Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział VI
Co za głupie psikusy? I to ma być element dobrej zabawy?!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
— Latałem balonem! Nie znoszę kąpieli w deszczu, ale tym razem było wspaniale. Zabrał mnie przypadkiem — nie wiem i nie pamiętam, gdzie wtedy byliście! — Ptaszek relacjonował jednym tchem.
Miś, aż przysiadł ze zdumienia.
— Ojej! Podróż balonem to moje wielkie marzenie. Ptaszku, jesteś wulkanem energii, nie to, co ta chuda tyka — dodał, patrząc z wyrzutem na drewnianego przyjaciela.
Pajacyk zastygł, czując przypływ zimna i gorąca, jak zawsze, kiedy ktoś go atakował bez ostrzeżenia.
— Spadające gwiazdy można podziwiać, stojąc! Nie musiałem trzepotać skrzydłami! A przy Księżycu byłem taki malutki — Ptaszek nie przestawał szczebiotać, rozwodząc się nad wszystkim, co mu przyszło do głowy.
Pinokio strzepnąwszy zaschłe błoto z kapoty, odezwał się z niedowierzaniem w głosie:
— Chyba to wszystko ci się przyśniło, bo prawda jest taka...
Ptaszek nie dosłyszał dalszego ciągu komentarza Pajacyka, i może dobrze się stało, bo nie był on miły.
Miś jeszcze nie ochłonął:
— Ptaszku, co jeszcze pamiętasz? Opowiedz!
— Balon był ogromny, lekki i sterowny jak piórko. Niesiony wiatrem wznosił się i równie szybko opadał! Zaskoczę cię, Misiu! Pszczoły transportowały nim miód. Słowo!
— Hm..W słoikach? Aż ślinka leci!
— No coś ty! W baryłkach! Dowożą je wózkami na lądowisko dziwne stwory, przypominające ogromne koniki polne. No wiesz, był półmrok...
— To wszystko jest takie trudne! — przerwał mu Miś, równie zdumiony, co szczęśliwy.
Pinokio popatrzył na przyjaciół z odcieniem zazdrości w oczach:
— O czym tak szepczecie? Zapewne jakieś głupoty chodzą wam po głowach!
— Pajacu, nie zadzieraj nosa!
Pinokio skrzywił się urażony. Zapanowała cisza.
Po długim czasie:
— Co teraz będziemy robić? — Pinokio odezwał się niepewnie.
Miś omiótł drewnianego przyjaciela szorstkim spojrzeniem.
— Nie myślałeś chyba, że będę tu siedzieć i czekać?
— Spokojnie. Proszę! Muszę przygotować precyzyjny plan podniebnej przygody. Lata się, stojąc, a doświadczenia nabywa się dopiero po kilkudziesięciu godzinach pilotowania. Tego w szkole nie uczą!
Pajacyk okazał się kiepskim aktorem. Nawet niezbyt spostrzegawczy obserwator wychwyciłby kłamliwy ton jego głosu, podparty mało wiarygodnym grymasem twarzy.
— Pinokio, mówiłeś, że nie pilotowałeś balonu? Kłamanie coś kiepsko ci idzie!? — rzucił Miś, łykając gniew.
— To nie tak! Będę mógł to powtórzyć, oczywiście z tobą na pokładzie.
Miś rozchmurzył się.
— Witamy, kapitana balonu! Ten moment trzeba uczcić, najlepiej karmelkami! — wykrzyknął, gładząc się łapką po brzuszku.
Pinokio poweselał, mile połechtany propozycją przyjaciela. Był głodny, jak wilk. Korciło go, żeby rozwinąć tę kwestię, już nabrał w płuca powietrza, gdy w tym samym momencie :
— Nic, już nie mów! Spadam! — rzucił Miś, zrywając się na równe nogi i już go nie było.
Zabawny pluszowy maluch! Najwyraźniej doznał kolejnego objawienia, ale niech mu będzie. Do lądowiska balonów czeka nas jeszcze długa droga — orzekł w duchu Pajacyk i powlókł się za przyjacielem.
— Będzie dobrze! Kto szuka ten znajduje — pocieszał go skrzydlaty gaduła, szybko wznosząc się w górę.
****
Mali wędrowcy idąc, prawie nie rozmawiali. Wieczorna mgła stopniowo spowijała okolicę, ograniczając widoczność. Prowadząca pod górę, skalista ścieżka zwężała się z każdym krokiem.
Pajacyk wyglądał na zmęczonego. Szedł wolno, powłócząc długimi nogami. Raz po raz wpatrywał się w ciemniejące niebo. Widać było, że jest zaniepokojony.
Po długich godzinach marszu dotarli na szczyt najwyższego wzniesienia. Widok, który roztaczał się przed nimi, wprawiłby każdego w osłupienie. Kępy gęstych zarośli okalały krawędzie bezkresnej, ciemnej doliny o płaskim dnie, porośniętym wysokimi trawami.
— Dolina Duchów przypomina ciężkie, falujące morze. Nie taką pamiętam, ale myślę, że będzie fajnie.
Głos Pajacyka zabrzmiał niepewnie.
— A, to interesujące! — wypalił Miś, przysiadając na skale.
Faktycznie, drzewa i krzewy wyglądały na tle nieba niczym maszty zbłąkanych żaglowców. Obrazy przemieszczały się przed oczami tak szybko, że Pluszak nie był pewien, czy to, co widzi dzieje się naprawdę.
— Słyszysz te szmery? — odezwał się zaniepokojony.
— Pozwól rozbrzmiewać szumowi lasu.
Pinokio próbował uspokoić przyjaciela, ale dźwięki stawały się coraz dokuczliwsze.
— To nie świst wiatru! — orzekł Pajacyk po chwili, zsuwając różową czapeczkę na tył głowy.
— Naturalnie, naturalnie... Proponuję, by nie gadać na próżno i samemu zbadać przyczynę — odparł Miś i w oka mgnieniu ześlizgnął się ze stromego zbocza.
Zaaferowany nawet nie zauważył, że Pajacyk został z tyłu. Co sił w pluszowych nogach, biegł w kierunku szpaleru krzaków okalających porośniętą wysoką trawą łąkę. Gdy był u celu przystanął. To, co ukazało się czarnym oczom z guzików przeszło najśmielsze oczekiwania.
— A co to takiego? Cała masa stworów pokrywa łąkę. Siedzą w trawie lub skaczą. Dziwne jakieś? I te długie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jolsokolowska079sok
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…