Kowboje - Sojusz Brudnego Barta, 1880
przygoda na Dzikim Zachodzie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KOWBOJE Sojusz Brudnego Barta 1880
Brudny Bart to drań. To wstrętny człowiek z wierzchu i od środka, egoista niesłychanego kalibru, to niemiła niespodzianka niczym bryłka soli w świeżej bułce. Choć mam do powiedzenia o nim sporo złego, muszę przyznać, że okazał się bandytą o wiele sprytniejszym niż ja i mój kompan Ocelot się spodziewaliśmy. Pierwotnie myślałem, że pogoń za nim zajmie najwyżej kilka tygodni, ale tygodnie stały się miesiącami, a miesiące latami. Goniliśmy go w całej Arizonie, w Kolorado, w Nowym Meksyku, w Teksasie, a potem na północy, gdzie tropiliśmy go między górami martwych bizonów, stosami czaszek i na zawalonej śniegiem prerii. Po powrocie na południe kilka razy prawie go dopadliśmy. W nawiedzonym saloonie, w przypływie małostkowości, celując w jego środkowy palec, odstrzeliłem mu wskazujący; w Tombstone kula prześlizgnęła mu się po czole, a następnie, ku oburzeniu mieszkańców, utknęła w oczodole nieboszczyka wystawionego na pokaz (oburzenie to mnie zdziwiło, bo nieboszczyk był grzesznikiem pierwszego stopnia); wreszcie w kopalni srebra wpadł do szybu i złamał rękę, choć należy przyznać, że przyczyną tego wypadku nie była presja naszego pościgu, ale pijaństwo, które wymknęło się Bartowi spod kontroli.
Bywało blisko, ale nie zdołaliśmy nicponia złapać, w czym przeszkodziły różne prześladujące nas nieszczęścia. Rok temu na przykład, gdy podróżujący do Kalifornii Niemcy poskarżyli się nam na Barta, radując nas wieścią, że pijany bandyta znajduje się niedaleko i jeździ po pustyni od mirażu do mirażu w poszukiwaniu wody, w rękę dziabnęła mnie heloderma. Poczułem się jakbym wsadził rękę do garnka z wrzątkiem i przez parę dni byłem do niczego. W międzyczasie Bart zdążył się wysmyknąć. A jeśli chodzi o rękę, to boli mnie ona zresztą do dziś, najczęściej na zmianę pogody, taka różnica tylko, że przyzwyczaiłem się żyć z bólem. Ocelot wpadł z kolei w wielką pułapkę zwaną powszechnie małżeństwem. Przez pół roku szukałem Barta sam, ale w końcu w obliczu finansowych tarapatów żona Ocelota pozwoliła mu wyjechać i trochę zarobić.
Niestety, wszystkie nasze niewykorzystane sytuacje się na nas zemściły. W którymś momencie swojego chaotycznego życia Brudny Bart stwierdził, że ma dosyć depczących mu po piętach szeryfów, łowców nagród i dzieciaków, chcących popisać się przed dziewczynami. Skrzyknął bandę i sam zaczął tropić swoich prześladowców. Nie patyczkował się podczas tej misji. Strzelał galopującym uciekinierom w plecy i pakował kule ludziom śpiącym na ziemi, żującym wołowinę przy ognisku albo siedzącym na kiblu ze spuszczonymi gaciami. Na domiar złego, gdy armia meksykańska przetrzebiła jego bandę w potyczce nad Rio Grande, sprzymierzył się z bratem Franky'ego Raptusa, którego mieliśmy przyjemność posłać w odwiedziny do Świętego Piotra, i, rozprawiwszy się ze wszystkimi prześladowcami, ruszył naszym tropem. Ten zabójczy duet dopadł nas trzy kwadranse temu, gdy akurat odpoczywaliśmy na opuszczonej farmie, z której Indianie przegnali zeszłej zimy rodzinę Szkotów tak brzydkich, że chciano ich nawet kilkakrotnie zatrudnić w cyrku. Siedzimy z Ocelotem związani na gorącym piachu i w palącym słońcu. Bart i brat Franky'ego Raptusa, Deke, zabrali nam broń i wszystko wskazuje na to, że długo nie pożyjemy. Bart wszedł przed momentem do domu w sobie tylko znanym celu, a Deke siedzi na pustym korycie, co jakiś czas mierząc do nas z dwururki Ocelota, przypominając nam, umyślnie albo i nie, o swojej przewadze.
- Jak przeżyjemy, to Alicja zabije cię za to, że prawie osierociłeś tego swojego rozdarciucha – żartuję do Ocelota, starając się by sytuacja straciła nieco na ostateczności.
- Od kiedy się z nią ożeniłem, zastanawiałem się, czy tak naprawdę ją lubię, czy nie. Nie cierpię tego jej ględzenia o sukienkach i wycieczkach do miasta, nie cierpię jej chrapania i tego, że ciągle każe mi się myć, wiedząc że wiecznie brakuje nam wody, ale teraz widząc jak gapi się na mnie moja własna strzelba, zdaję sobie sprawę, że będę za nią tęsknił.
- Spokojna głowa, to jeszcze nie koniec – uspokajam mojego zazwyczaj cichego kompana, który przed sekundą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Piotrek1984
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…