Konsorcjum GOMI w Warszawie
Kontynuacja "Tajemnicy Fortu I". Znani z pierwszej części Janusz Mikus i Lucjano Gotti, tym razem postanawiają podbić Warszawę, a dokładniej kupić Pałac Kultury. W tle całej historii rozgrywają się losy innego bohatera, również znanego z &q
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 0 Tajemnica Fortu I
W styczniu 2005 roku toruńska policja wypowiedziała wojnę miejscowej mafii. W trosce o własne bezpieczeństwo, „Boss”, na którego prokuratura zbierała dowody, zdecydował się opuścić Polskę i wyjechać do Hiszpanii, jednak zanim to nastąpiło wprowadził na swoje miejsce, niejakiego Wiktora Zumara, który miał wyciszyć wszystkie sprawy i doprowadzić do przejęcia ulicy Szerokiej. „Prawą ręką” nowego szefa mafii zostaje Lucjan Gottowski, niegdyś znany jako Lucjano Gotti. Wkrótce obaj zamieszkają w tajnych podziemiach Fortu I. Zumar kontaktuje się ze swoim starym przyjacielem z czasów szkoły – Wojciechem Winklewiczem, który jest teraz doradcą prezydenta miasta, to on ma pomóc w zrealizowaniu planu gangsterów. Lucjano, którego żołnierze na mieście zaczęli nazywać „Cezarem”, spotyka się ze skorumpowanym prokuratorem Wartowiczem. Gottowski odzyskuje akta swoje i „Bossa”. Płaci prokuratorowi, a następnie pali dokumenty. Mógłby teraz wrócić do dawnego nazwiska – Gotti, ale nie robi tego, gdyż żyje jeszcze parę osób, którym źle kojarzy się to nazwisko.
Zumra zostaje nowym dyrektorem firmy remontowo-budowlanej „Magma”. Stary właściciel firmy rozpoznaje w Gottowskim Gottiego. Wiktor nie chce ryzykować, każe Lucjanowi zlikwidować Smotkowskiego. Tymczasem komisarz Borysiak, który prowadził śledztwo przeciwko mafii „Bossa”, nie może pojąć kim jest nowy szef.
Lucjan wychodząc z restauracji potrąca kobietę. I już następnego wieczora idzie z nią na kolację. Zauroczenie przeradza się w głębsze uczucie. A Zumar w podziemiach Fortu I tonie w alkoholu. Coraz rzadziej jest trzeźwy. Często między nim, a Lucjanem dochodzi do spięć. Gottowski dzwoni do Hiszpanii. Prosi „Bossa” o pozwolenie na zamordowanie Zumara. „Boss” zawiesza wykonanie wyroku do czasu przejęcia Szerokiej. Pojawiają się pierwsze kłopoty. Prezydent miasta nie chce słyszeć o sprzedaży ulicy Szerokiej. Zumar postanawia wysłać do prezydenta Gottowskiego, który skutecznie zastrasza „głowę” miasta. Tymczasem komisarz Borysiak spotyka się ze swoim informatorem – Bogusiem. Dowiaduje się od niego, że władzę w Toruniu przejął tajemniczy „Cień”, którego nikt nigdy nie widział. Wkrótce Boguś ginie pod kołami tramwaju. Ulica Szeroka staje się własnością Zumara, który z miejsce każe Lucjanowi pozbyć się wszystkich, zajmujących lokale na ulicy. Na Szerokiej swój sklep ma również jego przyjaciel Michał i Magda. Z ciężkim sercem wręcza przyjacielowi nakaz eksmisji, jednak do swojej dziewczyny nie potrafi iść. Zumar jedzie z Lucjanem do lasu. Mają tam się spotkać z biznesmenami z Rosji. Jednak gdy dojeżdżają na miejsce okazuje się, że niema nikogo. Wiktor wyjmuje broń. Pada strzał. Zumar upada na ziemię. Okazuje się, że „Boss” wrócił z Hiszpanii i w porę ocalił Gottowskiego. Zumar zostaje spalony razem ze swoim nowym Mercedesem. Dowiadujemy się, że „Boss” tak naprawdę nazywa się Janusz Mikus. Wkrótce Janusz zostaje nowym właścicielem „Magmy”. A Magda dowiaduje się o powiązaniach swojego chłopaka z mafią. Nie chce go znać. Mikus zgadza się, aby Michał i Magda zostali w swoich lokalach. W podziemiach Fortu I zjawia się Wojtek Winklewicz, zastaje tam Lucjana i Janusza. Mikus każe zabić Wojtka. Gottowski wykonuje wyrok na miejscu. Problem stanowi tylko komisarz Borysiak, który zniknął bez wieści. Ulica Szeroka oficjalnie staje się własnością Gottowskiego i Mikusa. Z tych dwóch nazwisk powstaje nazwa ich konsorcjum – GOMI. Lucjan jedzie swoją nową limuzyną do rodziców, dawno ich nie widział. Na osiedlu natyka się na Borysiaka. Rozpoczyna pościg za komisarzem. W końcu go dopada w piwnicy jednego z bloków, następnie wywozi do lasu i tam zabija.
Gottowski jedzie ze swoim ojcem limuzyną. Domenico wyznaje synowi, że jego matka jest chora, musi mieć natychmiast zrobioną operację, która jest bardzo kosztowna. Po powrocie do rodzinnego mieszkania Lucjan zastaje martwą matkę leżącą na podłodze.
Na pogrzebie Marii zjawia się Magda. Godzi się z Lucjanem, a pół roku później biorą ślub. Mikus razem z Gottowskim, który wrócił do prawdziwego nazwiska – Gotti, stają się uczciwymi biznesmenami. Zaczynają inwestować za granicą i mają z tego tytułu wielkie dochody. Jednak Toruń nie był najlepszym miejscem na międzynarodowe interesy. Dlatego obaj panowie szukali miasta, które by spełniało warunki: lotnisko i duża siedziba. Mikus jeszcze nie wiedział, że Lucjan znalazł świetny budynek na centralę konsorcjum GOMI. I właśnie o tym będzie to opowiadanie…
* * *
Rozdział 1 Poszukiwania
Jest sierpień 2005 roku. Kilka dni temu Magda i Lucjan Gotti wrócili z Włoch, gdzie spędzili dwa tygodnie „miesiąca miodowego”. Oboje opaleni i szczęśliwi. Jednak praca czeka. Lucjan pojechał limuzyną do siedzimy GOMI, w centralny bunkrze Fortu I, by spotkać się ze swoim szefem i przyjacielem, zarazem, Januszem Mikusem. - Witaj, Lucjano! – ucieszył się na widok swojego podwładnego Janusz. - Dzień dobry, panie Mikus – odparł Gotti. - Jak tam wakacje? - Przyjemne… i relaksujące. - Widzisz, dużo myślałem o konsorcjum przez ostatni czas. Doszedłem do wniosku, że trzeba się przenieść do innego miasta. - Jakieś kłopoty? – zmartwił się Lucjano. - Nie, skąd. Ale Toruń to nie jest najlepsze miejsce na międzynarodowe interesy. To zbyt małe miasto, żeby podejmować wielkich finansistów. Jest nam potrzebne miasto z lotniskiem i większą siedzibą. Jak na razie podejmujemy gości w bunkrze, a to było dobre dla Magmy, GOMI potrzebuje przestrzeni. - Ma pan rację. Zajmę się tym. Poszukam w Internecie, przejrzę ogłoszenia. Znajdziemy coś. Polska jest duża. - Nie wątpię w to. Po wyjściu od Mikusa, Lucjano pojechał na wycieczkę po Starym Mieście. Limuzyną kierował jak zawsze pan Krzysztof. Lucjan wyglądał przez szybę i martwił się. Obawiał się wyjazdu z miasta, chciał zostać w Toruniu.
Tymczasem Roman Zatruski, znajomy Władysława Borysiaka spotkał się z prokuratorem Waldemarem Kuźniorem w jego mieszkaniu. Obaj panowie martwili się o swojego przyjaciela. - To już ponad pół roku odkąd Władka nie ma. Mówię Ci, oni go zabili! – upierał się Roman. - W takim razie gdzie ciało? – dziwił się Waldemar. - Jakbyśmy znaleźli ciało, byłby szum, a im się do tego jakoś nie paliło. Szykowali się do wielkiego przekrętu. - Szeroka – powiedział cicho Waldemar. - Co takiego? – niedosłyszał Romek. - Jakieś konsorcjum kupiło całą ulicę Szeroką. Wszystkim sklepikarzy wyrzucili na bróg. - Czas dobrać się bandziorom do dupy. - Bez wątpienia. Następnego dnia Lucjano zabrał się za poszukiwanie budynku na nową siedzibę konsorcjum. Robił to na swoim prywatnym komputerze, w swoim domu. Podeszła do niego jego żona, Magda i zapytała: - Czego szukasz, Lucjanku? Lucjano zdjął okulary i spojrzał na stojącą nad nim Magdę. Przez chwilę milczał, aż wreszcie cichym głosem przemówił: - Usiądź na chwilę. - Coś się stało? – zdenerwowała się Magda. - Najprawdopodobniej już wkrótce będziemy musieli opuścić miasto. - Ale dlaczego?! - Myślisz, że ja tego chcę! Kocham to miasto, ale Toruń nie nadaje się na wielkie interesy. Tu nawet niema normalnego lotniska. - Ja chcę zostać tutaj, blisko rodziców. - Nie zapominaj, że ja też mam tu ojca. Będzie nam dobrze, a do rodziców będziesz mogła jeździć kiedy będziesz chciała. - Przyznaj się, to znowu jakieś lewe interesy. - Nie, Madziu. Tym razem to czysta sprawa. Magda wyszła z pokoju, a Lucjan pojechał do siedziby GOMI, jednak na miejscu nie zastał Janusza, mimo iż jego limuzyna stała przed firmą. Lucjano domyślał się gdzie jest jego szef. Tajnym przejściem zszedł do podziemi Fortu I i właśnie tam znalazł Mikusa, który siedział na skórzanej sofie. „Apartament” nie stracił na swej świetności. Ściany wyłożone drewnem, złote wykończenia i żyrandol, a także bordowy dywan sprawiały, że podziemia Fortu I wyglądały jak luksusowe mieszkanie. - Żal mi zostawiać to wszystko – powiedział Janusz. - Panu też? - Masz już coś? - Ciągle szukam, szefie. To nie takie proste. Konsorcjum GOMI wciąż się rozrasta. Musimy myśleć o przyszłości. - Masz rację, Lucjano,… masz rację – przytaknął Mikus, po czym dodał. – Widzisz, jak wszystko się zmienia. Nawet my. Twardzi gangsterzy zamienili się w zwykłych biznesmenów. Dobrowolnie oddaliśmy władzę w mieście. - Przynajmniej mamy co wspominać. - Wspaniałe miejsce, prawda Lucjano? – Mikus rozejrzał się po „apartamencie” - O tak… wspaniałe. To miejsce chroniło mnie w najważniejszym dla nas momencie. Zapewniało spokój i bezpieczeństwo. - Twoja Magda była tu kiedyś? - Nie, nigdy. O tym miejscu wie tylko pan i ja. - Czas się zbierać do domu – powiedział Mikus. - Jak pan chce. Kilka dni później na toruńskiej Starówce, szef gangu – „Mały” dawał reprymendy swojemu żołnierzowi, gdyż ten za bardzo był na widoku z narkotykami. - Gdzie stoisz, idioto?! Tu chodzi od ch…a ludzi, co ty myślisz, że pamiątki sprzedajesz?! Ty masz w kieszeni narkotyki, baranie! To nie ty szukasz klientów, tylko klienci ciebie. Kumasz! - Policja! Panie Ryś jest pan aresztowany! – powiedział głos dobiegający zza pleców „Małego”, który niepewnie się odwrócił. - „Cezar”? Nie mogę uwierzyć, to naprawdę pan?! – ucieszył się „Mały”. - „Mały” nie krzycz tak, bo wszystkie gołębie pouciekają. - Jak mam nie krzyczeć, kiedy ten kretyn sprzedaje prochy pod pomnikiem Kopernika. - Takie czasy. O dobrych żołnierzy coraz gorzej. - Co u pana? Jak tam interesy? - Wejdźmy do mojej ulubionej knajpy – zaproponował Lucjan. Obaj panowie poszli do restauracji, w której Lucjan zawsze jadał i usiedli przy stoliku, przy którym zawsze siadał. Obaj panowie zamówili pieczonego kurczaka i wytrawne białe wino. - No więc jak się panu żyje w tym uczciwym świecie? - Nie narzekam. Choć teraz chyba będę musiał wyjechać z Torunia. - Na długo? – dopytywał się Przemek. - Może na zawsze, nie wiem. Szef chce większej siedziby i miasta z lotniskiem. - Nie chce pan wyjeżdżać? - Dobrze mi tutaj. Tu się urodziłem i myślałem, że tu umrę. Miałem nadzieję, że moje dzieci wychowają się w tym mieście. - Większe miasto, większe pieniądze. - Ale ja już mam pieniądze, teraz jedyne czego potrzebuję to spokoju.
Tymczasem Janusz Mikus pojechał swoją limuzyną, kierowaną przez pana Ryszarda na wielką pustą polanę, która znajdowała się po środku toruńskiego lasu. Pan Ryszard zaparkował auto z boku, przy drzewach a Janusz nerwowo chodził przy wozie, jakby na kogoś czekał. Po jakimś czasie dało się słyszeć jakieś „turkotanie”, drzewa zaczęły się ruszać, jakby wiał ogromny wiatr, ale wiatru w tym dniu nie było. Nagle na bezchmurnym niebie pojawił się helikopter, który zaczął podchodzić do lądowania. Opadał tak lekko niczym liść, aż wreszcie płozy maszyny dotknęły ziemi. Janusz podszedł bliżej helikoptera. Po chwili wyszedł z niego mężczyzna, z wyglądu około pięćdziesięciu lat. Dobrze ubrany, oczu nie było mu widać, gdyż miał okulary przeciwsłoneczne. Mikus przywitał gościa bardzo serdecznie, obaj wsiedli do limuzyny i odjechali, a helikopter po chwili uniósł się w powietrze i odleciał. Kilka minut później limuzyna Janusza, była pod siedzibą GOMI, gdzie był również Gotti. - Witaj, Lucjano. Chciałbym żebyś kogoś poznał – powiedział Janusz. - Kogo, szefie? – zdziwił się Lucjan. Mikus wprowadził do gabinetu mężczyznę z helikoptera i przedstawił go Lucjanowi. - To jest Ernest Mikus – mój brat – oznajmił Janusz. - Nigdy pan nie mówił, że ma brata – dziwił się Lucjano. - Dzień dobry, pan jest pewnie Lucjano Gotti – przywitał się Ernest. - Tak, owszem. - Przyznasz, Lucjano, że oboje chcemy zostać w Toruniu. Więc gdy będziemy mieli nową siedzibę, to Ernest zostanie tam rezydentem, a my zostaniemy tu, będziemy pilnować Szerokiej. Mój brat stworzy filię konsorcjum GOMI – wyjaśniał Janusz, a następnie zapytał - A tak właściwie, masz już coś? - Nie wciąż szukam. Myślałem, żeby ta siedziba była w Warszawie. - No, to dobry pomysł. Lucjan był szczęśliwy, że nie będzie musiał wyjeżdżać z rodzinnego miasta. Tym chętniej zaczął poszukiwania siedziby w Warszawie. Przejrzał setki ofert i stron Internetowych, aż wreszcie znalazł, lecz nie było to ogłoszenie, tylko artykuł. Wydrukował go i natychmiast pojechał do rezydencji Janusza. - Szefie, mam! – krzyczał uradowany Lucjano. - Co masz? – dziwił się Janusz. - Idealny budynek na nową siedzibę – Lucjano wręczył Mikusowi kartkę z artykułem, do którego było dołączone zdjęcie. - Co ty, Lucjano?! Chcesz kupić Pałac Kultury?! - Tak, panie Januszu. Ponad rok temu ktoś wpadł na pomysł, aby sprzedać Pałac. Prezydent miasta chętnie wyraził zgodę, jednak zażądał 1,5 miliarda złotych, mimo iż Pałac nie jest warty nawet miliard. Na razie nie ma chętnych. - Ile?! - Co ile? - Ile trzeba zapłacić?! - Budynek jest wart 20 milionów dolarów – oznajmił Gotti. - Chcesz dać za naszą nową siedzibę dwadzieścia milionów baksów, czyś ty do reszty zwariował? - Część pomieszczeń możemy wynająć. Ale niech pan pomyśli o zyskach. Kontrahenci spojrzą na nas jak na bogów biznesu. - Może i coś w tym jest. Skoro tak, to będziemy musieli na jakiś czas wyjechać do stolicy. W tym czasie Ernest zajmie się naszymi interesami tutaj. Lucjan wyszedł od Mikusa zadowolony. Nie musiał opuszczać Torunia na zawsze. To było dla niego ważniejsze od wszystkiego. Wieczorem do podziemi Fortu I zszedł Lucjan. Lubił przebywać w „apartamencie”, miał tam spokój i był z dala od ludzi. To właśnie „Buhtafort” był miejscem do przemyśleń i refleksji. Spokój i nastrojowa muzyka sprawiały, że Gotti miał jasny umysł i momentami stawał się sentymentalny. - Ty znowu tu?! – usłyszał znajomy głos Lucjan. - Panie Januszu, wilka zawsze będzie ciągnęło do lasu. - Mogę się przyłączyć? – zapytał Mikus. - Jasne… Nurtuje mnie jedno pytanie. - Wal, Lucjano. - Skąd wziął się pański brat? - Przyleciał helikopterem z Wiednia. To najuczciwszy człowiek jakiego znam, a do tego rodzina. Zna dobrze pięć języków, więc jest idealnym kandydatem na przedstawiciela GOMI w stolicy. - Kiedy wyjeżdżamy? – zapytał Lucjano. - W przyszłym tygodniu. Skąd ty wytrzasnąłeś wiadomość, że chcą sprzedać Pałac Kultury? – dziwił się Janusz. - W Internecie jest wiele informacji, to kopalnia wiedzy, wystarczy mieć tylko dobrą łopatę… - Mam nadzieję, że wrócimy przed narodzinami twojego dziecka. Ojciec musi być przy narodzinach swojego pierworodnego. - Też mam taką nadzieję… Przepraszam, że znów wracam do pańskiego brata, ale nigdy wcześniej nie wspominał pan o jego istnieniu. - Nie było potrzeby. Po za tym rzadko bywał w Toruniu. - Mam nadzieję, że w Warszawie nie będziemy mieli kłopotów z kupnem Pałacu. - Masz zamiar tu nocować? – zapytał Janusz. - Nie, zaraz wychodzę. - No to dobranoc, Lucjano. - Dobranoc, panie Mikus. Następnego dnia, rano Magda i Lucjan pojechali na śniadanie do restauracji przed którą się poznali. Gdy jedli posiłek Gotti zauważył w oknie jak policjant rozmawia z Krzysztofem – kierowcą limuzyny Lucjano. Po chwili gliniarz wyjął jakiś notes i zaczął w nim pisać. Gotti wstał z krzesła: - Zaraz wrócę. - Gdzie idziesz? – zaniepokoiła się Magda. Jednak Lucjano nie odpowiedział tylko szybkim krokiem opuścił restaurację i doszedł do Krzysztofa i policjanta. - Jakiś problem? – zapytał Lucjano. - Pan jest właścicielem tego samochodu – policjant wskazał na srebrną limuzynę. - Owszem, to mój wóz, coś z nim nie tak? - Stoi w niedozwolonym miejscu, to będzie jakieś dwie stówy. - Co?! Zwariowałeś człowieku?! Dwieście złotych za złe parkowanie?! Idź się lecz! Jak wyzdrowiejesz to pogadamy! - Muszę pana zatrzymać za obrazę funkcjonariusza – oznajmił spokojnym głosem policjant. - Śmieszny jesteś! – odparł Lucjano i zwrócił się do kierowcy. – Nie przyjmuj mandatu, Krzychu! Lucjano wrócił do restauracji, aby dokończyć śniadanie, jednak policjant nie dał za wygraną i czekał, aż Gotti wyjdzie z lokalu. Lucjano wziął ostatni kawałek pieczeni do ust i zaczął przeżuwać. Wziął serwetkę i delikatnie wytarł usta. Zapłacił za rachunek, wziął Magdą pod rękę i wyszedł z restauracji. W tym momencie podszedł do niego policjant i zakładając mu kajdanki na ręce powiedział: - Jest pan aresztowany. - Zwariowałeś do reszty, gliniarzyno. Ty chyba nie wiesz kim jestem?! – oburzył się Lucjano. - Powie pan to na komendzie. - Lucjano, dokąd Cię zabierają!? Myślałam, że się wycofałeś! - Krzysztof odwiezie Cię do domu! Powiedz Mikusowi, że mnie zatrzymali! Lucjano krzyczał do Magdy, gdy policjant prowadził go do radiowozu. Po chwili policyjny samochód odjechał na sygnale prosto na komendę. Natomiast Magda zrobiła to, o co prosił ją mąż. Po powrocie do willi zadzwoniła do Janusza, który natychmiast pojechał po najlepszego adwokata w mieście i razem z nim stawił się na komendzie. W więziennej celi, pod czujnym okiem strażnika doszło do spotkania Lucjana z adwokatem i Mikusem. - Eh… Lucjano, Lucjano – ciężko wzdychał Janusz. – Akurat teraz musiałeś zadrzeć z tym „krawężnikiem”… To najlepszy adwokat w mieście, mecenas Robert Smolewicz. - Witam, panie Gotti – przywitał się mecenas. - Kiedy stąd wyjdę? – przeszedł od razu do rzeczy Lucjano. - Zapoznałem się ze sprawą. Grzywna wynosi tysiąc złotych. - Co?! I przez głupiego tysiaka siedzę tu od dwóch godzin?! Przecież ja temu durnemu policjantowi mogłem zapłacić przed tą cholerną restauracją! - Pójdę zapłacić – powiedział Janusz. - Dziękuję, szefie. Po wypełnieniu dokumentów i zapłaceniu grzywny, Lucjano wyszedł na wolność. Mecenas wziął kolejny tysiąc za swą usługę. To była kropla w morzu, w porównaniu z tym co mogło zarobić konsorcjum będąc w Warszawie. Zbliżał się czas wyjazdu do stolicy, jednak Magda wciąż miała wątpliwości, czy jej mąż nie wrócił na złą drogę.
* * *
Rozdział 2 Podróż do stolicy
W podziemiach Fortu I Lucjano i Janusz spędzali ostatnie chwile w Toruniu. Jutro, z samego rana mieli wyjechać białą limuzyną Mikusa do Warszawy, by kupić Pałac Kultury. Lucjano siedział na sofie oparty o jej bok. W ręku trzymał szklankę, która była już pusta. Natomiast Janusz spoczywał na czarnym skórzanym fotelu i przysłuchiwał się dźwiękom muzyki klasycznej. - Pana brat wie o tym miejscu? – zapytał Gotti. - Nie, Lucjano. O tych podziemiach wiesz tylko ty i ja. I niech tak zostanie – odparł Mikus. - Żal opuszczać miasto. - Ano żal. Za miesiąc powinno być po wszystkim. - Gdzie się zatrzymamy? - W hotelu Viktoria…… Czytałeś dzisiejszą „toruńską”? - Nie, a powinienem? – zdziwił się Lucjano. - Znaleźli naszego „przyjaciela”. - Borysiaka? Mikus pokręcił głową. - Zumara? - Owszem. Jakiś dziadek łaził po lesie i znalazł spalony samochód. Zadzwonił na policję i masz… Ponad pół roku przeleżał w lesie. - Wiedzą, że to Zumar? - Nie, skąd! Jego już nikt nie rozpozna… Ciało zostało doszczętnie zwęglone. - O której jutro wyruszamy? – zapytał Gotti. - Z samego rana – odparł Mikus. Tak, tak. Jutro dla obu biznesmenów miała się rozpocząć ważna podróż. Podróż, która miała przesądzić o przyszłości konsorcjum GOMI. Następnego dnia o siódmej rano Lucjan i Janusz pakują walizki do limuzyny. Do Warszawy będą jechać jakieś trzy godziny, więc wyposażenie barku też jest ważne. Tymczasem Waldemar Kuźnior i Roman Zatruski spotkali się na targowisku, by porozmawiać w spokoju. - Myślisz, że ten mężczyzna w lesie to nasz przyjaciel? – zapytał Roman. - Władek robił notatki, jakbyśmy je znaleźli to mogłoby się wyjaśnić kto był w tym spalonym samochodzie. Myślę, że to nie był Władysław – odparł Waldek. - Jeżeli nie Władysław, to w takim razie kto był w tym samochodzie? - To miasto bezprawia. Wkoło tylko trupy, a my nie możemy dorwać winnego. - Pamiętasz jak z prokuratury zginęły akta sprawy, którą prowadził Borysiak? – zapytał Zatruski. - Tak, to była sprawa niejakiego „Bossa”, ale nie pamiętam jak on się nazywał naprawdę. Akta znikły z prokuratury, a kilka tygodni później znaleziono martwego prokuratora – mówił Kuźnior spacerując po targowisku. - Myślę, że to wszystko kręci się wciąż koło jednej i tej samej osoby lub kilku osób. - Masz rację. - I odpowiedź kryje się na Szerokiej? - Dokładnie. Ulicę przejęło konsorcjum GOMI, ale chwilę przed kupnem Szerokiej w całym mieście roiło się od sztywniaków. - Musisz rozpocząć śledztwo w tej sprawie – powiedział Roman. - Tak, ale najpierw ty musisz mieć na nich jakiegoś haka. To policja jest od łapania bandziorów, ja mogę ich tylko oskarżać – oznajmił Waldemar. Gdy wychodzili z targowiska zobaczyli jak ulicą przejechała biała limuzyna. Obaj mężczyźni popatrzeli się na siebie. - Biała limuzyna prezesa GOMI – powiedział stonowanym głosem Roman. - Jeszcze ich dopadniemy, Romek. I na nich przyjdzie kolej – pocieszał Waldek. Tymczasem Lucjano i Janusz wyjechali już z miasta. Było dość wcześnie, ale samochodów na autostradzie nie brakowało. Biznesmeni, którzy pół roku temu byli gangsterami, dziś chcą w uczciwy i legalny sposób „podbić” stolicę. Pałac Kultury i Nauki był od chwili powstania swoistym drogowskazem w Warszawie, miejscem spotkań, siedzibą wielu firm, obiektem zwiedzanym przez turystów. Gotti i Mikus chcieli to zmienić. Już wkrótce to do nich miał należeć Pałac, który został „podarowany” przez Rosjan w latach 50’. Jadąc samochodem Lucjano i Janusz milczeli przez pewien czas, patrząc nieruchomo w szybę, obserwując lasy, pola i auta, które jechały ulicą. W końcu Mikus przemówił: - Ale ten czas leci. - Słucham? – nie zrozumiał Lucjano. - Mówię, że czas szybko leci. Jeszcze pół roku temu siedziałem sobie w ciepłej Hiszpanii. - A dziś siedzi pan w ciepłej Polsce. To jak z deszczu pod rynnę, tylko, że tym razem jest to pozytywne znaczenie. - Coś w tym jest. - Nie mogę się doczekać kiedy dojedziemy do Warszawy – niecierpliwił się Lucjano. - Zachowujesz się jakbyś nigdy tam nie był – zaśmiał się Janusz. - Bo nie byłem – odparł Gotti. - Przepraszam, nie wiedziałem. - Nie ma sprawy… Jak właściwie poznał pan Zumara? - Nie chce mi się o tym mówić. To były niezbyt przyjemne czasy dla młodych. - Podobno ojciec Zumara był blisko Wałęsy, pomagał mu. - Co?! Kto Ci takich głupot naopowiadał?! – zdenerwował się Mikus. - Wiktor mówił, że jego rodzina była prześladowana przez SB. - Skoro on tak mówił. - A było inaczej? - Kiedyś Ci opowiem jak to było naprawdę. - Widzę, że nie chce pan o tym mówić? - Teraz nie, ale kiedyś.... - Daleko jeszcze? – niecierpliwił się Lucjano. - Dopiero godzinę jedziemy. Powiedz lepiej jak Ci się układa z Magdą? - Znakomicie. Jest dobrą żoną i będzie na pewno dobrą matką. - A teściowa? - To dobra kobieta, nie mogę narzekać na teściową. - Hmm… Jesteś pierwszym, którego znam, co chwali teściową. - Bo inni źle trafili. Mężczyźni rozmawiali, gdy nagle zadzwonił telefon w limuzynie. Lucjano podniósł słuchawkę i zapytał się kto mówi, po czym oddał telefon Mikusowi ze słowami: - To pana brat. Mikus wziął słuchawkę do ręki, przyłożył ją do ucha i zaczął rozmowę: - Cześć Erneście, jak tam, jesteś już w firmie? - Jasne. Macie tu niezły bałagan w papierach – oznajmił Ernest. - Jestem pewien, że jak wrócimy ze stolicy to zastaniemy porządek jakiego jeszcze nie było – odparł Janusz. - Pewnie, że porządek zrobię. Nie będę pracował w bałaganie. - Jak będą jakieś kłopoty to dzwoń. - Oczywiście. Miłej podróży, pozdrów Lucjana. - Pozdrowię. Trzymaj się, Erneście. Janusz odłożył słuchawkę. Razem z Lucjanem znowu wyglądali przez szybę limuzyny. Siedzieli w milczeniu, gdyż każdy myślał o czym innym. Lucjano z jednej strony nie mógł się doczekać dojazdu do Warszawy, a z drugiej strony chciał być przy Magdzie. Miał nadzieję, że wróci przed porodem. Janusz z kolei zastanawiał się, czy w stolicy nie na trafi na kłopoty. Chciał kupić Pałac Kultury bez kłopotów. Natomiast Magda pojechała szarą limuzyną do domu handlowego, do tego samego, w którym niegdyś spotykali się „Cezar” i „Mały”. Magdzie w noszeniu zakupów pomagał kierowca limuzyny – pan Krzysztof. Młoda kobieta dużo oglądała, wybierała ubranka dla dziecka. Była dość podekscytowana, wybierając małe ciuszki. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu miała urodzić pierwsze dziecko. Jednak nadal martwiła się o Lucjana. Nie mogła odrzucić od siebie myśli, że jej mąż znowu jest w coś wmieszany. A Roman Zatruski właśnie dostał nowe zadanie, ma rozpracować gang, który w ostatnim czasie dopuścił się napaści na konwój wracający z banku. Miał już pewne poszlaki. Mimo iż chciał dopaść bandytów, to wciąż nie zapominał o prywatnym śledztwie w sprawie zaginięcia przyjaciela. Pan Ryszard – kierowca Janusza, wjechał limuzyną do stolicy z wielką gracją.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil STING K.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…