Wróć do katalogu

Kruk,Smok,Alchemik i jego uczeń.

Proszę tylko nie gryźcie:P Do tej pory nigdy nie miałam odwagi opublikować swojego żadnego tekstu, dzisiaj jakoś przyszło przełamanie lodu. Nie mogłam się zdecydować co chciałbym pokazać światu jako pierwsze ze swojej twórczości, więc wybrałam urywki

Urania, opublikowano , 39 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}{i}Urywki z dedykacją dla abrykadabry:P{/i}{/b}

(...)

Otworzył oczy i jeszcze przez chwilę wpatrywał się w wygasłe ognisko. Poranek był zimny, słonce dopiero zaczynało wschodzić, a na łące wciąż zalegała biała mgła. Przetarł dłonią oczy i uniósł się na łokciu rozglądając dookoła. Pled zsunął mu się na bok i wstrząsnął nim zimny dreszcz. Czym prędzej sięgnął po niego i zakrył się aż po szyje układając wygodnie na posłaniu. Pogoda wcale nie zachęcała do wczesnego wstawania, a już szczególnie do dalszej podróży. Z utęsknieniem pomyślał o swojej komnacie i wygodnym łożu. Nigdy nie przypuszczał, że przyjdzie mu spać na ziemi. Do tej pory nie zapuszczał się tak długo poza mury swojego zamku. Te kilka dni marszu w deszczu zupełnie go wyczerpało. Nogi bolały go od niewygodnych butów i co gorsza porobiły mu się na nich odciski. Ostatnie konie stracili półtora tygodnia temu kiedy napadli ich Shingi, demony żywiące się magią. Zwłaszcza teraz gdy prawie nie mógł chodzić. Margo westchnął z rezygnacją. - O, wstałeś wreszcie.- Avve wyłoniła się niespodziewanie z mgły niczym duch. Margo spojrzał na nią markotnie. Kładąc głowę na plecaku który w nocy służył mu za poduszkę. - Gdzie byłaś?- mruknął kuląc się pod kocem. Chciał ogrzać się jak najszybciej, dosyć miał wilgoci i niewygody. - W wiosce.- odparła dziewczyna podchodząc do niego. Przysiadła przy jego posłaniu na piętach.- Masz!- rzuciła mu buty na koc.- Te na pewno będą wygodniejsze do dalszej wędrówki.- dodała z lekkim uśmiechem. Margo wysunął rękę z pod koca i wziął jeden but przyglądając mu się uważniej. Rzeczywiście wyglądał na wygodniejszy. Wykonane był z miękkiej cielęcej skórki, wysoki prawie do kolana z szeroką cholewą. - Skąd je masz?- zapytał zdziwiony siadając na posłaniu i oglądając drugi but. - Zwinęłam.- uśmiechnęła się Avve wstając.- A co? Coś nie pasuje? Chcesz iść dalej to musisz mieć wygodniejsze buty.- mruknęła. - Nie, wszystko w porządku.- zaprzeczył Margo. Odstawił prezent Avve na bok i okrył się derką jak płaszczem. - No do dobrze.- westchnęła dziewczyna biorąc się pod boki.- Trzeba rozpalić ognisko i pomyśleć o śniadaniu. Smok skinął zgodnie głowa. Od wczorajszej skąpej kolacji żołądek skleił mu się z kręgosłupem. Chętnie zjadł by coś ciepłego. Avve podeszła do dołu gdzie jeszcze zeszłego wieczora palił się ogień. Butem rozgarnęła popiół szukając nie dogasłego żaru. Nie trwało to długo już za drugim ruchem popiół zabłysnął słabo, a w powietrze uniósł się słaby dymek. Dziewczyna przykucła i wyciągnęła z podręcznego ekwipunku mała suchą hubkę. Wsadziła ją w żar i zaczęła dmuchać. Ściółka bardzo szybko zajęła się ogniem i już po chwili płonęło małe ognisko. Avve wsadziła do niego jeszcze kilka patyków i odsunęła się. - Dobra to powinno narazie wystarczyć.- rzekła sięgając do swojej torby. Wyciągnęła z niej składany stojak i garnuszek, po czym rozłożyła to wszystko nad ogniskiem. Margo obserwował ją cały czas w milczeniu. Avve była naprawdę ładna dziewczyną. Nie mógł się nadziwić, że ktoś tał ładny i drobny mógł zostać wojownikiem. Avve miała dziś na sobie lekką płócienną koszule na którą nałożyła kamizelkę z brązowej skóry wiązaną z przodu na rzemienie. Do tego założyła czarne wełniane spodnie ściśle dopasowane do ciała i wysokie buty z szerokimi cholewami zapinane z boku na dużą ilość klamerek. Jasne włosy zaplotła w dwa warkocze, a na plecach miała powieszony nie naciągnięty łuk. Smok westchnął cicho, sam nie wiedział po co pozwolił jej iść ze sobą. To fakt, uratował go z łap bandytów i świetnie gotowała, ale doskonale zdawał sobie też sprawę, że nie jest to podróż dla niej. Ścigali go nie tylko ludzie, ale też i inne smoki. Wrogowie którzy nie cofnął się przed niczym by go dopaść. Nie chciał myśleć co by się stało gdyby wpadli na którąś z tych grup. On w ostateczności nie zmartwił by się śmiercią, zawsze może narodzić się na nowo, ale Avve. Ludzie mają zupełnie inne zasady przychodzenia na świat i jeśli już zjawiają się ponownie to nie pamiętają nic z poprzedniego życia. Margo nie był pewien co do jej przyszłości, pierwszy raz od wielu lat spotkał się z czymś takim. Na ogół ludzie z jego otoczenia, służba, wieśniacy czy wojownicy mieli czyste aury. Zależnie od tego czy byli szczęśliwi i mieli długie życie ich aury zabarwiały się w odcieniach żółci i niebieskiego. Wystarczyło, że Margo raz rzucił na nie okiem, a już wiedział czy ktoś jest chory i jak długo będzie żył. Z Avve było jednak inaczej. Jej aura była fioletowa, czasami przechodząc w czerwoną. Takie rzeczy widywało się rzadko. Margo też widział to dopiero pierwszy raz od kilkunastu wcieleń. Fioletowo czerwona poświata oznaczała, że czyjś los nie został jeszcze wybrany. A mówiąc jeszcze prościej Avve nie miała jeszcze swojej przyszłości. Karty je życia zapisywały się teraźniejszością, a Pan Losu nie zdecydował się jeszcze jakie będzie jej przeznaczenie. Smok żyjący w nim chciał się dowiedzieć dlaczego tak się dzieje. Ludzie na ogół mają doskonale zaplanowany swój żywot. - Avve.- odezwał się cicho Margo. Dziewczyna spojrzał na niego trochę zdziwiona. - Słucham?- zapytała. Kroiła właśnie jarzyny do garnka. Smok spuścił nieznacznie wzrok. - Co zrobisz gdy już mnie zabijesz?- spytał. Avve patrzyła przez chwile na niego dziwnie, po czym schowała nóż do pochewki i odwróciła się z powrotem w stronę ogniska. Zamieszała łyżką w garnku z zupą. - Nie wiem.- odparła w końcu.- Jeszcze nie zdecydowałam. Na razie żyje myślą ze w końcu zemszczę się za śmierć moje matki.

(...) Wstrząsnął nim deszcz inny niż wszystkie. Przed oczami mu pociemniało. Odruchowo zacisnął palce na koszuli w okolicy serca. - Margo? Co się dzieje?- Avve podbiegła do niego. Przykucła i dotknęła jego ramienia. Smok spojrzał na nią nieco zamglonym wzrokiem. W głowie mu się kręciło na czoło wystąpił pot. - To klątwa.- zdążył tylko wyszeptać za nim na dobre rozpoczął się atak. Avve nie wiedziała, co ma zrobić. Do tej pory nigdy nie miała bliskiego kontaktu z kimś kto jest przeklęty. Margo zakasłał, a z ust popłynęła mu krew. W pierwszej chwili się nią zachłysnął czując w ustach nieprzyjemny słony smak. Zrobiło mu się niedobrze, żołądek skurczył mu się chcąc pozbyć się cieczy i w końcu zaczął wymiotować krwią. Upadł na kolana trzymając się za brzuch. To było straszne, wiedział, że to jeszcze nie koniec jego życia, że ataki będą powtarzać się jeszcze nie raz. Coraz częściej, gdy będzie zbliżał się jego koniec. Avve położyła mu zimną szmatkę na kark, ale on odepchnął ją od siebie. Nie chciał pomocy, zresztą i tak nie była wstanie nic zrobić. Dziewczyna upadła na ziemię i spojrzała na niego zaskoczona. - Nie chcę twojej pomocy.- warknął między szybkimi oddechami.

