Wróć do katalogu

Krzak bzu

W czerwcową niedzielę

leomagic, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wiosną gęste krzewy bzu stały się jego kryjówką. Wiele lat temu, zaraz po wybudowaniu bloku, ktoś posadził krzaczki, żeby mieć ładny widok za oknem, nie przypuszczając pewnie, że aż tak się rozrosną. Teraz służyły mu za punkt obserwacyjny, były niczym przyciemniana szyba w samochodzie, jak lustro weneckie, zza którego on widział wszystko, a jego nie dostrzegał nikt. Bujne o tej porze roku kwiaty i najpiękniejszy zapach na świecie dawały jeszcze więcej przyjemności.

Przychodził co wieczór, kucał w zielonych liściach i czekał. Przed sobą miał czteropiętrowy, długi na piętnaście klatek blok. Ponad sto kolorowych balkonów zwisało u długiej betonowej ściany, lecz on wpatrywał się tylko w ten jeden jedyny – pierwsza klatka, pierwsze piętro, zielona balustrada, żadnych ozdób ni kwiatków, tylko linki na pranie upiększane często jej bluzką, czy spódniczką. Tak bardzo liczył, że kiedyś wywiesi bieliznę, pozna jej kolor i może dotrze do niego jej zapach, lecz ona nigdy tego nie robiła.

Wychodziła na balkon regularnie, żeby zapalić. Ubrana tylko w długą koszulkę, tak jak często chodzą po domu samotnie mieszkające młode kobiety, nie krępowała się, bo któż mógłby dostrzec w wieczornym mroku jej odsłonięte nogi. On jednak, mimo ciemności zawsze dostrzegał. Z niecierpliwością czekał, aż błyśnie na balkonie krótki płomyk zapalniczki i od tej pory wpatrywał się w czerwony żarzący się punkcik, wędrujący to w górę, to w dół, zdradzający ruchy jej ręki.

Wzdłuż krzewów przechodził często pan Czesiu ze swoim psem. Wstrzymywał wtedy oddech w obawie, że pies go wyczuje, że rzuci się na podglądacza, zacznie szczekać, zdradzi go i przestraszy ją, tak, że nigdy już się nie pojawi na balkonie. Ale nic takiego się nie działo, pies był widać stary i bardziej interesowało go szczekanie na kota czy zabłąkanego jeża, niż na intruza w krzakach. A może to kwiaty bzu były jego sprzymierzeńcem, wydzielały bowiem tak intensywny aromat, że nawet psu ciężko by było rozpoznać wśród kwiatów zapach człowieka.

Tak mijały majowe wieczory, ona wiecznie czymś zafrasowana paliła papierosa za papierosem nim położyła się spać, on cierpliwie obserwował, choć w mroku nie widział szczegółów. Wystarczały mu same kształty, szelest, czy skrzypnięcie otwieranych drzwi balkonowych.

Przyszedł czerwiec. Bez przekwitł, choć nadal czuć było jego zapach pod blokiem. Wieczory stały się teraz bardzo jasne, do późna niebo długo przybierało różne odcienie błękitu, zanim stało się zupełnie granatowe. Pogoda sprzyjała, dni były suche i słoneczne, po zmroku pachniało skoszoną trawą.

Przykucnął jak zwykle wśród gęstych liści, odsłonił ręką kilka gałązek i czekał. Nie było jeszcze zupełnie ciemno i kiedy wyszła na balkon dostrzegł ją niemal tak wyraźnie, jakby stała metr od niego. Jej gładkie nogi lśniły w świetle dopiero co zapalonych latarni. Włosy niedbale ułożone zdradzały, że pewnie spała przed chwilą. Na białej koszulce była czerwona plama, pewnie po winie, tak sobie objaśniał. Zapaliła papierosa, zaciągnęła się. Niedbale się poruszył, by lepiej zobaczyć, tak bardzo chciałby być teraz bliżej. Krzak zaszeleścił, ale pewnie go nie usłyszała.

Pan Czesiu ze swoim psem przeszedł jak co wieczór i jak co wieczór pies nie wyczuł, że w krzakach ktoś siedzi. Stało się jednak coś innego. Pies nagle zerwał się ze smyczy i rzucił się na kota wychodzącego właśnie z piwnicznego okna. Zaczął szczekać i warczeć, kotu jednak w porę udało się wdrapać na drzewo jarzębiny, a panu Czesiowi okiełznać psa.

Ta krótka chwila sprawiła, że na moment odwrócił wzrok, a gdy już gonitwa psa z kotem się skończyła i znowu spojrzał na balkon, jej już tam nie było. Posmutniał, bo powietrze dziś było tak przejrzyste, że widział niemal każdy szczegół. Zastanawiał się, czy wyjdzie jeszcze na balkon, czy ją zobaczy, czy uda mu się może choć trochę poczuć ten dym papierosowy wypuszczany przez czerwone delikatne wargi. Poruszył się, aby poprawić nieco swoją pozycję, krzaki zaszeleściły, ale to nie on był tego sprawcą. W pobliżu musiał być ktoś inny. Wstał, wyszedł za bez i zdębiał. O metr od niego stała ona.

- Pan mnie podgląda? – spytała obwiniającym tonem. A była tak ładna jak tam na balkonie, może nawet i bardziej pociągająca w narzuconych niedbale dżinsach, spod których wystawała biała koszulka, ta sama z plamą po winie. Ciemne blond włosy miała tylko bardziej ułożone, sięgały jej do ramion, spięła je w kitkę. Było już na tyle ciemno, że nie mógł dostrzec jej oczu, ale nie wiedzieć czemu powiedział sobie, że są zielone.

- Mam wezwać policję? – dodała po chwili z oburzeniem.

- Przepraszam, ja tak tylko... – wykrztusił z siebie z trudem, po czym odwrócił się i odszedł parę kroków. – Przepraszam, - powtórzył gdy już się nieco oddalił i pobiegł, nie chcąc aby widział go teraz ktokolwiek, a zwłaszcza ona.

Spotkanie twarzą w twarz wywołało u niego szereg myśli, pytań, na które nijak nie potrafił sobie odpowiedzieć. Dlaczego do niego wyszła? Dlaczego od razu nie zadzwoniła na policję? Przecież tak byłoby bezpieczniej, a nie wychodzić do podglądacza, kiedy na dworze już ciemno. Co sobie o nim pomyślała? Pewnie najgorsze. Ale on przecież nie jest zły, w gruncie rzeczy jest dobrym człowiekiem. Czy jest zboczeńcem? Może. Ale przecież nie zrobiłby nikomu krzywdy. On tylko patrzył. A może ona jest tak samo samotna jak on? Może dlatego właśnie do niego wyszła, bo czuła się tak bardzo samotna? Nigdy nie widział jej z mężczyzną, zawsze, co dziennie niemal o tych samych porach wychodziła na balkon, paliła papierosy, o tej samej porze gasiła światło w pokoju i kładła się spać. Ta monotonia życia często związana z samotnością, która mu tak dokuczała, pewnie musiała boleć i ją. Chociaż jak taka ładna kobieta może być samotna? Pewnie wyszła, żeby się z niego pośmiać, żeby zadrwić, pokazać że go nakryła, że nieudacznik nawet nie potrafił się dobrze schować. Jutro opowie o tym koleżankom w pracy, będą śmiać się z niego, z dorosłego faceta, który zamiast zakładać rodzinę, chowa się po krzakach jak piętnastolatek, podgląda i fantazjuje o kobiecie, z którą nigdy nie będzie.

Tej nocy nie spał prawie wcale. Zdrzemnął się na chwilę, gdy już świtało, ale budzik prędko przerwał ten sen. W pracy nie myślał wcale. Po prostu pracował. Jakakolwiek by praca nie była, lubił ją, pozwalała mu zapomnieć o samotności, skupiał się na niej i dzięki temu żadne…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych