Koszmary dni - Rozdział 1
Początek koszmaru.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Crade… Całkiem zwyczajny siedemnastolatek, no może poza tym, że był bardziej uczuciowy i romantyczny w porównaniu ze swoimi rówieśnikami. Urodził się w dość bogatej rodzinie i uczył w prywatnej szkole średniej, co jednak nie uczyniło z niego jakiegoś rozpieszczonego snoba. Mimo iż ojciec każdego dnia przypominał mu o wielkiej wartości pieniędzy w życiu człowieka, on niczego sobie z tego nie robił. W głębi duszy marzył o tym, by wieść spokojny, zwyczajny żywot wraz ze swoją dziewczyną z dala od zgiełku. Tak, miał dziewczynę i to właśnie ona, Azalia, była najważniejsza w jego życiu. Byli ze sobą od ponad połowy roku, a on wciąż nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Azalia nie miała nadzianych rodziców i nie chodziła do tej samej szkoły. Ten fakt zdawał się niezmiernie cieszyć Crade’a, zwłaszcza w takie dni jak ten… - Hej! Patrzcie, to ta pipa Crade! – Był to głos Gordona, szkolnego bandyty numer jeden. - Ale głupio wygląda. – To z kolei powiedział Mike, on plasował się na drugiej pozycji czarnej listy. Crade poczuł jak ciało zaczyna mu mięknąć. Z korytarza powoli odeszli inni uczniowie, tak, że został sam z napastnikami. Nastąpiła chwila przerażającej ciszy. Powietrze zrobiło się okropnie gęste. {b}…Czy znasz to uczucie nadciągającej i nieuniknionej egzekucji…? {/b} - I za co ja teraz będę trzymał twój łeb spłukując go w klopie? Pomyślałeś o tym? – powiedział i trzasnął mocno swoją otwartą dłonią w krótko ostrzyżoną głowę Crade’a. Mike i reszta paczki ryknęli śmiechem, a Gordon tylko nieznacznie się uśmiechnął. Crade poczuł wysoki pisk w swojej głowie. Strach tak go paraliżował, że nie mógł się ruszyć ani nic powiedzieć. {b}Czy to dla ciebie coś znajomego? kiedy patrzysz na całe zdarzenie jakby za mgłą i nie ze swojego ciała, ale… tam jesteś… {/b}on tam był… i wiedział co zaraz nastąpi…. - Mówię do ciebie! – wrzasnął Gordon i uderzył go pięścią w żebra z prawej strony. Crade jęknął. Zgięty w pół chwycił się za bolące miejsce. W tym czasie z lewej strony przyczaił się już Mike. - Słyszysz! – krzyknął jednocześnie próbując uderzyć w odsłonięte miejsce, jednak Crade zasłonił je ręką, tak, że pięść Mike’a trafiła w łokieć. – Hej! Nie broń się bo wjebiemy ci jeszcze mocniej! – Po czym trzasnął swoją ofiarę w policzek z taką siłą, że upadła na kolana. Następnie rozmasował rękę i kopnął ze złością we wcześniej nieosiągnięty cel. Crade opadł na podłogę - to było jak znak dla reszty paczki by podejść i go zbutować. Położył się jak długi na brzuchu i objął rękami głowę. Wiedział, że za chwilę skończą. I rzeczywiście, przestali. - Dobra, idziemy! – powiedział Gordon. – To robi się nudne. - Cipa – dorzucił pogardliwie Mike kopiąc jak w piłkę, odsłoniętą głowę Crade’a. Odeszli. Crade powoli zebrał się z podłogi i spojrzał w głąb korytarza. Widowisko oglądała dość spora liczba osób. {b}Co ich tak przyciąga? Cierpienie… Ludzkim nieszczęściem żywią się inni ludzie, to trochę jak kanibalizm, nie uważasz? {/b} Z tłumu wyłonił się jeden nauczyciel. Obok niego szedł najlepszy szkolny kolega Crade’a – Jesse zwany Parky’m. Zbliżali się coraz szybciej, a on powoli wychodził z szoku. Nie miał ochoty teraz nikogo oglądać. Najchętniej gdzieś by się zaszył. Naprzeciwko niego znajdowały się drzwi do toalety. Nie myśląc dłużej, wszedł do środka i zamknął się w jednej z kabin. Na ścianach widniały wypisane lub wyryte przeróżne wyrazy i zdania. Zaczął bezmyślnie je czytać. Chciał się uspokoić, ale w jego głowie wciąż kłębiło się tak wiele myśli. {b}Można by wręcz rzec, że przemoc czyni z ciebie filozofa. {/b} Nagle z trzaskiem otworzyły się drzwi i do środka weszły dwie osoby. - Gdzie jesteś Crade?! – Poznał głos nowego nauczyciela od geografii. Musieli zauważyć jego buty, ponieważ po chwili ktoś uderzył w drzwi od jego kabiny. – Wychodź stamtąd! – To wybudziło go z odrętwienia. Wcale nie chciał opuszczać tego miejsca. Najchętniej zostałby tam do końca lekcji. To jednak nie wchodziło w grę. Musiał wyjść by nie zwiększyć już i tak dużego zamieszania. – Wychodź natychmiast! – Walił w drzwi nauczyciel. - Moment… - odezwał się załamany głos Crade’a. On sam przeraził się jego wydźwiękiem. Nastała cisza. Wiedział, że musi zebrać się w sobie i wyjść na zewnątrz. {i}Pomyśl o czymś szczęśliwym. …Azalia… {/i} Jego piękna dziewczyna. Uśmiech jej ust i oczu. Będzie ją tulił dziś w ramionach. I nic innego się nie liczy. To nic, że znowu oberwał skoro czeka na niego tak wielkie szczęście. {b}Szczęście… heh. {/b} Zamek się otworzył. Zza drzwi wyszedł Crade. Miał dwa sine miejsca na twarzy, a jego biała koszulka z krawatem była wymiętolona i brudna od kurzu. - O w pysk! – wykrzyknął Parky widząc stan swojego kumpla. Crade spojrzał na nauczyciela. Geograf miał poważną minę i zmarszczone brwi. Chłopak chciał się odezwać jednak nauczyciel go ubiegł. - Możesz sobie darować ściemę o potknięciu. Nie będę też pytał cię o sprawcę bo wiem, że i tak mi nie powiesz. Chciałem tylko sprawdzić jak bardzo oberwałeś. – Obaj chłopcy zdziwili się tym co powiedział. Nie przypominał zachowaniem żadnego zwykłego profesora. - To nic poważnego – zapewnił Crade. - Te śliwki, nie ale to… - W tym momencie nauczyciel dotknął żeber chłopca po stronie gdzie ręka zdawała się lekko odstawać od tułowia. Crade zasyczał marszcząc twarz i skulił. - …raczej tak. – Patrzył na niego jeszcze przez chwilę, a następnie kręcąc głową dodał – Co za pojebana szkoła… Domyślam się kto za tym stoi. No nic… wygląda na to, że będę musiał wziąć sprawę w swoje ręce. A ty w tym czasie uważaj na siebie. I koniecznie idź z tym do pielęgniarki – powiedział, po czym wyszedł. - Taa, akurat coś z tym zrobi – odezwał się Jesse. Crade czuł się już lepiej. Zastanawiał się nad nietypowym zachowaniem nauczyciela. Postanowił jednak myśleć jedynie o Azalii. To dodawało mu radości i odwagi. Wraz z Parky’m opuścili toaletę. Na korytarzu znów panował ruch. Crade starał się nie okazywać swoim wyrazem twarzy żadnych uczuć. Milczał. Mimo, że dreptał za nim jego kolega, on zachowywał się jakby szedł sam. Widział spojrzenia dziewcząt. Patrząc na niego zakrywały usta, szeptały do siebie, chichotały, co niektóre współczuły grymasem na twarzy. W podobny sposób reagowali chłopcy. {b}…Hieny… {/b} - Znowu dostałeś, co Crade? – odezwał się głos z tłumu. {i}Myśl o Azalii {/i} – powtarzał sobie w umyśle czując drgania na swojej twarzy. Starał się być obojętny na ich zachowanie. - Nie przejmuj się nimi – pocieszał go Jesse, jednak on czuł, że dłużej już tego nie wytrzyma. Tego udawania twardego {i}…Dlaczego?! {/i} - w tym momencie jednak rozległ się dzwonek na lekcje. Crade ruszył w stronę klasy gdzie mieli mieć ostatnie zajęcia. - A co z pielęgniarką? – spytał zdziwiony Parky. Liczył na to, że ucieknie im lekcja. - Mówiłem już, że to nic poważnego! – odpowiedział podirytowany. - No dobra… jak sobie chcesz. Zaczęła się matematyka. Crade nie znosił tego przedmiotu, tak samo jak nauczycielki, która go uczyła. - Boże, Crade! Co ci się stało?! – zrobiła szum na całą klasę, dokładnie to, czego się spodziewał i nie chciał. - Tatę zdenerwowała ta ocena za sprawdzian z logiki – odpowiedział, na co nauczycielka skrzywiła twarz i poczęła kręcić głową. - Żal mi cię dziecko… To straszne, że na świecie dzieje się tyle zła – powiedziała udając zmartwioną. - Teraz się obudziła – szepnął Jesse. - Mówił pan coś, panie Parkinson?! – wykrzyknęła natychmiast. - …Pprzemoc to zła siła, ppowiedziałem…. – bronił się szybko poczerwieniały na twarzy Parky. Spojrzał na matematyczkę, a ona zbeształa go wzrokiem. Zawstydzony chłopak odwrócił głowę w drugą stronę. - Tak myślałam. – Przeniosła wzrok na Crade’a. On z kolei wpatrywał się w okno licząc na to, że nauczycielka zakończy temat. – A pan, panie Bluemind nie musiał nic mówić zamiast zmyślać takie bzdury, bo ja nie wiem jak to można inaczej nazwać. Mam nadzieję, że głowa wyleczy się na tyle szybko, że zdoła pan do końca semestru poprawić ten sprawdzian z logiki. A teraz, przechodzimy już do lekcji. {b}Lekcji… niesłusznej kary, rutyny i sarkazmu, spowitej w atmosferę stresu i nudy niemożliwych do ogarnięcia …no chyba że należysz do tych „bystrzejszych”. Niedobrze mi jak o tym pomyślę… {/b} Tym razem lekcja minęła zaskakująco szybko, bowiem w głowie Crade’a przemykały obrazy wciąż jeszcze świeżego zdarzenia. {b}Myślę, że można by je określić nawet wspomnieniem – takich rzeczy bowiem się nie zapomina… {/b}
Po szkole, jak to zwykle, Crade podwoził Parky’ego do domu. Oboje to uwielbiali: rozsiąść się wygodnie w fotelach, uchylić szyby i po prostu rozkoszować się jazdą przy szemrzącym gdzieś w tle radiu. Parky zazdrościł swojemu kumplowi tej odrobiny wolności na własność. Jego starzy nie byli na tyle bogaci by sprawić mu samochód, nawet nie pierwszej jakości jak ten. Z kolei ojcu Crade’a poszczęściło się na tyle, by móc codziennie w przeróżny sposób rozpieszczać syna. „Poszczęściło” to może trochę niesłuszne słowo. Carl Bluemind, od swoich najmłodszych dorosłych lat, to jest skończenia szkoły średniej, parał się pracą. Nie żeby miał jakieś inne ambicje czy możliwości, chodziło o zarabianie pieniędzy. Zaczął, jako zwykły pakowacz w dużej hali towarowej i już po krótkim czasie stwierdził, że to mu nie pasuje. Coś mu ciążyło, nie była to jednak praca sama w sobie, ale status, zwykłego pracownika, ze zwykłą pensją i zwykłymi przywilejami. Nie mógł znieść świadomości pracowania pod kimś i zarabiania pod niego pieniędzy, a jakże! Musiał to zmienić, co oczywiście nie było takie proste jak sama idea. Następne dwa lata spędził w tej samej hali, wykonując tę samą pracę, udając życzliwość względem tych samych wyzyskiwaczy. Zaharowywał się wykonując nadgodziny. Kisił każdy grosz. Aż wreszcie nadszedł ten upragniony moment by zacząć działać na własną rękę. Zakupił samochód i sprzęt, by następnie jeździć od firmy do firmy oferując nocne sprzątania w miejscach pracy. W ten sposób nie musiał rezygnować z pracy w hali, co wciąż stanowiło dla niego dodatkową podporę, szedł też na rękę firmą korzystającym z jego usług. Przez pewien czas trudno mu było podołać fizycznie, widząc jednak efekty i potencjał płynący z jego działalności pożegnał się raz na zawsze ze statusem pracownika, by już w niedalekim czasie sam ich zatrudniać. Widząc tak prężny rozwój swojej firmy wręcz nie posiadał się z radości. Mając wreszcie pieniądze, ludzi i „wyższość” nad nimi czuł się i oznajmiał przed innymi: panem własnego losu. - …firma Carl’s Cleaners posiada placówki w każdym większym mieście na terenie kraju i wysprząta dla ciebie wszystko co tylko sobie zażyczszszczcz…cyk.... - Crade wyłączył radio. - Rzygać mi się chce jak to słyszę – wyznał. - Wyluzuj stary, to twój ojciec i w dodatku człowiek sukcesu. Okaż trochę szacunku. {b}Szacunku? Czy okazujesz szacunek przed osobą, która nie ma go dla ciebie? Może i tak, ale kim wtedy się stajesz? Hmm? {/b} Crade nie myślał odpowiadać na zarzut kumpla. Jego głowę zaprzątał teraz ojciec. Miał nadzieję, że nie zastanie go teraz w domu. Chciał tylko odświeżyć się, przebrać i czym prędzej pognać na spotkanie swej pięknej. Gdy zatrzymał samochód by wysadzić Parky’ego wyjrzał w stronę jego domu. Stojące przy nim drzewa upuszczały białe kwiaty przy lekkich podmuchach wiatru. Na ich tle, Azalia stała by się obrazem najwyższego piękna. Mógłby umrzeć patrząc. {b}Przesadnie romantyczny, powiesz…? Zniesmaczysz, wyśmiejesz? a może docenisz, zachwycisz, lub nawet… utożsamisz się…? {/b} Krótkie koleżeńskie „nara” i już mknął w stronę domu swego ojca. Tak, wolał raczej myśleć o nim jako o tymczasowym miejscu do spania, {b}a może coś lub ktoś dyktowało te myśli… {/b} Całkiem zwyczajny dom, jak na takiego bogacza, chciałoby się rzec o przybytku szefa Carl’s Cleaners. Ładne ogrodzenie, lekko imponujący ogród, a w samym środku: bardzo przeciętny dom, może nieco bardziej obszerny. W momencie, gdy Crade mijał bramę ujrzał samochód (słowo {i}Ojciec {/i} – przemknęło przez jego głowę). Samochód… - przed garażem stało najnowsze cudeńko ze stajni Bugatti - nawet sam Batman by się go nie powstydził. {b}Co jest grane? – zadajesz sobie pytanie? I nie wiele się mylisz, albowiem ktoś tu grę prowadzi… {/b} Mijając swoim szarakiem (choć może w takim zestawieniu to i zbyt pozytywne określenie dla jego auta) kosmiczny pojazd ojca, zdawał sobie sprawę z tego co zaraz go spotka. Zaparkował i zamknął garaż, nie myśląc nawet o przekradaniu się przez przejście prowadzące do środka. Stanął u frontowych drzwi i wziął głęboki oddech, by za moment pociągnąć za klamkę i przekroczyć próg. W domu panował przyjemny półmrok i chłód. Coś jednak szkaradnie go mąciło - ożywiony głos ojca i chichot jakiejś kobiety. To, a także dym dobiegające z pokoju, w którym Carl przyjmował wszystkich swoich gości. Przez moment w Crad’zie obudziła się ta tchórzliwa nadzieja, której tak usilnie (przynajmniej względem ojca) starał się wyzbyć. Nadzieja, którą chciał przestać podążać. {b}Słodko-gorzka nadzieja na uniknięcie kary… {/b} Podniósł nogę w stronę pierwszego stopnia schodów prowadzących na piętro gdzie znajdował się jego pokój. {i}Może nie zauważył… {/i} {b}Złudziłeś się nadzieją głupcze… {/b} - Crade! – Dosięgnął go krzyk ojca, rozbity w środku rozlał się z nieodzowną goryczą. Chłopak zagryzł zęby, odwrócił i udał w stronę, z której dobiegały głosy. - Crade! - Rozległo się raz jeszcze. - Tak, ojcze – odpowiedział wchodząc do pokoju. Gabinet Carl’a jako jedyny z całego domu urządzony był z wielkim przepychem. Ojciec siedział przy swoim ogromnym hebanowym biurku, kobieta stała przy oknie. Crade spojrzał na nich tylko przelotnie i spuścił głowę. Jak bardzo żałował teraz, że nie ma już długich…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil red earth
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…