzna. - Dobrze - zgodziła się dziewczyna. - Gdzieś w pobliżu chyba jest kawiarnia, może tam pójdziemy? - W…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil klub_IKAR_
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…