(...) Zamrugał powiekami. Leżał na boku przykryty kocem, z kącika ust skapywała mu krew. Wytarł ją pośpiesznie rękawem i przełknął ślinę. Dopiero po chwili dostrzegł, że przy jego posłaniu siedzi Avve. Ona najwyraźniej nie ostrzegła tego, że się obudził. Kolana podsunęła pod brodę i oplotła je rękami. Jej wzrok utkwiony był w ognisku, najwyraźniej myślała o czymś. - Avve.- szepnął smok podnosząc się troszeczkę. Mokry kompres zsunął mu się z czoła i upadł na ziemie. Dopiero w tej chwili Avve zwróciła na niego uwagę. - Już oprzytomniałeś?- zapytała smutno. Margo skinął głowa i znów położył głowę na plecaku. Czuł się nadal fatalnie więc zrobił głębszy wdech chcąc dotlenić bardziej organizm. To zawsze w jakiś sposób mu pomagało. - Przepraszam.- odezwał się przyciszonym głosem patrząc na dziewczynę. Avve również mu się przyglądała. - Od dawna masz te ataki?- zapytała. - Odkąd wyruszyliśmy z zamku.- odparł smok.- To moja klątwa za to, że pozwoliłem się okraść. Dziewczyna zmoczyła szmatkę w zimnej wodzie i znów położyła ją chłopcu na czole. (...) - Ty w niczym tu nie zawiniłaś.- odparł Margo.- Nie możesz mi pomóc, wiec wreszcie się z tym pogódź. - Ale ja nie chcę.- powiedziała Avve przez łzy.- Znajdę na to lekarstwo. - Nie znajdziesz. Raz rzuconej klątwy nie da się tak łatwo ściągnąć. - - Jednak jeśli nawet odzyskasz łuski to i tak to nie uchroni cię od śmierci, prawda? Margo milczał przez dłuższą chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Na początku chciał ją okłamać ,ale potem pomyślał, że to i tak na nic. Kiedyś w końcu i tak będzie musiał jej powiedzieć prawdę. - Tak, umrę.- odparł.- Ale jeśli uda mi się odzyskać łuski istnieje szansa, że urodzę się już jako smok., a tego właśnie chcę.

(...) - To jest księga czarów, tak?- Avve spojrzała na Margo z ukosa. Siedzieli oboje na zwalonym pniu drzewa. Dziewczyna czyściła właśnie swój miecz. Margo rozwinął powoli pakunek który położył sobie na kolanach. Pogładził z czułością okładkę oprawioną w ciemną skórę i ozdobiona złotymi literami w smoczym dialekcie(..)

(...) - Ja nigdy nie miałam zdolności magicznych.—wyznała Avve.- Od samego początku ciągnęło mnie do miecza i wojaczki. Matka mówiła, że mam to po ojcu..

(...) - To najcenniejszy skarb jaki posiadam. Zebrałem tu cała swoją wiedze z poprzednich wcieleń. Jest dla mnie cenniejsza niż całe złoto jakie mam w zamku.- wyjaśnił. - Acha! Ale skoro jesteś smokiem to chyba nie potrzeba ci takich rzeczy aby pamiętać czary. - To prawda, jestem smokiem, ale pamiętaj, ze uwięzionym w ludzkim ciele.- powiedział znacząco Margo.- Ludzki umysł nie jest tak potężny jak smoczy, nie mieści w sobie aż tyle wiedzy. Jesteście może sprytniejsi od nas, ale nie potraficie wykorzystywać swojej wiedzy w pełni. Dla mnie życie w ludzkim ciele to prawdziwa męka, sama sobie wyobraź jak byś się czuła gdyby ktoś pomniejszył cię do rozmiarów ptaka. Masz swój rozum, posiadający wspomnienia, przeżycia z poprzednich wcieleń i teraz musisz pomieścić to wszystko w tak małej główce....Tak się po prostu nie da! Rodząc się co raz na nowo jako dziecko musiałem ograniczyć swoje wspomnienia tylko do swojego smoczego jestestwa. Nie starczyło mi miejsca, aby pamiętać jakim byłem chłopcem w poprzednim ludzkim ciele, nawet nie miałem miejsca żeby spamiętać czary jakie wtedy wymyśliłem. No więc tak dla bezpieczeństwa postanowiłem spisywać wszystkie zaklęcia jakie wymyśliłem podczas bycia człowiekiem. Robię tak od 1000 lat... - Rozumiem.- Avve skinęła głowa.- Ale czy to trochę nie niebezpieczna broń, gdyby przypadkiem dostała się w niepowołane ręce. - Bez obaw.- Margo uśmiechnął się kącikami ust.- Czujnie strzegę tego, aby nikt mi jej nie wykradł. Avve zerknęła na niego sceptycznie. Mimo, ze był Smokiem to jednak dzieckiem. Po za tym już raz im się zdarzyło tak, że Margo o mało nie stracił tego swojego cennego skarbu. (...) Pokoik nie był duży, ale dobrze oświetlony i co najważniejsze czysty. Czyli wart swojej ceny. Dara nie był przekonany do lokalu który postanowił wybrać Jareth, ale teraz ostatecznie mógł się zgodzić na nocleg tutaj. Po jego prawej stronie przy ścianie stało łóżko dość duże by pomieścić dwie osoby, nieco dalej zbita z desek szafa, niewielki kominek na wprost łoża, a na środku pokoju ustawiono stół z dwoma krzesłami. Nie było to wiele, ale na całe szczęście długo tu nie zostaną. Dara zrzucił z siebie cały ekwipunek pozostawiając go koło łóżka i rozmasowując sobie obolałe ramiona podszedł do okna. Otwierając je na roścież wyjrzał na wschodnią część miasta. Dzień był naprawdę ładny. Delikatna ciepła bryza owiała jego twarz, a on zrobił głęboki wdech ciesząc się tym powietrzem. Na zalanych słońcem ulicach przechadzali się ludzie śmiejąc się i rozmawiając. Sprzedawcy z ulicznych straganów zachwalali głośno swoje towary namawiając do ich kupna. Grupa rozkrzyczanych radośnie dzieci przebiegła do sąsiedniej uliczki niosąc ze sobą łódeczki zrobione z deseczek i żaglowych liści. Towarzyszył im mały czarny kundelek ujadając głośno. Dara uśmiechnął się kącikami ust opierając łokciami o parapet. Już prawie zapomniał jak to jest mieszkać w mieście. Odkąd zaczął przyjmować naukę u Alchemika musiał porzucić swoje poprzednie życie. Na początku nie było to łatwe, teraz już w jakiś sposób się do tego przyzwyczaił, ale czasami zdarzało mu się tęsknił za towarzystwem innych ludzi. Dwór Alchemika znajdował się daleko od wszelakich miast i wsi, mało też ludzi odwiedzało ich przybytek. A na dworze towarzystwa oprócz Alchemika dopełniały mu jedynie dżiny. Duszki o srebrnej mgiełce, które oczywiście stworzył Alchemik.

W końcu zaczął też czuć bolące mięśnie i znużenie, po tak wyczerpującej jeździe konnej. Od bardzo długiego czasu nie zapuszczał się na tak dalekie wyprawy. Na ogół jeździł dla rozrywki po okolicznych błoniach, ale naprawdę rzadko spędzał cały dzień w siodle. Pomyślał o tym, że musi się porządnie wyspać aby osiągnąć pełnie sił, z zadaniami dla Alchemika mógł się zając ewentualnie jutro kiedy już dobrze wypocznie.

Drzwi do pokoju otwarły się i Jareth staną w progu. Również po jego twarzy można było jasno wyczytać, ze zmęczenie dało mu się wie znaki. Zapewne ta walka z wilkołakiem wyczerpała go jeszcze bardziej. Podszedł do łóżka pozostawiając tam swoje bagaże. - Rozmawiałem z gospodarzem.- odparł widząc, że chłopak przygląda mu się uważnie.- Wynająłem ten pokój na trochę dłużej. Będziemy mogli zostawić tu cześć sprzętu i ruszyć dalej. Zastanów się dobrze i weź rzeczy które przydadzą nam się najbardziej. Dara skinął głowa i od razu podszedł do ekwipunku. Kucnął przy wypchanych po brzegi jukach. - Na jak długo się teraz zatrzymujemy?- zapytał siadając na podłodze i powoli rozpakowując plecaki. Był trochę zdziwiony poleceniem Alchemika, jak mogli zostawić cześć ekwipunku? Przecież wszystko było im potrzebne, mikstury lecznicze, broń, żywność. Wyciągał to wszystko z niezadowolona miną i odkładał ostrożnie na podłogę obok. - Myślę, że dzień lub dwa odpoczynku nam wystarczą. Zresztą nie możemy zostać dłużej.- Alchemik zamyślił się na chwilę. - Tak krótko?- zawołał Dara niedowierzając.- Przecież mi dwa dni zajmie samo wyspanie się, a gdzie zwiedzanie miasta? Zakupy? Alchemik spojrzał na niego potępieńczo. - Nie przyjechaliśmy tu dla rozrywki! Mamy zadanie do wykonania!- wymruczał karcąco.- Acha!- rozpromienił się, nagle coś sobie przypominając.- Zamówiłem nam posiłek oraz czarny napój, który szybko postawi nas na nogi. Jest bardzo pyszny i tylko tu go podają.- uśmiechnął się kącikami ust. Podszedł do stołu i usiadł na krześle z wyraźnym westchnięciem ulgi.- Muszę odpocząć, bo inaczej zejdę z tego świata! Dara wsadził rękę do torby szukając czegoś na jej dnie. - O jest!- ucieszył się natrafiając na poszukiwany przedmiot.- Mam jeszcze pączki z domu!- zawołał podnosząc niespodziewanie płócienny woreczek zabrudzony czymś czerwonym i lepkim. Alchemik uniósł brwi lekko zdumiony wpatrując się w trzymaną przez niego sakiewkę. Dara poszedł za jego przykładem.- Trochę się zgniotły, dżem wyleciał.- powiedział przepraszającym tonem marszcząc nos gdy rozwinął pakunek i zajrzał do środka. Zgarnął palcem trochę dżemu z wierzchu i wsadził go sobie do ust ssąc przez chwile z zamysłem. Alchemik przyglądał mu się w milczeniu niejako rozbawiony wyrazem twarzy chłopca. Dara rozpromienił się nagle, a na jego ustach wykwitł szeroki uśmiech. - To dżem truskawkowy!- ucieszył się wstając z podłogi i idąc w jego kierunku.- Twój ulubiony! To jak chcesz?! Alchemik roześmiał się cicho, gdy Dara stanął przed nim. - Skoro tak mówisz.- mruknął niskim uwodzącym tonem i obserwując znad przymrużonych powiek. Wyciągnął dłoń chwytając chłopca za nadgarstek i przyciągając do siebie. Dara nie wzbraniał się, pozwolił by Alchemik objął go w pasie i przytulił policzkiem do jego brzucha. Odłożył woreczek z pączkami na stół i unosząc lekko brwi spojrzał na mężczyznę. - Wydawało mi się ze jesteś zmęczony.- odparł gładząc go po jedwabiście gładkich włosach. - Bo jestem.- odparł Alchemik zadzierając lekko głowę i spoglądając prosto w szmaragdowe oczy.- Co nie znaczy, że na ciebie też nie mam ochoty.- uśmiechnął się znacząco. Dara przygryzł wymownie dolna wargę. Rozległo się łomotanie do drzwi, tak gwałtowne i głośne, że zaskoczeni odskoczyli od siebie jak by właśnie zostali nakryci na czymś nieprzyzwoitym. Zanim które kolwiek z nich zawołało „proszę”, drzwi otwarły się, a w progu stanął tęgi barman trzymając w dłoniach dwa duże parujące kubki. Za nim w wyraźnym cieniu jego wielkiego cielska stał drobny i lichy chłopiec z tacą w dłoniach. Miał na sobie wytarte płócienne spodnie i koszule, a kosmyki ciemnobrązowych włosów odstawały w każdą możliwą stronę. Na pierwszy rzut oka można było spostrzec, ze dzieciak ma mało wspólnego z czystością i szczotką do włosów. - Kawa gotowa, najlepsza w całym Br(i)ee!- zawołał barman wchodząc w głąb pokoju, a za nim pośpiesznie podreptał jego uczeń .- Posiłek równie wyśmienity, drogi Panie! Wszystko specjalnie dla naszych najlepszych gości!- dodał spoglądając porozumiewawczo na Alchemika. Jareth skinął głową, ale nie odezwał się ani słowem. Gestem dłoni wskazał by gospodarz położył to wszystko na stole. - No dalej, rusz się chłopcze!- zawołał oberżysta srogim tonem ganiąc swojego ucznia. Dara zasiadł po przeciwnej stronie stołu na krześle oparciem do siebie i wpatrzył się uważnie w dzieciaka. Nie było to wcale ukradkowe spojrzenie, ale otwarte gapienie się. Uczeń karczmarza zarumienił się czując jak szmaragdowe oczy wręcz przewiercają go na wylot i bezceremonialnie oceniają jego wygląd. Posłał ukradkowe zaniepokojone spojrzenie na Darę, gdy kład na stole tace z posiłkiem. Uczeń Alchemika pochylił się do przodu opierając łokcie na oparciu krzesła i uśmiechając nieprzyzwoicie. Chłopak był gdzieś koło jego wieku i gdyby porządnie go wyszorować, natrzeć wonnymi olejkami, oraz dobrze ubrać mógłby być smakowitym kąskiem. Nieświadomie oblizał wargi, a wtedy dzieciak nabrał głośno powietrza w usta i odsunął się od niego jak by miał właśnie doczynienia z czymś przerażającym. - Jak ci na imię dzieciaku?- zapytał Dara zniżając głos do bardziej głębokiego, w ogóle nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia barmana i Alchemika. Chłopiec podskoczył prostując się tak jak by nagle połknął kij. Przetarł pośpiesznie brzegiem koszuli twarz nie uświadamiając sobie tego, że raczej jeszcze bardziej roztarł brud na policzkach i nosie. Dara o mało nie roześmiał się na głos. - Ja...jaa...- zająknął się wyraźnie speszony błądząc wzrokiem po całym pokoju tak aby tylko nie natrafić na spojrzenie szmaragdowych oczu.- Mó...mówią na mnie Kenza.- nieświadomie zaczął bawić się palcami splatając i rozplatając je za plecami. - Kenza.- Dara uniósl brwi udając zdumienie, tak naprawdę nie wiele go to obchodziło, raczej czerpał niezdrowa satysfakcje z tego, że wprawia dzieciaka w zakłopotanie.- No proszę, twoje imię oznacza „Błyskawicę” w pradawnym smoczym języku.- odchylił się trochę w tył. - Wiem proszę pana.- głos chłopca drżał jeszcze bardziej. Jareth spojrzał na Darę, a jego źrenice przybrały kształt pionowych kresek. - Dara!- zawołał ostrzegawczo i jednoznacznie. Jego uczeń znał doskonale ten ton. - To wszystko co chciałem wiedzieć.- odparł spokojnie Dara.- Możesz już iść!- odesłał Kenze zbywającym gestem ręki zamykając na chwile oczy i odwracając głowę. - Idź chłopcze, idź. Kucharka potrzebuje twojej pomocy.- Barman spojrzał na niego karcąco, a Kenza pochylił się nisko i pospiesznie czmychnął z pokoju zamykając za sobą drzwi. - Najmocniej Szanowni Panowie wybaczą. Mój uczniak to tępy dzieciak, brak mu ogłady i odwagi. Sam nie wiem po co go nająłem.- mruknął pochylając się nisko.- Jeśli będziecie życzyć sobie jeszcze czegoś....- jego skłon był tak niski, że prawie zarysował…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych