Krąg
Postapokaliptyczny świat, czyli średniej jakości wypociny początkującego 14-latka.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W jego szarych oczach nie mogłem dostrzec nic poza własnym obliczem. Były niczym dwa lustra, w których na nic by się zdały próby odszukania jakichkolwiek emocji, czy oznak życia. Ślepia były martwe. Martwe jak ich właściciel. Zamknąłem mu powieki i profilaktycznie strzeliłem parę razy w zmasakrowane ciało, jako, że wolałem nie poznawać możliwości rozwścieczonego pół-martwego. Właściwie dla pewności powinienem go spalić, utopić, ewentualnie przejechać samochodem, czy też rzucić psom na pożarcie, lecz niestety byłem ograniczony czasowo. Pieniądze same się nie zarobią. Nazywam się Adam Spejniak, mam dwadzieścia cztery lata i pracuję jako zabójca nad wyraz żywych trupów. To zdarzenie przed chwilą było częścią mojej pracy. Musiałem się upewnić, że ten na pozór nieżywy koleżka więcej nie wstanie. Tak, to brzmi dziwnie. Czy lubię to, co robię? A ty lubiłbyś chodzić po mieście gdy zza każdego rogu może wyskoczyć zgraja zombie? Lubiłbyś zabijać, o ironio, już martwe ciała? Lubiłbyś zbierać pieniądze jedynie na szczepionki przeciw zarazie zamieniającej cię w twoich wrogów? No właśnie. A teraz wyobraź sobie, że ja to lubię. Uwielbiam igrać z losem. Zaśmiecone, brudne, puste i przerażające ulice, zniszczone budynki z powybijanymi oknami, ludzie walczący między sobą o jedzenie, o jakąkolwiek prace, o przeżycie. Nie, to nie opis Polski sprzed kilku lat. To zasrana rzeczywistość, panowie i panie. Podniosłem z ziemi starą, zniszczoną i pogniecioną gazetę. Zacząłem myśleć nad tym, co ona tu robi. Nagłówek wskazywał datę 18 grudnia 2018 roku. ‘W sumie nie aż tak źle…’ -pomyślałem i zacząłem przekartkowywać strony. Na jednej znalazłem artykuł o epidemii, okraszony cholernie optymistycznie brzmiącym tytułem: „Czy nie lepiej się zabić?”. Eh… Czyli, że dalej rzekomo nic nie wymyślili? Dalej chcą grać w swoją grę? Nędzne szczury, nic więcej. Doskonale wiedzą, że lek naprawdę istnieje. Tylko po co to mówić ludziom? Niech giną dalej… zresztą podobnie już było, gdy świat opanowała wyjątkowo szybka inflacja cen, zaczęły się ataki „niczyimi” bombami na miasta różnych państw i gdy generalnie zaczęło się to całe zamieszanie. Ja już wiem, że to było wyłącznie zabiegi rządu. Ci hipokryci z gazety, chociaż zarzekają, że nie – również wiedzą. Cały te manewry miały służyć zmniejszeniu wciąż rosnącej liczby ludzi, oraz stworzeniu nowego, lepszego świata. Niczym w kreskówkach i filmach o psychopatach… Już wiem, co tu robi ta gazeta. Rząd zapewne rozkazał rozrzucać tu ten szmatławiec, aby całkowicie złamać pozostałych przy życiu ludzi. Teraz, gdy wybuchła epidemia, która z założenia miała zabić tylko słabsze organizmy, wymknęła się spod kontroli. Wirus przeobraził się i zamiast zabijać, pozwala żyć po śmierci jako potwory potocznie zwane zombie. Co na to ci z góry? Wybudowali miasta położone w różnych częściach świata, w których mają prawo żyć tylko najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie. To oni mają szczepionki i to oni rządzą światem. Obecnie ich największym zmartwieniem jest fakt, co raz liczniejszej grupy pół-martwych. Zaczęto zbierać ludzi, którzy mogli się z nimi uporać – powstawały nawet całe oddziały tylko po to, żeby ci szaleńcy mogli zrealizować swoje wizje. Wielu ludzi zginęło za ochronę tej bandy hipokrytów. Teraz w sumie nie jest tak źle. Gdy zaczynałem, zombie było mnóstwo, teraz to zaledwie namiastka ich siły. Tak w skrócie sytuacja na świecie przedstawia się tak: USA jest czyste, gdzieniegdzie tylko widzi się pojedyncze jednostki pół-żywych, z Azją i Europą nieco gorzej, zombie są nieco bardziej… przystosowane społecznie i to tutaj z niewiadomych powodów ich liczba wciąż wzrasta. Najgorsza sprawa z Afryką, gdzie brakuje rąk do zabijania i najpewniej po oczyszczeniu naszego terenu mój oddział będzie musiał się tam przenieść. Zapewne wydaję się wam, że jestem nędzną marionetką w ich dłoniach, że robię dokładnie to, co mi rozkażą. To nie do końca tak. Mam wolę walki, chcę w przyszłości przeprowadzić rewolucję, stworzyć jakieś tajne stowarzyszenie… wiem, to brzmi dziecinnie, jednak mimo wszystko mogłoby się udać. Ci w miastach nie umieją walczyć, są niczym ciepłe kluchy. Czemu więc jeszcze nie zacząłem walki? Zwyczajnie nie potrafię się na to zdobyć i… wciąż potrzebne mi szczepionki. Moim zadaniem na dziś było zabić bandę trupów, bo cwane bestie nauczyły się, że w grupie raźniej i bezpieczniej. Mogę zabić każdego po drodze, dostałem oficjalne pozwolenie. A nawet nakaz… Ledwie zdążyłem o tym pomyśleć, gdy zza rogu starego, przedwojennego budynku usłyszałem ciężkie kroki. Przeanalizowałem swoje położenie. Zero możliwości ukrycia, więc musiałem zaatakować pierwszy. Nie zastanawiając się więcej szybkim ruchem wyciągnąłem pistolet, wystawiłem rękę i na ślepo oddałem serię strzałów. Już po kilku sekundach usłyszałem padające na ziemię ciała. Wyjrzałem by ocenić sytuację. Trzy trupy, droga wolna. Podszedłem do ciał. Byli martwi. Świeżo martwi, co oznacza, że zabiłem ludzi… no cóż. Taka polityka panowie. Już nie raz stawałem przed tego rodzaju wyborami, jakby nie patrzeć działam w stresie. W tych czasach nie ma miejsca na zaufanie, poczucie honoru, czy jakąkolwiek dobroć. Zabijasz i nie dajesz się zabić. Proste. Poczułem wibracje dochodzące z kieszeni spodni. Zdezorientowany przypomniałem sobie o nowym telefonie, który otrzymałem od dowództwa. Przyszedł SMS od Strażników: „Grupa zombie była widziana niedaleko cmentarza”. Strażnicy byli po prostu szpiegami. Obserwowali cały teren i pomagali, nam, zabójcom w zlokalizowaniu celów. No to będę zmuszony się uwinąć. Przed odejściem sprawdziłem czy ludzie nie mieli czegoś przydatnego. Nic. „No to w sumie im pomogłem” – pomyślałem na odchodnym. Nie lubię cmentarzy. Czyha tam jakieś nieopisane zło. Nie umiem tego wyrazić słowami, ale mogę śmiało stwierdzić, że to jedna z niewielu rzeczy których się boje. Jedyna „dobroć”, jeśli można tak to nazwać, z nich pochodząca to nagrobki za którymi mogłem się schować w razie strzelaniny. Jednak nie znienawidzone miejsce było moim największym zmartwieniem, a moja dalsza niewiedza na temat liczby pół-żywych. Po raz kolejny będę musiał wskoczyć w sam środek pułapki, którą pewnie zdążyli już na mnie zastawić, a następnie rozstrzelę wszystko, co się rusza w promieniu kilometra. Jak dla mnie norma, bo kiedy niby walka była wyrównana? No właśnie… Swoją drogą nigdy nie rozumiałem tych wszystkich ludzi, którzy planują każdy swój ruch. To musi ich wprowadzać w istny obłęd. Szaleństwo spowodowane strachem przed możliwą porażką, jakimkolwiek popełnionym błędzie. Wariactwo. Tak naprawdę wszystkie zombie nie są specjalnie inteligentne. Ich jedyna siła to zaskoczenie, liczba, oraz wyostrzone zmysły. Wydaję mi się, że podczas przemiany coś im się zmienia w mózgu i zaczynają bardziej opierać się na instynkcie niż umyśle. Niczym zwierzęta. Gdy wyczuwają krew, lub słyszą walkę szczęśliwe lecą pomóc pobratymcom. Na samym początku XXI wieku powstawało dużo książek
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil selfishlover
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…