Krzesło gnojne
Czy odnaleziony artefakt może zmienić historię Kościoła?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Krzesło gnojne
W pomieszczeniu można było wyczuć wielkie podniecenie . Monika z ciekawością przyglądała się siedzącym wokół niej ludziom. Ich wzrok skupiony był na scenie, na której wystawiony był mały eksponat. Wielki monitor ustawiony z boku znakomicie powiększał przedmiot i pozwalał dojrzeć najmniejsze szczegóły danego egzemplarza. Kobieta spojrzała ukradkiem na daną pozycję w katalogu dzisiejszej aukcji i z niedowierzaniem przeczytała opis sprzedawanego eksponatu: złoty sygnet z wizerunkiem zarzucającego sieć, świętego Piotra w łodzi. Prawdopodobnie pierścień papieski z dziesiątego wieku. Spojrzała jeszcze raz na wielki monitor i mimowolny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Atmosfera w pomieszczeniu gęstniała. Dziesiątki nowobogackich entuzjastów sztuki z wypiekami na twarzy szykowało się na nowy zakup, który prawdopodobnie zniknie później zapomniany w ogromnym sejfie w jednym z wielkich banków. Mężczyzna prowadzący aukcję chrząknął znacząco i głośno zakomunikował: - Następna pozycja numer dwadzieścia trzy. Złoty pierścień papieski z dziesiątego wieku. Pierwszy tego typu sygnet zachowany w bardzo dobrym stanie. Cena wywoławcza trzydzieści tysięcy euro. Okazja! Na widowni zaczął pojawiać się las tabliczek z numerkami. Każdy gest podniesionej ręki windował cenę przedmiotu, który co sekundę zyskiwał na wartości. Monika spojrzała na zegarek. Dochodziła jedenasta. Wstała i schylając się zaczęła przeciskać się poprzez rzędy krzeseł do wyjścia. Nikt nie zwracał uwagi na wychodzącą drobną postać z wyjątkiem młodego mężczyzny, który poderwał się z krzesła i podążył za kobietą. Tuż za drzwiami dziewczyna usłyszała pytanie: - Nie podobała się pani dzisiejsza aukcja, pani Johanson? Odwróciła się i przyjrzała nieznanemu mężczyźnie. Był wysoki i wysportowany. Mógł mieć około trzydziestu lat. Nienaganny garnitur zdradzał pewną zasobność majątkową a wystający z kieszeni katalog aukcyjny zapowiadał jeszcze jednego poszukiwacza antyków. - Pewnie wie pan tak dobrze jak ja, że ten sygnet to falsyfikat. Pierścień rybaka zaczął być używany przez papieży dopiero od trzynastego wieku. Powinien zawierać imię głowy kościoła, a co najważniejsze po śmierci papieża sygnet jest publicznie niszczony przez kamerlinga, aby już nikt nie mógł się nim posługiwać. A tak z ciekawości skąd pan zna moje nazwisko? - Wiem o pani dużo więcej. Monika Johanson, lat trzydzieści dwa, historyk sztuki specjalizujący się w antykach o chrześcijańskim rodowodzie. Autorka książki o zapomnianych skarbach Watykanu. Mam mówić dalej? Monika z ciekawością wpatrywała się w twarz swojego rozmówcy. Ostro zapytała: - Kim pan jest do cholery? - Przepraszam nie przedstawiłem się. Gdzie moje dobre maniery? Nazywam się Jean Cosmo. Jestem – jakby to powiedzieć – pośrednikiem w delikatnych transakcjach. Mój zleceniodawca chciałby się z panią spotkać. Chodzi o ekspertyzę na temat pewnego eksponatu. Liczy na pani wiedzę zawodową i oczywiście dyskrecję. - Ale dlaczego ja? Niech pan znajdzie kogoś innego! - Nie znam większego eksperta od średniowiecznych zabytków niż pani. To duże wyzwanie dla naukowca. Czyż nie? Niespodziewana oferta zaciekawiła kobietę na tyle, że w jej głowie zakotłowały się myśli. Tajemniczy eksponat. Nieznany marszand. To może być ciekawa historia. Monika jeszcze raz uważnie przyjrzała się twarzy Cosmo. To nie mógł być kawał. - Dobrze. Zgadzam się. Szczegóły ustalimy później. Oto moja wizytówka. Proszę o telefon w tej sprawie. - Oczywiście, skontaktuję się z panią niezwłocznie – mężczyzna pokazał garnitur niespotykanie białych zębów. – A więc, do zobaczenia. - Do zobaczenia. – Kobieta wybiegła na zalaną słońcem ulicę i założyła okulary przeciwsłoneczne. Rzymski upał był jak zawsze nieznośny, a ona spieszyła do uniwersytetu na spóźnione już zajęcia ze studentami. Przechodząc obok pubu rzuciła tylko spojrzenie na wystawiony na zewnątrz telewizor. Właśnie nadawane były wiadomości. Wraz z migającymi obrazkami usłyszała wyraźny głos lektora: - Stan papieża pogarsza się. Lekarze mówią, że jest już agonalny. Ocenia się, że jest to kwestia kilkunastu dni. Dziennikarze na całym świecie dokonują oceny szans potencjalnych papabili, którzy mogą zasiąść na piotrowym tronie … . Głos lektora stopniowo zlewał się z odgłosem tętniącej ulicy.
Kilka dni później Monika jadąc limuzyną z zaciemnionymi szybami, zastanawiała się co może narodzić się z tej groteskowej sytuacji. Ta cała potrzeba zachowania tajemnicy śmieszyło ją, ale i zarazem podniecało. To mogła być wspaniała przygoda. Jej dawno stłumiona przez rozum dusza poszukiwacza skarbów odezwała się teraz na nowo. To przez nią została historykiem sztuki. Odkrywała historię każdego przedmiotu. Ludzi, którzy go używali na co dzień. Starała się zawsze odgadnąć: jak wówczas żyli? Co myśleli? Jakie mieli marzenia? To było dla niej zawsze fascynujące. Kobieta spojrzała na towarzyszącego jej mężczyznę. Jean Cosmo. Nigdy o nim nie słyszała. Czy to prawdziwe nazwisko? A z resztą, to nie miało przecież większego znaczenia. W milczeniu spoglądała przez okno samochodu na rzędy palm i cyprysów migających wzdłuż trasy przejazdu. Był to piękny, ale i monotonny obrazek. Nagle samochód zaczął zwalniać, skręcił w boczną dróżkę i zatrzymał się przed okazałą rzymską willą. Tak. Nadszedł czas na spotkanie z tajemniczym sponsorem. Grube mury willi skutecznie dawały ochronę przed wszędobylskim upałem. Monika z uwagą oglądała antyczne rzeźby i stare obrazy zawieszone na ścianach. Ich właściciel miał dobry gust. Rzeczywiście znał się na sztuce i potrafił doceniać piękno. To było widać. Milczący dotąd Jean Cosmo westchnął: - Pięknie tutaj. Prawda? Kobieta tylko skinęła głową, nie przerywając oglądania eksponatów. Oprócz muzeów nie spotkała jeszcze takiego nagromadzenia tylu pięknych rzeczy w prywatnych zbiorach. Nagle usłyszała odgłos otwieranych drzwi i spojrzała w ich kierunku. - A oto nadchodzi nasz gospodarz – usłyszała jeszcze ciche zdanie. Otwarte drzwi wprowadziły do pomieszczenia oślepiające promienie słońca. Kobieta mimowolnie zmrużyła oczy. Zobaczyła średniego wzrostu postać w długiej tunice. Stąd nie potrafiła odgadnąć czy to był mężczyzna, czy kobieta. Tajemniczy głos powiedział: - Dziękuję pani za przybycie. Jean, tobie też dziękuję, możesz odejść. Nie będziesz już mi potrzebny. - Tak jest eminencjo – skłonił się Cosmo. Eminencjo? W głowie Moniki pojawiło się zaskoczenie. Gospodarz domu właśnie posunął się kilka kroków do wewnątrz i kobieta ujrzała purpurata. Mężczyznę w średnim wieku, ubranego w kardynalski strój. Nie wierzyła własnym oczom. To było dla niej wielkie zaskoczenie. - Witam panią. Nazywam się kardynał Mancini. Miło mi panią gościć w moich prywatnych apartamentach. - To dla mnie wielki zaszczyt proszę pana, to znaczy … eminencjo – dodała szybko zmieszana Monika. - Rozumiem pani zaskoczenie. Jestem osobą niejako publiczną i zależało mi na zachowaniu dyskrecji. Jean doskonale wywiązał się z powierzonego mu zadania. - Niewątpliwie – dodała skwapliwie. Kobieta cały czas przyglądała się swojemu gospodarzowi. Pomimo nienagannej, budzącej respekt purpurowej sutanny był to mężczyzna dość radośnie usposobiony do życia. Jego wiek był trudny do odgadnięcia. Miał mieć zarówno trzydzieści, jak i pięćdziesiąt lat. Chociaż z racji swojego urzędu zapewne była to ta druga liczba. Zachowywał się swobodnie jakby nie przywiązywał wagi do swojej funkcji. Jego pogodna, gładko ogolona twarz dawała poczucie bezpieczeństwa, chociaż miała w sobie coś dziwnego. Nie potrafiła tego określić. Ale łagodne rysy dobrze komponowały się z lekko przyprószonymi siwizną włosami. Wydawało jej się, że już gdzieś widziała tę twarz. - Jest pani ekspertem w dziedzinie średniowiecznych artefaktów. Moja prośba jest bardzo delikatna i zależy mi na zachowaniu tajemnicy. Czy jest pani skłonna mi to przyrzec? - Tak. Chociaż nie wiem jeszcze o co chodzi. Ale tak. Przyrzekam. - Dobrze – kardynał zamyślił się. Ta chwila ciszy wydawała się trwać w nieskończoność. – Przejdźmy więc do rzeczy. Co pani wie o sella stercoraria? – purpurat nagle wyprostował się. Teraz Monika wykorzystała swoją chwilę ciszy, po której wolno wyrecytowała encyklopedyczną wiedzę: - Sella stercoraria. Dosłownie: krzesło gnojne. Krzesło z otworem w siedzisku używane przez cesarzy i później monarchów do … nazwijmy to elegancko … codziennej toalety. Najpierw było zrobione z kamienia, później z drewna … . Do dzisiejszych czasów zachowało się kilka autentycznych okazów. Jeden jest z muzeum w Luwrze, a drugi – jak ksiądz wie – w muzeum watykańskim. - Tak, wiem – przerwał szybko kardynał. – Czy to wszystko, co może pani o tym powiedzieć? - Czy ksiądz mnie sprawdza? – Monika nastroszyła się. - Te wszystkie wiadomości można było sprawdzić w byle jakiej encyklopedii lub w internecie. - Przepraszam, nie chciałem pani urazić. Pytam tylko, czy … słyszała pani o … wykorzystywaniu tej rzeczy w innych celach? Monika uśmiechnęła się. Oczywiście w swoich badaniach natrafiła na średniowieczne wzmianki o testach kandydatów na papieży na sella stercoraria, ale traktowała to raczej jako wymyślone historie. Zresztą kościół nigdy nie przyznał się do stosowania takich praktyk. - Myśli ksiądz o sprawdzaniu płci przyszłych papieży ? – zaśmiała się. Kardynał nie podjął tego tematu. Jego powaga przywróciła kobietę do porządku. - Myślę, że jest dyskusja czysto akademicka. Zresztą dobrze zachowany eksponat znajduje się tutaj w Rzymie. Ksiądz nie będzie miał pewnie problemu z dotarciem do tajemniczych i strzeżonych magazynów watykańskich. Ja widziałam to krzesło tylko na fotografii w książce. - Jest jeszcze jeden egzemplarz. Myślę, że jest to autentyk – wolno powiedział Mancini, zwracając uwagę na reakcję kobiety. – Pewien milioner przedstawił mi ofertę jego nabycia. - Naprawdę? To byłaby okazja! - Tak. Ale przedtem chciałbym, aby pani obejrzała je na własne oczy, jeśli to potrzebne przeprowadziła stosowne badania i przedstawiła mi wyniki swojej pracy. - Nie wiem, czy znajdę czas na to zlecenie. Jest właśnie sesja na mojej uczelni. Mam zobowiązania. - To nie potrwa długo. Mnie też zależy na czasie. Ten przedmiot znajduje się w Grecji, zaledwie godzinę lotu stąd. - No nie wiem … - Nie wspomniałem jeszcze o honorarium. Czy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luckyman
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…