Wróć do katalogu

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział IV

Miś wstrzymał oddech. Zza pobliskiego drzewa wyłonił się długi cień.

jolsokolowska079sok, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ogólnie jest fajnie. Nic tylko ruszać na spotkanie z kolejną przygodą- stwierdził Pajacyk, spoglądając wymownie na pluszowego przyjaciela.

Miś nie odpowiedział, tylko podejrzanie zaszurał nogami. Pajac zlustrował go na chybcika. Miś wyglądał, jakby konie go stratowały.

— O rety! Coś z nim nie tak!

Pinokio zbity z tropu dziwnym zachowaniem przyjaciela, zamiast zapytać go o powód, czekał na rozwój wypadków.

Miś nagle zatrzymał się tuż przed nim, z hukiem stawiając plecak na ziemi.

— Pinokio, ale z ciebie Pajac! — zazgrzytał. — Mamy iść tą polną drogą, a potem skręcić w prawo, tak? Myślisz, że nie widziałem? Królowa Motyli wyraźnie pokazywała, że w lewo. Wytłumacz się!

Pajacyk podskoczył jak oparzony. Miś nie odpuszczał.

— Żarty się skończyły! Czy ty w ogóle znasz drogę do Doliny Duchów? Czy ona istnieje? — ciągnął dalej. - Może to jest tak, jak z tymi twoimi bajeczkami o błędnych rycerzach i księżniczce zamienionej w żabę?

— Maruda! Mam cię po dziurki w nosie - warknął zniecierpliwiony.

Awantura wisiała na włosku.

— Pajacu, powiedz coś takiego, czego jeszcze nie słyszałem.

Pinokio wydawał się coraz bardziej zirytowany.

— Czy wiesz mądralo, która godzina? Nie pora na kłótnie! Idziemy dalej, czy zostajemy tutaj? — zgromił przyjaciela, przybierając srogą minę.

Miś stulił uszy po sobie, aby po chwili:

— No dobrze, dobrze. Przepraszam. Przecież wiesz, że nigdy nie miałem zegarka, a moją komórkę zostawiłem w domu — wymamrotał i posmutniał.

Trzeba być ostrożnym, co się mówi, nigdy nie miałem w tym wprawy, pomyślał zawstydzony Pajacyk, wyrywając do przodu.

Miś nie miał wyjścia, pogrążony w myślach powlókł się za przyjacielem. Szedł bez przekonania. Stękał i sapał. Najprawdopodobniej paski ogromnego plecaka nieznośnie gniotły w pluszowe ramiona.

Niepostrzeżenie stroma ścieżka okrążyła gęstwinę krzewów i zamiast poprowadzić wędrowców na płaskowyż, zbiegła w płytką, otwartą na las rozległą kotlinę. Było pięknie i zielono, aż miło było popatrzeć. Kiście polnych kwiatów przypominały grona niebieskich i żółtych lampionów. Wyglądały jak rozświetlone od wewnątrz szkło. Czyste powietrze drżało od ćwierkania ptaków, koników polnych i zielonych chrząszczy buszujących w bujnych trawach i zaroślach. Miś wdrapał się na niewielką kupę różowego piasku, rozglądając się wokoło. Zauroczony nawet nie zauważył, że długonogi przyjaciel znikł za zakrętem.

Nad plątaniną z gałęzi, tworzącą wysoki żywopłot srebrzyste ptaszki przypominające wielkością kolibry brały w jej liściach kąpiel pyłową. Tylko czarny nadzwyczaj piękny dzięcioł nie krył się w cieniu. Czerwonym dziobem pracowicie coś wykuwał w grubym jak beczka pniu samotnie rosnącego drzewa. Miś poszedł do pracowitego ptaka, by lepiej mu się przyjrzeć.

— Cześć, to ja, Miś. Czego szukasz w tym starym pniu? — zapytał.

Dzięcioł nic nie odpowiedział, zatrzepotał czarnymi jak smoła skrzydłami, wzbił się w powietrze i już go nie było. Miś został sam. Podparł łapką podbródek i popatrzył w zamyśleniu na horyzont.

— Nawet nie ma się komu poskarżyć. Pinokio gdzieś pognał, zamiast mnie pilnować- utyskiwał

Nagle tuż za jego plecami rozległ się niepokojący szelest. Miś wstrzymał oddech. Na ścieżce pojawił się długi cień.

Wielki, szary, mruży w słońcu oczy, sroży wąsy, chuda, zgarbiona sylwetka, kto to może być? Szczur Wędrownik?, przemknęło przez pluszową głowę.

— Mały nie myśl za dużo i przepuść starego? Ktoś ważny na mnie czeka... — rozległ się ochrypły głos.

Miś już nie miał wątpliwości, posłusznie odsunął się na bok, ustępując przechodniowi drogi. Szczur wygiął się, żeby mu oddać, w podziękowaniu, szyderczy ukłon, prychnął i dziwnie zaaferowany pobiegł dalej.

Miś ruszył dalej. Po godzinie intensywnego marszu przystanął w pobliżu dorodnej kępy młodych brzózek.

— Odpocznę w cieniu. Od nadmiaru wrażeń kręci mi się w głowie — szepnął, opierając się o biały pień pierwszej z brzegu brzozy.

Pajacyk pojawił się nagle, tuż za nim. Z trudem dźwigał na ramieniu olbrzymiego czerwonego muchomora. Miś na jego widok wydał dziki okrzyk radości.

— Przypomina wielki parasol! Pinokio, prowadź! Też chcę taki!

— Wszystko w porządku, Misiu? — zapytał lekko zaniepokojony Pajacyk.

— Spoko! Lubię ten las i tą dziwną przyrodę. Nie można za nią nadążyć, bez wstydu odsłania przed nami swoje tajniki. To istna kraina marzeń, chciałbym być jej częścią. Tu lato i zima, dzień i noc podlegają innym prawom. Kwiaty i szyszki, są większe i zgrabne, bardziej pachnące... Grzyby tak wielkie, o blaszanych beretach, wcale nie przypominają naszych. Musi to być dar Dobrej Wróżki. Właściwie, nie wiem czemu ci to mówię...

W głosie Misia wyczuwało się dziecięcą beztroskę.

— Och, już nieraz wpadałeś w zachwyt... Wiesz, przyszło mi na myśl, że ty tylko udajesz dorosłego, bo w samotności zachowujesz się jak maluch.

— W lesie zawsze czuję się malutki, a czas pokaże, kto z nas jest dorosły — odparł filozoficznie Miś, wzruszając ramionami.

— Dobrze, dobrze, jeszcze zobaczymy. Jak cię doprowadzę do ostateczności, to zapomnisz o swoich pięknych zasadach i trzepniesz, co ci ślina na język przyniesie — skomentował Pinokio.

W rozmowie dobrnęli do punktu, którego Pinokio najbardziej się obawiał, więc postanowił zamilczeć.

****

Godziny mijały szybko. Pinokio i Miś wędrowali zagubieni w myślach. Słońce skryło się za ciemnymi chmurami, wiatr smętnie grał w liściach. Zaczęło padać. Małe krople deszczu miękko spływały z gałęzi drzew i krzewów na piasek i srebrzysty mech. W lesie zrobiło się nieco chłodniej, ale ziemia pod stopami była ciągle nagrzana. Na ścieżkę wilgoć sprowadziła ślimaki. Największy z nich, o muszli w kolorze bursztynu, pełzł prosto do nóg Misia. Z ślimakowego rogu zwisał niedbale zatknięty słomkowy kapelusik.

— Ślimaczku, nie chcę być niegrzeczny, ale...- rzekł i wykonał niejasny gest łapką.

Ślimak podniósł wzrok i spojrzał na Misia wyłupiastymi oczami.

— Och, rozumiem. Mam ci zejść z drogi — zabrzmiał głęboki głosik z głębi skorupki.

— Owszem — potwierdził Miś. — Ale nie gniewaj się. Idziemy z Pinokiem do Królestwa Pszczół i czas nas nagli.

W tym momencie przyjaźnie zadrżał dziurawy kapelusik.

— Królestwo Pszczół jest fantastyczne, przekonasz się sam. Jest ogromne niczym trzydzieści trawiastych boisk do piłki nożnej. To niezwykle przyjazne miejsce, pełne atrakcji i słodkich smakołyków. Potrafię tam spędzić cały dzień. Koniecznie skręćcie tą dróżką w lewo, potem jeszcze dwa zakręty. O tam..

— Hm, czy się przesłyszałem, czyżbyś grał w piłkę nożną? — wtrącił Pinokio.

Miś spojrzał na Pajacyka, kręcąc z politowaniem głową.

— Nie, ale pracowałam w szkole dla ślimaków specjalnej troski. Od głuchych uczyłem się słuchać, od ślepych widzieć.

— Ależ masz rzadkie poczucie humoru, Ślimaku! — żachnął się Pajacyk.

— Już cię lubię Ślimaku — wyznał Miś słodkim głosem.

Ślimak wziął to za dowód sympatii.

— Pójdę z wami, chyba nie będę zawadzać? — cicho zapytał, znacznie przyspieszając.

— Jestem na tak, ale nie wiem, co, na to powie Pinokio — rzekł Miś z figlarnym uśmieszkiem.

Zamyślony Pajacyk szedł przodem, nie biorąc udziału w miłej pogawędce. Idąc, nawet nie zauważyli, że leśny krajobraz nieco zszarzał. Tylko od czasu do czasu można było trafić na kępkę zielonej, soczystej trawy. Wysoko nad drzewami kłóciły się ptaki. Wydawane przez nie dźwięki były podobne do muzyki, dość hałaśliwej i niezbyt melodyjnej. Nie zatrzymując się, mali wędrowcy doszli do zarośniętego trzcinami i sitowiem bajorka. Wyglądało jak grząska, rozmokła plama na tle dywanu z wypalonej słońcem trawy. Wody w nim było tyle, co na lekarstwo. Na dnie czatowały różowe raczki. Na brzegu bajorka rosły dwa niskie drzewa o rozłożystych koronach, można byłoby je wziąć za kikuty parasoli.

— To jakiś dziwny las — stwierdził Miś.

Blade słońce pomału chyliło się ku zachodowi. Ślimak ledwo nadążał za Misiem, jego entuzjazm gasł z minuty na minutę.

— Jaka ciężka ta droga, prawda? Może zaśpiewamy coś wesołego, to będzie raźniej — zaproponował, wyraźnie zwalniając.

Pinokio rzucił mu kwaśne spojrzenie.

— Ale ubaw po pachy! Wiedziałem, że tak się skończy! Wlokąc się jak żółwie dojdziemy do Królestwa Pszczół po kolacji — mruknął pod nosem, spoglądając pytająco na pluszowego przyjaciela.

Ślimak na słowa Pajacyka, posmutniał.

Pinokio zwykle życzliwy i dobroduszny tym razem jest inny, zdumiał się w duchu Miś.

— Pajacu, brzydko zabrzmiało, wstydź się!

— Misiu, nie chciałem Ślimakowi zrobić przykrości, uwierz!

— Nie odpowiadam za to, co sobie myślałeś, Pinokio.

Pajacyk przygarbił się, spąsowiał, ale widać było, że nie popuści.

— Pluszaku, niedawno umierałeś z głodu, a teraz ci wszystko jedno.

— Pinokio, czy nie zauważyłeś, że Ślimak ma tylko jeden róg? Zapewne to okropnie utrudnia mu życie.

Przy tych słowach Miś otarł łezkę. W powietrzu zawisło widmo kolejnej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych