Wróć do katalogu

Kreatorzy 3/3 ostatni

Czuła się jak kierowca formuły jeden, który prowadzi tuż przed metą. Miała zwycięstwo w garści, ale w tylnym lusterku wciąż widziała przeciwników liczących na najmniejszy błąd. Wiedziała, że od chwili radości dzieliły ją godziny, ale mogła wszyst

Obłuda.T, opublikowano , 21 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wbiegł do biura bez słowa. Zbył milczeniem powitania pracowników europejskiego oddziału firmy i wparował jak burza do poczekalni gabinetu szefa. Lin ze zdziwieniem podniosła wzrok znad dokumentów, które przeglądała na tablecie. Spiorunował ją wzrokiem. - Coś się stało? – zapytała spokojnie, jak gdyby nie zauważyła wzburzenia Witalija. - Wiesz, dobrze co. Nie udawaj głupiej. Jest Hans? Muszę z nim porozmawiać! - Nie, ale niebawem wróci. Może chcesz poczekać w jego gabinecie? Zrób sobie drinka. Powinieneś nieco ochłonąć. Spojrzał ze zdziwieniem na Azjatkę, taka okazja mogła mu się szybko nie trafić. Będzie miał dostęp do komputera szefa przynajmniej przez kilkanaście minut. - Dobrze, zaczekam, ale wątpię abym szybko ochłonął, to co zrobiliście to zwykłe … - Kurestwo – przerwała mu Lin. Spojrzał na nią z góry. - Będę czekał w gabinecie.

Kiedy tylko wszedł do gabinetu i zamknął drzwi, wyciągnął z kieszeni smartfona. Szybko wybrał aplikację do kopiowania dokumentów, wpisał frazę – pobierz raporty – a urządzenie położył obok komputera szefa. Musiał się spieszyć. Nerwowo stukał palcami o blat stołu, wreszcie pochylił się nad smartfonem, aby sprawdzić stan pobierania i zdębiał. W komputerze nie było raportów. Usłyszał szczęk klamki. Nim do gabinetu weszła Lin, udało mu się schować urządzenie do kieszeni. Uśmiechnęła się do niego z ironią. - I jak tam pobieranie? – zapytała. - Co?! – niedowierzał. – Jakie pobieranie? Podeszła bliżej. - Witalij wiem, co chciałeś zdobyć, a przynajmniej domyślam się, więc pozwoliłam sobie dziś rano usunąć wszelkie niebezpieczne dokumenty z komputera Hansa. Witalij się zachwiał, ledwo utrzymał równowagę. - O czym ty mówisz, jakie dokumenty? Lin, oszalałaś? - Przestań już pieprzyć – rzuciła gniewnie. – Jesteś świetnym kreatorem, ale aktorem marnym. Sprawdziłam Helen Wayne, z którą spędziłaś noc i poskładałam fakty. - Skąd wiesz o Helen? - W hotelu mają nagrania. Nie pomyślałeś, aby sprawdzić z kim idziesz do łóżka? Witalij potrzebujesz urlopu. – Zmierzył ją nienawistnym wzrokiem. – Nie bój się, Hans jeszcze nic nie wie i nie musi o niczym wiedzieć, pod warunkiem, że będziesz szczery. Mów. - Jest źle – zaczął.

- A więc – odezwała się po chwili zadumy. – Chciałeś sprzedać Hansa, aby uratować własny tyłek. - Nie dała mi wyboru – tłumaczył się. – Wiele bym zrobił dla firmy, ale nie poświęcę dla niej życia. - Tak, to prawda, ale teraz w tej sytuacji sprawa się trochę skomplikowała. Wayne ma dowody świadczące przeciwko tobie, a ty nie masz nic w zamian. Poza tym chciałeś zdradzić firmę, to nie stawia cię w najlepszej sytuacji. Witalij zmarszczył czoło. - Nie zapominaj o sprawie z Anią, Hans też nie był do końca w porządku wobec mnie. Zmierzyła go wzrokiem i uśmiechnęła się z drwiną. - Witalij nie rób sobie żartów, nie masz prawa porównywać sytuacji. - Może i nie, ale teraz to już nieważne. Co zrobimy? Mówiłaś, że Hans nie musi o niczym wiedzieć. Zgaduję, że masz jakąś ciekawą propozycję. - Zgadłeś, to propozycja nie do odrzucenia.

Hans usiadł i głęboko oddychał, nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Spodziewał się, że tego dnia Witalij pojawi się w jego biurze, był pewien, że zorientuje się, kto był kreatorem berlińskiego wypadku, jednak reakcja Rosjanina była zaskakująca. Co prawda był trochę zły, ale przyznał rację Hansowi, pochwalił jego nosa i profesjonalizm Ani. Dyrektor był pewien, że jego pracownik wpadnie wściekły i będzie żądał jakichś radykalnych kroków, a on tylko gratulował. Jedynym problemem przed jakim go postawił to wybór między tym, kto pozostanie głównym kreatorem. Hans musiał się zgodzić, że dwie tak kreatywne jednostki nie mogą działać na tym samym obszarze jednocześnie. - Proponuję, abyś nie przenosił stąd Witalija – sugerowała Lin. – Znasz go, jest pewniakiem, szkoda go odsyłać, jeśli będzie chciał sam zadziała w innym rejonie, zdarzały się już takie sytuacje. Lepiej trzymać go w Europie jak najdłużej. - Myślę podobnie. Jednak wstrzymam się z decyzją. Niech Ania wyeksploatuje temat, poza tym kilka tygodni niepewności dobrze zrobi Witalijowi. - O tak, trochę niepewności mu nie zaszkodzi – zaśmiała się.

Helen Wayne wyszła spod prysznica i spojrzała z niesmakiem w swoje odbicie w lustrze. Nie pierwszy raz przespała się z podejrzanym, wiedziała że dobry policjant musi się poświęcać dla sprawy. Tak robił jej ojciec i dziadek, była ze starego rodu gliniarzy, miała służbę we krwi. Wysuszyła włosy, pomalowała paznokcie i ubrała się, jak zwykle sztywno i elegancko. Dobrze czuła się w takim stroju. Niewielki Walter był niemal niewidoczny pod marynarką, nie spodziewała się, aby kiedykolwiek musiała go użyć poza strzelnicą, ale broń należało mieć przy sobie, tego wymagały procedury. Oczywiście czasem je łamała. Wiedziała, że dobry policjant nie zawsze może działać według ustalonych zasad, czasem należało nagiąć odrobinę regulamin, a Helen robiła to chętnie. Czekała na wiadomość od Witalija. Podeszła go niezwykle łatwo, co bardzo ją zdziwiło. Nie miała żelaznych dowodów przeciwko niemu. Wiedziała, że był odpowiedzialny za masakrę w Tennessee, ale posiadała tylko poszlaki i zeznania jednego ze świadków. Mogła spróbować to wykorzystać przeciwko niemu w sądzie, mogła wywołać burzę i doprowadzić do tego, że metody stosowane przez media zostaną zdemaskowane, że rozpęta się ogólnoświatowa dyskusja. Nie miała jednak pewności, czy ktoś zostanie skazany, zwłaszcza ktoś w rzeczywistości odpowiedzialny za to bagno, a tego bardzo nie chciała. Wyszła z hotelowego pokoju, jednego z apartamentowców w Warszawie i wsiadła do windy. Przed budynkiem czekała na nią taksówka. Umówiła się na spotkanie z pewną młodą kobietą, która mogła jej pomóc w sprawie. Wysiadła przy CafeGold, była to niewielka kawiarnia na obrzeżach centrum miasta. Miejsce dla stałych klientów, miejsce w którym łatwo się było ukryć przed niechcianymi obserwatorami i spokojnie porozmawiać. Młoda brunetka o słowiańskich rysach twarzy czekała przy stoliku. Helen łatwo ją rozpoznała, widziała jej relacje w telewizji i w sieci. Anna Poniedzielska, nowa gwiazda ChinaMed spokojnie popijała zieloną herbatę. Uniosła się lekko na krześle, kiedy dostrzegła zbliżającą się Helen. Miała świetną intuicję i wyczuła, że blondynka jest osobą, na którą czeka lub była stałym bywalcem lokalu i wyciągnęła logiczny wniosek. - Witam – Helen przechyliła się lekko do przodu i uścisnęła dłoń dziennikarce. - Zjawiła się pani bardzo punktualnie, pani Wayne. - W mojej pracy czas jest bardzo istotny, nie stać mnie na spóźnienia. Anna uśmiechnęła się mrużąc swoje niewielkie oczy. - Rozumiem panią doskonale, w moim zawodzie czas jest równie istotny. Może nawet bardziej. Napije się pani kawy, herbaty? Helen pokręciła głową. - Skoro obu nam tak bardzo się spieszy, przejdźmy do sedna – zaproponowała Helen. - Świetnie. Rozumiem, że mamy wspólnego wroga? - Można tak powiedzieć, zależy nam obu na zniszczeniu Witalija. Jeśli może mi pani w tym pomóc proszę mówić. Anna pociągnęła powoli niewielki łyk herbaty, delektowała się aromatycznym płynem przez chwilę trzymając go w ustach, po czym odparła: - Kojarzy pani masakrę w Tennessee, zdarzenie było wielkim newsem i wydarzyło się w pani kraju. Zgaduję, że nieudany zamach na ministra finansów Unii Europejskiej też jest pani znany? Helen aż zabłysły oczy. Przytaknęła. - Otóż, posiadam szeroką dokumentację, z rachunkami, wypowiedziami świadków, różnymi raportami, w tym osobistą relacją Witalija, które wskazują, że to on jest odpowiedzialny za oba wydarzenia. - Niewiarygodne. - Tak – Anna przyznała z nutą dumy w głosie. - Może dostać za to dożywocie. Co chce pani w zamian? Rozumiem, że nie wystarczy pani chęć zniszczenia konkurenta, w przeciwnym razie te rewelacje dawno trafiłyby do mediów. - Właściwie to nic, a dokładniej niewiele – odparła Anna. – Zakładam, że nie spróbuje pani ataku na ChinaMed, przepraszam, że sugeruję tak absurdalne działania, ale muszę być ostrożna. - Nie jestem zdziwiona. Niech zgadnę, chce pani abym oszczędziła Hansa Dietmara? - W rzeczy samej – potwierdziła Anna. - W takim razie doszłyśmy do porozumienia. Nie jestem wariatką, nie mam zamiaru walczyć z potężną korporacją, chcę tylko dopaść Witalija, podobnie jak pani, zależy mi na karierze. - Umowa stoi. – Kreatorka ucieszyła się wyraźnie. Helen wsiadając do taksówki ledwo powstrzymywała się przed piskiem radości. Pętle zaciskały się na szyjach jej ofiar, była coraz bliżej ostatecznego sukcesu. Zakładała, że jedno z kreatorów, może zmienić zdanie, ale istniało nikłe prawdopodobieństwo, że oboje zrezygnują z dostarczenia jej materiałów potrzebnych do zamknięcia kilku osób i wywołania prawdziwego tajfunu w światowych mediach. Jej informatorzy liczyli na łagodne potraktowanie. Helen Wayne była wierna zasadzie, którą od dziesięcioleci stosował jej rząd, z terrorystami się nie negocjuje – udawała negocjacje.

Witalij mógł być wściekły, poniżony i złamany, lecz tak się nie czuł. Powoli dochodził do siebie, ostatnie dni nim zachwiały, ale wszystko wracało na właściwe tory. Zatrzymał się na noc w niewielkim hoteliku na przedmieściach Turynu. Lubił alpejskie powietrze i świetnie czuł się w tym mieście. Leżał na niewielkim jednoosobowym łóżku i wpatrując się sufit zastanawiał się nad ostatnimi zdarzeniami i błędami jakie popełnił. Po pierwsze dał się upić i prawie, a właściwie musiał to przyznać, dał się uwieść nieznajomej dziewczynie. Być może była bardzo sprytna i inteligentna, ale miała do czynienia z najlepszym kreatorem na świecie. Z kimś kto ustala reguły gry, a nie daje się prowadzić jak pionek. Stracił czujność – trudno. Kolejnym błędem było to, że nie wziął pod uwagę swojej firmy jako potencjalnego twórcy berlińskiego newsa. Wierzył, że nikt nie może zagrozić jego stanowisku – mylił się. Te zdarzenia tak bardzo go rozbiły, stracił jasność myślenia i dał się wmanewrować dwóm, a właściwie trzem kobietom – Lin także wciągnęła go do własnej gry. Cóż, jak smakowałyby sukcesy, gdyby czasem nie trafiały się porażki – przyznał w duchu. Teraz musiał zaufać Lin i jej planom.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych