Wróć do katalogu

Kupcy z Żywego Miasta

O dwóch kupcach z daleka. Ruszają w podróż. Wuj i siostrzeniec ;]

Tarcz81, opublikowano , 7 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Wuju, nie możemy trochę odpocząć? - zapytał Dilbert. - Już nie dajesz rady? Chłopczyku, jesteśmy dopiero w Durhal - odparł Letian. Dilbert zacisnął wargi. Nienawidził, gdy wuj nazywał go, nie bez szyderstwa, "chłopczykiem". Nie miał jeszcze dwudziestu wiosen, po których mógł zwać się dojrzałym mężczyzną, lecz nie był też małym dzieckiem. Kasztanowe, krótko przystrzyżone włosy i gładka twarz czyniły go, przynajmniej w oczach stryja, tylko podrostkiem. Co prawda, nie miał pojęcia, co do tego ma kolor włosów, ale wolał nie drażnić kupca, który i bez tego był dziwnie podenerwowany. Zachowanie Letiana budziło tajemnicę już od wyruszenia z Żywego Miasta. Przy każdym postoju machał głową na lewo i prawo, nigdy nie zezwalał na ognisko i ustawicznie pospieszał Dilberta. Chłopiec sądził, że boi się o objuczone towarem osiołki. - Czemu zależało ci, żeby mieć juki z miratylu? - spytał Letiana. - Po to, żebyś się pytał. Twarz chłopca rozpromieniła się. - Więc pytam. Ale kupiec zignorował jego odpowiedź, dając do zrozumienia, aby zachował ciszę. Sam milczał i bez ustanku wpatrywał się w dal, wytężając wzrok i przekrzywiając głowę w obie strony, jakby chciał dostrzec kogoś, kto chowa się za pniem. Dilbert więc odpuścił i coraz mocniej szarpał za lejce obu osłów, nie szczędząc przekleństw pod nosem. Przez pół godziny wędrówki towarzyszyła im głucha cisza oraz bezkresna zieleń otoczenia. Szlak pod ich stopami zwężał się z każdym krokiem, ustępując miejsca drzewom, przez co pióropusze ich podróżniczych czapek dotykały bujnie liściastych konarów wielkich dębów. Promienie przebijające się przez korony drzew zmieniały barwę na zieloną., co tworzyło wyjątkową atmosferę piękna, sztuki i jednocześnie tajemniczości, niepewności. W powietrzu unosił się mieniący pył. Dilbert nie mógł wreszcie wstrzymać języka i odezwał się: - To miejsce jest wspaniałe! Jak na obrazach z naszego domu! Letian w mgnieniu oka rozweselał, a twarz rozpromieniała mu lekkim uśmiechem. - Oczywiście. To Las Druidów - Durhal. Oni zawsze narzucają tych swoich zaklęć, byle człowiek bał się własnego cienia. Wasze obrazy nad kominkiem w Żywym Mieście namalował ktoś, kto tylko słyszał o tym miejscu. Wszyscy malarze to tchórze - zaopiniował. - Skąd wiesz, że pan Fargleton nigdy nie był w Lesie Druidów? - Bo na waszych obrazach nie ma zardzewiałych toporów i hageilipów. Wskazał na drewnianą laską na lewo. Mały, granatowy hageilip w ciemnozielonym, lekkim pancerzu z magicznej kory obiema rękoma siłował się z wbitym w ziemie toporem. Przy tym pomagał sobie swoim umięśnionym ogonem, który owinął wokół pnia chudej, młodej wierzby. Hageilip dojrzał podróżników, podniósł głowę i wydał z gardzieli niski dźwięk: "hriahhhhhh". - To znaczy tyle, co "won stąd" - wyjaśnił Letian. Chłopiec stanął jak wryty. Nigdy nie widział przedstawicieli tej tajemniczej i wojowniczej rasy leśnych opiekunów. Kupiec za to wsadził rękę za pas i zaczął opowiadać niczym znawca: - Nie bój się. Nic nam nie zrobi, póki nie wyciągnie tej wielkiej siekiery. Hageilipy nie są wrogami ludzi, ale są nieco nerwowe. Jak się zdenerwują, to potrafią i w człowieka nieźle rąbnąć. Ogólnie walczą jedynie z Aldrami mieszkającymi w górach i bardzo nie lubiącymi drzew. Zawsze tłuką się w na skraju lasów. Ale Dilberta wcale nie uspokoiło zapewnienie stryja. Włosy powstały mu pod jego czapka. Po chwili strach…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych